Pikniki z Klasyką #11: Dziwny człowiek albo o „Bez dogmatu” H. Sienkiewicza


Powiem od razu na początku, żeby potem móc przejść nad tym do porządku dziennego: oj jak strasznie mnie ta powieść wymęczyła. Dobrze, powiedziałam, teraz chodźcie na bardziej szczegółowy tekst. Pełen spojlerów o tyle, o ile tekst o studwudziestopięcioletniej książce mieć może.

O czym to w ogóle jest? Jest sobie Leon Płoszowski. Leon jest po trzydziestce, kawaler, bogaty, dobrze wykształcony. Ciotka co jakiś czas go swata, ale Leon niespecjalnie się tym przejmuje. W ogóle niewieloma rzeczami się w życiu przejmuje, może poza roztrząsaniem tego, jaki jest i co też mu się przytrafia, jak też on na to patrzy i co mu... No, widzę, że rozumiecie. Leona zajmuje przede wszystkim Leon. W końcu ciotce udaje się znaleźć dziewczynę, która mocniej zaprzątnie głowę Leona (chociaż czy zdziwi Was, kiedy powiem, że Leon przede wszystkim deliberuje nad tym, jaki jest jego stosunek do dziewczyny?). Anielka zatem wchodzi na scenę i zawiązuje się nam wreszcie jakaś oś fabularna.

No dobrze, wiecie o czym będzie mowa i jeśli po tym krótkim opisie Leon jeszcze Was nie wystraszył, to zapnijcie pasy i jedziemy dalej.





Widzicie, czytając „Bez dogmatu” miałam przez cały czas w głowie powód, dla którego ta książka powstała. Sienkiewicz w końcu nie bez kozery daje nam pierwszoosobowego narratora-bohatera, a całość pisana jest w formie pamiętnika (chociaż początkowo miało być inaczej – ostatecznie jednak okazało się, że coś nie wychodzi i przerzucił się na taką właśnie formę). W czasie, kiedy powstaje „Bez dogmatu” (125 lat temu, okrągła rocznica właściwie!), czyli na początku lat 90. XIX wieku, przez ziemie polskie – i nie tylko – przetacza się spór. Spór jak spór, nie pierwszy i nie ostatni, ale zapewne spodziewacie się, że jak zwykle bardzo polaryzujący społeczeństwo, artystów zwłaszcza. Chodzi o walkę między konserwatystami (tu stoi Sienkiewicz) a modernistami (tu stawia Leona). O co chodziło modernistom literackim? O nowy język, o poczucie kryzysu, o to, że cywilizacja znalazła się w jakimś punkcie krytycznym, o nowe formy, by to wyrazić i o nowe tematy – spodziewacie się zapewne, że tak było, więc tak dla porządku o tym nadmieniam.

Konserwatyści nie patrzyli przychylnym okiem na coś, co wydawało im się dekadenckie, niepotrzebne, a czasami nawet szkodliwe. I „Bez dogmatu” stać się miało ostrzeżeniem przed tym, do czego ma ten modernizm (nazywany tu „chorobą wieku”) doprowadzić. Tutaj zaś zaczynają się moje z tą książką problemy: Sienkiewicz tak stara się Leona obrzydzić na wszelkie możliwe sposoby, że wychodzi z tego karykatura raczej niż obrazek z natury (choć i karykaturę da się namalować z natury, co stawia nam „Bez dogmatu” w bardzo ciekawym świetle). Leon hamletyzuje 24/7. Rozkochuje i porzuca. Obiecuje i nie dotrzymuje. Śmiertelnymi wypadkami się nie przejmuje, bo go nie dotyczą. Uwodzi i zdradza pod nosem męża kobiety, z którą ma romans. Oszukuje współrodaków. Kręci przed ostatnią członkinią rodziny, jaka mu została, czyli przed ciotką. Nawet obietnicę daną ojcu na łożu śmierci – złamie. Ach, gdybyż jeszcze jakiegoś małego psa kopnął, obraz zgrozy byłby zupełny.

A tak – Leon głównie denerwuje. Wygłaszać mu Sienkiewicz każe komunały:

Kobiety w ogóle, zwłaszcza jednak Polki, póty zgadzają się na logikę, póki nie staje się ona dla nich groźną. Gdy ujrzą niebezpieczeństwo, chowają się za ową fortecę prostych wierzeń i prawd katechizmowych, którą może zburzyć samo tylko uczucie, ponieważ rozum jest wobec niej bezsilny. Jest to ich słabość i zarazem ich moc, albowiem myślenie ich posiada przez to mniej tęgości od myślenia mężczyzn, natomiast świętość ich może być w pewnych warunkach niepokonana. 
[cytuję z wydania PIW-u z 1985 roku, s. 201-201]

I teraz wyobraźcie sobie, że takie stwierdzenia Sienkiewicz wkłada Leonowi w usta na okrągło. Zły nasz bohater ma oczywiście z niewiadomych względów powodzenie u kobiet, które rzucają się na niego jak muchy, ponieważ... No właściwie nie wiadomo, dlaczego. Ale się rzucają. Co daje Leonowi asumpt do snucia kolejnych mądrości na ich temat, jak ta powyższa i gardzenia, z powodów głównie – żeby to delikatnie ująć – rzucających złe światło na niego samego.

A szkoda, bo na drugim i trzecim planie „Bez dogmatu” dzieją się rzeczy interesujące. Zwłaszcza postać ciotki, wiecznie kłócącej się ze swoim gospodarzem fanki wyścigów konnych, jest naprawdę interesująca, ale co z tego, skoro w kółko przesłania nam ją Leon, czyniąc swoje złe czyny? Podobnie jest z ciekawym portretem małżeństwa Śniatyńskich, który wykracza poza takie nasze wyobrażenia, jak też małżeństwa w tym czasie wyglądały. Zdarzają się sceny przepiękne (jak ta, w której ciotka obiega dwór z dzwonkiem, żeby oddalić niebezpieczeństwo burzy, a Leon nie umie jej powstrzymać, choć wie, że dzwonek może raczej naprowadzić pioruny, niż je powstrzymać, więc idzie za nią, nolens volens, i tak sobie chodzą we dwójkę w kółko), zdarzają się obserwacje bardzo ciekawe (o arystokracji, o wykorzystywaniu Żydów, o naturze współczesności), tylko że są jakby poupychane za tym naszym Złym Leonem. A jaka szkoda!

 Czytałby Leon, czytał. Źródło.



Ale powróćmy do głównej linii mojego wywodu, czyli zamierzonego dydaktyzmu „Bez dogmatu”. Książka spodobała się, zdaje się, zupełnie w odwrotny sposób i w innych kręgach, niż Sienkiewicz zamiarował. Wystarczy wspomnieć, że jeśli ktoś nie przepada za Sienkiewiczem, to zazwyczaj postuka palcem w okładkę i powie: to jego najlepsza książka! Ja muszę się z tym nie zgodzić, chociaż do fanek autora nie należę. Wymęczyłam się przy lekturze poczynań jednowymiarowego Leona bardzo, bardzo. I zawiodłam się, bo zazwyczaj nawet mając uwagi do fabuły czytało się to szybko, bo język. Kiedyś któryś z apologetów Sienkiewicza powiedział, że każdy jego krytyk powinien spróbować napisać coś tak, jak Sienkiewicz, zanim go skrytykuje.

A w „Bez dogmatu” brakuje tego błysku, pozwalającego czytać ten przysłowiowy opis cegły w wykonaniu Sienkiewicza z zapartym tchem. Język stylizowany na „nowoczesny” i „modernistyczny” jest ciężki, opisy stanów wewnętrznych Leona nudzą, komunały irytują, a dzieje się coś dopiero tam, gdzie te Sienkiewiczowskie „koronki i poczucie, że w którymś kościele dzwonią” (to z kolei cudownie złośliwe podsumowanie twórczości Sienkiewicza przez Stanisława Brzozowskiego) nabiera rumieńców, czyli zwłaszcza w partiach z Anielką. A jak przy dzwonieniu jesteśmy: Leon nie jest aż takim podłym modernistą, żeby do kościoła przestać chodzić. Jojczy, ale chodzi. Tak samo z uczuciami patriotycznymi: niby nie ma, ale nóż mu się w kieszeni otwiera, jak słyszy, że majątek rodzinny Anielki sprzedano. Także, co zrobić, Leon jest postacią, do której ciepłych uczuć nie żywię też dlatego, że jest tak skonstruowany, że rozpada się – wcale niecelowo – na pół. No, na ćwiartki.

Powieści współczesne Sienkiewicza czyta się jak fanfiki do „Lalki”. Zobaczcie, w „Rodzinie Połanieckich” (wydanej w 1895, „Lalka” wyszła w 1890) główny bohater (no, pierwszej części, powieść rozpada się na dwie) o imieniu Stanisław, idzie w konkury do młodej zamożnej kobiety, która jednak na skutek nieudolności i lekkoduchostwa swojego ojca znajduje się na skraju bankructwa. Ojciec ów szybko widzi w Stanisławie doskonałą partię, która nie tyle da szczęście córce, co ocali majątek. Wokół Stanisława kręcą się dwie jakże znajome postaci: stary profesor z zamiarem zmienienia świata dzięki swojej myśli i stateczny kupiec, który pomaga Stanisławowi w interesach (nie zawsze legalnych!). A wokół panny kręci się piękny, acz głupi szlachcic. Brzmi znajomo? W „Bez dogmatu” (1891, czyli jeszcze bliżej) też nawiązanie znajdziemy, ale tym razem nasz kupiec nazywa się Kromicki i, a jakże, dorabia się na nielegalnym handlu na wschodzie (dzyń!). Leon opisuje go jako kreaturę podłą (on to sprzedaje majątek Anielki), nie szczędząc nam opisów tego, jaki jest brzydki (dzyń!). Wydaje mi się, że to, że nasz główny – negatywny – bohater tak się wyżywa akurat na tak odmalowanym kupcu to znowu wyłażąca zza tapety powieść Prusa. Ale może wyszło przypadkiem.

Słowem: wyszłam z lektury „Bez dogmatu” srodze rozczarowana. Koniecznie przeczytajcie, jakie jest zdanie Tarniny, no i zapraszam Was do dyskusji, tym razem tutaj! Jak Wam się widzi „Bez dogmatu”?

Weź dokładkę!

41 komentarze

  1. Tarnino, zakrzyknę może na początku, że chyba wreszcie znalazłyśmy książkę, o której mamy rozbieżne zdania? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... nie wiem, czy tak jest do końca. Jak widać, obie strasznie się wymęczyłyśmy przy czytaniu. Ale moim zdaniem to nie znaczy, że "Bez dogmatu" jest powieścią nieudaną. Wyobraź sobie, że znajdujesz prawdziwy dziennik jednostki podobnej do naszego Leona. On tak właśnie by wyglądał, jak go napisał Sienkiewicz. Ja, ja, ja, te okropne nudne kobiety, ten bezsens wszystkiego, ja, ja, ja, społeczeństwo, świat, nicość. Możesz oczywiście twierdzić, że w rzeczywistości nie ma jednostek podobnych do Leona Płoszowskiego, że to tylko karykatura. Ja jednak widzę realizm.

      Usuń
    2. A mnie jednak wymęczyła przede wszystkim teza właśnie bohatera dotycząca. Że on ma być taki straszny, boć to modernista, "dziecię chorego wieku", więc niechże wygłasza te banały, niechże porzuca i rozkochuje, niechże się zniechęca i mymłaczy, a czytelnik niech widzi, do czego prowadzą te nowe prądy. Dlatego ten realizm mi tutaj zgrzyta, bo widzę go gdzie indziej: właśnie w postaciach drugiego i trzeciego planu (ciotka, Śniatyńscy, niech będzie, że ojciec Leona, kogoś by się jeszcze znalazło). Ba, Sienkiewicz w listach się otwarcie przyznawał do tego dydaktyzmu, więc to mnie jakoś jeszcze bardziej prowadziło do ciężkich westchnień nad konstrukcją bohatera ;).

      Usuń
    3. Tu bardzo ciekawy wydaje mi się odbiór powieści przez współczesnych Sienkiewiczowi. Niestety nie miałam czasu bliżej zbadać tego tematu, ale zdaje się, że powieść wzbudziła krańcowo różne reakcje. Wielu z tych młodopolskich dekadentów widziało w postaci Płoszowskiego obraz swojej skołatanej duszy. Inni z kolei odrzucali powieść jako niemoralną - więc ten zamysł dydaktyczny Sienkiewicza, o którym piszesz, nie rzucił się wówczas jego czytelnikom w oczy.

      Usuń
    4. Dokładnie tak, jak piszesz -- odbiór był odmienny od tego, czego spodziewał się sam autor :). Ale muszę powiedzieć, że mimo wszystko nie przekonuje mnie to, zwłaszcza że ciągle mam w głowie, że to wypowiedź pod adresem przeciwników, więc z tego wynika kreacja Leona. I że bywa niespójna, bo nie wychodzi w części poza ograniczenia, jakie Sienkiewicz mu jednak zakłada. To fascynujące, że niewielu się zorientowało w zamiarach autora, kiedy książka wyszła.

      Nawet i to, że to w sumie taki klasyczny antybohater, mnie nie przekonywało podczas lektury, zwłaszcza że duża część jego przemyśleń powtarza się w lekko zmienionej formie. Zwłaszcza, że powtarzały się te mniej interesujące -- a te aktualne, także dzisiaj, były rzucane jakby od niechcenia i szybciutko przykrywane tymi, co przez całą powieść.

      Usuń
    5. I może jeszcze dodam, że o ile ten ciężki findesieclowy klimat jest wyraźnie wyczuwalny (nie wiem, czy posunęłabym sie do stwierdzenia, że jest przerysowany), to nie wydaje mi się, żeby Płoszowski koniecznie był dzieckiem swojej epoki (chociaż nim jest), jego postać wydaje mi się właśnie dosyć uniwersalna. A te jego na przykład rozważania o niechodzeniu do kościoła - czy to nie jest obraz religijności współczesnych Polaków. Jak napisałaś, "jojczy, ale chodzi". Te właśnie przeróżne szczególiki w przekonujący moim zdaniem sposób budują jego postać. Piszesz, że ona jest niespójna, że się rozpada. A ja właśnie myślę, że w życiu najczęściej spotykamy właśnie takie niespójne jednostki. Dlatego obstaje za realizmem.

      Usuń
    6. Coś w tym jest, co mówisz, w tym sensie, że sama złapałam się na tym, jak miejscami współczesne jest "Bez dogmatu" (na przykład same uwagi o łączeniu się w stronnictwa, które ze sobą dyskutują tylko pozornie, a w gruncie rzeczy poklepują się po plecach we własnym towarzystwie; albo obraz problemów konserwatystów -- tu widać, że Sienkiewiczowi faktycznie zależy, żeby to opisać i że to problem, który go dręczy nie teoretycznie, a faktycznie; obraz świata artystycznego końca XIX wieku, który wcale nie jest taki odległy). Natomiast nie zmienia to faktu, że mnie irytowała teza, pod którą zostało napisane wtedy ;). No i opisy kolejnych związków Leona, z finałowym zniechęceniem do Anielki (przed wielkim powrotem) na czele.

      Usuń
  2. Zjadło mi długi komentarz ):

    Więc krótko i telegraficznie: zgadzam się z Tarniną, "pęknięta" postać Leona jest interesująca, w powieści wiele prawdy o ludziach i Polsce, dobrze, że Anielka nie zaufała Leonowi ((:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, komentarzożerny potworze, uciekaj, nie zjadaj komentarzy!

      Mówisz, że nie zaufała? Bo mnie się zdaje, że ta relacja jednak była bardziej skomplikowana -- głównie w tym sensie, że to była taka sinusoida zaufania i nieufności. A sama postać Anielki... No właśnie, a co sądzicie o tym, jak skonstruowana jest Anielka?

      Usuń
  3. Ha, Anielka...

    To ciekawa postać, której... nie ma.

    Są Leonowe zachwyty nad kształtami, ramionami, "ciepłem snu" itp, ale zamiast uczuć i myśli jest odbicie w Leonowych oczach ;)

    I znowu: można to uznać za wadę powieści, ale jeśli postać każe myśleć o sobie, jak Anielka kazała mnie (i Leonowi), to czy to wszystko faktycznie jest źle napisane? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, mnie Anielki brakowało, a równocześnie wydawała mi się strasznie podobna do -- napisanej później -- Maryni. Los podobny (tylko kupiec inny) i w zakończeniu wątku poddany pewnej korekcie. Anielka w sumie ma tu od początku, jak mi się wydaje, pełnić określoną rolę (od pierwszej wzmianki Leona o "charakterze Polek" tak coś czułam).

      Wiesz, ale jeśli chodzi o to, jak to jest napisane, to znaczy o język, mam bardzo konkretne zarzuty, głównie monotonii, tego braku "ale jak to się rozwiąże?", który nawet tam, gdzie u Sienkiewicza mnie coś denerwowało, dawał o sobie znać. Tutaj się głównie zmęczyłam przemyśleniami Leona ;). No i tezą.

      Usuń
    2. To ja się powtórzę: jest to w czytaniu męczące i bardzo wiele podczas tej lektury irytuje - oczywiście "charakter Polek", ale również postać Anielki - ale jestem zdania, że tak ma właśnie być i że to nie jest Sienkiewicza błąd w sztuce. Zgadzam się z Efką, że Anielka to postać, której właściwie nie ma. Imię znaczące, bo niewiele się o niej nie da powiedzieć, oprócz tego, że jakaś anielskość ją cechowała. Leon właściwie nie interesuje się tym, jaka ona jest (albo interesuje się, ale nie na tyle, żeby o tym pisać, bo woli analizować siebie), wystarczy mu, że ona jest w jego typie, więc i czytelnik nie dostaje bardziej wiarygodnego jej opisu.

      Usuń
    3. Zgadzam się, tylko że zgrzyta mi nadal ta jedna rzecz: to znaczy gdybyśmy tu mieli tę Anielkę z racji tematu i sposobu prowadzenia narracji taką, a nie inną, w porządku. Ale dostajemy niemal dokładne jej powtórzenie w Maryni z "Rodziny Połanieckich", a i ogółem kobiecym bohaterkom zdarza się u Sienkiewicza charakteru nie wykazywać. I to już mnie zastanawia.

      Usuń
    4. Przyznam się, że nie znam "Rodziny Połanieckich", więc to akurat mi nie przeszkadza. A tak ogólnie - Sienkiewicz chyba nie kojarzy się nam profeministycznie, prawda? Więc chyba nie ma się co dziwić...

      Te wszystkie wzmianki Leona typu: "ach, to dziewczątko takie we mnie zakochane" są oczywiście niezwykle irytujące, ale z drugiej strony chyba dobrze odzwierciedlają stosunek ówczesnego mężczyzny do ówczesnej kobiety (a obawiam się, że nie tylko ówczesnego).

      Usuń
    5. Zastanawiam się w tym kontekście, jakie są "Wiry" i -- jeśli się nie mylę, też osadzona współcześnie autorowi -- "Na marne". Bo mnie na razie po dwóch jego powieściach napisanych w jego czasach wydaje się, że strasznie tu "typowo" (w sensie: dużo typów, mało postaci, a jak są to, powtórzę się, wiem, głównie na drugim planie). A co do pro/antyfeminizmu: no cóż, oczywiście nie (chociaż: Hajduczek!), ale to nawet nie chodzi o stosunek do kobiet, ile o sposób pisania pierwszoplanowych (bo na drugim planie jest lepiej, choć nie zawsze: Davisowa!) postaci kobiecych w ogóle. Jakby nie wychodziły, więc siedzą cicho i w sumie niewiele o nich wiemy?

      Przyznam się, że na początku myślałam, że to ma być ironia i dowiemy się, że Anielka ma Leona w nosie ;). Ale niestety nie ;).

      Usuń
    6. Myślę, że ten sposób pisania postaci kobiecych po prostu odzwierciedla klimat epoki, no wiesz, kto tam się wtedy zastanawiał, jaka jest kobieta i co naprawdę myśli. Jeśli jest ładna, to może się w bohaterze zakochać, albo on w niej - i to wystarczy. I masz rację, indywidualność zyskują postacie kobiece z drugiego planu, ale co ciekawe, wtedy, kiedy nie mogą być obiektem pożądania (ciotka). Nawiasem mówiąc, postać Hajduczka nigdy mnie jakoś specjalnie nie przekonywała - dziewczyna, która jest ciekawa, bo udaje chłopaka.

      Ach, feministyczne "pobożne życzenia" ;) Anielka nie mogła mieć Leona w nosie. Nie tylko dlatego, że takie były wymogi fabuły, ale również realia aspołeczne. Bo to rzeczywiście było dziewczątko chowane tylko do małżeństwa, więc kiedy się nagle pojawia taki olśniewający pretendent (domniemany, ale to nic) do ręki - jak tu się nie zakochać. Oczywiście mógł był Sienkiewicz stworzyć bardziej interesująca postać kobiecą, ale akurat tutaj taka postać nie była mu do niczego potrzebna. Jakkolwiek nam się to dzisiaj nie podoba.

      Usuń
    7. To by było wyzwanie, pomyśleć o intrygujących postaciach kobiecych w prozach z epoki, ale pisanych przez mężczyzn. Wierzę, że coś by się znalazło: trochę tego Hajduczka będę bronić, bo Baśka jest nadal ciekawa, kiedy przestaje udawać chłopaka (czy może raczej: przestaje być postrzegana jako taka). Też dlatego, że zostaje poprowadzona nie jako "miłosne trofeum" (Wołodyjowscy żenią się w połowie książki, inaczej niż bohaterowie "Ogniem..." i "Potopu", w dodatku nie mają dzieci w trakcie trwania akcji, a Baśka mieszka z mężem na stanicy). Swoją drogą jest w "Bez dogmatu" taka scena, która mi o niej przypomniała -- bodajże pani Śniatyńska ścina włosy i narrator zachwyca się, jakże jej w tej fryzurze ślicznie. Ciekawe, jest coś na rzeczy z tym podkreślaniem krótkich włosów u bohaterek Sienkiewicza :).

      I masz rację -- bohaterki, które są obiektami pożądania Leona wchodzą w wydeptane buty. Davisowa zostaje "femme fatale", Klara "uroczą zakochaną" (chociaż może w kreacji Klary jest coś więcej, jak sądzisz?), a Anielka tym słodkim dziewczęciem. Ciekawe, że tak bardzo z równowagi wytrąca Leona jej zajście w ciążę, prawda? Bo to rujnuje "anielskie" wyobrażenie Anielki.

      Usuń
  4. Jakoś paradoksalnie mnie ta książka zaciekawiła, mimo że od Sienkiewicza wolę się trzymać z daleka. Może nie na tyle żeby od razu lecieć i ją czytać, ale zapamiętam sobie na przyszłość, gdyby mnie kiedyś naszło na coś w tym stylu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, najlepiej zawsze przekonać się samemu :). W razie czego można wziąć e-booka z Wolnych Lektur (chociaż jest nieuwspółcześniony, więc zależy, jaka jest Twoja odporność w czasie lektury na to, co dzisiaj na przykład piszemy osobno -- mnie to początkowo wtrącało z rytmu, więc w końcu przerzuciłam się na wersję papierową :)).

      Usuń
  5. Ja też się wymęczyłam przy czytaniu. Ratowałam się głośnym czytaniem mamie, bo przy głośnym czytaniu te wynurzenia Leona zaczęły wydawać nam się śmieszne i dało radę przejść te najgorsze fragmenty ;) Niestety nie bardzo mnie wyszkolono w dyskutowaniu o książkach, więc napiszę jeszcze tylko tyle, że coś może być na rzeczy z tą "Lalką", bo i mnie się Kromicki zaraz skojarzył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy czytaniu na głos wierzę, że niektóre fragmenty leoniad muszą brzmieć doskonale ;). A co do Kromickiego -- to się cieszę, że nie tylko mnie się tak to kojarzy. W "Rodzinie..." widać tego więcej, ale tutaj są już pewne przebłyski ;). Także jeśli na prawdziwy fanfik masz ochotę, to pierwsza część "Rodziny..." jest jak znalazł ;).

      Usuń
    2. "Rodzinę Połanieckich" czytałam lata temu. Niewiele już teraz pamiętam, tylko ogólny zarys i tyle, że zostało mi kilka stron do końca, których nie doczytałam. Chyba więc nie byłam nią szczególnie zachwycona ;)

      Usuń
    3. Mną też jakoś nie wstrząsnęła literacko, chociaż sposób portretowania drugiego planu jest tam -- wyborny :). No i ogólne nawiązania do "Lalki", świadome czy nie, bawiły mnie bardzo ;).

      Usuń
    4. EWN, dobry pomysł z tym głośnym czytaniem :) Też sobie podczas lektury myślałam, że niektóre przemyślenia Leona byłyby idealne do ironicznego zacytowania na głos.

      Usuń
  6. Mam w planach lekturę tej książki, lecz nieprędko. Ostatnio czytałam inną powieść o nihiliście, właściwie niewiele mają ze sobą wspólnego prócz dekadenckiej postawy głównego bohatera. A chodzi mi o "Wilka stepowego". W liceum pociągało mnie słuchanie o alienacji jednostki, o tym że świat osiągnął już maksimum rozwoju i teraz tylko destrukcja. Teraz jak czytałam "Wilka stepowego" to aż zgrzytałam zębami. Ze znudzenia. Spojrzenie na świat mi się zmieniło i to dość drastycznie, tym samym hamletyzacja życia to już nie moje klimaty. Myślę, że kiedyś "Bez dogmatu" przeczytam, dla własnej wiedzy, ale śpieszyć się nie będę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się właśnie zastanawiałam, czy bym się dawniej "Bez dogmatu" nie zafrapowała bardziej -- no, ale to tylko gdybanie. Myślę, że zestawienie z "Wilkiem..." mogłoby być ciekawe, ale tylko teoretyzuję, bo z Hessego czytałam tylko póki co "Narcyza i Złotoustego" :). A przeczytać "Bez dogmatu" samemu oczywiście warto, choćby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie :).

      Usuń
    2. Och, "Bez dogmatu" nawet nie leżało obok "Wilka Stepowego". Jakby to nie zabrzmiało rozmyślania rozmyślaniom nierówne. Leon jest nudny i pusty, to najgłupszy bohater literacki jakiego poznałam w życiu a jego refleksje są płytkie jak kałuża.

      Usuń
    3. Oj, ma silną konkurencję, tak sobie myślę -- a uwagi od czasu do czasu wygłasza dorzeczne, tylko że nie na tematy, które jemu samemu wydają się najciekawsze ani nie na tematy, które w krzywym zwierciadle chciał pokazać autor ;).

      Usuń
    4. Dokładnie tak. Miałam wrażenie, że te uwagi "na serio" czy "dorzeczne" są bardziej autora niż narratora. I zdecydowanie nie są dekandenckie.

      Usuń
    5. No właśnie, mam bardzo podobne odczucia pod tym względem. Jakby tam, gdzie do głosu dochodzi autor i rzeczy mu bliskie robiło się nie tylko, że ciekawie, ale i bardzo aktualnie. Ale przesłania to narrator, w którego usta autor chce włożyć jak najwięcej tego "modernizmu" ;).

      Usuń
  7. Jak tu ładnie! Niestety za Sienkiewiczem nie przepadam ... pewnie wina szkoły i jeszcze aktualnej atmosfery... . Czekam zatem na Middlemarch, książka jest ciekawa i film także.
    Podziwiam częstotliwośc pisania postów, ja mam z tym problem. ledwie piszę post na miesiąc a tutaj 16 w jednym miesiącu. Jak to zrobic? Czas się zabraz za siebie, zresztą ostatnio mam wrazenie, ze pisac nie umiem. Narzaie rozsiądę się i poczytam, może przyjdzie inspiracja i pomysl co dalej zrobic ze swoim blogiem. Piękne zdjęcia a do toego tylu czytających ja to nawet za 10 lat tylu nie miałam. Pozdrawiam
    Atelier Polonaise

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :).

      Z Sienkiewiczem sama mam duży problem -- ale wydaje mi się, że w tym jego pisarstwie jest coś więcej, może w listach, może w reportażach. Powieści też ma różno-poziomowe, ale tak czy siak: poczytać dla wyrobienia sobie opinii warto :).

      Usuń
  8. Kiedys w antykwariacie kupilam sobie reportaże Sienkiewicza pisane do owczesnych czasopism. Te są ciekawe bo opisuja rzeczywisty tamtejszy świat. Nie jestem zwolennikiem lektur szkolnych, to tylko niepotrzebnie zniechęca do czytania. Powieści Sienkiewicza nalezy czytac z mysla o tamtej epoce dzis uczenie na podstawie trylogii nie chyba sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, uczenie na podstawie "Trylogii" nie, ale sama "Trylogia" ciekawie omówiona (to znaczy nie wyłącznie w kluczu: zobaczcie, jak się męczono za ojczyznę, a wszystkim wiatr w oczy!) może dostarczyć naprawdę interesujących przemyśleń, także w szkole :).

      Usuń
  9. Nie mogę się wypowiedzieć, bo nie znam się. Sienkiewicz dopiero przede mną, znam ledwo jedną książkę. Gdy już je poznam, a szczególnie "Bez dogmatu" - zweryfikuję Twoje zdanie z moim :) Tymczasem staram się nie uprzedzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Oj, bo z negatywnym nastawieniem będzie się to na pewno czytało dość ciężko ;). Podchodziłam do książki z dużym entuzjazmem i czytało mi się źle, więc gdybym jeszcze wyszła z założenia, że będzie źle, to w ogóle byłoby lichutko ;).

      Usuń
  10. Pyzo, jak wspomniałaś o bohaterach drugiego planu, to zdałam sobie sprawę, że ci ciekawi są w powieści inaczej przedstawieni: Leon oddaje im głos czy to cytując listy ciotki, czy dokładnie przytaczając wypowiedzi Śniatyńskich, Łukomskiego. Niestety, Anielka takiego zaszczytu nie dostępuje, nawet jeżeli Leon relacjonuje ich spotkania i rozmowy to skupia się w nich na sobie. Biedaczka mogłaby wygłaszać płomienne mowy filozoficzne a on by i tak tego nie słyszał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa uwaga -- ale biorąc to pod włos, od strony autorskich zamierzeń, tak właśnie Anielka ma być pokazana, skoro w ten sposób ją nam Sienkiewicz podaje? Co swoją drogą ciekawe światło nam rzuca na bohatera -- nie wiem do końca tylko, w jakiej kategorii: bo przecież nie, że im bardziej mu zależy na kimś, tym bardziej odnosi to do siebie? Ani nie: im cieplejsze uczucia ma wobec kogoś, tym bardziej skupia się na sobie?

      Usuń
    2. Oczywiście, uważam, że takie potraktowanie Anielki było zamierzone przez Sienkiewicza. Dobre pytania i szczerze powiem, że też nie wiem. ;)

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że może chodzić właśnie o to, o czym pisałam w komentarzu 3f. Jeśli kobieta jest obiektem pożądania, to już właściwie nic innego się nie liczy, oprócz tego, czy ona pożąda naszego narratora. I to oczywiście wiele mówi też o jego osobie.

      Usuń
    4. Ano, też mi się wydaje, że może chodzić o to. I nawet w drugą stronę to nie jest pożądanie -- Anielka ma być przecież niejako bezcielesna (w sensie bardziej, jakkolwiek to nie brzmi, materialnym niż rzeczywistym), ona ma Leona podziwiać, akceptować, być w momencie, w którym on chce ją widzieć i nade wszystko trzymać się z dala od tego, co mu ją "obrzydza".

      Usuń