Pisarze na ekranie albo o moich 5 ulubionych aktorach w roli pisarzy



Tak się sama zainspirowałam wczoraj wrzucanymi na Facebooka zdjęciami, że postanowiłam uczynić z tego temat dzisiejszej notki. Wpis jest bardziej do oglądania, ale znajdzie się i coś do przeczytania, więc nie martwcie się (jeśli Was to martwi, oczywiście).


Tom Hiddleston jako Francis Scott Fitzgerald 
(W końcu to stąd pomysł – ale, właśnie, „O północy w Paryżu” jakoś długo nie mogłam obejrzeć, bo wydawało mi się, że nie ciągnie mnie do tego filmu zupełnie. Oczywiście jak zwykle w takich przypadkach okazało się, że jest skrojony pode mnie, a już bohater trafiający do przeszłości, gdzie spotyka słynnych pisarzy, no, powiedzcie sami. Hiddleston wygląda bardzo podobnie do Fitzgeralda i w czasie styczniowego czytania tego autora nie mogłam wyrzucić tego z głowy; co jakoś pomogło w czasie lektury „Czuła jest noc”, nie powiem, że nie. W filmie jest jeszcze Ernest Hemingway, ale nie zrobił na mnie podobnego wrażenia.)






Jeremy Irons jako Franz Kafka 
(Iron jest według mnie Kafką idealnym, mimo że film – „Kafka” Soderbergha – dość swobodnie podchodzi i do Kafki, i do jego dzieł, zawiera za to pięknie ekspresjonistyczną scenę ucieczki mostem przed potworem, której nie powstydziłby się Richard Weiner. Irons jest wychudzony, w tej twarzy wybijają się przerażone, ale i przerażające oczy, słowem: oto jest Kafka. A że wszystko dzieje się w czerni i bieli, to nietrudno ulec złudzeniu.)



 


Gwyneth Paltrow jako Sylvia Plath 
(Wiem, że zdania o Paltrow i o tym, czy umie grać, czy nie umie, są podzielone, ale co ja poradzę, kiedy „Sylvia” idealnie odbija moje wyobrażenie o Plath? Zwłaszcza ta furia, z jaką pisarka jeździła po Oxfordzie na rowerze w czasie przebywania tam na stypendium – jeden fakt z jej życia, który na dobre utkwił mi w pamięci. Poza tym film przedstawia Daniela Craiga jako Teda Hughesa, która to postać stała się dla mnie ikonicznym wcieleniem ekranowym Craiga. Jak możecie z tego wywnioskować, seanse najnowszych Bondów sprawiają mi sporo radości.)




 

Simon Callow jako Charles Dickens 
(To nie filmowe wcielenie autora „Samotni”, ale serialowe – z „Doctora Who”. Chociaż moja opinia o Dziewiątym Doctorze i jego przygodach nie jest zbyt wysoka, to zawdzięczam im Dickensa idealnego. Jakiś czas temu w tego pisarza wcielił się też Ralph Fiennes, ale tego dzieła nie widziałam, więc nie ułożył mi się w wyobraźni idealnie na wzór Dickensa, jakiego sobie wyobrażam. Callow nadal wygrywa. Tak swoją drogą to nie był jedyny raz, kiedy Callow grał Dickensa – ale akurat z tego wcielenia go kojarzę.)



 


Emma Thompson jako P. L. Travers 
(Chociaż bardzo lubię Mary Poppins, to do autorki w ogóle nie miałam żadnego stosunku – po ukazaniu się filmu, który mi się, tak na marginesie, podobał mocno średnio i po zapoznaniu się z biografią Travers zaczęłam nieco więcej o niej myśleć. A w międzyczasie jakoś tak doskonała Emma Thompson spłynęła mi w wyobraźni z autorką, ocieplając jej wizerunek. Oto co dobrze zagrana rola potrafi zrobić.)



 


To oczywiście nie jest notka pod tytułem „wszyscy aktorzy grający wszystkich pisarzy we wszystkich filmach”. Ba, ograniczyłam się do tych, które widziałam i lubię. Jak widzicie ograniczyłam się też do ról, w których aktorzy przy okazji zazwyczaj wyglądają bardzo podobnie do granych pisarzy. No to powiedzcie mi w takim razie: a Wasze ulubione filmowe portrety pisarzy to...?

Weź dokładkę!

13 komentarze

  1. Cudowny post :) Zgadzam się z Tomem, w "O północy w Paryżu" błyszczał po prostu! Oprócz niego widziałam tylko Thompson jako Mary Poppins i muszę przyznać Ci rację - film taki sobie, ale Emma świetna.
    Z innych ról to polecam, jeżeli jeszcze nie widziałaś, "Jaśniejszą od gwiazd", Ben Whishaw gra tam Johna Keatsa. Oprócz tego Plummer jako Tołstoj w "Ostatniej stacji" daje radę i warto zobaczyć Rusha jako Markiza de Sade w "Zatrutym piórze". Wspomnę tu jeszcze o roli Johna Hurta w "Tylko kochankowie przeżyją" - nie zdradzam kim on jest, na wszelki wypadek, gdybyś jeszcze nie widziała tego cudownego filmu :)
    A "Listy na wyczerpanym papierze" bardzo się spodobały współlokatorce i jak przeczyta to ma mi pożyczyć! Dziękuję za recenzję, która skłoniła mnie do kupna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie miałam polecić Geoffreya Rusha jako Markiza de Sade z "Zatrutego pióra". :) Rush był za tę rolę nominowany i do Oscara, i do Złotego Globu, i do nagrody BAFTA, a że żadnej z nich nie wygrał, tego pojąć nie mogę. Reszta obsady też jest znakomita, a i sam film wiele ważnego mówi o tym, czym może, a czym nie może być sztuka i jaką autor ponosi za nią odpowiedzialność. Swego czasu był to mój ulubiony film.

      Usuń
    2. O, o tak, o tak, Ben Whishaw jako John Keats :) I jeśli mowa o "O północy w Paryżu", to przyznam ze wstydem, że dopiero teraz zanotowałam, że grał tam Tom Hiddleston - całą moją uwagę pochłonął Corey Stoll jako Ernest Hemingway :) Czyli tu się jednak z Pyzą różnimy...

      A w kategorii "aktorzy podobni do pisarzy jak dwie krople wody" wygrywa dla mnie zdecydowanie Philip Seymour Hoffmann jako Truman Capote!

      Usuń
    3. @Mirya 91, dziękuję :). Właśnie "Jaśniejszej..." nie widziałam i bardzo sobie na nią ostrzę zęby od dłuższego czasu. W końcu Keats (wielbię!) i Wishaw (wielbię!), ale swoim zwyczajem czekam, aż wpadnie mi samo w ręce ;). Natomiast John Hurt -- oczywiście, nawet się zastanawiałam, czy go tu nie umieścić, ale uznałam jego postać za (świetną) wariację na temat i w końcu się nie zdecydowałam (a film jest cudowny, tak na marginesie :)).

      Bardzo się cieszę, że się spodobały i jestem szczęśliwa, że tak się dobrze złożyło :). Na zaś i Tobie życzę dobrej lektury!

      @Alicja, a wiesz, że ja ten film od lat omijałam, za każdym razem mówiąc sobie przy dogodnej okoliczności -- a, leci, pewnie będzie powtórka. Muszę nadrobić!

      @AHa, no zupełnie jakoś mi ten Hemingway nie podszedł, przyznaję bez bicia. Ale to dobrze się czasem dla higieny w czymś różnić ;). O, a z Capote'ów (Capote'ich?): grał go jeszcze kiedyś Toby Jones i bardzo mi "wizerunkowo" pasuje (ale tak na oko, bo oba filmy znam z urywków, a domagają się w końcu obejrzenia!).

      Usuń
  2. Dobór aktorów faktycznie idealny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie zawsze fascynuje, jak aktor upodabnia się do pierwowzoru, a jeszcze zobaczyć, jak taki pisarz wówczas ożywa na ekranie -- fascynujące!

      Usuń
  3. Johnny Deep jako Hunter S. Thompson. Może dlatego że Fear and Loathing obejrzałam z niezamykającą się z zachwytu buzią w moich formatywnych latach (formative years, mówi się tak po polsku, czy robię jakiś bardzo zły anglicyzm?), ale do dziś jak czytam Thompsona mam przed oczami Deepa z tego filmu. Może fizycznego podobieństwa nieco braknie, ale coś nieuchwytnego czyni ich bardzo podobnymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż musiałam zajrzeć do wyszukiwarki, żeby obejrzeć -- dopisuję sobie do zobaczenia. A co do lat formujących: nie mówi się "kształtujące"? A może jeszcze jakoś inaczej (bo też nie mam żadnej pewności)?

      Usuń
  4. A wiesz, ja też jakoś długo się nie mogłam zebrać, żeby obejrzeć „O północy w Paryżu”, mimo że mój ówczesny chłopak widział go wcześniej i zapewniał mnie, że na 100% mi się spodoba, bo jest w bardzo w moim stylu. Oczywiście miał rację, film jest magiczny :). Ale przyznaję się bez bicia, że mnie, podobnie jak AHa, zupełnie umknął Hiddleston w roli Fitzgeralda. Filmowego Hemingwaya zresztą też niezbyt dobrze pamiętam, zachwycałam się Marion Cotillard, taka była ładna w tym filmie, choć akurat żadnej pisarki nie grała ;).

    Też mi się bardzo podobała Gwyneth Paltrow w roli Sylvii Plath, i w ogóle cały film ogromne na mnie zrobił wrażenie, mimo że raczej kiepskie zebrał opinie. Czułam w nim tę atmosferę mrocznego szaleństwa, w jakiej, mam wrażenie, Sylvia cały czas się obracała.

    I jeszcze za Miryą powtórzę – obejrzyj koniecznie „Jaśniejszą od gwiazd”, ja właściwie pod wpływem tego filmu dopiero sięgnęłam po poezję Keatsa (wiem, wstyd). Absolutnie piękny. A Ben Whishaw jest niesamowity, bo dopiero jak po obejrzeniu filmu zrobiłam rozeznanie w internecie, zorientowałam się, że to ten sam aktor, który grał główną rolę w „Pachnidle”. Jak on to robi, że tak się zmienia?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, i jeszcze dorzucam, bo sobie dopiero przypomniałam – podobał mi się Sam Riley jako Sal Paradise vel Jack Kerouac we „W drodze”. Sam film słaby, ale jeśli chodzi o dobór aktora to był strzał w dziesiątkę. Zresztą on w ogóle pasuje do ról takich rozgorączkowanych, szalonych, twórczych osobowości – świetny był też jako Ian Curtis w „Control”.

      I jeszcze jedno, luźno w związku z tematem: odkąd zobaczyłam Bena Barnesa, uważam niezmiennie, że ktoś powinien nakręcić ekranizację „Czerwonego i czarnego” Stendhala i obsadzić go w roli Juliana Sorela. Doprawdy, nie rozumiem, czemu nadal nikt na to nie wpadł?!

      Usuń
    2. Obejrzę, na pewno obejrzę, bo lubię Keatsa od dawna, a ostatnio mam wrażenie ciągle natrafiam w książkach na wzmianki o nim (czy raczej: o jego rzymskim domu). Filmów o bitnikach tudzież z bitnikami nie widziałam, a kusi mnie jeszcze "Kill your darlings", które oczywiście też bardzo chciałam obejrzeć i jeszcze tego nie zrobiłam (ale co się odwlecze... wiadomo :)).

      A wiesz, że "Czerwone i czarne" jeszcze przede mną? Jakoś do tej pory w ogóle nie miałam styczności z prozą Stendhala w całości, bez konkretnej przyczyny (co się odwlecze...). Ale przy takim wyobraźnianym castingu muszę się skusić prędzej niż później ;).

      Usuń
    3. „Kill your darlings” też widziałam, dobre! Tutaj już Kerouac nie był taki dopasowany, ale Harry Potter jako Ginsberg – ciekawe doświadczenie, niemal jak ten przeskok Craig-Hughes i Craig-Bond ;). A z filmów o bitnikach mam jeszcze gdzieś „Howl”, tam z kolei Ginsberg ma twarz Jamesa Franco. Muszę w końcu obejrzeć.

      Stendhala polecam, nie jest to łatwa lektura, zwłaszcza jeśli się ma, tak jak ja, znikomą wiedzę na temat historii Francji, ale potrafił tworzyć wspaniałe, zapadające w pamięć postaci, na czele właśnie z Julianem Sorelem. Przeczytaj kiedyś, ciekawa jestem, co będziesz o nim sądzić ;).

      Usuń
    4. Koniecznie! Muszę sobie zapisać, żeby jakoś się prędzej niż później skusić na tego Stendhala :).

      Usuń