To może po kolei albo o List Challenges



Pamiętacie wpis o moich ulubionychlistach książek? Wspomniałam w nim szalenie wciągającą stronę List Challenges. Ale tak raczej mimochodem. A ostatnio pomyślałam, że może warto by poświęcić jej słowo czy dwa tak bardziej w osobnym wpisie.


Jeśli nie kojarzycie, o czym mowa: List Challenges to strona, na której znajdziecie dokładnie to, co obiecuje nazwa. Czyli listy książek. Mogą to być czyjeś prywatne listy ("Książki w moim domu", "Książki, które chcę przeczytać zanim skończę trzydziestkę", "Książki, które zabrałem na studia" i temu podobne), ale dużo częściej znajdziecie tam zestawienia przygotowane w kluczu bardziej ogólnym. Można w dziewięćdziesięciu razach na sto obstawiać, że jeśli gdzieś pojawi się lista "100 książek, które koniecznie, och, jak koniecznie, trzeba znać", to prędzej czy później ktoś przerobi ją na List Challenges. Zasada jest prosta: można albo traktować je jako natchnienie czy inspirację, a można radośnie odhaczać przeczytane pozycje, sprawdzać, w ilu procentach najbardziej obczytanych się z naszym wynikiem znaleźliśmy, dzielić się tą wiedzą na portalach społecznościowych, czy tworzyć własne zestawienia, żeby inni mogli je sobie odhaczać. Metoda jest dowolna, tak czy inaczej można przepaść na czas jakiś.



 Tak, towarzyszyła nam dziś będzie Rory.



Muszę powiedzieć, że lubię oba sposoby użytkowania tej strony. Wiecie, że odhaczać lubię, a natchnienia szukam zawsze, przy czym kocham też listy książek – więc jak ktoś je jeszcze dla mnie tak ładnie przygotuje, to przecież nie będę narzekać. A jakie listy z List Challenges należą do moich ulubionych?


Oczywiście, że klasyk i że już o tym pisałam, ale jak mogłabym i tutaj o niej nie wspomnieć. Niektórych książek stąd raczej nie przeczytam (ale nigdy nie mów nigdy), ale można ją spokojnie traktować jako taki wyznacznik, co też czytać z amerykańskiej (i rosyjskiej, w końcu to Rory) literatury, żeby się jako tako orientować. A poza tym można ją też wykorzystać przy re-oglądaniu serialu, szykując się na ten zapowiadany nowy sezon finałowy (nie muszę mówić, że czekam?).







Nie chodzi mi tu o płeć autora/ki jako główny determinant, bardziej o to, że jakby się tak przyjrzeć, to słynnych kobiet pisarek – zwłaszcza w rozmaitych kanonach – jest może nie mało, ale mniej niż mężczyzn pisarzy. Stąd też takie zestawienie, gdzie w jednym miejscu dostajemy bardzo dużo dobrych pisarek nie dość, że pokrzepia, to jeszcze zawsze jak ma się ochotę sięgnąć po jakąś książkę – głównie w tym przypadku z szeroko pojętej klasyki – to jest jak znalazł. 







Chodzi oczywiście o studenta studiującego anglistykę, gdzie anglistyka będzie odpowiednikiem polonistyki, znaczy się: macierzystą filologią. Tak czy inaczej – ponieważ uważam, że mimo całego bagażu, jaki niosą ze sobą listy lektur, dają też ogólną orientację, co się czyta(ło) i co się uważa(ło) za kanon, a taka orientacja się, było nie było, przydaje. No i ponieważ nie jest to moja macierzysta lista lektur i w szkole nie miałam z nią do czynienia w szkole, jednak w znaczniej mierze rzutuje na moje bardziej pozytywne i miejscami dużo mniej krytyczne podejście. A że to dodatkowo jest i tak wybór, to sami rozumiecie.







Ulubionego przez autorkę listy, ale w części dość przyjemnego. Bo czarować nie będę, dobry chick-lit naprawdę lubię (i strasznie dawno nie sięgałam, więc lista oczekujących książek się wydłuża), a tu znajdziecie też taki ze złotego okresu tego typu literatury, czyli lat 90. i początków dwutysięcznych. Może teza trochę kontrowersyjna, ale muszę przyznać, że lubię powieści z tych czasów – jasne, masę tam odtwórczych powieści, które są entą kopią z Helen Fielding, ale są też całkiem przyjemne; może nie zapadną w pamięć na lata, ale chociaż pobawią. Na liście znajdziecie rzeczy, których pewnie za chick-lit byście nie uznali (mnie się w każdym razie takie udało wyłapać, co też nieźle pokazuje, że granica między klasyką a chick-litem bywa płynna) i kilka rzeczy, od których uciekniecie z krzykiem (tak, tak), ale całość, moim zdaniem, na plus.







To chyba mówi samo za siebie (mnóstwo Trollope'a, ale nie tylko).






Większość list jest tworzona na bazie tych z Goodreads, z drobnymi wyjątkami. Wady? Oczywiście, najwięcej będzie na nich literatury anglojęzycznej, to zrozumiałe. Ale przy świadomości takiej nadreprezentacji i twórczym podejściu można sobie na własną rękę uzupełniać je o polskie powieści (i nie tylko polskie, oczywiście). A właśnie, marzy mi się taka lista ciekawych – a nie zawsze standardowo wówczas wymienianych – polskich powieści XIX-wiecznych.

Weź dokładkę!

34 komentarze

  1. Do wad dopisałabym jeszcze powtarzające się pozycje, ale taki urok internetowych list.A strona cudna i na pewno będę zaglądać ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda -- plus czasami jest tak, że wpisana jest jako jedna pozycja seria, a chwilę później osobno mamy na przykład pierwszy tom. Ale masz rację, taki urok :).

      Usuń
  2. U Pyzy zawsze znajdzie się coś, o czym człowiek nie miał zielonego pojęcia! Chodzi mi po głowie, żeby w marcu z okazji Dnia Kobiet czytać tylko książki napisane przez kobiety, więc jedna z Twoich list jest jak znalazł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze do usług :). A jaki masz świetny plan! Mogłabym odgapić, gdybym się namyśliła :D?

      Usuń
    2. Oczywiście! Założę się, że przyjdzie Ci do głowy w związku z takim Miesiącem Kobiet jakiś zwariowany wpis. ;)

      Usuń
    3. Super :). Nawet mi już jeden chodzi po głowie, taki zupełnie na wstęp ;).

      Usuń
  3. Jak byłam mała, w okolicach liceum, może trochę wcześniej, znalazłam z encyklopedii PWN(ach, ten zabytek! ;)) pod hasłem literatura listę najważniejszych dzieł (? nie pamiętam dokładnego sformułowania, ale taki sens był) i cały mój młodzieńczy okres próbowałam przeczytać wszystkoooooo. Bardzo sobie teraz tego gratuluję, bo ominęły mnie dzięki temu choroby typowe dla wieku jak romantyczne wampiry i inne wilkołaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pójdź w me ramiona! Z takiejż encyklopedii i ja kiedyś wzięłam listę utworów "do przeczytania" (encyklopedia wydana była jakoś pod koniec lat 80., więc na liście trafiały się niezłe kwiatki, a i nadreprezentacja literatury radzieckiej była znaczna). Trochę czasu mi zajęło dojście do tego, żeby jednak sobie odpuścić przeczytanie absolutnie wszystkiego, co na niej jest ;). Nawet chciałam kiedyś notkę o tym napisać -- może jeszcze się skuszę, skoro to nie tylko moje jednostkowe doświadczenie :D.

      Usuń
  4. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam... Ile człowiek jeszcze nie wie... Lista książek, które napisały kobiety; uwielbiam kobiece pozycje książkowe. Zapraszam do siebie: www.blacklady.blogujaca.pl Pozdrawiam,Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnych list z wariacjami na temat autorek-kobiet, kobiecych tematów (bardzo różnie rozumianych) jest sporo, więc można eksplorować :).

      Usuń
  5. Kusi mnie najbardziej lista wiktoriańska, choć ta, w której ma dominować kobiece pióro również brzmi ciekawie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obie są fajne -- ale trzeba mieć na uwadze nadreprezentację niektórych autorów i wybrać sobie, na co mamy ochotę, chyba że tego niemal całego Trollope'a faktycznie chcemy przeczytać ;).

      Usuń
  6. W oparciu o tę stronę pokusiłam się kiedyś o wpis poświęcony właśnie liście książek czytanych przez Rory. Nie odhaczałam i nie odhaczam, ale traktuję jako ciekawostkę.

    Może przyjrzę się listom studenckim i wiktoriańskim, to takie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jako kopalnia ciekawostek to też działa świetnie :D. Lista Rory działa chyba na wyobraźnię nie tylko dlatego, że są na niej ta a nie inne książki, ale właśnie dlatego, że to lista Rory (ależ jestem ciekawa tej nowej serii, już się nie mogę doczekać :)!).

      Usuń
  7. Tak ogólnie to myślę, kiedyś (czyt. zanim umrę) uda mi się zapoznać z listą 100 książek BBC. To mi wystarczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie wszystkie pozycje z tej listy kuszą, ale czasem na nią zaglądam ;).

      Usuń
  8. Próbowałam raz stworzyć listę książek do przeczytania w najbliższych miesiącach - wyszło jakieś 300 powieści na kolejne 3 lata, a nie uwzględniłam jeszcze fantasy :P No, i tak się skończyła moja przygoda z wyzwaniami czytelniczymi. Ale to, co linkujesz, wygląda mi na cudną kopalnię wiedzy i inspiracji. Listy lektur studenta anglistyki i książek, które napisały kobiety - zapisane!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, takie przeżycie bywa frustrujące ;). To chyba trzeba traktować z takim "a może kiedyś", "a, jak się trafi", "o, zapiszę sobie na zaś" -- przyjemność pozostaje, a frustracja jeśli jest, to minimalna ;). W każdym razie tak staram się działać i efekty są przyjemne ;). A strona bardzo inspirująca :).

      Usuń
  9. Super te listy, wciągnęłam się i oglądam zamiast czytać eseje studentów ;) Może im wyślę listę i każe odhaczać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi jak świetny plan :D. Zawsze możesz ułożyć stosowną listę dla nich ;).

      Usuń
  10. Ach wciągające - klikałam aż nie zwrócono mi uwagi, że tramwaj dojechał na ostatnią stację. ;) Listy mają też dobry walor uświadamiający ilu pozycji jednak nie przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąga strasznie ;). A ja mam na odwrót: raczej staram się docenić, ile już przeczytałam, wtedy weselej :D.

      Usuń
    2. A to swoją drogą. ;) Bardziej niż smucenie, miałam na myśli zdanie sobie faktu jak wiele z klasyki się zna, choć jej się nie czytało, takie odniesienia kulturowe. Moim takim dziełem "znanym-nieczytanym" jest, wstyd się przyznać, "Zbrodnia i kara", jakoś nie zdążyłam jej przeczytać w szkole i tak nie nadrobiłam, bo w sumie intrygę znam, motywy znam, historię poszczególnych bohaterów, symbolikę, etc. etc., a nawet dzięki etiudom inspirowanym mogę odczuć klimat... A jednak nie czytałam. ;)

      Usuń
    3. A,w tym sensie -- ale i tak wydaje mi się, że można na to patrzeć bardziej optymistycznie: że tyle jeszcze ciekawych książek przed nami ;). A co do tego, że się nie czytało, ale wie się doskonale, o czym jest i tak dalej -- zgadzam się, są takie książki, które się widziało zekranizowane, w teatrze, omówione i wtedy to poczucie, że się je dobrze zna, mimo nieprzeczytania osobiście, jest faktycznie silne ;).

      Usuń
  11. Kolejne konto w sieci ;)
    Lista Rory ciekawa, ale mnie przyciągnęła też popular young adult books i od razu skłoniła do przemyśleń nad porównaniem tych książek, które ja czytałam będąc w grupie docelowej, a tych, jakie są dostępne teraz (i które również podczytuję). Mam wrażenie, że jednak sporo się zmieniło zaczynając od sposobu narracji, zakres tematyczny czy dostęp do innych niż rodzimi pisarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zwłaszcza to ostatnie wydaje mi się znamienne, to znaczy dostęp do zagranicznych książek bardzo się ułatwił (czy to dzięki zakupom przez sieć, czy dzięki temu, że sporo się ich u nas tłumaczy). A to chyba ma wpływ na przenikanie tematów, sposób pisania i tak dalej, także do rodzimych powieści tego typu.

      Usuń
    2. Właśnie tych rodzimych współczesnych, nowych zwłaszcza pisarzy (poza Musierowicz, która chyba większość zna) nie kojarzę, a przecież popularność książek dla młodzieży jest spora. Mimo wszystko łatwiej jest mi wyliczyć zagraniczne tytuły, o których przynajmniej słyszałam, a często też pojawiły się ich recenzje z polskiej blogosferze, niż polskie. Wiadomo, że część z tych tytułów jest popularna, bo wchodzi do kin film na ich podstawie, ale nie zawsze tak jest. Tutaj można przejść do tematu promocji, ale jak widać po np. pisaninie pani Puzyńskiej czy innych, da się książki polskich pisarzy wypromować i dobrze sprzedać. Ba, są tacy przecież, o których wiem, że są popularni, ale nie miałam okazji jeszcze przeczytać. Mimo to, nic z tego nie mogę przypisać do typowo młodszego czytelnika. Teraz sobie uświadomiłam, że więcej słyszałam o książkach dla małych dzieci, których sama nie mam. O.o

      Usuń
    3. Zobacz koniecznie powieści Anny Łaciny, pisałam o nich w styczniu i polecam :). Może najmniej "Czynnik miłości" i "Dziką jabłoń", ale pozostałe z tej serii bierz w ciemno w bibliotece :). Ale tak poza tym zgadzam się, że książki, które można by określić jako YA polskie są dość słabo promowane i raczej jest o nich głucho -- czy dlatego, że to się waha między obyczajówkami, które są w jakiejś dziwnej niszy "nie wiadomo co, często średnie", czy dlatego, że znajdują się pomiędzy literaturą "dorosłą" a "młodzieżową"?

      Usuń
  12. Aż zrobiłam mały research, bo pomyślałam, że może promocja tych książek prowadzona jest takimi kanałami, że do mnie nie dociera. Wyszukałam listy bestsellerów w sieci empik i matras w kategorii książki dla młodzieży i nie wygląda to dobrze, jeśli chodzi o polskich autorów.

    empik:
    8. Musierowicz (no nie jest to nowy autor)
    45. książka o Arnianie Grandzie o.O
    67. zbiór zasad ortograficznych :D
    75. polski "Zniszcz ten dziennik"
    76. Musierowicz, ponownie

    matras:
    7. inny polski "Zniszcz..."
    12. Musierowicz
    21. Alfred Szklarski "Tomek w krainie kangurów" - aż łza się w oku kręci
    22. to co na miejscu 7 - inny tom
    45. dla mnie nowość - Paula Bartosiak "Say it" - Long Beach Kalifornia, Natt, Dylan, Jason...
    49. polski "Zniszcz..."
    99. Dorota Terakowska "Tam gdzie spadają anioły" - jak młodzież przeczyta, to dobrze, ale nie przypisałabym tej książki do tej kategorii.
    poza pierwszą setką przewinął się też kornel Makuszyński.

    Smutne te listy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale to są listy tego, co się sprzedaje -- a bez promocji zapewne trudno, żeby się sprzedawało (to znaczy nie wiem, czy to nie jest tak, że śledzić książki trzeba odwrotnie, bo inaczej właśnie można popaść w zadumę i smutek, że świat się kończy czytelniczy, a przecież się nie kończy :)). A co to za polski "Zniszcz..."? Bo muszę powiedzieć, że jestem fanką zniszcz-tych-dzienników, ludzie potrafią z nich robić takie cudeńka, że nic tylko spędzać dnie na podziwianiu ich w sieci :).

      Usuń
    2. Smutne listy dlatego, że trochę mało polskich autorów. Jestem daleka od stwierdzenia, że świat się kończy widząc listę tych bestsellerów, bo sporo z tych zagranicznych pozycji, które na pierwszy rzut oka są bardzo dalekie od realizmu, wbrew pozorom mogą sporo czytelnikowi przekazać, np. jeśli chodzi o motywacje działań, naturę ludzką, społeczeństwo itp. Taka "Niezgodna" mnie nawet pozytywnie zaskoczyła, bo jak się chce, to widać coś więcej poza akcją. Nota bene, wg mnie ta seria jest lepsza od "Więźnia labiryntu" i pod względem rozwiązań fabularnych czy konstrukcji bohaterów.

      To jest nas dwie - też lubię oglądać prace innych i nawet się nakręcam, żeby samej coś takiego sobie kupić i wybazgrać; kilka takich prac nawet zachowałam na dysku, żeby mieć pod ręką :)
      Polski "Zniszcz..." to np. "Dziennik przyjaciółek. Twórz! Niszcz! Działaj!" - nie miałam w rękach, ale opis wskazuje, że to właśnie dziennik do bazgrania we dwie osoby, z przyjaciółką ;)
      Do tej kategorii wrzuciłam też tomy (bo jest ich kilka) "Książki pod tytułem" - nie widziałam na żywo, ale znowu opis wskazuje, że to raczej taki dziennik twórczy.

      Usuń
    3. A wiesz, że akurat z "Niezgodną" i z "Więźniem..." jestem całkowicie na bakier, w ogóle dowiedziałam się o nich przy okazji filmów, których zresztą też jak dotąd nie obejrzałam ;), i nie skusiłam się na lekturę. Mówisz, że warto?

      Też miałam taki moment "och, wezmę i zrobię takie cudne cosie!", ale mi przeszło, kiedy zdałam sobie sprawę, że od lata walczę z jedną i tą samą kolorowanką. Ale nie wykluczam, bo coraz bardziej mi się to podoba (muszę obczaić te polskie wersje, no i "Książkę pod tytułem", bo nie miałam w rękach też!).

      Usuń
    4. Ja akurat filmy kiedyś widziałam i jakoś ostatnio miałam ochotę sprawdzić coś lżejszego, więc padło na te serie.
      Nie powiedziałabym, że trzeba koniecznie je przeczytać, ale też nic się nie straci.
      Jak pisałam, "Niezgodna" bardziej mi się podobała, ale mówię raczej o wszystkich 3 tomach, takie wrażenie ogólne; czytałam jednym ciągiem w kilka dni i mi się fabuły zlały, więc nie umiem powiedzieć, który tom był lepszy :P
      "Więzień labiryntu" czytałam podobnie, tzn. tom za tomem, ale jednak rozczarował już w drugim, bo jakiś potencjał był, ale mam poczucie, że można było inaczej.

      I znowu podobnie - kolorowanka leży nieruszona; boję się "popsuć" wzory, bo co z nim zrobię, jak mi się efekt końcowy nie spodoba? ;)

      Usuń
    5. OK, to po "Niezgodną" może przy jakiejś okazji sięgnę :).

      A nie, nie, ja je maluję, tylko jakoś tak powoli :). I efektu końcowego się nie boję, bo mi zupełnie nie przeszkadza, jeśli wyjadę za linię albo coś mi się rozmaże. Jestem takim niestarannym kolorystą, ale ile radości mam z tego, co moje ;). Także koloruj, to faktycznie jest bardzo uspokajające :).

      Usuń