Książka w 3D albo do czego przydaje się internet?



Tak sobie czasem myślę, że mój odbiór książek w ostatnich kilku(nastu) latach zmienił się nie tylko dlatego, że czytam dużo, więc siłą rzeczy zaczynam więcej dostrzegać, ale też dlatego, że mam internet. Jak w końcu powtarza mój Domownik: lektura „Gry w klasy” z youtubem to zupełnie inne doświadczenie niż lektura „Gry w klasy” bez dostępu do internetu.

Trochę przewrotnie zatytułowałam ten post „książka w 3D”. Głównie dlatego, że w kinie oferuje się nam coraz mocniejsze wejście w świat przedstawiony na ekranie: może nam się wydawać, że spadamy z bohaterami, a jak skusimy się na 4D, to jeszcze nami wytrzęsie i tym podobne. Tymczasem jeśli chodzi o lekturę książki może się wydawać, że nic tutaj się zmienić nie może. Największym urealnieniem, jakie możemy sobie zafundować, jest podróż śladami bohaterów albo czytanie danej książki w miejscu, w którym się dzieje (jeśli mamy do czynienia z miejscem realnie istniejącym), ewentualnie tam, gdzie została napisana. Mamy literackie muzea, gdzie możemy obejrzeć biurko pisarza albo budkę strażniczą, w której mieszkał, kiedy pisał – generalnie jednak to wciąż jest to stare, dobre doświadczenie lektury, jakie znamy. Ale mimo to, mam wrażenie, wkradło się do niego całkiem sporo urozmaiceń. Nie wierzycie? Poniżej podrzucam Wam te, na których sama się łapię.

Słuchanie muzyki

Kiedyś głównie albo liczyłam na to, że utwór znam, albo udawało mi się przesłuchać coś przy okazji. Teraz nawet najbardziej egzotyczne melodie, jakie wpadają w ucho bohaterom, dają się bez trudu znaleźć. Tym lepiej, jeśli są to rzeczy, których bohater słucha w kółko, można sobie wyrobić lepsze wrażenie przy czytaniu, bardziej wciągnąć się w klimat i porównać swoją opinię ze zdaniem bohatera. Same korzyści. No i odchodzi element „jak to musi brzmieć!”, bo już wiemy, jak brzmi. Można traktować to za wadę (świat traci na tajemniczości), ale doświadczenie lektury z pewnością staje się pełniejsze.



 Zgadliście. Pooglądamy dziś sobie miejsca literackie i okołoliterackie. Źródło.



Spacerowanie ulicami

Nie zawsze mamy możliwość wybrać się tam, gdzie jest bohater, a okazuje się, że nie do końca umiemy sobie wyobrazić tę plątaninę uliczek, po których przebiega co trzy strony. Nic trudnego, w większość miejsc można zawędrować przez Mapy Google, a przy widoku ulic nawet się nimi z wolna przespacerować. Oczywiście, że nie będzie to wrażenie porównywalne z tym, jakie dostaniemy, kiedy naprawdę się tam wybierzemy – ale że nie zawsze możemy, myślę, że to całkiem przyzwoity zastępnik.





Oglądanie obrazów

Owszem, są pisarze i pisarki, które opisują sztukę tak plastycznie, że właściwie to nie musimy już wpisywać tytułu obrazu w wyszukiwarkę, ale czasami po prostu chcemy sobie porównać opis z rzeczywistością. Może to zadziałać dwojako: albo zachwycimy się, że nigdy nie wpadlibyśmy, żeby to tak opisać, albo zdziwimy się, że jak to można w ten sposób tak to opisać? W każdej sytuacji dostajemy poszerzenie świata literackiego, a przy okazji można się czegoś nauczyć.



 Tak jak wczoraj, tak i dzisiaj pozdrawiamy Lwa Nikołajewicza. Zdj. Franco Visintainer.



Oglądanie historycznych momentów

Jasne, nie wszystkich, bo nie zawsze był ktoś, kto nam to utrwalił na filmie czy na kliszy fotograficznej, ale dużej części jednak tak. A zatem, kiedy nasz bohater znajdzie się w czasie historycznej przemowy, strajku albo ogląda w kinie kronikę filmową, możemy wyszukać sobie to wydarzenie i zobaczyć, jak wyglądało. Oczywiście nie chodzi tu o to, żeby złapać autora/kę na nieścisłościach historycznych – a raczej dla poczucia klimatu i poszerzenia sobie horyzontów. Chociaż oczywiście można i tak.





Studiowanie przepisów

A to jedna z moich ulubionych rzeczy, zdecydowanie. Bohater/ka spożywa coś dziwnego, co zupełnie nie brzmi Wam jak znajoma potrawa? Nawet google nie wie, co to? Zawsze można przestudiować stare książki kucharskie dostępne na przykład w Polonie. Ale czasami taki przepis znajdziemy, możemy się wtedy oburzyć zaszokowani („co on je!”) albo mlasnąć z zachwytem i ruszyć do kuchni. A potem podjadać to razem z bohaterem. Całkiem przyjemne, zazwyczaj, poszerzenie doświadczenia lektury.

A czy Wy sięgacie po takie sposoby? A może macie jeszcze jakieś inne dostępne on-line pomysły, co zrobić, żeby uczynić książkę bliższą?

Weź dokładkę!

9 komentarze

  1. Na The Guardian jest blog, w którym można znaleźć przepisy inspirowane literaturą: http://www.theguardian.com/books/little-library-cafe. Mniam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłaś mi dzień! :) Uwielbiam takie miejsca (nie mniej niż samodzielne poszukiwania przepisów na dania, które gotują/zjadają bohaterowie literaccy), bo dają przy okazji możliwość pójścia nie drogą książka -> przepis, ale i przepis -> książka (na zasadzie: "skoro jedzą tam coś takiego, muszę przeczytać!" ;)).

      Usuń
    2. Cieszę się! Ja też nabrałam większej ochoty na przeczytanie niektórych książek po tym, jak zobaczyłam te blogowe przepisy.

      Usuń
  2. Chyba warto też wspomnieć o książce, która za pomocą specjalnej aplikacji pokazuje filmik, który odzwierciedla treść. Niestety, tytułu nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, oczywiście, teraz otwiera się mnóstwo możliwości, by już w ten sposób tak "automatycznie" wypuszczać książki z rozszerzeniami ;). Chodziło mi tutaj bardziej o takie chałupnicze domowe sposoby z cyklu "ja i mój internet" :D.

      Usuń
  3. W zeszłym roku zabrałam na wrześniowe wakacje w Karkonoszach "Palestyńskie wędrówki" Rajy Shehadeh. Co prawda wzgórza wokół Ramallah i okolice Szklarskiej Poręby różnią się jeśli chodzi o klimat, roślinność, no w zasadzie prawie wszystkim się różnią, ale w pewnym sensie wpłynęło to na mój odbiór książki. Może dlatego, że codziennie sama wędrowałam, albo te wielkie otwarte przestrzenie z dala od miast i wsi pozwoliły mi lepiej poczuć ten klimat. Inna sprawa, że przypomniał mi się tam też "Hobbit" i zaraz próbowałam sobie wyobrazić jak to jest być niziołkiem w drodze na Samotną Górę :D W sumie to fajnie tak dopasować sobie choćby troszeczkę lekturę do otaczających nas realiów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dokładnie tak! Czasami zupełnie nie musi być to TO miejsce, ale chodzi o jakieś podobieństwo klimatu, atmosfery, czasami zależne bardziej od naszego samopoczucia czy wyobraźni niż od warunków zewnętrznych. Także doskonale Cię rozumiem :).

      Usuń
  4. Świetne pomysły!
    Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby wykorzystać Internet do zgłębiania lektury, a to musi być wspaniała sprawa! Muszę nauczyć się czytać bardziej świadomie! :))
    Dzięki za podpowiedzi, zwłaszcza z mapami i doczytywaniem o czasie, w którym wydarzenia miały miejsce :)

    OdpowiedzUsuń