Jak minął czerwiec albo podsumowanie miesiąca

Jak minął czerwiec albo podsumowanie miesiąca



Jutro zaczyna się lipiec, chociaż lipy już kwitną i bardzo ładnie pachną. Dobra to pora roku, bo miejscowości – o ile nie leżą nad morzem czy w jakiejś wyjątkowo turystycznej okolicy – zazwyczaj pustoszeją. Można wyjść przed dom, zobaczyć, że pusto i wrócić do czytania. Wieczorami czekoladowo pachnie maciejka, sroki, które usiłują zapanować nad ptaszarnią za oknem terkoczą z oburzeniem, kot wyciąga się po całym dniu spania. Innymi słowy, przyszło lato.

Więcej czytania albo karnawał blogowy #6

Więcej czytania albo karnawał blogowy #6

 
Lato przyszło, więc mamy taki karnawał powiedziałabym: tradycyjny. Nie z kuligiem w zapusty, ale taki roztańczono-rozśpiewany, można by się nawet pokusić o jakąś platformę do jeżdżenia. Chociaż zapewne nie wszędzie jest teraz ciepło, ja raczej rozpływam się w upale. A jeśli i Wy chronicie się dzisiaj w cieniu, to możecie to robić, czytając fantastyczne notki, które polecam poniżej!
W pieskach siła albo o "Przez sen" J. Podsiadły

W pieskach siła albo o "Przez sen" J. Podsiadły

 
Przybył do mego domostwa przedwczoraj listonosz, przynosząc paczkę z nowiutkim tomikiem wierszy Jacka Podsiadły. Tomik pięknie wydany, nakład nieduży – radość wielka. A przy okazji się zorientowałam (dzięki mojemu Domownikowi, który mnie oświecił), że nominowany do Nike – ach, będę Pyzą na czasie, pomyślałam, co tak rzadko mi się zdarza, a tu proszę, zupełnym przypadkiem się udało. Także tomik przywędrował z Lublina, bo wyobraźcie sobie, że nigdzie nie można go było dostać, no ale już jest, został przeczytany i pozwólcie, że kilka słów o nim powiem.
Co widzimy za rzędem literek albo o opisach

Co widzimy za rzędem literek albo o opisach

 
Jakiś czas temu w dyskusji pod jednym z wpisów padło pytanie o moje zdanie w sprawie opisów. Chodziło o to, których pisarzy i pisarki cenię ze względu właśnie na te opisy. Bo opisy lubię – nic na to nie poradzę, uważam, że to istotna część składowa fabuły. Tyle że pisać opisy wcale nie jest tak łatwo, czego chyba wszyscy doświadczyliśmy, przysypiając nad jakąś powieścią albo z niecierpliwością kartkując dalej i czekając, kiedy u licha wreszcie się coś zacznie dziać!
Podróże z autorem albo Wpis na początek wakacji

Podróże z autorem albo Wpis na początek wakacji


Słuchajcie, toż to dzisiaj koniec roku szkolnego! Dla dużej części populacji zaczynają się wakacje, czyli dwa miesiące wolności od szkolnych obowiązków, który to czas sama wspominam błogo i radośnie (aż żal, że wakacji nie ma się przez całe życie!). Dlatego jak tylko zerknęłam w kalendarz pomyślałam, że to idealna okazja, żeby napisać wpis na temat, który został mi kiedyś podsunięty przez Timid w dyskusji pod wpisem aHa. Zatem, jeśli macie ochotę – nawet jeśli dla Was, tak jak i dla mnie, nie zaczynają się wakacje – zachęcam do hipotetycznych podróży z autorem!
Miejsce miejscu nierówne albo 5 specyficznych miejsc, w których zdarzyło mi się czytać

Miejsce miejscu nierówne albo 5 specyficznych miejsc, w których zdarzyło mi się czytać


Ostatnio ciągle piszę o dziwieniu się albo czymś dziwnym, co jakoś jest związane z czytaniem. Widać mam taką filozoficzną naturę, co to każe mi się dziwić. Bo i dzisiaj o dziwnościach będzie, chociaż może nie takich znowu wielkich i szalonych, ale miłych i sympatycznych zazwyczaj. Także już nie przedłużając, bo i nie ma potrzeby: zadumałam się i sporządziłam spis miejsc, w których coś czytałam, a które odbiegają zwykle od standardu, w którym czytam.
Lemat-o #1 albo o „Człowieku z Marsa” S. Lema

Lemat-o #1 albo o „Człowieku z Marsa” S. Lema


No to zaczęłam. Na pierwszy ogień poszedł debiut Lema, czyli wydawana w odcinkach w 1946 roku powieść „Człowiek z Marsa”. Czy to jest proza zwiastująca geniusza? Moim zdaniem nie. Czy jest to spektakularnie zła książka? W żadnym przypadku. Czy czuję się zachęcona po niej, by dalej zgłębiać twórczość Lema? I tak, i nie.
Nie śpimy, czytamy! Albo książkach, przez które zarwałam noc

Nie śpimy, czytamy! Albo książkach, przez które zarwałam noc


Widzicie, nie wiem czemu, ale od lat wydaje mi się, że Sobótka wypada 23 czerwca. Jakoś tak chyba widać tu wpływ edukacji wczesnoszkolnej, bo mam wrażenie, że to wtedy z jakiejś książki dowiedziałam się, że 23 czerwca to przesilenie letnie i tak już ze mną zostało. Także wpis dzisiejszy kręci się poniekąd dookoła nocy – nie najkrótszej może, ale jednak nocy – i wybaczyć mi musicie, że nie wypadł idealnie w słowiańskie święto, ale cóż poradzić.
Dziewczyny do piór albo o powieściach w formie dziennika nastolatki

Dziewczyny do piór albo o powieściach w formie dziennika nastolatki

 
Otóż przyznam Wam, że uwielbiam powieści pisane w formie dziennika nastolatki. W sumie odkryłam je bardzo późno, bo dopiero w liceum, ale naprawdę – co jakiś czas wybieram się na poszukiwania czegoś w tym rodzaju, żeby sobie po prostu poczytać ten klasyczny zestaw szkoła-miłość-problemy rodzinne w innej odsłonie, od czasu do czasu ubarwiony jakimś dodatkowym elementem. Dlatego też w sumie piszę tę notkę, samolubnie licząc, że może coś nowego albo swojego ulubionego mi doradzicie i polecicie. A tymczasem kilka ogólnych obserwacji dotyczących tego specyficznego gatunku.
Co ja robię tu albo o problemach z bohaterkami

Co ja robię tu albo o problemach z bohaterkami

 
Słuchajcie, zapomniałam wczoraj zapowiedzieć wpisu! I okazało się, że to w sumie nie tak źle, bo odrzuciłam w kąt mój notatniczek z zaplanowanymi wpisami i postanowiłam napisać o czymś, co pod wpisem o „Popiołach” budziło naszą wspólną konsternację – czyli o tym, jak się pisze postaci kobiece.
Świat to akuratnie tyli, co Klimontów z Koprzywnicą albo o „Popiołach” S. Żeromskiego (Pikniki z Klasyką #2)

Świat to akuratnie tyli, co Klimontów z Koprzywnicą albo o „Popiołach” S. Żeromskiego (Pikniki z Klasyką #2)


Na początku przyznam Wam się, że dawno się tak nie zmęczyłam lekturą, jak przy tych „Popiołach”, które woziłam ze sobą wszędzie, żeby je przeczytać, a i tak pochłonęło mi to niecało trzy tygodnie. Dlaczego tak było? Postaram się w krótkim streszczeniu zawrzeć moje emocje odnośnie do powieści, a potem to już będę szczegółowo analizowała, co mi w „Popiołach” grało, a co nie. No i dla porządku zaznaczam, że od spojlerów aż ciemno.
Och, Antoni! Albo o "Wiśniowym sadzie" A. Czechowa

Och, Antoni! Albo o "Wiśniowym sadzie" A. Czechowa

 
Zabrałam dzisiaj ze sobą do autobusu „Wiśniowy sad” Czechowa, bo pomyślałam, że czas na oderwanie się od próz i wyskok w jakiś inny rejon literatury, a dramat Czechowa idealnie się do tego nadawał (zresztą pisałam kiedyś, że z Czechowa w moim czytelniczym doświadczeniu mam wielką ziejącą czarną dziurę), bo podskubywałam go od jakiegoś czasu, ale potrzebowałam spokojniejszej chwili, żeby go przeczytać na jeden raz, a dobrze. I słuchajcie, jaka to jest dobra rzecz!
Tłumaczenia i oryginały albo scholastyka w działaniu

Tłumaczenia i oryginały albo scholastyka w działaniu


Obiecywałam tę notkę dwa dni, chociaż zwykle staram się realizować zapowiedź poczynioną dnia poprzedniego, no ale czasami, jak wczoraj, dobrze jest przedyskutować z Wami tematy bardziej bieżące i samej uporządkować myśli – do czego w przeważającej mierze służy mi pisanie. Ale dzisiaj już wracam do dobrego zwyczaju i będzie o owym szczególnym rodzaju czytania: czyli czytaniu w oryginale.
O niebezpieczeństwach słuchania radia albo o dyskusjach o literaturze

O niebezpieczeństwach słuchania radia albo o dyskusjach o literaturze

 
Słuchajcie, ja jestem naprawdę dość spokojną osobą. Rzadko się denerwuję, zazwyczaj rozbieram sprawę z czterech stron, żeby się zastanowić, czy mam rację, czy jednak nie mam albo czy może to, co mi się nie podoba, ma sens i tak dalej, i tak dalej. Dlatego sporo trzeba, żeby mnie wyprowadzić z równowagi. I wyobraźcie sobie, słucham sobie wczoraj radia i jak nie gruchnie. Ech, pomyślałam. No i postanowiłam o tym napisać.
Lemat-o albo lato z Lemem

Lemat-o albo lato z Lemem

Słuchajcie, lato astronomiczne za pasem, trzeba się przygotować! Poczyniłam już pewne przygotowania na własną rękę, ale pomyślałam, że może ktoś by się chciał dołączyć albo śledzić przychylnym okiem lato tutaj na Pierogach Pruskich. Dlatego dzisiaj na dobry początek tygodnia wpis o tym, co też się będzie na blogu działo latem.
Powiedz mi, jak się nazywasz, a powiem ci, kim jesteś, bohaterze albo o nazwiskach bohaterów literackich

Powiedz mi, jak się nazywasz, a powiem ci, kim jesteś, bohaterze albo o nazwiskach bohaterów literackich



Nie wiem, czy pamiętacie, bo to było dawno – a niektórzy z Was jeszcze wtedy tutaj nie czytywali – ale przy okazji recenzji „Gniewu” Miłoszewskiego zakrzyknęłam ze zgrozą, że ten Myślimir Szcząchor to już ociupinkę za dużo. No właśnie, jeden z epizodycznych bohaterów tego kryminału nazywa się Myślimir Szcząchor. No, pomyślałam, ot, dziwactwo. A potem pomyślałam: e, nie. Po co tak nazywać postać? I pomyślałam, że prześledzę, po co.
Mniej kurzu! Albo o sprzątaniu książek

Mniej kurzu! Albo o sprzątaniu książek

 
Nie wiem jak Wy, ale ja ostatnio zauważyłam, że strasznie się wszystko kurzy. No, może nie tak znowu ostatnio, bo już jakiś czas temu: mam wrażenie, że kurzu jest dużo więcej niż kiedyś. I nie, żebym wieszczyła nam katastrofę jak z „Interstellar”, raczej po prostu doszłam do wniosku, że przecieranie półek raz w tygodniu nie jest wszystkim, co można dać zbiorom naszych książek. Dlatego dzisiaj będą dwa słowa o sprzątaniu książek. Tak przy sobocie, bo jednak – kiedyś przynajmniej – sobota to był właśnie taki dzień sprzątający, więc temat jak znalazł.
Co nam wygląda z książek albo o różnicy pokoleniowej i literaturze

Co nam wygląda z książek albo o różnicy pokoleniowej i literaturze


Są takie momenty w życiu, kiedy czytanie czegoś – albo czegoś nieczytanie – uświadamia nam, że znajdujemy się w nieco innej grupie odbiorców niż inni. Ba, że może to jest wcale nie ta grupa, w której znajdujemy się z jakichś innych prozaicznych powodów, takich jak na przykład wiek. No i właśnie o czymś takim będzie dzisiaj. Sam temat jest szeroki i przynajmniej ze dwie różne notki jeszcze można by mu poświęcić, ale dzisiaj tylko o jednym jego -- wycinkowym -- obliczu.
Na językach albo czy ty wiesz, jak brzmi twój autor?

Na językach albo czy ty wiesz, jak brzmi twój autor?


Otóż, wyobraźcie sobie, w sypialni doczekałam się radia. Nie jest to być może dla Was żadna ekstrawagancja, ale od czasów liceum nie miałam tej przyjemności, żeby budziło mnie radio. No, ale to taki szczegół z życia, który mogłabym pominąć, gdyby nie to, że to, czego porankami słucham, zasadniczo podsunęło mi temat do dzisiejszego wpisu.
10 najlepszych baśni skandynawskich z "Zardzewiałego miecza" R. Stillera albo ranking wybitnie subiektywny #6

10 najlepszych baśni skandynawskich z "Zardzewiałego miecza" R. Stillera albo ranking wybitnie subiektywny #6


W dzisiejszym zestawieniu moich ulubionych baśni biorę na warsztat „Zardzewiały miecz” Roberta Stillera. To zbiór legend, podań i opowieści skandynawskich, ale w podaniu autora. Czyli właściwie coś między inspiracją baśniową a baśnią literacką. Ale ponieważ Stiller świetnie podrzuca jedne tropy, inne delikatnie popycha w odmienną niż to w baśniach stronę i w ogóle jest bardzo, mówiąc krótko, „klimatycznie”, pomyślałam, że czemu nie. No i to nie do końca są baśnie, ale skoro pisałam o "W krainie Gryfitów", to i "Zardzewiały miecz" się łapie.
Z książką w plener albo o czytaniu na dworze

Z książką w plener albo o czytaniu na dworze

 
Siedziałam ja sobie w niedzielę na balkonie z książką i pomyślałam, że to już od jakiegoś czasu jest „ten moment”, że czytanie na dworze staje się dużo przyjemniejsze niż czytanie w domu. W związku z czym w mojej głowie zapaliła się lampka pod tytułem „notka!”, także owoce przemyśleń balkonowych macie okazję przeczytać dalej. Ujawniam się też w tytule jako osoba z północy, no ale w końcu Pierogi Pruskie, więc czego się spodziewać. Tych, którzy czytają nie „na dworze”, ale „na polu” nie dyskryminuję, rzecz jasna, przyjmijcie dowolny wymiennik w tytule.
Gwiazdki i punkty albo o ocenianiu książek

Gwiazdki i punkty albo o ocenianiu książek

 
Szczerze mówiąc nie wiem, czy mam aż tyle do powiedzenia w tej sprawie, ale tak sobie pomyślałam, że dobrze by było zebrać to, co myślę. A że jak ostatnio myślę o czymkolwiek związanym z czytaniem, to od razu zaczynam myśleć w kategoriach notki, to postanowiłam to zebrać, pisząc. Także dzisiaj słów kilka o ocenianiu książek. A konkretniej – o takim ocenianiu cyframi, procentami, gwiazdkami i tak dalej.
Jeszcze, jeszcze albo powroty do Doliny Muminków

Jeszcze, jeszcze albo powroty do Doliny Muminków


Tak się zabierałam, żeby o tym napisać i ciągle coś nowego przychodziło mi na myśl. Ale skoro napisałam już o muminkowych komiksach, to przyszedł czas na napisanie o muminkowych, no, powieściach graficznych? Bo zaopatrzyłam się ostatnio w pokaźny ładunek Muminków i dzisiaj chcę Wam napisać o trzech powieściach z tego uniwersum, ale nie tych znanych, klasycznych, tylko takich w większym formacie i opartych na nieco innym pomyśle.
5 najdziwniejszych książek, jakie posiadam albo o cudach w zbiorach

5 najdziwniejszych książek, jakie posiadam albo o cudach w zbiorach

 
Zdarza się i mnie, jak chyba każdemu, porządkować księgozbiór. Niekoniecznie po to, żeby faktycznie go jakoś uporządkować, ale po prostu poprzeglądać, co też w nim jest, może coś przestawić, ułożyć, odnaleźć po latach jakąś książkę, o której nie wiedziałam albo zapomniałam, że tam jest i z tysiąca innych podobnych powodów. I tak jak go przeglądałam ostatnim razem wymyśliłam taki oto wpis.
Polecono mi... Albo o korzyściach poznawczych

Polecono mi... Albo o korzyściach poznawczych

 
Staram się być systematyczna. Z całkiem prozaicznego powodu: bez systematyczności się gubię i potem trudno jest mi opanować narastający wokoło mnie chaos. Nie jest to niemożliwe, ale jednak dość trudne. Dlatego jakoś już w lutym zdałam sobie sprawę, że powinnam stworzyć zupełnie osobną listę książek, które zostały mi polecone dzięki temu, że założyłam bloga...
O czytaniu książek jeszcze raz albo o korzyściach z powtórek

O czytaniu książek jeszcze raz albo o korzyściach z powtórek

 
Ostatnio przeczytałam w różnych miejscach o takim przytłoczeniu ilością książek, jakie zostały napisane i które chciałoby się przeczytać, a przecież nie jest tak, że mamy w życiu nieograniczoną ilość czasu, zasobów i generalnie, no, śmiertelni jesteśmy, co zrobić. Kto nie zazdrościł Evie z „Only lovers left alive” Jarmuscha, która w podróż pakowała same książki, bo wampiry jeść nie muszą, bez ciuszków się obędą, a do czytania czasu mają całą wieczność?
Paski relaksacyjne albo o "Muminkach. Komiksach" T. Jansson

Paski relaksacyjne albo o "Muminkach. Komiksach" T. Jansson


Spokojnie, te paski z tytułu to nie jest żadna zachęta do tego, żeby nabywać paski odchudzające, oczyszczające z toksyn bądź robiące inne cuda wianki. To raczej podsumowanie dwóch bardzo miłych wieczorów, które spędziłam beztrosko w towarzystwie pierwszego tomu wydanych u nas komiksów muminkowych autorstwa Tove Jansson. Sprawa to przepiękna, Ene Due Rabe (wydawnictwo) sprawiło się na medal, no -- po prostu coś wspaniałego. I tu bym mogła w sumie skończyć, ale ponieważ jak wiecie lubię pisać, no to jeszcze coś niecoś na ten temat napiszę.

Gdzie kłaść książki albo odpowiedź na bardzo częste pytanie

Gdzie kłaść książki albo odpowiedź na bardzo częste pytanie



Wierzcie lub nie, ale całkiem spora gromadka osób trafia tutaj wpisując w wyszukiwarkę hasło „gdzie kłaść książki”. Czasami w pewnym wariancie tego zapytania, ale na ogół właśnie po takich słowach. Pomyślałam zatem, że skoro jest zapotrzebowanie na takie wskazówki, to czemu by się nad takim problemem nie pochylić?