Jak minął sierpień albo podsumowanie miesiąca

Jak minął sierpień albo podsumowanie miesiąca



W sierpniu byłam autorką bloga bardzo książkowego, bo tak się jakoś złożyło, że udało mi się przeczytać całą masę książek, a wszystko dzięki temu, że wpadłam w lemowy ciąg. W każdym razie: jeśli czujecie, że mogliście coś przegapić albo macie ochotę zobaczyć, co się tu działo, wchodźcie śmiało.
Słowami służby albo o „A Thin Ghost and Other” M. R. Jamesa

Słowami służby albo o „A Thin Ghost and Other” M. R. Jamesa


Jak widzicie, odkryłam swojego nowego ulubionego autora. Także – znowu przy sobocie – dwa słowa o innym jego zbiorku, który znalazłam na stronach Projectu Gutenberg. „Zbiorek”, bo całość jest króciutka: zaledwie pięć opowiadań. Ale nie zamierzam ich omawiać – skupię się na tym, co wydało mi się fascynujące: na sposobie, w jaki James je pisze. A pisze je nader często sięgając po odkrywającą niepoślednią rolę w fabule służbę.
Książka czy film albo Cezary Baryka (nie)żyje

Książka czy film albo Cezary Baryka (nie)żyje



Książka czy film? To takie zdanie, na które łatwo nam wpaść tu i ówdzie. Tymczasem wydaje mi się, i to z wiekiem coraz mocniej mi się wydaje, że to jest pytanie zawierające w sobie zupełnie fałszywą przesłankę. Chodzi przecież o dwa zupełnie – zazwyczaj – inne sposoby opowiadania historii. Co z nim zatem zrobić?
Lemat-o #15: Późny debiut albo o "Szpitalu Przemienienia" S. Lema

Lemat-o #15: Późny debiut albo o "Szpitalu Przemienienia" S. Lema


Od razu powiem, żeby nie było nieporozumień: czuję się rozczarowana, a nawet trochę zła. Uf, powiedziałam to, zatem przejdźmy dalej. "Szpital Przemienienia" to właściwie pierwsza powieść Lema, ale wydana dość późno, bo autor miał kłopoty z wydaniem jej jako samodzielnej powieści i tak jak chciał. I teraz tak: brałam poprawkę na to, że to tak naprawdę debiut -- jako debiut uważam tę książkę za naprawdę dobrą. Tyle że spodziewałam się czegoś więcej -- sama jestem sobie winna. Tekst poniżej usiany jest spojlerami, czego po tym wstępie już się zapewne spodziewaliście. Także znowu: analiza raczej niż recenzja.

Życie i literatura albo poeta prawdę ci powie (o kotach)

Życie i literatura albo poeta prawdę ci powie (o kotach)



Wiecie, jak to się czasem mówi, że literatura pokazuje życie i że wiele można się z niej nauczyć? Oczywiście to nie jest tak, że zamierzam Wam teraz wygarnąć wszystko, co myślę o stendhalowskim zwierciadle, co się przechadza po gościńcu – a gdzież tam. Chciałabym poruszyć temat niezwykle istotny, życiowy właśnie. Czyli: jak literatura, a konkretnie poezja, pozwala nam radzić sobie z kotami, z którymi mieszkamy (wpis z przymrużeniem oka, wiecie).
Porozmawiajmy! Albo jak rozmawiać o książkach

Porozmawiajmy! Albo jak rozmawiać o książkach


Wiecie co, tak się czasem zastanawiam nad problemem, który przewija się od czasu do czasu a to przez różne wpisy na blogach, a to w rozmowach ze znajomymi, a to nawet w tak zwanej debacie publicznej – jak właściwie rozmawiać o książkach? I nie: mówić. Nie chodzi mi o to, żeby o nich opowiadać. Ale właśnie: jak rozmawiać, jak prowadzić dialog?
Lemat-o #13: Tylko we Lwowie albo o „Wysokim Zamku” S. Lema

Lemat-o #13: Tylko we Lwowie albo o „Wysokim Zamku” S. Lema


Słuchajcie, na samym początku powiem jasno: uważam „Wysoki Zamek” za książkę właściwie znakomitą. To jest świetna powieść – niepowieść o tym, jak działa pamięć, o tym, że to jest strasznie wybiórcza, trudna do okiełznania siła. A przy okazji jest to też studium dzieciństwa w świecie, który się stracił. I chociaż swoje uwagi mam, to „Wysoki Zamek” już teraz od progu polecam wszystkim. A przy okazji dawno się już nie śmiałam tak głośno, jak na początkowych rozdziałów tej skromniutkiej, krótkiej prozy.
Jak uniknąć bycia wystraszonym albo garść rad po przeczytaniu „Opowieści starego antykwariusza” M. R. Jamesa

Jak uniknąć bycia wystraszonym albo garść rad po przeczytaniu „Opowieści starego antykwariusza” M. R. Jamesa


Jak już wspominałam, Montague Rhodes James jest dla mnie szalonym odkryciem dzięki ostatniej naszej dyskusji książkowej z Tarniną. Zachwyciłam się nim na tyle, że postanowiłam przeczytać więcej niż trzy opowiadania, na które się umawiałyśmy, a że znalazłam wydanie „Opowieści starego antykwariusza” wydane w serii „Stanisław Lem poleca” – to sami rozumiecie, że nie mogłam się już oprzeć.
Zróbmy sobie przystanek albo o zakładkach

Zróbmy sobie przystanek albo o zakładkach


Macie tak czasem, że coś powiecie, a potem myślicie o tym i myślicie, i wychodzi Wam, że jednak nie do końca mieliście rację? Bo ja od dłuższego czasu myślę w ten sposób -- o zakładkach. Jakiś czas temu, a konkretnie w lutym, Moreni pozwoliła nam zajrzeć w jej zakładkowe skarby i napisałam wtedy, że kurczę, zazdroszczę, ale sama to chyba tylu nie mam, bo ja z tych, co to zakładają byle czym. I oczywiście jak tylko to napisałam, zaczęłam pilnie się przyglądać temu, czym zakładam książki.

Pikniki z Klasyką # 4: W ciemnym lesie, w ciemnym dworze albo o trzech opowiadaniach M. R. Jamesa

Pikniki z Klasyką # 4: W ciemnym lesie, w ciemnym dworze albo o trzech opowiadaniach M. R. Jamesa


Witajcie na kolejnym Pikniku z Klasyką! Dzisiaj nawet nie tylko z klasyką, ale i z dreszczykiem, bo mowa będzie o trzech klasycznych opowiadaniach grozy. Muszę powiedzieć, że kiedy Tarnina zaproponowała, że może w sierpniu przeczytałybyśmy horror, byłam trochę, nomen omen, przerażona, ale muszę powiedzieć, że szalenie jestem jej wdzięczna za tę propozycję, bo okazało się, że nie dość, że nie taki diabeł straszny, to jeszcze proza M. R. Jamesa należy do tych naprawdę przyjemnych w czytaniu (nawet po zmroku). 

(No, prawie.)
Spod schodów wcale nie widać więcej albo o „Dworku Longbourn” J. Baker

Spod schodów wcale nie widać więcej albo o „Dworku Longbourn” J. Baker


Słuchajcie, jestem rozczarowana. To mogła być taka dobra książka. A wymęczyłam się na niej okrutnie, zaliczyłam kilka facepalmów oraz okrzyków „Domowniku! Ratunku!”. I wiem, że miało być o czym innym, ale po prostu muszę Wam o tej książce napisać, bo pęknę. A tak na marginesie: coś ostatnio za dużo tematów mi się kręci po głowie, więc pozwólcie, że na razie zaprzestanę zapowiadać kolejne notki – gdyby ktoś tego żałował, niech da znać.
Lemat-o#12: Gniew konstruktora opiewaj! Albo o "Cyberiadzie" S. Lema

Lemat-o#12: Gniew konstruktora opiewaj! Albo o "Cyberiadzie" S. Lema


Zresztą, jeśli chcesz wiedzieć, oprócz złota lubię narzekanie.
„Cyberiada”, s. 297


„Cyberiada” zostawiła mnie z mieszanymi odczuciami. Podejrzewam, że to też kwestia tego, że sam zbiór rozrastał się wraz z latami i wydanie, które przytaszczyłam z biblioteki miało zasadniczo trzy części: „Bajki robotów”, podróże Trurla i Klapaucjusza oraz siedem powiązanych ze sobą opowiadań o tych dwóch konstruktorach. O „Bajkach...” już pisałam, więc skupię się na Trurlu i Klapaucjuszu – i tu, muszę powiedzieć, część pierwsza jest świetna, co do drugiej zaś mam wątpliwości.
Długi weekend z książką albo o ograniczeniach natury

Długi weekend z książką albo o ograniczeniach natury


Wiecie co, miałam co prawda nieco inny zamysł na wpis, ale przesiedziawszy większą część wolnego z nosem w książce w bardzo różnych układach pomyślałam, że może podzielę się z Wami garścią przemyśleń. Bo może a nuż macie ochotę też o czymś takim porozmawiać albo coś doradzicie. Bo nie wiem, jak Wy, ale u mnie w pewnym momencie przesyt czytania manifestuje się na wielu płaszczyznach na raz.

Jak ojczyzna wzywa albo o pisarzach i patriotyzmie

Jak ojczyzna wzywa albo o pisarzach i patriotyzmie


Ach, długie weekendy, jakże przyjemnie mieć święta, które układają się w takie konfiguracje (to znaczy jeśli podobnie jak ja mieliście wolny piątek, żeby nie być poszkodowanym przez sobotę). Siedziałam sobie zatem i planowałam wpisy, kiedy przyszło mi na myśl, że 15 sierpnia to niezła okazja, żeby poddać namysłowi wszystkich pisarzy-patriotów, a czasami pisarzy-patriotów-w-sposób-przewrotny. A zatem: do dzieła! Jakże ojczyzna wzywa literatów?
Refleksje po tygodniach upałów albo o alternatywnych sposobach obchodzenia się z książką w wysokich temperaturach

Refleksje po tygodniach upałów albo o alternatywnych sposobach obchodzenia się z książką w wysokich temperaturach


Słuchajcie, jest gorąco. Wiem, że na pewno to zauważyliście (nie dało się nie zauważyć), ale jakoś do tej pory udawało mi się walczyć z upałem tylko drobnym narzekaniem (na to, że jest gorąco – czasem stwierdzenie takich oczywistych prawd ratuje człowieka). Ale chyba przeżywam jakieś przesilenie, czego widomym znakiem jest to, że zupełnie zapomniałam wczoraj zapowiedzieć dzisiejszej notki. Wykorzystuję zatem okazję, żeby napisać dzisiaj taki na wpół żartobliwy przegląd tego, co można robić z książkami, jeśli przez wzgląd na upały ma się problem z czytaniem.
Co to jest "zła książka" albo o trudach definiowania

Co to jest "zła książka" albo o trudach definiowania


Tak jak zapowiadałam od jakiegoś czasu, postanowiłam w końcu zmierzyć się z ważkim problemem: kiedy książkę można zakwalifikować jako "złą"? Bo, wbrew pozorom, nie jest to wcale ani proste, ani oczywiste. Ba, dla osobnika takiego jak niżej podpisana, który obraca wszystko na, no cóż, wszystkie strony zdefiniowanie "złej książki", a potem określenie jakiegoś konkretnego tytułu jako "zły" przedstawia często trudność. To zastanówmy się wspólnie, co to za wydra (bądź ananas) ta "zła książka"?
Lemat-o #11: Rohan na pustyni albo o "Niezwyciężonym" S. Lema

Lemat-o #11: Rohan na pustyni albo o "Niezwyciężonym" S. Lema


Przyszła pora, żeby powiedzieć: nie wszystkie powieści Lema zyskują, kiedy się je czyta jedna po drugiej. Mam wrażenie, że "Niezwyciężony" podobałby mi się znacznie bardziej, gdybym go przeczytała w oderwaniu od cyklu. Nie zrozumcie mnie źle: to nadal bardzo uczciwa sf, dobrze napisana i wciągająca, solidna taka. No właśnie, ale nie wprawiająca w zachwyt.
Dlaczego nie kończymy książek? Albo zdecydowany trzask

Dlaczego nie kończymy książek? Albo zdecydowany trzask


Dzisiaj krótkie wytchnienie od zwiedzania twórczości Stanisława Lema. Pomyślałam sobie ostatnio, patrząc na książki czekające w kolejce, aż skończy się lato – trochę bez związku, ale co zrobić, w taki sposób działa myślenie od czasu do czasu – jak to jest, że niektóre książki czytamy, a inne czytamy i czytamy, żeby zostawić je w końcu nieprzeczytane? Innymi słowy: jakie są powody, dla których nie kończymy książek?
7 najlepszych baśni z „Bajek robotów” S. Lema albo ranking niezwykle subiektywny  (a przy okazji Lemat-o #10)

7 najlepszych baśni z „Bajek robotów” S. Lema albo ranking niezwykle subiektywny (a przy okazji Lemat-o #10)


Nadszedł dziesiąty i miałam co prawda przygotowany zestaw zupełnie innych baśni, ale uznałam, że takiego splotu okoliczności przegapić nie można: w końcu „Bajki robotów” są dziesiąte na mojej lematowej liście, a do tego zwykle baśnie publikuję dziesiątego, i jest ich dziesięć... Ale dosyć tej iście astrologicznej koincydencji, bo bajek będzie ostatecznie siedem. Jeśli nie znacie jeszcze tej strony twórczości Lema – uwierzcie, warto. Zgarnijcie przy najbliższej okazji w bibliotece.
Lemat-o #9: Rycerze świętego Kontaktu albo o „Solaris” S. Lema

Lemat-o #9: Rycerze świętego Kontaktu albo o „Solaris” S. Lema

Oto nadszedł ten dzień: przeczytałam wreszcie sztandarowe dzieło Lema, o którym wszyscy mówili i wspomnienie o którym pojawiało się zresztą bardzo często w Waszych komentarzach. Nie jest tak, że zupełnie nie wiedziałam, w co się pakuję. Ale przez pierwszych 50 stron myślałam sobie coś w rodzaju „coś za łatwo ma ten bohater w porównaniu do innych Lemowskich bohaterów”. Czy zmieniłam zdanie? Nie miarkuję się specjalnie przed spojlerami, także to bardziej analiza niż recenzja – czujcie się ostrzeżeni.
8 pracowitych pisarskich pszczółek albo zagadki na Wielki Dzień Pszczół

8 pracowitych pisarskich pszczółek albo zagadki na Wielki Dzień Pszczół


Dawno nie było jakoś wpisu z okazji Dnia Czegoś. I w końcu przyszła chwila, w której trzeba powiedzieć: dość! A czy może być lepsza okazja, niż Wielki Dzień Pszczół? To dzień, który ma nas uczulić na problem znikania pszczół (możecie się dowiedzieć więcej, jak można próbować temu przeciwdziałać, na przykład na stronie GreenPeace, tutaj dowiedziecie się na przykład, jak zbudować hotel dla pszczoły – niewielki nakład pracy, a można pomóc), ale zamiast wyliczenia pszczół w literaturze przygotowałam coś innego.
To ptak? To samolot? Nie, to czas na czytanie! Albo w każdym razie wpis o nim

To ptak? To samolot? Nie, to czas na czytanie! Albo w każdym razie wpis o nim

Czytam sobie teraz o tych przeróżnych paradoksach czasowych w Kosmosie przy okazji Lema i muszę powiedzieć, że czas to jest rzecz bardzo, ale to bardzo względna. Nie, żebym nie wiedziała o tym wcześniej. Wręcz przeciwnie, zastanawiałam się nad tym od dłuższego czasu i owocem tego jest ta właśnie notka. Której głównym pytaniem, żeby podać Wam od razu konkret i myśl przewodnią, jest: co to jest czas na czytanie?
W którą stronę? Albo 6 literatur, z którymi zamierzam się zapoznać

W którą stronę? Albo 6 literatur, z którymi zamierzam się zapoznać

 
Podczas czytania „Mojej babci z Rosji...” przyszło mi na myśl, że właściwie bardzo słabo orientuję się w realiach, o których mowa. I wtedy też nawiedziła mnie myśl, żeby przyjrzeć się literaturze nie pod kątem tematu czy gatunku, ale języka, w którym została napisana. A konkretniej: niedosyt jakich językowych literatur odczuwam?
Lemat-o #8: Macho w krainie łagodności albo o "Powrocie z gwiazd" S. Lema

Lemat-o #8: Macho w krainie łagodności albo o "Powrocie z gwiazd" S. Lema


„Powrót z gwiazd” jest książką jednocześnie świetną i absolutnie okropną. Przeczytałam ją z jednej strony zafascynowana (hura, wróciła rzeczywistość z „Obłoku Magellana”!) i przerażona (ale to tam naprawdę tak jest? Zerknij no, Domowniku mój, czy może coś sobie wymyśliłam?). Zakasawszy rękawy, siadam zatem, żeby podzielić się z Wami wrażeniami.
Co to będzie, co to będzie albo dlaczego nie czytam horrorów

Co to będzie, co to będzie albo dlaczego nie czytam horrorów


Hm, trochę czytam, ale o tym będzie dalej. W każdym razie: skrzypienie podłóg, drzwi, stękanie sufitów i ciemna przestrzeń za pralką latami przyprawiały mnie o drżenie serca. Nie, żeby nagle przestały, ale jakoś zdążyłam się z nimi oswoić. Tyle tylko, że to wcale a wcale nie znaczy, że przestałam się bać. Ba, niewiele wystarczy, żeby mnie nastraszyć, dlatego unikam jak mogę różnych strasznych rzeczy. Innymi słowy: staram się nie czytać horrorów.
Lemat-o #7: Gombrowicz, Schulz i Kafka w jednym stali domku albo o "Pamiętniku znalezionym w wannie" S. Lema

Lemat-o #7: Gombrowicz, Schulz i Kafka w jednym stali domku albo o "Pamiętniku znalezionym w wannie" S. Lema


Nadeszła ta chwila, w której muszę wyznać, że zupełnie mnie jakaś powieść Lema nie wzięła. I to nie dlatego, że jej "nie zrozumiałam" czy że nie odpowiadała mi tematyka. Po prostu nie do końca biorą mnie tego typu eksperymenty literackie. Chwytam sens, nie do końca widzę potrzebę pisania dwustu stron w tym stylu. Chyba za stara na to jestem. Ale po kolei.
Było to straszliwe przedstawienie, jednocześnie fascynujące i wstrząsające albo o "Mojej babci z Rosji i jej odkurzaczu z Ameryki" M. Shaleva

Było to straszliwe przedstawienie, jednocześnie fascynujące i wstrząsające albo o "Mojej babci z Rosji i jej odkurzaczu z Ameryki" M. Shaleva


Lampartując się w ubiegły weekend, kiedy to nie mogłam odpowiadać od razu na Wasze komentarze, utknęłam między innymi w korku. Wtedy objawiają się z całą mocą zalety nie bycia kierowcą: mogłam wyciągnąć książkę i spokojnie ją przeczytać (częściowo na głos, żeby kierowca nie był tak do końca stratny). Korek był długi, szanse na wyrwanie się z niego – nikłe, a książka dająca się szybko przeczytać. I to pomimo tego, a może właśnie dlatego, że kurczę, strasznie denerwująca była (cytat w tytule doskonale obrazuje mój do niej stosunek).