Magia cytatów albo powiedział czy nie powiedział?



Na pewno to znacie: one są wszędzie – w kuchennym kalendarzu, na uroczej grafice, na dole plakatu, ba, w zbiorze podobnych jak one, wydanym w dużym formacie i grubej okładce. Trafne cytaty. Często podpisane: Einstein, Arystoteles, Napoleon. Ale problem pojawia się tam, gdzie słowa, o których wiecie, że powiedział je podobno Goethe, podpisane są „Platon”, nieco później „Juliusz Cezar”, a na kartce, którą ostatnio dostaliśmy twierdzą, że to słowa Michała Anioła.


Jak niektórzy z Was zapewne widzieli, wczoraj na Facebooku w ramach zwiastunowania notki wrzuciłam zdjęcie z powyrywanymi z kalendarza kartkami. Nie w żadnym barbarzyńskim geście: po prostu mam słabość do takich kuchennych kalendarzy, z których codziennie zrywa się stronę z datą. Jak większość tego typu instytucji, tak i ten oprócz rzeczy absolutnie niezbędnych: daty, godziny wschodu i zachodu różnych ciał niebieskich i solenizantów, obchodzących imieniny danego dnia, serwuje też swojemu użytkownikowi cytat dnia. Z grubsza cytaty te można podzielić na trzy grupy.

1. Wielki człowiek i mądre słowa.

To oczywiście właśnie ten klasyczny przypadek, o którym wspominałam na początku. Dostajemy jakiś dobrze brzmiący cytat opatrzony nazwiskiem kogoś z historii znanego, rozpiętość od Sokratesa po Williama Jamesa. Słynne postaci historyczne, pisarze, filozofowie (i tym razem używam rodzaju męskiego nie dlatego, że jest zwyczajowo rodzajem w polszczyźnie uniwersalnym – tam naprawdę niemal nie ma słynnych kobiet). Oczywiście część z tych cytatów widziałam już kilka razy z zupełnie innym imieniem i nazwiskiem, Wam pewnie też się zdarzało. Ot, chociażby anegdota o słynnym pisarzu, którego krytyk napomina, że mówienie o „bolesnej pustce” to bzdura, bo jakże ta pustka może boleć. W odpowiedzi słyszy pytanie, czy jego aby na pewno nigdy nie bolała głowa. Czasami pisarzem tym ma być Goethe, czasami Twain, jeszcze kiedy indziej Tołstoj. Co ciekawe, krytyk jest zwykle anonimowy – on jest tu tylko obiektem żartu, to, co ma zostać zapamiętane, to wielki człowiek i jego wielkie (i złośliwe niekiedy) słowa. 
 
 
 
 
 Właściwie patron dzisiejszego wpisu. Wspomniany zostaje jednak dopiero na końcu.





Tak legitymizuje się nam jakaś postać Mądrego Zdania, właśnie przez ten dodatek w postaci kogoś, kto rzekomo miał go wygłosić (inna sprawa, że zawsze mnie ciekawi, czy te słowa zostały faktycznie przez kogoś wygłoszone, czy to taka zbiorowa praca anegdoty biegnącej przez wieki i obrastające w coraz większą ilość Wielkich Ludzi, którzy mogliby ją – bądź nie – wypowiedzieć. Poza tym dochodzi do tego jeszcze inny aspekt: takie cytaty od lat są bardzo przydatne, kiedy musimy wpisać coś ładnego na kartkę z życzeniami, kiedyś do różnego rodzaju złotych myśli, zeszytów, w których kolekcjonowało się wyjątkowo celne powiedzenia i tak dalej. Myślę, że swoje robi tu także forma: to coś w rodzaju takiego szybkiego kontaktu z wielkością, może coś nam przypomni, może skojarzy się z czymś, może pokiwamy głową, że ech, ten Tołstoj to był albo zachęci czy zniechęci do zajrzenia, kimże był ten nasz Wielki Człowiek z kalendarza. Coś jak kultura w trybie instant, zgodnie zresztą z pierwotnymi rolami, jakie odkrywały takie kalendarze: strażnic mądrości na poły ludowej, na poły z innego świata, zbiór wszystkiego ze wszystkim, silva rerum w mniej lub bardziej przystępnej formie.

2. Nieznany człowiek i wielkie albo chociaż cenne słowa.

Drugą grupą często spotykaną nie tylko w kalendarzach, ale w ogóle jeżeli chodzi o popularne cytaty, są osoby, których się na pierwszy (ani nawet drugi) rzut oka nie kojarzy. Są to ci, którym przypisuje się cytatogenność lub autorzy wyspecjalizowani właśnie w tworzeniu krótkich, chwytliwych zdań, dwuwierszy i tak dalej. Tutaj na myśl przychodzi oczywiście Stanisław Jerzy Lec, ale zaliczyłabym go jednak do grupy pierwszej. Kto zatem znalazłby się tutaj? A chociażby bracia Rojek – w dzieciństwie miałam kalendarz, pełen obrazków, cytatów i wszelkich innych cudowności (to znaczy cudowności dla kogoś w wieku lat pięciu – och, kochałam ten, już dawno wówczas nieaktualny, kalendarz), gdzie bracia Rojek pojawiali się non stop. Dużo później dowiedziałam się, że to pseudonim jak najbardziej pojedynczego Mariana Eile (okazało się zresztą, że w owym kalendarzu cytatów i zapożyczeń z „Przekroju” było mrowie a mrowie). 
 
 
 
 
Scena ze zwiastuna.





Najciekawsze w tym jednak jest to, że w tej grupie znajdują się autorzy, którzy w dużej mierze przetrwali właśnie w tych przypisywanych im cytatach. Na pewno czasami macie tak, że trafiacie na taki cytat – chodliwy, a jednak nazwisko pod nim niewiele mówi i Wam, i wyszukiwarce internetowej. No właśnie: specyficzny sposób na pomnik trwalszy od spiżu, a jednak się zdarza.

3. Lenin z zaskoczenia.

I zostaje jeszcze trzecia grupa, którą w trakcie przeszukiwania kalendarzy nazwałam właśnie „Leninem z zaskoczenia”. Dlaczego? Otóż mniej więcej w połowie stycznia byliśmy już z Domownikiem pewni, że kalendarz, który nabyliśmy na ten rok, to taki spokojny, pełen wiedzy wszelakiej kalendarz z cytatami z klasyków literatury i ludzi kompletnie nieznanych (patrz: kategoria druga), tudzież z poradami odnośnie wysiewów kalarepy i tego, w jakiej fazie księżyca siać sałatę, a kiedy zbierać marchew, okazjonalnie z wierszykami dla dziadków. Aż tu nagle pewnego dnia: cytat z Lenina. Widzicie, oczywiście jest to niewątpliwie rodzaj cytatu z grupy pierwszej (Lenin doczekał się całej masy cytatów z siebie i nie z siebie), ale i coś, co wytrąca z takiego zwykłego „a, pisarz, a Goethe, a, to podobno Pasteur”.

Myślę, że wynika to trochę z tego, że chwytliwości cytatu nie mierzy się tak zawsze i do końca wyłącznie przez wielkość tego, komu się go przypisuje. Inaczej wszystkie mądrości tego typu prawili by nam w kółko Einstein z Arystotelesem. Czasami taka osoba ma coś uprawdopodabniać, może podsuwać jakieś tropy, może przełamywać hegemonię (w końcu, proszę, mamy cytat z Lenina, czemu nie). Z drugiej strony to taki trop, który po raz kolejny może, ale wcale nie musi, wskazywać na to, że autorów do cytatów można dopisywać dość dowolnie. W zależności od potrzeby.

Widzicie, za każdym razem, kiedy czytam sobie z rana taki cytat na dany dzień, zastanawiam się, czy go już gdzieś nie widziałam (czasem nawet uda się zidentyfikować, gdzie), czemu akurat te słowa wydały się komuś takie trafne i czemu przypisuje się je akurat temu komuś. Bo wiecie, trafnie całość komentuje tutaj fenomen czeskiej kultury, czyli zapomniany geniusz Jára Cimrman. Otóż Cimrman nigdy nie istniał, oczywiście, ale wymyślono go po to, żeby przypisywać mu wszystkie istotne rzeczy (i wiele nieistotnych; obiecuję, napiszę o nim szerzej przy okazji któregoś Bufetu teatralnego, bo Cimrman to przede wszystkim bohater – i „autor” – sztuk teatralnych). I tak wiele miejsc może doczekać się tabliczki „tutaj nigdy nie był Jára Cimrman”, a wiele chwytliwych cytatów – jego autorstwa. Dlatego jednym z moich ulubionych gadżetów, na które dość często zerkam w chwilach zwątpienia, jest magnes z napisem „Hier war Goethe (nie)”. Z cytatami w końcu też tak bywa.

(A o cytatach i ich chwytliwości kiedyś pisałam, acz w nieco inny sposób. Zresztą jak widać temat mnie wciąż fascynuje).

Weź dokładkę!

13 komentarze

  1. Cytaty w książkach często sobie zaznaczam (szczególnie odkąd mam czytnik i nie robię trwałej krzywdy książkom) i do niektórych naprawdę lubię wracać, czy to dla siebie czy żeby przeczytać je komuś innemu, ale takie luźne cytaty w 99 przypadkach na 100 nie robią na mnie wrażenia. I na pewno teraz nie byłabym w stanie sobie przypomnieć ani jednego (może poza Einsteinem i nieskończoną głupotą ludzką, bo to się powtarza aż za często).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, takie cytaty "z kontekstem", które samemu sobie gdzieś się wynotowało z jakiegoś powodu, to co innego. No i wtedy wiadomo, skąd się wzięły i kto je wygłosił :).

      Usuń
  2. Jest jeszcze czwarta grupa - ludzie, którzy wypowiedzieli tak dużo bon motów oraz godnych zapamiętania zdań, że ich dokonania przypisywane są milionom innych ludzi. Kiedyś na zajęcia przyniósł nam profesor spory wypis cytatów z Platona i Arystotelesa, które to przypisywane są innym ludziom, od Lenina do Eisenhowera :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, pokrywa się z grupą pierwszą, bo w końcu jak Wielki Człowiek, to na pewno to powiedział -- a czy pasuje i czy powiedział, to już jest właściwie sprawa w tle bardzo często.

      Usuń
  3. O proszę, a mi nie dalej jak wczoraj na facebookowej tablicy mignęła anegdotka o pustce i głowie krytyka, a pisarzem w niej był Aleksander Dumas syn. I faktycznie, przeszło mi przez myśl, że gdzieś to już chyba kiedyś słyszałam w połączeniu z innym autorem, ale po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że najwidoczniej autor mi się pomylił.
    a wyrywane kuchenne kalendarze również uwielbiam! Zawsze się zastanawiam czy to, że dany cytat jest na dany dzień to na pewno dzieło przypadku :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, to mamy kolejnego do kolekcji (ten wersji z Dumasem synem nie znałam! :)).

      Myślę, że w dużej mierze tak, ale za to dzięki temu można snuć domysły i wymyślać fantastyczne korelacje między takim cytatem a daną datą ;).

      Usuń
  4. Cytaty w takich różnych śmiesznych zeszycikach, kalendarzach itp. są super. Ale faktycznie, różnie to bywa z tymi cytatami - często ten sam cytat ma pięciu różnych autorów i to mnie bardzo śmieszy, kiedy widzę błąd i znam poprawną odpowiedź :D Jako fanka takich "złotych myśli" długo szukałam najlepszego i rok temu odkryłam wyrywany kalendarz z cytatami i fragmentami wierszy i ich prawdziwymi autorami (!). Kupiłam go sobie też i na ten rok, bo był po prostu dobrze zrobiony - chyba nie było żadnej wpadki. Żeby nie było, że to jakiś komentarz-spam, powiem tylko, że kupiłam go w znanej drogerii :D
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, będę musiała rzucić okiem, bo brzmi interesująco :D (bo myślę, że wiem, o jakiej znanej drogerii mowa ;)).

      Usuń
  5. W końcu cytaty to nie wynalazki i nie są objęte ochroną patentową :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój ulubiony cytat:

    "Problem z cytatami w Internecie jest taki, że ludzie natychmiast wierzą w ich prawdziwość." (Abraham Lincoln)

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D

      Ha, John Olivier bodajże w "Last Week Tonight" stworzył taki przypadkowy dobieracz słynnych ludzi i cytatów, można było na przykład wylosować Benjamina Franklina prawiącego jakieś mądrości o odbieraniu prania z pralni czy czymś w tym stylu ;).

      Usuń
    2. Dokładnie o tym samym cytacie pomyślałam. Choć osobiście wolę wersję z Sokratesem. ;)

      Usuń