Co się działo w 2015 albo podsumowanie roku

Co się działo w 2015 albo podsumowanie roku


Co właściwie powinno się znaleźć w podsumowaniu roku? Na pewno byłoby ciekawiej, gdybym zajęła się jakimś generalnym podsumowaniem – bo przecież i w czytelnictwie, i w wydawaniu, i w ogóle jeśli chodzi o książki dużo się działo. Ale przyznam szczerze, że mam ochotę po prostu podsumować sobie własny czytelniczy rok. Rok temu zakładając bloga pisałam, że to taki projekt na rok, bo nie wiem, co z tego wyjdzie. Teraz już mniej więcej widzę – i pomyślałam, że czemu by nie przedłużyć sobie tego blogowania o rok kolejny. Ale o tym, co będzie się tu działo w przyszłym roku – jutro. Dzisiaj ma być przecież podsumowanie.
Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #12

Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #12


Nieco nietradycyjnie karnawał blogowy o dzień wcześniej, ale to z racji tego, że jak wszystkich chyba i mnie także kusi możliwość podsumowania roku pojutrze. Dlatego już dzisiaj dzielę się z Wami porcją linków wyszperanych w tym teoretycznie zimowym miesiącu (no, właściwie przez 22 dni był jeszcze jesienny).

Prawie konno przez Szwecję albo o "Podróży z rondlem" E. Unnerstad

Prawie konno przez Szwecję albo o "Podróży z rondlem" E. Unnerstad



Chcę wam opowiedzieć o pewnej rodzinie, która wyrosła ze swojego mieszkania i wyruszyła na wędrówkę, oraz o pewnym wynalazku, który był naprawdę niezwykły, chociaż z początku ludzie nie bardzo w to wierzyli.
"Podróż z rondlem", Wydanie Naszej Księgarni z 1979 roku, s. 5 

Oj, zalegała mi ta książka na sumieniu od dłuższego czasu (dlatego została moją "książką z dołu listy czytelniczej"). Dawno temu mój Domownik przyznał się, że to jego ulubiona lektura z czasów dzieciństwa, a chociaż wydawało mi się, że nieźle obczytałam się w skandynawskiej prozie dla dzieci, to nie dość, że "Podróży z rondlem" nie miałam w rękach, to jeszcze nigdy wcześniej nawet nie słyszałam o autorce. I tak jakoś schodziło, aż wreszcie pomyślałam, że basta, trzeba sprawdzić, co go tak oczarowało.

O zakochaniu w kawałkach albo o "Za minutę pierwsza miłość" H. Ożogowskiej

O zakochaniu w kawałkach albo o "Za minutę pierwsza miłość" H. Ożogowskiej


Muszę powiedzieć, że sięgając po "Za minutę pierwsza miłość" powinnam była od razu zgłosić po szkolnemu nieprzygotowanie. Książka jest kontynuacją innej, "Głowy na tranzystorach", której -- tu przyznaję się szczerze -- nigdy nie czytałam. Oczywiście fabuła nie jest na tyle zawiła, żeby nie zrozumieć, co się dzieje i kto jest kim, ale sama powieść wydaje mi się raczej ukłonem w stronę czytelników "Głowy..." i takim zerknięciem, co też się dzieje ze znanymi im bohaterami, niż zupełnie samodzielną opowieścią.

Uwaga na ojców chrzestnych albo o "Dziadku do Orzechów" E. T. A. Hoffmanna

Uwaga na ojców chrzestnych albo o "Dziadku do Orzechów" E. T. A. Hoffmanna


Trwają jeszcze Święta, a kiedy lepiej przeczytać okołoświąteczną lekturę, jeśli nie w Święta właśnie? To znaczy, oczywiście, można wyjść z założenia, że chce się przywołać ducha danego czasu w czasie zupełnie innym -- jest to też rozwiązanie całkiem w porządku. Ale jakoś tak udało mi się tym razem przeczytać okolicznościowo, więc podzielę się wrażeniami. Ale może żeby nie było nudno, to zamiast Wam powiedzieć, czemu dobrze jest "Dziadka do Orzechów" przeczytać -- na pewno znajdziecie teksty, które Was do tego zachęcą (a sam utwór jest dostępny przez Wolne Lektury, o tutaj) -- powiem Wam, czemu po niego nie sięgać. Oczywiście intensywnie mrużąc oczy.

6 sposobów na czytanie w Święta albo a może jednak

6 sposobów na czytanie w Święta albo a może jednak


Jak mija Wam czas w czasie Świąt? Nie wiem, jak Wy, ale mnie bardzo rzadko zdarza się uszczknąć choć trochę czasu na czytanie. Wiadomo: dawno niewidziani krewni, którzy koniecznie chcą się dowiedzieć, co u nas, przyjaciele, którzy przychodzą, żeby iść z nimi tam czy tu, kolędnicy pod oknem, dzieci biegające po domu, mnóstwo jedzenia domagającego się bycia zjedzonym i kot, którego trzeba ściągać z choinki. Same przyjemności, więc czasu na czytanie jest mało. Jeśli jednak jesteście na tyle zdesperowani, że czujecie, że bez czytania się nie obędzie, to można wypróbować któryś z następujących sposobów.
12 historii do 12 potraw albo wpis na Wigilię

12 historii do 12 potraw albo wpis na Wigilię

 
Pomyślałam sobie dzisiaj o tym, że potrawy wigilijne, jeśli je przygotowujecie, zapewne są bardzo różne. Ale jest jakiś taki w miarę ludowy „kanon”, co na tym stole zwykle ląduje albo co by lądować miało. A jak kanon, i jak ludowy, to może by tak się zastanowić, jaką mniej lub bardziej ludową opowieść sobie przy każdym daniu przypomnieć?
Co by było, gdyby pan Knightley objawił się w polskiej klasyce albo o uczniach i mentorach

Co by było, gdyby pan Knightley objawił się w polskiej klasyce albo o uczniach i mentorach

Ponieważ obiecałam, że na zakończenie Festiwalu napiszę „coś śmiesznego”, to nie ustawałam w wysiłkach, żeby wymyślić coś, co przynajmniej mnie wyda się zabawne (w końcu mieć radochę przy pisaniu to też jest jakieś osiągnięcie!), a przy okazji jakoś w miarę naturalnie wypłynie z tego, co zostało już powiedziane. I w końcu pomyślałam, że może dobrze by było zaproponować Wam wpis z serii „co by było gdyby...” (dwa poprzednie znajdziecie tutaj i tutaj) i obsadzić w roli głównej pana Knightleya. Nasz wzór cnót będzie miał okazję się wykazać, bo chociaż nadal nie wiem, jak można by tę postać zreinterpretować, to pomyślałam, że wyprawię go chociaż w książkową podróż!
A było to tak i tak albo o „Emmie” BBC (2009)

A było to tak i tak albo o „Emmie” BBC (2009)


Nie planowałam oglądać tej „Emmy”, ale oto wydarzył się znak. W sensie: znalazłam ten film przypadkiem w sklepie, przeceniony na dziewięć złotych. Uznałam, że to przecież nie może być taki zupełny przypadek, skoro zaraz zaczyna się nasz Festiwal, film więc przywędrował ze mną do domu i został obejrzany. I bardzo się z tego cieszę, bo już na początku mogę powiedzieć: podobał mi się.
Snarky Knightley does not approve albo o „Emma Approved”

Snarky Knightley does not approve albo o „Emma Approved”


Nie wiem, czy pamiętacie, ale jakiś czas temu zachwycałam się youtubowym dziennikiem Lizzie Bennet. Zostałam wielką fanką, przekonywało mnie, jak autorzy pomyśleli o tym, żeby opowiedzieć na nowo historię sióstr Bennet, sama forma vlogowego dziennika była ciekawa, w dodatku obsada została dobrana idealnie. Kiedy odkryłam, że Pemberley Digital, czyli ci sami ludzie, zrobili również retelling Emmy, zatarłam ręce z radości. Co prawda ostrzegano mnie, że nie jest tak dobrze, jak w przypadku „TLBD”, ale pomyślałam: na pewno nie jest tak najgorzej...
Pikniki z klasyką #9: Gdzie ci mężczyźni albo jeszcze o "Emmie" J. Austen

Pikniki z klasyką #9: Gdzie ci mężczyźni albo jeszcze o "Emmie" J. Austen

 
Witajcie na kolejnym Pikniku z Klasyką, dzisiaj dodatkowo będącym piknikiem festiwalowym! W jego ramach postanowiłyśmy z Tarniną podyskutować o "Emmie", czy właściwie: o męskich bohaterach "Emmy". Będą oczywiście truskawki, pojawi się pytanie, co właściwie takiego złego zrobił Frank Churchill i kogo przypomina pan John Knightley. Zapraszamy!

Ema Woodhouseová i Jane Austenová albo o przekładach Jane Austen na czeski

Ema Woodhouseová i Jane Austenová albo o przekładach Jane Austen na czeski


Ach, jak przyjemnie wymyślić sobie czasami całkiem surrealistyczny temat! Kiedy myślałam o tym, o czym jeszcze mogłabym napisać wpis w ramach Festiwalu, uderzyło mnie, że czemu by nie połączyć tutaj zainteresowania Jane Austen i zainteresowania literaturą czeską? Dlatego dzisiaj wpis dla, hm, ciekawskich chyba najbardziej (oto właśnie, jak słaba jestem z reklamy), dotyczący przekładów powieści Jane Austen na język czeski. Bo właściwie czemu nie? A a propos tytułu: tak, nazwisko Austen również dostaje końcówkę -ová, zgodnie z normą językową. Może to bywać mylące, ale przynajmniej nie trzeba się zastanawiać, jak je po czesku odmieniać (chociaż są i głosy wyłamujące się z tej tendencji, więc i „Austen” po prostu się spotyka).
Szybko, szybko, chociaż w koronkach albo o „Emmie” BBC (1996)

Szybko, szybko, chociaż w koronkach albo o „Emmie” BBC (1996)


Dzisiaj będzie o filmie – o filmie piszę tylko w ramach Austentacji i nic się w tej kwestii nie zmienia. Chciałabym też potraktować ten film jako kolejną wersję historii – pozwólcie więc, że na historii właśnie się skupię i na sposobie jej opowiedzenia. Nie jest to zatem w żadnej mierze tekst stricte filmowy. Nie wiem, czy można tu zatem mówić o spojlerach, bo to mimo wszystko nadal ta sama historia, ale tak, piszę o zakończeniu, więc czujcie się ostrzeżeni.
Streszczenie nie zawsze jest drogą do celu albo o "Świecie Emmy" J. Austen-Leigh

Streszczenie nie zawsze jest drogą do celu albo o "Świecie Emmy" J. Austen-Leigh


Po co pisać retelling? To jest pytanie, które zawsze mi towarzyszy, kiedy zabieram się za czytanie takowego. Żeby pokazać te same wydarzenia na nowo? W nowym świetle? Może pokazać inną interpretację? No właśnie. „Świat Emmy”, o którym chciałam Wam dzisiaj napisać, jest zatem retellingiem dość specyficznym, bo właściwie... Streszcza nam „Emmę”. Tak, nie przewidziało Wam się: streszcza. 

Co tam się właściwie dzieje i gdzie jest Napoleon albo o tle powieści Jane Austen

Co tam się właściwie dzieje i gdzie jest Napoleon albo o tle powieści Jane Austen


Był to kojący widok, kojący dla oka i myśli. Angielska zieleń, angielska kultura, angielski ład, oglądane w promiennym, lecz nie oślepiającym blasku słońca.
„Emma”, tłum. Jadwiga Dmochowska, wydanie Prószyńskiego i Spółki z 2002 roku, s. 371

Sto lat Jane Austen! Czy właściwie chyba należałoby życzyć więcej, skoro to 240. rocznica urodzin? W każdym razie wiecie, o co mi chodzi. Na początku festiwalu zastanówmy się w takim razie, kiedyż to dzieją się powieści Austen. Sprawa wydaje się prosta, ale prosta do końca nie jest: autorka zostawia nam w tekście wskazówki, ale nie są one wcale takie czytelne.
Z wizytą za morzem albo moje przygody z powieściami Astrid Lindgren

Z wizytą za morzem albo moje przygody z powieściami Astrid Lindgren


To będzie taka notka do zweryfikowania. Od jakiegoś czasu już myślę o tym, żeby zrobić sobie porządną powtórkę z powieści Astrid Lindgren, z doczytaniem tego, czego nie miałam kiedyś możliwości przeczytać, a co teraz albo wyszło we wznowieniu, albo zostało dokupione przez bibliotekę. Niech więc to będzie taka przygrywka do tej powtórki. Co mi zostało w głowie? Jak poustawiałabym sobie te książki dzisiaj?
Literackie chrup, chrup albo o pierniczkach

Literackie chrup, chrup albo o pierniczkach

 
Nie wiem jak u Was, ale u nas rozpoczęło się już Wielkie Przedświąteczne Pieczenie Pierników. No dobrze, przyznam się: zwykle bywam stroną konsumującą, a cały splendor piekarski powinien przypaść mojemu Domownikowi. Od czasu do czasu jednak nabieram rozpędu i kilka pierniczków wytnę. Korzystamy z gotowych foremek, ale co roku korci nas, żeby w końcu wyprodukować jakieś własne. Pomyślałam, że może w ramach przygotowania zastanowię się, jakie „literackie” kształty można by im nadać?
Jak oni czytają! Albo przed półtysiącleciem z książką

Jak oni czytają! Albo przed półtysiącleciem z książką


Każdy ma kiedyś taki dzień, że zamiast tworzyć blok tekstu z chęcią wstawiłby obrazki. Dzisiaj i na mnie nadszedł taki dzień, na szczęście obrazki zebrane miałam zawczasu. Weźcie zatem swoje przenośne wehikuły czasu i rzućmy się razem w wir, by znaleźć się wśród średniowiecznych manuskryptów i prezentowanych tam sposobów czytania.

W tytule wykorzystałam zmodyfikowany cudowny pomysł Bazyla na teleturniej z książką w roli głównej.

6 terenów górskich w literaturze albo wpis okolicznościowy

6 terenów górskich w literaturze albo wpis okolicznościowy


Czy Wy też czekacie, aż wreszcie spadnie taki porządny śnieg? I niechby tak wymroził wszystkie zarazki! Wcale bym się nie obraziła. A w międzyczasie, kichając i prychając, zapytam: wiecie, że dzisiaj jest Dzień Terenów Górskich? Ponieważ dawno nie było żadnego zestawienia tematycznego pod kątem dnia czegokolwiek, pomyślałam, żeby przyjrzeć się właśnie terenom górskim.
11 baśniowych książek albo o rankingach wybitnie subiektywnych

11 baśniowych książek albo o rankingach wybitnie subiektywnych


Postanowiłam wraz z ostatnim miesiącem roku zrobić podsumowanie cyklu baśniowego. Od stycznia, każdego dziesiątego dnia miesiąca, pojawiał się wpis o baśniach. Zwykle wybierałam jakąś okrągłą liczbę, ale nie zawsze, bo na przykład zbiorek był nieco chudszy. Starałam się wybierać baśnie ulubione, zbiory towarzyszące mi od dzieciństwa, i pokazywać, co też w poszczególnych historiach jest ujmujące. Czy to dlatego, że stwarzają ciekawe możliwości interpretacji, czy dlatego, że sama historia jest cudowna albo przerażająca, albo wszystko naraz.
Mnie, mnie spytajcie, czytałam! Albo o teleturniejach

Mnie, mnie spytajcie, czytałam! Albo o teleturniejach


Nie wiem, czy pamiętacie, ale wyrażałam kiedyś żal z powodu tego, że telewizja zdjęła "Wielką Grę". Kurczę, jak ja lubiłam ten teleturniej! Tymczasem nic godnego uwagi w jej miejsce nie powstało. A jakże przyjemnie oglądało się ludzi, którzy wiedzieli wszystko o Napoleonie. No, ale cóż -- w każdym razie dzisiaj wyszłam od takiego założenia: a co, gdyby zorganizować teleturniej tylko o książkach? Jak by wyglądał? Wpis, dopowiadam, z przymrużeniem oka.
Maszyna na szynach albo o automatycznym przekładaniu

Maszyna na szynach albo o automatycznym przekładaniu









Nie wiem, czy też tak macie, ale czasem przeczyta się, zobaczy czy spróbuje czegoś i od razu w głowie pojawia się taka myśl "też bym to zrobiła, ciekawe, jak by wyszło?". Tym razem miałam tak buszując po sieci -- na jednym z czytanych przeze mnie anglojęzycznych blogów 101 Books autor zainspirował się pomysłem z bloga o futbolu i wypróbował możliwości Google Translatora, jeśli chodzi o transformację wielkich zdań literatury w... wielkie zdania z literatury. Cały myk polega na tym, żeby przepuścić je wcześniej przez kilka języków. Pomyślałam sobie, że jakże to tak, trzeba spróbować z polszczyzną!
O książkowych choinkach albo o dekorowaniu

O książkowych choinkach albo o dekorowaniu


Nie wiem jak u Was, ale u nas choinka już stoi. Mikołajki to zwykle jest ten moment w roku, kiedy ją wstawiamy do domu i owijamy światełkami -- wygląda przytulnie, daje dodatkowe światło, no i można się nią cieszyć aż do Świąt. Nie ma co ukrywać, wkrótce potem zwykle zaczyna się z lekka osypywać i trzeba przystąpić do procedury ostrożnego przestawiania jej w miejsce chłodniejsze, co nie zawsze równa się z miejscem dekoracyjnym. Ale jak przy choinkach jesteśmy: choinki coraz częściej pojawiają się w bibliotekach. I to nie takie zwyczajne, ale książkowe.
7 nietypowych prezentów dla czytelnika albo Mikołajkowo

7 nietypowych prezentów dla czytelnika albo Mikołajkowo


Oczywiście, że wszyscy dzisiaj o prezentach: albo się chwalą, co też im Mikołaj przyniósł, albo dyskretnie sugerują, co by mógł przynieść, ewentualnie co sami nabędą, przywdziewając wacianą brodę i nobliwy kostium. Nie mogłam się oprzeć, żeby nie dołączyć: ale zamiast wybierać książki, które z chęcią zobaczyłabym pod choinką -- czy dlatego, że są dla mnie, czy też dlatego, że sama je tam położyłam -- poszłam w nieco inną stronę. Co związanego z książkami, ale nie z konkretnym tytułem, można by ofiarować innemu czytelnikowi?

Inne notki prezentowe znajdziecie zaś tutaj: jak dawać książkowe prezenty w ogóle i jakie typy książek można dać w prezencie zamiast kwiatów (mnóstwo pomysłów jest też w komentarzach!).
Wszystkie Barbary literatury albo chociaż cztery

Wszystkie Barbary literatury albo chociaż cztery


Wczoraj była Barbórka, czego bynajmniej nie przegapiłam, ale poszłam za głosem natchnienia i napisałam o ostatnio czytanej książce. Dzisiaj postanowiłam to nadrobić i sprawdzić, jakież to Barbary-pisarki przychodzą mi na myśl i o jakich mogłabym coś napisać. Po krótkiej kwerendzie okazało się, że są to Barbary cztery, co jakoś koresponduje z wczorajszą datą.
Nie zdarzyło się nic szczególnie dobrego ani złego albo o "Dzienniku roku chrystusowego" J. Dehnela

Nie zdarzyło się nic szczególnie dobrego ani złego albo o "Dzienniku roku chrystusowego" J. Dehnela


Rzadko mi się zdarza sięgnąć po nowość, ale czasami jakoś jest mi z nowością po drodze. Otóż mój Domownik zbiera wszystkie książki Jacka Dehnela, więc tylko kwestią czasu pozostawało, kiedy zabierze się za jego „Dziennik roku chrystusowego”. Ale traf chciał, że akurat czytał co innego, więc pomyślałam, że właściwie czemu nie, zobaczmy, o co też chodzi. Nie ukrywajmy: recenzji i omówień „Dziennik...” doczekał się w wielu miejscach. Podlinkuję Wam te dwie: z Leżę-i-czytam i z Dwutygodnika). A teraz z czystym sumieniem będę pisała, co chciałam napisać -- w związku z tym niektórym tematom miejsca nie poświęcam, innym zaś całkiem sporo. 
 
(A w tytule cytat z "Dziennika...", ze strony 510)
Dwa słowa o nieczytaniu albo górą do dołu

Dwa słowa o nieczytaniu albo górą do dołu

 

Dzisiaj, zamiast skupiać się na tym, jak czytać, postanowiłam zastanowić się nad nieczytaniem. Bo czasami, o czym wszyscy wiemy, nie chce nam się czytać. Normalnie zapytałabym: co wtedy zrobić? Jak wyjść z kryzysu? Ale pomyślałam, że może warto sprawę postawić inaczej: czemu nie chce się nam czytać? Z jakich powodów? Lista poniżej to oczywiście powody moje.
O czytaniu zimą albo o niezbędnikach

O czytaniu zimą albo o niezbędnikach


No to mamy grudzień. Jest się z czego cieszyć -- bo to w końcu grudzień, a nie listopad, a wiadomo, że z grudniem wiąże się jednak nieco więcej przyjemnych rzeczy niż z listopadem, a jesienną melancholię da się odwiesić do szafy, niech czeka na kolejną jesień. No i spadł śnieg (chociaż troszkę). Można się zatem zastanowić nad kwestiami dla każdego czytelnika najistotniejszymi: czyli jak czytać zimą?