Bohaterka bohaterce bohaterką albo o "Kryminalistce" J. Jodełki


Widzicie, są takie rozwiązania fabularne, które brzmią doskonale na papierze, ale są szalenie trudne do napisania. Jednym z nich jest wykorzystanie niewiarygodnego narratora. Otóż taki narrator opowiada nam coś, a my wiemy, że z tym cosiem jest coś nie tak. Albo jeszcze inaczej: wcale nie wiemy, że coś jest nie tak, za to jak się dowiadujemy, to o rety. Albo podejrzewamy, że coś jest nie tak, tylko że nie wiemy, co dokładnie. W "Kryminalistce" to wszystko po trochu jest, ale wykonane w taki sposób, że przez większą część lektury tylko się denerwowałam.

Ta powieść ma dokładnie wszystko to, czego nie lubię. To znaczy dobry pomysł i niedobre wykonanie. O czym jest? Joanna, pisarka kryminałów, mieszka z mężem w Siedlcach, a okazjonalnie w domku nad Bugiem. Mąż też pisze, ale poradniki. Joanna zrobi jednak coś, co zaburzy ten spokojny opis pierwszego zdania -- w końcu inaczej nie zobaczylibyśmy jej na samiutkim początku siedzącej na ławce w porwanych ubraniach, deklarującej, że zabiła dwie osoby.

Jak sami widzicie, zaczyna się intrygująco. Narracja prowadzona jest dwutorowo: z jednej strony mamy narrację Joanny-z-ławki, prowadzoną w pierwszej osobie, z ciągłym "ale nie wiedziałam jeszcze wtedy, że...", "gdybym wówczas zrobiła to, nie doszłoby do tego", "dzisiaj już wiem, że..." i tak dalej. Z drugiej dostajemy prowadzoną w trzeciej osobie serię retrospekcji, luźno przechodzących do czasu teraźniejszego, z Joanną jako bohaterką, próbującą opisywać, co się działo. Joanna jest więc naszym narratorem, bohaterem, autorem -- trójpak jak się patrzy. Problem polega na tym, że Joanna jest koszmarną bohaterką. Przyznaję, że może gdyby nie to, że tak strasznie mnie irytowała przez cały czas trwania fabuły, nie domyśliłabym się tak szybko, co się dzieje, niemniej: domyśliłam się, a to zepsuło cały efekt zaskoczenia. Jak się domyślacie, nie będę tutaj pisała, o co dokładnie chodzi (ale jeśli chcecie, otwieram komentarze jako przestrzeń wolną od antyspojlerowania).



 O tej książce mowa. Zdjęcie pochodzi ze strony wydawnictwa.



Och, jak okropnie, potwornie irytowało mnie właściwie każde wcielenie Joanny! Jako bohaterka jest albo szalenie rozmemłana, albo nad podziw przedsiębiorcza -- jest to związane z finałowym rozwiązaniem zagadki (która jest właśnie nieco inna niż można się spodziewać, ale niewątpliwie jest to zagadka kryminalna -- i to jest fajne), ale mimo wszystko strasznie mnie irytowało. I tu widzicie: w opisie Joanny i w opisach, jakie nam Joanna daje, jest mnóstwo niespójności. Nie mogę się jednak zdecydować, czy wynikają one z zamysłu fabuły (którym niemal wszystko można obronić), czy są tak zwanymi babolami. Właśnie przez konstrukcję całości trudno mi to osądzić. Joanna bowiem jest tym naszym niewiarygodnym narratorem, więc kto wie. Tyle że moim zdaniem takie wątpliwości nie powinny czytelnika w tym wypadku nachodzić -- on wie, że to jest zamierzone, a nie po prostu tak wyszło, a że narrator jest niewiarygodny, to wszystko jedno.

Poza tym jest jeszcze jedna rzecz, która mnie w tej książce denerwowała: użycie czasowników. Wiem, brzmi podejrzanie, ale nic na to nie poradzę -- od czasu do czasu trafiało się tak dziwne zestawienie, że nie bardzo wiedziałam, co z tym zrobić. Licentia poetica swoją drogą, ale na przykład w jaki sposób nasza bohaterka mogła się przyssać do czegoś, trzymając to w rękach? Rozumiem, że chodziło o "przyssanie" jako przenośnię "trzymania się z całych sił", ale w kontekście, w jakim jest opowiadane, pasuje ni tak, ni siak i zamiast budować napięcie, raczej śmieszy. Kolejną sprawą jest naturalizm, który nie do końca wiem, co ma w "Kryminalistce" robić -- przekonywać o prawdziwości? Wciągać w świat przedstawiony? Szokować? Zwłaszcza, że opis jest stopniowany, więc efekt jest znowu niezamierzenie komiczny: bohaterka włamuje się na teren dawnego ośrodka wczasowego. Szuka czegoś do jedzenia. Znajduje stary ryż. Już wiemy, że będzie zatęchły, ale to nic, narratorka doda, że jest pożółkły. Domyślamy się, co to znaczy. Nie szkodzi -- narratorka doda, czemu taki jest. I tak dalej. Ponownie można to zrzucić na karb wybranego sposobu narracji: ale jednak coś nie poszło w wywołaniu adekwatnego efektu.

Jak sami widzicie, nie jestem wielką fanką "Kryminalistki". W dodatku od drugiej czy trzeciej sceny byłam pewna, że wiem, o co chodzi -- i okazało się, że mam rację. Co dodatkowo pozbawiło mnie takiego zaskoczenia na koniec, które może pozwoliłoby mi przychylniej przyjrzeć się książce. I szkoda mi trochę, bo pomysł na fabułę jest naprawdę fajny.

Weź dokładkę!

8 komentarze

  1. Powiem szczerze, że zaintrygowałaś mnie. Jednak nie książką, a sposobem w jaki o niej mówisz. Ciekawa recenzja, czytało się ją doprawdy bardzo przyjemnie. A co do samego tworu pani Jodełki, to nic o tej książce nie słyszałam. Nawet okładka nigdy nie rzuciła mi się w oczy, no i chyba jednak sobie odpuszczę. Co prawda kryminały lubię, ale wolę poszukać czegoś z mniej spapranym wykonaniem i bardzo chcę wierzyć, że książka jest mierna nie tylko ze względu na to, że wyszła spod klawiatury polskiej pisarki. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dziękuję, miło mi :). Wiesz, zawsze dobrze samemu przeczytać, żeby wyrobić sobie własne zdanie, chociaż gorąco do tej akurat książki Cię zachęcała nie będę. I myślę, że to, jak została napisana nie jest związane w żaden sposób ani z płcią, ani z narodowością autorki.
      Również pozdrawiam :).

      Usuń
  2. Mnie też Joanna irytowała strasznie. Jakoś nie mam cierpliwości do takich postaci, zwłaszcza że jej sytuacja wcale nie była taka interesująca. Początek był całkiem intrygujący, ale nieporadność narracji i wkurzająca bohaterka skutecznie mnie zniechęciły do lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Dawno już tak nie zarzucałam otoczenia narzekaniami na bohaterkę. I to pod tyloma względami (które można zrzucić na karb tego, czego się o niej dowiadujemy, ale nie jestem wcale przekonana, że tak być miało i to jest mój największy problem z tą książką).

      Usuń
    2. Bo co innego, kiedy bohater wkurza bo miał wkurzać, a co innego, kiedy autor celował w sympatyczną, mądrą postać, a wyszło zupełnie inaczej.

      Usuń
    3. Dokładnie. A zakładam, że jednak nie miała wkurzać, bo wtedy finalny efekt wypada blado.

      Usuń
  3. Nie wiem pod jaką jodełką wykopała tę kryminalistkę, że ja o niej nie wiem? :P
    Fuu, nie lubię koszmarnych bohaterek. Takie rozmemłane cuksy, które raz na jakiś czas ubiorą się w ładny papierek. Blee.
    No i nie wiem co z tą książką zrobić, bo polski autor, to od razu się palce palą, żeby zapisać tytuł... ale jak mam się irytować, to szkoda mi nerwów. Oj Pyzolu, aleś mi namieszała w łepetynce. ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, ale zapisz, zapisz, bardzo bym była ciekawa, co powiesz ;). Szczerze mówiąc, w odbiorze tej powieści dużo zależy od tego, czy czytelnik domyśli się, o co chodzi i wtedy: jak zakończenie wpłynie na takie "przefiltrowanie" powieści już po lekturze. Ale bohaterka jest strasznie denerwująca, nic na to nie poradzę, jak widać nie tylko mnie irytowała.

      Usuń