Jak minął lipiec albo podsumowanie miesiąca

Jak minął lipiec albo podsumowanie miesiąca


Tym razem nie westchnę ciężko, że gdzież, ach gdzież są niegdysiejsze lipce, bo doskonale wiem, na czym mi lipiec minął. Na pisaniu bloga, oczywiście, ale nie tylko, bo powędrowałam sobie tu i tam, popracowałam, a przede wszystkim: poczytałam. No to zobaczmy, co też się działo tu, na blogu.
Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #7

Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #7


Przedostatni dzień miesiąca to jest ten miły czas, kiedy mam już swój vintage pliczek na podorędziu i tylko muszę sobie odświeżyć polecane posty (sama przyjemność!), a potem oddać je w Wasze ręce. Przy codziennym pisaniu czuję, jakbym miała małe święto. Nie, żartuję, ale wiecie, potem się jakoś tak zabieram do pisania z jeszcze większym zapałem.
O modach literackich albo o pisarzach stojących w drugim rzędzie

O modach literackich albo o pisarzach stojących w drugim rzędzie


Jest taka scena we "Wspomnieniach niebieskiego mundurka" Gomulickiego, kiedy nieletni bohater ucieka ze szkoły, żeby zobaczyć na własne oczy poetę, przejeżdżającego przez Pułtusk. Zaczaia się przy drodze i czeka, czeka, a czytelnik razem z nim, zadając sobie pytanie, co też to za poeta, przeliczając w głowie daty, generalnie: ach i och. I kiedy w końcu okazuje się, że to Władysław Syrokomla, znany co prawda dzisiejszemu czytelnikowi, ale raczej z nazwiska niż z twórczości (właściwie, nie uogólniając, niżej podpisanej), pomyślałam sobie, że z modami w literaturze jest pewien problem bardziej skomplikowany niż to, że dużo osób czyta "50 twarzy Greya".
Awantura o świętą Winifredę albo o „Tajemnicy świętych relikwii” E. Peters

Awantura o świętą Winifredę albo o „Tajemnicy świętych relikwii” E. Peters


Czy macie tak czasem, że jedziecie gdzieś i nie zabieracie zbyt wielu książek, bo przecież i tak pewnie nie będzie kiedy czytać? Mnie się tak zwykle zdarza: albo biorę za mało, albo za dużo (chyba, że akurat podróżuję z czytnikiem -- ale nie tym razem). Na szczęście wzięłam też książki do doczytania, a wśród nich „Tajemnicę świętych relikwii”. I o niej napiszę, skoro przeczytałam.
Pewien debiut na blogu albo o skomplikowanych wyborach

Pewien debiut na blogu albo o skomplikowanych wyborach


Nadeszła wiekopomna chwila! Otóż mieszkający z nami Kot skończył rok, stając się kotem dorosłym i w pełni praw kocich, a ja uświadomiłam sobie, że zupełnie, ale to zupełnie nie wiem nic precyzyjnego o jego czytelniczych upodobaniach. Postanowiłam to zatem zmienić i przeprowadzić pewien test.
10 przykazań czytelniczej higieny albo dekalog czytającego

10 przykazań czytelniczej higieny albo dekalog czytającego


Oczywiście nie roszczę sobie pretensji do stworzenia żadnych uniwersalnych prawideł. Pomyślałam sobie jednak, że czemu by się nie zastanowić, w jaki sposób dbać o to, jak czytamy – i to zarówno pod kątem tego co, kiedy i w jaki sposób przyswajamy przez słowo pisane? Ten wybór jest ściśle subiektywny, mocno oparty na moich własnych doświadczeniach – i oczywiście otwarty na dalsze sugestie.
Lemat-o #6: Może i Bóg istnieje tylko czasami albo o „Śledztwie” S. Lema

Lemat-o #6: Może i Bóg istnieje tylko czasami albo o „Śledztwie” S. Lema


Macie tak czasem, że odkładacie książkę na półkę i mówicie sobie w duchu „ale o co właściwie chodziło?”. Mnie się to zdarza rzadko, ale w przypadku „Śledztwa” taka myśl towarzyszyła mi właściwie od początku lektury – i została po przeczytaniu. Co nie oznacza, że nie mam pewnej teorii interpretacyjnej (rzadko się zdarza, żebym nie miała), tyle że nie do końca mnie ona satysfakcjonuje. Zaczynam zatem moje prywatne śledztwo: jak to ze śledztwem jest? (A w tytule – cytat z dzieła).
Raz za razem albo do jakich książek wracam najczęściej?

Raz za razem albo do jakich książek wracam najczęściej?


Ten wpis zapewne nie będzie żadnym zaskoczeniem, bo powtarzać się w nim będzie część książek, o których napomykam od czasu do czasu, ale postanowiłam zrobić eksperyment i zobaczyć, do jakich książek wracam najczęściej, czytam z częstotliwością większą niż inne i ogólnie rzecz biorąc z przyjemnością zatapiam się raz jeszcze w świat przedstawiony.
Nie tylko Hrabal i Kundera albo których czeskich pisarzy warto poznać?

Nie tylko Hrabal i Kundera albo których czeskich pisarzy warto poznać?


Obiecałam i napisałam jakiś czas temu wpis o moich ulubionych czeskich pisarzach. W trakcie pisania go stwierdziłam jednak z pewnym zdumieniem, że piszę i piszę, a tak po prawdzie to niewieloma z tych lektur mogę się w pełni z Wami podzielić i Wam je rekomendować, bo brakuje nam przekładów na polski. Dlatego zapowiedziałam, że napiszę wpis o czeskich pisarzach wartych poznania, a na polski przełożonych.
Pikniki z Klasyką #3: Po cóż nam zbrodnia, gdy podają kanapki albo o „Tajemnicy Czerwonego Domu” A. A. Milne'a

Pikniki z Klasyką #3: Po cóż nam zbrodnia, gdy podają kanapki albo o „Tajemnicy Czerwonego Domu” A. A. Milne'a


Jak wiecie, czytam latem Lema. Ale jak mogłabym zrezygnować z dyskutowania o klasycznych powieściach raz w miesiącu? No nie mogłam. Tarnina zresztą zaproponowała bardzo dobre rozwiązanie, jak się oderwać od Lema, czytać klasykę, a jednocześnie utrzymać w klimacie letnio-wakacyjno-urlopowym. Bo cóż wtedy czytać, jeśli nie kryminały (cóż – póki co to pytanie retoryczne, a odpowiedź za miesiąc)? Dlatego dzisiaj zapraszamy Was wspólnie na przebieżkę po wydanej w roku 1926 powieści kryminalnej pióra Alana Alexandra Milne'a, znanego nam wszystkim jako autor „Kubusia Puchatka”.
Lemat-o #5: Na pierwszy rzut oka to raj albo o „Edenie” S. Lema (dwusetny post!)

Lemat-o #5: Na pierwszy rzut oka to raj albo o „Edenie” S. Lema (dwusetny post!)


Po przeczytaniu pierwszych próz Lema i słynnego zbioru opowiadań przyszła wreszcie kolej na powieść, która uznawana jest za początek „dojrzałej” twórczości pisarza (a przynajmniej tak się dowiedziałam z posłowia, więc przyjęłam tę informację za dobrą monetę – no i jak miło wiedzieć, od czego bez problemu zacząć wstęp do notki!). A w tytule strawestowałam czeski hymn, bo nie mogłam się oprzeć, tak dobrze pasował.
Dlaczego to kupiłam albo o podejrzanych zakupach książkowych (i ich przyczynach)

Dlaczego to kupiłam albo o podejrzanych zakupach książkowych (i ich przyczynach)


Otóż zawędrowałam sobie na weekend do domu mego rodzinnego, a w tymże domu trzymam znaczącą nadal część mojego księgozbioru, przemieszaną od czasu do czasu z księgozbiorem mojego Domownika (skutki przewożenia książek między trzema-czterema lokacjami przez lat kilka). I siadłam ja sobie przed regałami, popatrzyłam ja sobie na te regały, i odczułam dwie rzeczy: przyjemność, że o rety, ile książek, a niektóre nieczytane (dobrze będzie przeczytać!), a inne takie przeczytane (dobrze będzie wrócić!) oraz uczucie w rodzaju „po kiego kupiłam kiedyś tę książkę?”.
Koniec wieńczy dzieło? Albo jak to jest z tym (prze)czytaniem

Koniec wieńczy dzieło? Albo jak to jest z tym (prze)czytaniem


Pamiętacie może taką sytuację ze szkoły, kiedy na lekcji polskiego nauczyciel pytał: „a ty przeczytałeś tę książkę?”, na co delikwent odpowiadał coś w rodzaju „no tak, czytałem”, a potem pojawiało się jak w zegarku sakramentalne „czytałeś, czytałeś, ale czy przeczytałeś?”. No i w sumie to jest bardzo dobre pytanie, ale nieco w innym tonie bym je zadała. Bo co to w ogóle znaczy, że przeczytaliśmy jakąś książkę? I czy każdą książkę da się przeczytać?
Lemat-o #4: Już wiadomo, jaki Doktor albo o „Dziennikach gwiazdowych” S. Lema

Lemat-o #4: Już wiadomo, jaki Doktor albo o „Dziennikach gwiazdowych” S. Lema




Bytowanie w Kosmosie, a już zwłaszcza budowanie w nim cywilizacji, nie stanowi niestety sielanki.
[cytuję z wydania Gebethnera i Spółki z 1991, s. 167]


Skończył się niedawno Comic Con, na którym pokazano na przykład trailer do nowego sezonu „Doctora Who”. Możemy zatem jęczeć z niecierpliwości, czekając na wrzesień, kiedy się nowa seria zacznie. A możemy też przeczytać coś, co jest bardzo w klimacie Doctorowym, szalenie inteligentne i z bohaterem, który jest miksem wszystkich ulubionych Doktorów. A w dodatku latał przez vortexy sześć lat wcześniej niż zdumieni nauczyciele z Coal High School odkryli w rupieciarni budkę policyjną, co to okazała się być specyficznym statkiem kosmicznym.
Przekleństwa niewinności albo o „Girl Friends” Milki Morinagi

Przekleństwa niewinności albo o „Girl Friends” Milki Morinagi


Otóż po dyskusji pod wpisem o powieściach w formie dziennika nastolatek Elżbieta poleciła mi mangę „Melancholia Haruhi Suzumiya”. Nie przyznawałam się chyba, ale bardzo lubię mangi (no dobrze, czytam chyba właściwie wszystko od instrukcji obsługi szafki z IKE-i po nalepki w autobusach, więc to nie jest zapewne wielkie zdziwienie) i od jakiegoś czasu szukałam czegoś nowego do podczytania...
Mości panowie, no nie bardzo albo o problemach z Sienkiewiczem

Mości panowie, no nie bardzo albo o problemach z Sienkiewiczem


Przyznam się Wam szczerze, że lata temu, gdyby ktoś mnie zapytał, jaki pisarz jest moim ulubionym, bez wahania wykrzyknęłabym: „Sienkiewicz!”. No, więc jak to się stało, że – co zapewne zauważyliście – w poście o ulubionych pisarzach zupełnie, ale to zupełnie Sienkiewicza brak? Ano, powiem Wam, zniechęciłam się do niego w pewnym momencie bardzo. I dzisiaj o powodach tego zniechęcenia będzie.
Ile mi to zajmie albo o szacowaniu czasu na lekturę

Ile mi to zajmie albo o szacowaniu czasu na lekturę


Dzisiaj będzie krótko i rzeczowo. Z dwóch powodów. Po pierwsze, to jest dopiero pewna myśl, którą chciałam przepuścić przez sieć dyskusji – bo to problem, nad którym się zastanawiam, a przecież w komentarzach zawsze pojawiają się ciekawe głosy na dany temat, a i ja mam wrażenie, że najlepiej mi się „domyśla” pewne rzeczy w dyskusji. Po drugie zaś, związane z pierwszym, jest letnia niedziela. W letnie niedziele zapewne większość z Was łapie lato, a i ja staram się nieco podłapywać. Także o tak.
Uff, jak gorąco albo co czytać w upały (żeby przetrwać)

Uff, jak gorąco albo co czytać w upały (żeby przetrwać)

 
Wszystkim nam doskwierały chyba ostatnio upały. Tutaj u mnie troszeczkę się poprawiło od czwartku, ale podobno upały mają wrócić. Lepiej być wtedy przygotowanym, dlatego dzisiaj kilka porad, jak przetrwać taką pogodę z książką, w zależności od tego, jaki jest nasz stosunek do tego typu pogody, oczywiście.
5 najlepszych "Bajek czeskich" albo ranking wybitnie subiektywny #7

5 najlepszych "Bajek czeskich" albo ranking wybitnie subiektywny #7


Zrobiłam sobie ostatnio spore zapasy książek po czesku, a wśród nich trochę niechcący (e, wcale nie zamierzam wejść do tego antykwariatu, a skąd, o, ale mają książki za dziesięć koron, a tam półkę z baśniami... sami wiecie, jak jest) bardzo ładnie zachowane wydanie „Bajek czeskich” Jana Drdy. A że i tak planowałam o nich napisać, to od razu sobie szybciutko zbiorek odświeżyłam i już piszę!
Historia literatury od szatni albo poznajcie Panią Lolę

Historia literatury od szatni albo poznajcie Panią Lolę


Od już jakiegoś czasu noszę się z tą notką i noszę, a to dlatego, że bardzo chciałam Wam o tym napisać, ale nie wiedziałam, z której strony ugryźć temat. Nadal co prawda nie wiem, czy jest to strona dokładnie taka, jaką chciałam ugryźć, ale pomyślałam, że nie warto się tak nosić, tylko trzeba siąść i napisać. Także dzisiaj będzie o zabawie literaturą, która dostarcza mi za każdym razem masę radości.
Jak nie drzwiami to oknem albo co czytać, jeśli nie to?

Jak nie drzwiami to oknem albo co czytać, jeśli nie to?


Przyszło lato i wszędzie można się natknąć na różnego rodzaju listy książek idealnych na lato. Zazwyczaj są to książki w jakiś sposób przyjemne do czytania o tej porze roku, kiedy większość z nas (niestety nie niżej podpisana) ma przynajmniej dwa tygodnie urlopu, siedzi zatem i czyta. Albo siedzi i zaczyna myśleć „hm, mam tyle czasu, może wreszcie przeczytam Tę Książkę Na Którą Trzeba Mieć Dużo Czasu”... 
Południowe plany albo 25 czeskich książek, które chcę przeczytać

Południowe plany albo 25 czeskich książek, które chcę przeczytać


Jakiś czas temu w ramach notki wyliczyłam 25 w miarę klasycznych książek, które zamiaruję kiedyś przeczytać. Ale zaznaczyłam, że to tylko kilka pozycji z ciągle wydłużających się list książek do przeczytania. Dzisiaj zatem kolejna część, trochę egzotyczna, jak się okazało już po jej sporządzeniu, bo niewiele na niej jest przekładów. Bez dłuższych wstępów: dzisiaj wybór 25-ciu czeskich książek, które w zasadniczo bliższej przyszłości chcę przeczytać.
Oby nie chlups albo na co uważać przy czytaniu nad wodą

Oby nie chlups albo na co uważać przy czytaniu nad wodą


Obiecałam już przy dawniejszej okazji, że o czytaniu nad wodą napiszę osobny wpis i teraz, znużona już z lekka upałami, które mamy, stwierdziłam, że nie ma co czekać na lepszą okazję, trzeba pisać, póki ciepło i póki marzeniem większości z nas jest znalezienie się nad jakimś sympatycznym zbiornikiem wodnym, z książką rzecz jasna.
Lemat-o #2: Radzieccy uczeni nad jeziorami bakelitu albo o "Astronautach" S. Lema

Lemat-o #2: Radzieccy uczeni nad jeziorami bakelitu albo o "Astronautach" S. Lema

 
Przyszła do naszego kraju fala upałów, więc zupełnym przypadkiem nie ma lepszej lektury niż ta o podróży na Wenus, gdzie panują kosmiczne upały, a rozżarzona powierzchnia planety zachęca do spacerów jeszcze mniej niż nasza przy takiej pogodzie. Ale ad rem: przeczytałam drugą z kolei książkę Lema, a teraz pragnę podzielić się z Wami wrażeniami.
O Pyzie raz jeszcze albo odpowiadam na pytania

O Pyzie raz jeszcze albo odpowiadam na pytania


Jakiś czas temu odpowiadałam już na pytania w ramach Liebster Blog Award, więc kiedy znowu zostałam nominowana, zastanawiałam się, czy pisać taki post po dość jednak niedługim czasie, jaki upłynął od poprzedniego. A potem zostałam nominowana raz jeszcze, przemyślałam sprawę i stwierdziłam, że na sobotę letniego czasu właściwie czemu by nie pobawić się w odpowiadanie.
Piszę i ubezpieczam albo o Franzu Kafce na urodziny

Piszę i ubezpieczam albo o Franzu Kafce na urodziny


Zapowiedziałam jak na mnie całkiem jasno wczoraj, o czym będzie dzisiaj, zatem zamiast kluczyć i błądzić, i zwodzić, i się rozpisywać, jasny przekaz: dzisiaj dziwnostki i ciekawostki o Franzu Kafce. I całkiem poważne fragmenty też.
Kogo kocham, kogo lubię albo o moich ulubionych autorach

Kogo kocham, kogo lubię albo o moich ulubionych autorach


 Tak sobie ostatnio uświadomiłam, że kiedy mowa o książkach – albo dowolnym innym dziele kultury – zwykle pytamy się innych „a jaka jest twoja ulubiona książka” albo „a kto jest twoim ulubionym autorem”, no, w każdym razie w tym stylu. To dobry punkt wyjścia do rozmowy o książkach. A ja tu już piszę i piszę, a nie napisałam jeszcze wpisu o moich ulubionych autorach. No dobrze, zapewne już się zorientowaliście, kto się do tego grona zalicza, ale postanowiłam to zgarnąć w jednym miejscu. Będzie jak znalazł, kiedy po raz kolejny pomyślę „hm... kogo ja też tak bardzo lubię?”.
Pół roku minęło albo czego się nauczyłam od stycznia

Pół roku minęło albo czego się nauczyłam od stycznia


Ho, ho, dzisiaj mija pół roku, odkąd piszę tutaj o książkach. Całe sześć miesięcy blogowania za mną, no to co w takim razie taka Pyza jak ja może zrobić? Oczywiście podsumować. Nie byłabym sobą, gdybym nie zatrzymała się na chwilę i nie zobaczyła, czego się przez te pół roku dowiedziałam. W żadnym przypadku nie jest to post poradniczy -- po prostu takie moje refleksje.