Co to właściwie jest literatura czeska? Albo na dzień patrona Czech

Co to właściwie jest literatura czeska? Albo na dzień patrona Czech


Wiecie, że dzisiaj jest wspomnienie śmierci świętego Wacława? A Wacław, książę z dynastii Przemyślidów, to patron ziem czeskich (o których mówi się też jako o „ziemiach świętego Wacława” – to powiedzenie najłatwiej pozwala określić, o jakim terenie mówimy, jednocześnie unikając pułapki anachronizmów), zamordowany przez swojego brata i szybko kanonizowany. Pomniki Wacława spotkacie w Czechach w wielu miejscach – może nie tak wielu jak Jana Nepomucena, ale też charakter ich jest nieco inny. Ale ja nie o tym chciałam dzisiaj.
Kot, ha! Albo o „Jak wytresować kota” D. Ratajczaka

Kot, ha! Albo o „Jak wytresować kota” D. Ratajczaka



Trudno jest napisać zabawną książkę. A jeszcze trudniej, mam wrażenie, kiedy twój wydawca stwierdzi, że ma być Jeszcze Bardziej Zabawna. Dzisiaj będzie krótko o książce, którą jakiś czas temu przywiozła nam Mama Domownika, mówiąc: zobaczcie, może coś wam powie o waszym kocie! I powiedziała – ale o tym na koniec.
Historie nie z kapelusza albo o „Kiksach klawiatury” T. Pratchetta

Historie nie z kapelusza albo o „Kiksach klawiatury” T. Pratchetta


Czasami jeśli człowiek tak często opowiada o sobie, nie jest już pewien, jak prawdziwe są niektóre fakty.
[s. 242]

Strasznie to jest dziwne uczucie, czytać podobne teksty. Zbiór podobno niefantastycznych tekstów sir Terry'ego jest bowiem w gruncie rzeczy naprawdę fantastyczny: bo daje wgląd w przemyślenia autora spoza tego, co da się odczytać w powieściach. I muszę powiedzieć, że przez cały czas czułam się jak na rozmowie z dobrym znajomym. Wiecie, takiej długiej rozmowie, podczas której trochę się śmiejemy, trochę wspominamy, a trochę rozmawiamy na bardzo poważne tematy. I wcale nam się nie chce wychodzić i wracać do domu, ale wiadomo, że kiedyś trzeba.
Co zrobić, kiedy nie chce się czytać albo refleksje w temacie

Co zrobić, kiedy nie chce się czytać albo refleksje w temacie


Pozwólcie, że dzisiaj zajmę się tematem raczej o nie-czytaniu niż czytaniu. A może trochę i o jednym, i o drugim? W każdym razie: nie przeżywam akurat żadnego kryzysu czytelniczego, raczej spokojnie czytam sobie książkę. Ale jako że przerywam sobie czytanie jednej drugą i na odwrót pomyślałam sobie, że podsumuję drogi wyjścia z sytuacji „co zrobić, kiedy nie chce mi się czytać”. Co Wy na to?
Skończyło się Lemat-o albo krótkie podsumowanie

Skończyło się Lemat-o albo krótkie podsumowanie


Jak już się zorientowaliście, udało mi się skończyć, co sobie zaplanowałam i przeczytałam moją listę książek Lema, wybranych na wakacje. Były to tylko prozy, ostatecznie zdecydowałam, że niechaj to będzie lato z fabułą, bez trzech zbiorów opowiadań, które nadrobię zapewne w innym czasie. Także dzisiaj dwa słowa na początek jesieni o końcu lata z Lemem.
5 poradników, które ktoś powinien napisać albo czytałabym!

5 poradników, które ktoś powinien napisać albo czytałabym!


Skrada się ku nam jesień, ale jesień to nie tylko przyjemne wieczory z herbatą, ale też spadek formy. Nie wiem jak Wy, ale ja już czuję w kościach, że poranki to nie są te błogie obudzenia, że jakoś tak energii do pracy ciut mniej i ziewa mi się częściej. Oczywiście nie sama jesień tu winna, ale zostańmy przy niej. Także dzisiaj może post będzie właśnie w zarysowanym temacie?
Denerwujące rzeczy, które sama sobie robię przy czytaniu albo dlaczego, Pyzo, dlaczego?

Denerwujące rzeczy, które sama sobie robię przy czytaniu albo dlaczego, Pyzo, dlaczego?


Czasami denerwują nas przy czytaniu różne rzeczy: każdy ma swoich „ulubieńców” nie sprzyjających lekturze. Czasami to kwestia rzeczy poza książką samą, czasami sami sobie to robimy, na przykład źle dobierając (jeśli w ogóle) muzykę. Ale są też takie nasze sprawki, które mogą nas denerwować przy lekturze, a winni im jesteśmy my sami. Macie takie na sumieniu? Mnie się zdarzają, oj, zdarzają. Dzisiaj zatem – o nich właśnie.
Pikniki z Klasyką #5: Paragrafy chodzą po ludziach albo o „Zbrodni Sylwestra Bonnard” A. France'a

Pikniki z Klasyką #5: Paragrafy chodzą po ludziach albo o „Zbrodni Sylwestra Bonnard” A. France'a


Doprawdy człowiek stworzony jest raczej do 
spożywania  lodów niż do odszukiwania starych tekstów.
[cytuję z wydania Książki i Wiedzy z 1982 roku, s. 45]

Jeśli szukacie u France'a mrocznego kryminału z lat 60. XIX wieku, to się rozczarujecie (a mówi Wam to osoba, która nie miała pojęcia, o czym "Zbrodnia Sylwestra Bonnard" jest przed przeczytaniem). Nie jest specjalnie mrocznie, chociaż są lata 60., a nawet 70. i 80. XIX wieku, są francuscy akademicy, młode panienki, podróż na Sycylię, rosyjska hrabina i niemal Dickensowski spisek w celu usidlenia kawalera. A do tego jest i refleksyjnie, i dowcipnie. A te dwie rzeczy naraz wcale nie tak łatwo osiągnąć.
Kameleon z lat 90. albo o „Chodźmy razem” J. Lloyd i E. Rees

Kameleon z lat 90. albo o „Chodźmy razem” J. Lloyd i E. Rees


Takie impulsywne „biorę tę książkę, skoro wyrzucają ją z biblioteki” ma swoje zalety, ale i wady. We wzięciu „Chodźmy razem” – i decyzji przeczytania go – było właściwie chyba więcej wad, ale przy okazji jest okazja do refleksji. Bo „Chodźmy razem”, powieść wydana w charakterystycznej serii z kameleonem wydawnictwa Zysk i S-ka, jest, powiedzmy to szczerze na początku, książką taką sobie.
Lemat-o#20: Zobaczyć Kwintan albo o „Fiasku” S. Lema

Lemat-o#20: Zobaczyć Kwintan albo o „Fiasku” S. Lema

 
Bajki zwykle dobrze się kończą.
[cytuję z wydania Agory z 2010 roku, s. 252]

Skończyłam! Z na początku deklarowanych 13-14 tytułów przeczytałam 20. Całość nie zakończyła się fiaskiem, bo i „Fiasko” jest powieścią znakomitą. Jak to określił mój Domownik: nieoczekiwany zwrot akcji, bo ostatnia przeczyta w ramach Lemat-a powieść wskoczyła od razu na najwyższe miejsce w moim osobistym rankingu. Ale to nie post o podsumowaniu, ale o samym „Fiasku”. Serio, moim zdaniem spośród powieści Lema – a powieści akurat przeczytałam wszystkie – najlepsza.
8 typów zbieraczy książek albo o uzupełnianiu zapasów

8 typów zbieraczy książek albo o uzupełnianiu zapasów


Znacie to uczucie, kiedy wchodzicie do przybytku, z którego możecie wyjść z naręczem książek (i nie, nie chodzi tym razem o bibliotekę), że jednak wyrobiliście w sobie już jakiś taki sposób działania? Bo trochę jednak się nabywa pewnych nawyków pod tym względem. A wpis traktujcie oczywiście z przymrużeniem oka.
Po co nam gatunki literackie? Albo o albo-albo

Po co nam gatunki literackie? Albo o albo-albo


Nie macie czasem wrażenia, że pewne funkcjonujące odnośnie do literatury wytrychy są co prawda użyteczne, ale tylko na pierwszy rzut oka? Że jak się tak człowiek zastanowi – to niby coś otwierają, ale tylko z pozoru i sami się łapiemy na tym, że te drzwi to chyba miały być bardziej na lewo? Takim wynalazkiem wydają mi się być gatunki literackie. I to im dłużej o tym myślę – tym mniej użyteczne mi się wydają.
Festiwal spojrzeń albo o "Dumie i uprzedzeniu" BBC (1995)

Festiwal spojrzeń albo o "Dumie i uprzedzeniu" BBC (1995)


Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Na pierwszy ogień idzie sześcioodcinkowa adaptacja "Dumy i uprzedzenia" zrobiona przez BBC dwadzieścia lat temu. I jako że nadal pozostaje to blog książkowy, a ekranizacja frapuje mnie przez swoje odniesienie do książkowego oryginału, to nie jest to recenzja, a raczej myślenie na głos o tym, co się tu dzieje z tymi bohaterami.
Lemat-o #19: Zamiast obserwować bitwę, Ijon Tichy usiłuje zrobić na Księżycu siekankę z robocich nóżek albo o "Pokoju na Ziemi" S. Lema

Lemat-o #19: Zamiast obserwować bitwę, Ijon Tichy usiłuje zrobić na Księżycu siekankę z robocich nóżek albo o "Pokoju na Ziemi" S. Lema


Prawo Tichego: jako pierwsze zaczyna nas swędzieć ta 
część ciała, w którą akurat nie możemy się podrapać.

No muszę przyznać -- męczyłam się z tą powieścią dość długo. Nie wiem właściwie do końca dlaczego, po prostu jakoś tak nie miałam wielkiej ochoty do niej zaglądać. Do połowy szło świetnie. Zakończenie -- prima sort. Ale w połowie coś siadło i nie wróciło aż na sam koniec, więc trochę to trwało. Ale przeczytałam i śpieszę donieść, co następuje.

(A w tytule wykorzystałam cytat z powieści)
Co się dziać będzie albo ramowy plan projektowy

Co się dziać będzie albo ramowy plan projektowy


Miałam na dzisiaj kilka tematów, ale wyspawszy się wreszcie stwierdziłam, że zupełnie nie wiem, który z nich dzisiaj poruszyć. Ale, jak stwierdził mój Domownik, dzisiaj jest taka jesienna plucha, że to odpowiedni dzień do snucia wielkich planów i śmiałych marzeń, więc może, na przykład, napiszę Wam o tym, jakie generalnie kierunki książkowe Pierogi Pruskie mają na jesień, co Wy na to?
Jak nauczyłam się czytać albo wpis o dwa dni przesunięty

Jak nauczyłam się czytać albo wpis o dwa dni przesunięty


Mieliśmy przedwczoraj Dzień Alfabetyzacji, na co zwróciła mi uwagę Tarnina – idealny dzień na wpis. Z alfabetyzacją jest właściwie tak, że bardziej kojarzy się ze swoim przeciwieństwem: mówimy raczej o poziomie analfabetyzmu, niż odwrotnie. Czasami pojawia się okrzyk o wtórnym analfabetyzmie, w jaki popada nasze społeczeństwo i tego rodzaju sprawy. Natomiast o samej alfabetyzacji mówimy raczej rzadko.
7 najlepszych baśni z „Przedziwnej historii o zbójniku Ondraszku” G. Morcinka albo ranking niezwykle subiektywny

7 najlepszych baśni z „Przedziwnej historii o zbójniku Ondraszku” G. Morcinka albo ranking niezwykle subiektywny

Pamiętam jak dziś, kiedy odkryłam tę książkę w bibliotece. Miałam lat około dziesięciu i byłam przekonana, że ta akurat półka biblioteczna nie kryje przede mną żadnych tajemnic. Ale było jak zwykle, czyli książki magicznie się pojawiały – w tym ta. To zbiorek siedemnastu baśni, uliteracczonych przez Gustawa Morcinka. Jeśli kojarzycie go tylko z „Łyska z pokładu Idy” – żałujcie. I chodźcie lepiej na wyprawę w Beskidy.
8 powodów do książkowej radości albo wpis o jeden dzień przesunięty

8 powodów do książkowej radości albo wpis o jeden dzień przesunięty


Wyobraźcie sobie, przegapiłam wczoraj idealną okazję do wpisu. Otóż obchodziliśmy wczoraj Dzień Dobrej Wiadomości. Dobre wiadomości są rzeczą cenną, bo wcale nie taką częstą, więc dobrze jednak przypomnieć sobie jakieś, które nas kiedyś ucieszyły. Dlatego o dzień spóźniony wpis. Niech będzie o dobrych wiadomościach książkowych – na co się cieszyłam bądź cieszę w związku z mniej lub bardziej literaturą. Zawężam kategorię do tak zwanego „ostatniego czasu”.
Polscy Tolkieni atakują albo nie ufaj obwolucie

Polscy Tolkieni atakują albo nie ufaj obwolucie


Dzisiaj będzie o czymś, co chyba wszystkich nas dręczy -- o sformułowaniach mających nam niby przybliżyć, z jaką książką mamy do czynienia, a w gruncie rzeczy z takimi, które bardziej niż cokolwiek innego, mają nam książkę sprzedać. Nie będę narzekać, tylko podzielę się swoimi obserwacjami, także spokojnie. I w sumie tyle na początek, idziemy dalej.
Lemat-o #18: Ijon Tichy w delegacji albo o „Wizji lokalnej” S. Lema

Lemat-o #18: Ijon Tichy w delegacji albo o „Wizji lokalnej” S. Lema


To się wzięło z teorii Einsteina, jak zresztą inne nieszczęścia też.
[cytuję z wydania Wydawnictwa Literackiego z 1998 roku, s. 27]

„Wizja lokalna” to znowu taka książka Lema, którą doceniam, ale która w moim prywatnym rankingu wcale nie plasuje się wysoko. Jest oparta na doskonałym pomyśle – Ijon Tichy odkrywa, że Encja, taka jak ją opisywał w „Dziennikach gwiazdowych” to bujda. Rusza zatem, by przekonać się, jak jest naprawdę. Lepsze rzeczy niż stworzenie takiego wszechświata, w którym coś takiego jest możliwe do napisania? Ale, no właśnie: „Wizja lokalna” raczej w części, niewielkiej, jest powieścią. Poza tym to raczej pewna zabawa literacka – z tym że chyba bardziej zabawna dla autora, niż dla czytelnika.
Literackie wykopki albo idzie jesień, czas się uzbroić w lekturę!

Literackie wykopki albo idzie jesień, czas się uzbroić w lekturę!


Nie wiem, jak u Was – tu strasznie czuć jesień. I chociaż lato (a właściwie Lemat-o) trwa do 23 września, to nic nie szkodzi, żeby przy niedzieli zastanowić się nad jesienią na półkach z książkami. Proponuję Wam dzisiaj wziąć pod uwagę możliwość literackich wykopków. Także nie, nie będzie to wpis o „Chłopach” Reymonta.
Lemat-o #17: Apsik - nie do końca na zdrowie albo o „Katarze” S. Lema

Lemat-o #17: Apsik - nie do końca na zdrowie albo o „Katarze” S. Lema



To zagadka nie tyle kryminalna, ile poznawcza.
[cytuję z wydania Wydawnictwa Literackiego z 1988 roku, s. 107]

„Katar” mnie nieco rozczarował i trochę oderwał od epopei Ijona Tichego. Im dłużej zresztą od zakończenia lektury, tym ciekawszy mi się „Katar” wydaje. Nie tylko jako fabuła, ale i jako książka rzucająca nieco światła na twórczość Lema w ogóle.
Jak spędzić idealny dzień z książką? Albo krótki poradnik

Jak spędzić idealny dzień z książką? Albo krótki poradnik


Jeśli lubimy czytać – to cóż jest lepszego niż spędzić dzień z książką? Myśleliście kiedyś o tym, jakie warunki stawiacie przed dniem, żeby móc wieczorem powiedzieć: tak, to był mój idealny dzień z książką? Bo pomyślałam, że warto by się było temu przyjrzeć. Także dzisiaj: mój subiektywny przegląd okoliczności, jakie składają się na taki dzień.
My name is Lizzie Bennet and... Albo Jane Austen na YouTube

My name is Lizzie Bennet and... Albo Jane Austen na YouTube

Popołudnia miałam w ostatnim czasie zajęte, ponieważ oglądałam. Co oglądałam? Internetowy miniserial o tym, że chociaż jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony, to niekoniecznie w Kalifornii sprawy mają się tak samo jak w XIX-wiecznej Anglii. Tak, zgadliście, jestem ostatnią osobą, która załapała się na fenomen „The Lizzie Bennet Diaries” i teraz czy chcecie, czy nie, napiszę Wam o tym.
Ile i po co autor nam mówi albo ej, to cios poniżej pasa!

Ile i po co autor nam mówi albo ej, to cios poniżej pasa!


Zastanawialiście się czasem, czemu coś w powieści, którą czytamy, wygląda tak a nie inaczej? Jako namiętna rozbieraczka powieści na części zastanawiam się nad tym bardzo często. I dochodzę do wniosku, że nie zawsze „mniej” znaczy lepiej, a „więcej” nie musi wcale lepiej budować świata przedstawionego.
Lemat-o #16: Za dużo nas do pieczenia chleba albo o „Kongresie futurologicznym” S. Lema

Lemat-o #16: Za dużo nas do pieczenia chleba albo o „Kongresie futurologicznym” S. Lema

Ach, witaj Ijonie Tichy! Dawno się nie widzieliśmy! Tak zakrzyknęłam, zabierając się do lektury „Kongresu futurologicznego”, który po dwóch trudnych prozach: „Głosie Pana” i „Szpitalu Przemienienia” miał mnie zabrać znowu w szaloną wyprawę z niepoprawnym kłamcą i czarusiem, Ijonem Tichym. Ale czy to ja się już zrobiłam taką kontestatorką, czy Ijon spoważniał – nasza wspólna podróż wyglądała zupełnie inaczej, niż się spodziewałam. I to z nieco innych powodów, niż mogłabym przypuszczać.