Atlas podjadków albo o typach czytających przy jedzeniu



Uzbrojona w siatkę na motyle, przeciwpszczelną maskę oraz gruby atlas libroentomologiczny pod pachą wyruszyłam na poszukiwanie moli książkowych czytających przy jedzeniu. Nie jest to sprawa łatwa: niektórzy się chowają, tak żeby nikt nie zobaczył, jak się posilają cieleśnie i duchowo naraz, inni z kolei twierdzą, że to zupełnie mityczne stworzenia. Na szczęście naukowy zapał klasyfikatora we mnie nie wygasł i stąd wziął się ten wpis. Smacznego, chciałoby się zakrzyknąć!

Mlaskacz przewracalski (Linguista rotaris)

Występuje głównie w zaciszu domowym. Nazwa wywodzi się ze sposobu, w jaki postępuje z książkami: bardzo łatwo się zaczytuje, w związku z czym szybko przewraca strony, jednocześnie pochłaniając posiłek i nie zważając na żadne jedzeniowe (lub czytelnicze) konwenanse. Szczególnie niebezpieczny, kiedy je zupę.

Siorbaczek pocichutki (Bibus Taciti)

Na pewno spotkaliście go, sami o tym nie wiedząc. To bardzo ostrożny gatunek, dba, by nie zostać odkrytym i bardzo długo libroentomologowie uważali, że to taki jednorożec wśród moli. Zwykle skrywa się w ciemnym kącie, wysilając oczy, by widzieć literki, a równocześnie po cichu spożywa wygodny w konsumpcji posiłek. Żeby nie odrywać rąk od książki, spożywa go głównie paszczą, co często prowadzi do wydawania charakterystycznego odgłosu – stąd pierwszy człon nazwy. Wyprawiając się na jego poszukiwania warto zabrać ze sobą ornitologa, czyli badacza zaprawionego w rozpoznawaniu osobników jedynie po dźwięku. Wśród naukowców coraz popularniejsza jest hipoteza, że można go rozpoznać po podświetlanym czytniku.

Zagryziarz chrupalski (Arrodeus battuus)

Znany również pod ludową nazwą „janie” od odgłosów, jakie wydaje, kiedy się go nakryje na żerowaniu w czasie czytania. Zazwyczaj je chrupki, chipsy, paluszki albo ciastka. Jego żerowisko można rozpoznać po małych, tłustych plamkach jakie po sobie zostawia. Znana jest niechęć tego gatunku do przyznawania się do przynależenia do tej specyficznej grupy sytuującej się na pograniczu czytelników i konsumentów. Według badaczy zagryziarz uważa, że wcale nie je przy czytaniu, a kiedy mu się to zasugeruje wprost, może być niebezpieczny. Dlatego, jeśli już musicie, sugerujcie to z pewnej odległości i blisko drzwi. 
Gryziołek autobusiarski (Mordeus currus)

Jak sama nazwa wskazuje, najprostszy do znalezienia w środkach komunikacji masowej. Według starych legend blisko spokrewniony z Białym Królikiem – w niedoczasie, więc naraz stara się uzupełniać niedobory składników odżywczych i lektury. Zwykle zajmuje mało widoczne miejsce, żeby nikomu nie przeszkadzać i mieć ręce wolne na tyle, żeby udawało mu się godzić konsumpcję i lekturę.


 Wpis jest słabo ilustrowany. Tu widzicie typowe miejsce żerowania gryziołka. Niestety drugim napotkanym okazem był mlaskacz, który akurat spożywał zupę. Sami rozumiecie, że to znacząco wpłynęło na sprawność sprzętu fotograficznego.



Zjadacz otwartopyski (Edox apertobuccis)

Gatunek, powiedzielibyśmy, uniwersalny. Czyta, je, a jeszcze zagaduje postronnych w trakcie tego wszystkiego. Nieskrępowana, wolna natura, lubi żerować na świeżym powietrzu i jest mu zupełnie wszystko jedno, czy jest widziany, czy też nie. Potrafi godzinami zachęcać, żeby znajdujący się obok niego podjedli sobie z jego zapasów, a kiedy skończy książkę wciska ją z entuzjazmem kolejnemu potencjalnemu czytelnikowi. Po spotkaniu zjadacza nie będziecie głodni, za to na pewno poczujecie się zainspirowani do lektury.

Kawiarnianek kątowy (Spelunculus angulii)

Występuje najczęściej w kawiarniach, restauracjach i barach. Zwykle przychodzi sam – niekoniecznie na całe popołudnie czy wieczór, ale lubi przyjść wcześniej – zamawia coś do picia i jedzenia, a następnie pogrąża się w lekturze. Łatwy w obserwacji, stosunkowo często występujący, choć niektórzy badacze twierdzą, że znajduje się na wyginięciu. Sam stanowczo dementuje te plotki.

Zjad pracz (Proedon lotor)

Gatunek o skomplikowanej psychice. Je przy czytaniu, ale zawsze ma na podorędziu wilgotne chusteczki, którymi kompulsywnie wyciera palce. Żyje w wiecznym strachu przed pobrudzeniem książki. Rozdarty między lekturą, która wiecznie mu się zamyka, bo przytrzymuje ją łokciem a chęcią nieskrępowanego czytania. Nerwowy, więc przy obserwacji należy zachować ostrożność. Może wybuchać płaczem.

Sycik wodny (Cibullus aquatis)

Wodna odmiana jedząca mola książkowego. Czuje wstręt do jedzenia przy czytaniu, ale odraza ta nie obejmuje napojów. Spotykany z książką w jednej, a koktajlem / kawą /herbatą w drugiej ręce. Dostosowuje swoją dietę do pory roku. W lipcu i sierpniu łatwo go zaobserwować z jogurtem pitnym lub lemoniadą. Potrafi jeść i czytać w trakcie chodzenia, więc najlepiej czatować na niego w miejscach, gdzie zaopatruje się w napoje, a do obserwacji założyć wygodne, sportowe obuwie.

Oczywiście klasyfikacja, jak wszystkie klasyfikacje świata, wynika z mojego własnego widzimisia, stąd jeśli rozpoznacie tu gatunek, na który u Was mówi się inaczej, śmiało zaważcie to w komentarzach!

Weź dokładkę!

38 komentarze

  1. Ach, jak miło być kawiarniankiem kątowym. Będę odtąd tak się przedstawiała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie dość, że ułatwi klasyfikację znajdującym się w pobliżu libroentomologom, to jeszcze zdecydowanie zaprzeczy plotkom o ginięciu tego gatunku :)!

      Usuń
  2. Jaki uroczy wpis! Mówię to ja, zadeklarowany sycik wodny (jaka ładna nazwa) :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Cała przyjemność po mojej stronie :)!

      Usuń
  3. Nie jem przy czytaniu NIGDY, bo mam obsesję dotyczącą czystości książki i dostałabym ataku paniki, gdyby coś mi spadło, czy się pokruszyło lub nie daj Boże się zalało.
    Jednak podczas studiów byłam kawiarniankiem kątowym, bo notatki i tak były mocno sponiewierane i na pewno nie dbałam o nie tak jak oksiążki :D

    Bardzo fajny wpis Pyzo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, bo w sumie nie jest powiedziane, że czytać przy jedzeniu można tylko książki ;). A jakby w to wliczyć gazety, klasyfikacja znacznie by się poszerzyła -- taki, dajmy na to, Zagiętek obłamywacz (Flecterus rumpurus), którego łatwo rozpoznać, bo czyta wielkoformatowe gazety, które ciągle opadają mu na twarz, wpadają do kawy i generalnie jest przy nich w stanie tylko konsumować wafle i andruty ;).

      Dziękuję :)!

      Usuń
  4. Zdecydowanie Mlaskacz przewracalski + Zagryziarz chrupalski to ja :D! Staram się nie brudzić książek jedzeniem, ale jak mi już coś tam chlapnie czy ciapnie (biorąc pod uwagę, że to książka własna, a nie pożyczka), ścieram to na tyle, na ile się da, chusteczką higieniczną i przechodzę nad tym do porządku dziennego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, myślę, że duże znaczenie ma tu fakt, czy gatunek żeruje z książką własną czy pożyczoną :) (swoje też ścieram, czy może raczej: przykładam chusteczkę, licząc, że się wchłonie, bo ze ścieraniem-rozcieraniem mam złe doświadczenia ;)).

      Usuń
    2. Ja też jestem mieszańcem tych dwóch gatunków. Lubię zagryzać książkę czymś chrupiącym, zwykle słodkim, choć niekoniecznie ciastem, mogą to być owoce albo orzeszki, a z drugiej strony, kiedy mam coś smacznego, to natychmiast rozglądam się za książką, bo z książką ciasto lepiej smakuje. A do tego jeśli przychodzi mi jeść samej (wszystko jedno, w domu, w barze, w restauracji, nawet kanapkę w pociągu) to oczywiście natychmiast w towarzystwie książki. Z doświadczenia powiem, że najwygodniej z książką je się zupy, bo nie trzeba patrzeć w talerz, a druga ręka służy do przewracania stron. Z drugim daniem już gorzej, zwłaszcza kiedy trzeba operować nożem i widelcem. W domu zawsze znajdę coś co przyciśnie książkę, poza domem - cóż, solniczki i pieprzniczki są zwykle zbyt lekkie, więc sporo zależy od książki i jej tendencji do samoprzewracania kartek.
      Czasem zamiast książki używam laptopa - tam przynajmniej nie ma problemu z przewracaniem się stron :)
      Ale jednak z książką inaczej smakuje niż z laptopem :)

      Usuń
    3. Ha, tak, posiłki, które trzeba spożywać samemu zdecydowanie lepiej smakują z książką. Ale z kolei z zupami mam zupełnie odwrotne doświadczenia: nie patrzenie w talerz skutkuje zwykle jakimś spadającym makaronem/ziemniakiem/czymś innym, co rozchlapuje płyn i może zaszkodzić książce ;).

      Usuń
  5. Ja bywam sycikiem wodnym a kiedy indziej kawiarniakiem kątowym. Choć staram się unikać czytania podczas jedzenia. Podobnie z resztą jak nie czytam w kąpieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kąpiel, napój i książka to przepis na sycika wodnego ekstremalnego ;). Więc rozumiem :).

      Usuń
  6. Jako typowy kawiarnianek potwierdzam, wcale nie jesteśmy na wyginięciu. Siła nas się plącze po świecie i pewnie niejedną kawiarnię uratowaliśmy od bankructwa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, czyli to tylko złośliwe plotki -- środowisko libroentomologów jest na tyle małe, że może któryś badacz nigdy kawiarnianka nie widział i stąd taka plotka! ;)

      Usuń
  7. oj,ja prezentuję chyba trzy gatunki na raz...najczęściej można sklasyfikować mnie jako sycika wodnego,gdyż notorycznie,co dzień praktycznie gaszę pragnienie przy lekturze.z gryziołka autobusiarskiego też coś w sobie mam,bo gdy czasem zdarza mi się zaspać,to dopiero w komunikacji miejskiej mam okazję skonsumować śniadanie...oczywiście z książką.no i kawiarnianek kątowy...również zdarza mi się nim pobyć....
    ile to nowego człowiek może się od takiej Pyzy dowiedzieć... 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, gatunki w stanie czystym występują rzadko, najczęściej jednak mieszają się ze sobą ;). A osobiście jeśli zdarza mi się reprezentować gryziołka, wybieram rzeczy do podgryzania nieinwazyjne, jako osoba straszliwie krusząca w każdych warunkach :D.

      Usuń
  8. Cudny wpis :) ja jestem krzyżówką kawiarnianka i mlaskacza (w kawiarniach nie mlaskam) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :).
      Tak, mlaskacze są skryte, chyba że je poniesie wena i nastrój chwili ;).

      Usuń
  9. To ja się chyba przepoczwarzyłam - z kawiarnianka kątowego z okresu studiów ewoluowałam w mlaskacza przewracalskiego.
    <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach ta ewolucja, wszędzie się wciśnie ;).

      Usuń
  10. Ja jestem "Samotnik kuchenny" :)
    Osobnik taki cechuje się tym, że czyta:
    - przy jedzeniu wyłącznie w kuchni
    - zawsze w samotności; gdy innych domowników nie ma w pobliżu, a jak są to śpią

    Czytam tylko swoje własne książki, tym samym nie narażając się na stresy znane wszystkim czytającym przy zupie, sałatce z majonezem, śledziach w oleju itd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, bardzo trudno obserwowalny gatunek! Choć wcale nie taki rzadki ;). Zdecydowanie stres potrafi być i przy kanapkach, wszystko zależy jeszcze od zręczności jedzącego ;).

      Usuń
    2. To prawda, że gatunek trudny do obserwacji, bo wykształcił się w konspiracyjnym podziemiu - wiadomo, nie należy dawać złego przykładu własnemu potomstwu.

      Oczywiście, że kanapki stresują! Szczególnie, gdy są na bogato i bardziej przypominają piramidy. Chociaż i zwykły soczysty plasterek pomidora może nieźle namieszać. Bardziej jednak szkodliwe są nieopanowane reakcje - parskanie śmiechem z zawartością jamy ustnej. Wtedy już nie ma znaczenia, jakiej konsystencji jest ta zawartość :)

      Usuń
    3. Tak, ale mimo braku przekazywania zachowań charakterystycznych dla gatunku potomstwu samotnik jednak nadal istnieje, co oznacza, że jakoś jednak buduje wspólnotę, choć sam i we własnej kuchni ;).

      Pomidor bywa szalenie niebezpieczny -- co mi podpowiada, żeby napisać kiedyś o szczególnie podejrzanych rodzajach pożywienia do jedzenia przy czytaniu :). Dlatego chyba takie "zamknięte" kanapki tutaj sprawdzają się najlepiej -- chyba, że właśnie się parska albo nie zauważy, że coś z nich ścieka na kartki, bośmy się zaczytali ;).

      Usuń
    4. Właśnie :)

      Temat o szczególnie podejrzanych rodzajach pożywienia też nam się wczoraj rozwinął w rozmowie o tej klasyfikacji. Dodatkowym rozdziałem stał się przy okazji sposób i miejsce czytania, których mój mąż zaliczył kilka rodzajów. Najbardziej rzucającym się w oczy (dla przechodniów) było czytanie na ulicy w drodze do domu (oczywiście z przemieszczaniem się bardzo powolnym). A ja - wówczas młoda żona stałam i patrzyłam, kiedy ON wreszcie oderwie się od książki! :)

      Usuń
    5. Ha, toż podstawy naukowej klasyfikacji nam się klarują! Żerowisko, miejsce występowania, sposób czytania i sposób spożywania pokarmu... No, no, można by się pokusić o małe metodologiczne słowo wstępne przy kolejnej okazji ;).

      A przemieszczanie się powolne znam, znam ;).

      Usuń
    6. A ja przemieszczam się stosunkowo szybko. Wyrobiłam ten nawyk jeszcze w podstawówce i bez problemu czytam "na chodząco". Chociaż ostatnio z żalem ograniczam ten ostatni rodzaj aktywności, z uwagi na konieczność sięgania po okulary przy czytaniu. A w okularach niestety źle widzę (wszystko poza książką). Więc na chodząco mogę teraz czytać tylko książki o dużej czcionce, a nie zawsze taką mam pod ręką. (Źle się też przez to czyta w wannie, bo okulary złośliwie zaparowują, ale się nie poddaję)
      Pamiętacie opowiadanie Iwaszkiewicza "Ikar"? Zawsze mnie dziwiło, dlaczego ten chłopak nie zauważył nadjeżdżającego samochodu. Musiał być bardzo, bardzo początkujący w książkowych lotach (o ile w ogóle istniał). Ja przez te wszystkie lata, czytając najpierw w drodze ze szkoły i z biblioteki do domu, a potem w drodze z pracy do domu nigdy na nic ani na nikogo nie wpadłam, samochody też widzę kątem oka (biegnąc do szkoły i do pracy nie czytam, chyba że w komunikacji miejskiej. Czytania w biegu jednak nie opanowałam, poza tym wtedy jestem zbyt skoncentrowana na tym by się nie spóźnić, a gdybym dała się porwać akcji to nie wiadomo dokąd by mnie mogła doprowadzić).
      Czyli wychodzi na to, że należę do podgatunku Czytacz permanentny czy jak?

      Usuń
    7. Sama czytuję "na chodząco" tylko tam, gdzie dobrze znam drogę i tam, gdzie wiem, że żaden samochód na pewno mnie nie rozjedzie (tudzież rowerzysta), bo inaczej jednak bym się bała, że się zagapię za mocno. Kąty oka jednak potrafią oszukać, a nie zawsze też się wszystko usłyszy, więc troszkę strach jest ;).

      Usuń
  11. Świetny wpis!
    Ja jestem mlaskacz, ale strasznie mi imponują kawiarnianki, więc staram się czasem przywdziewać ich skórę, co mam nadzieję, przyczynia się do odbudowywania liczebności gatunku. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :).
      Oczywiście, zresztą czasami wcale nie łatwo jest rozpoznać właściwą przynależność gatunkową -- może jesteś po prostu kawiarniankiem z cechami mlaskacza lub odwrotnie ;).

      Usuń
  12. Jestem zjadaczem otwartopyskim! :)
    Świetny wpis, przy niektórych opisach się ubawiłam i w dwóch jeszcze innych odnalazłam cząstkę siebie! :)


    www.zksiazkadolozka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, to bardzo się cieszę (a i mnie blisko do zjadacza ;)).

      Usuń
  13. Jestem kawiarniankiem z wyboru, bo zawsze mi imponowały - ale z natury zdecydowanie najbliżej mi do samotnika kuchennego :)
    Zasadniczo dbam bardzo o czystość książek, ale mam kilka takich tomów, w których nie ma odcinka 20 stron bez czekolady/masła/okruszków między stronami/plam po kawie... Uwielbiam je, sprawiają że jest mi tak niefrasobliwie ;)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w kawiarniankach coś takiego -- może to pewien wzór kulturowy, wszak osoba czytająca w kawiarni kojarzy się jakoś tak dobrze, bo i z wolnym czasem, i z przyjemnością (bo czyta i bo w kawiarni). Coś jak ci pisarze piszący powieści życia na kawiarnianych serwetkach, tylko że z czytaniem ;).

      I w mojej biblioteczce się takie zdarzają, ale przyznaję, że te z czymś więcej niż okruchami to raczej rzeczy zdobyczne ;).

      Usuń
  14. Ciekawe zwierzątka :) Obecnie nie jem i nie piję przy czytaniu, chociaż w czasie studiów to i owszem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to znak dalszej ewolucji gatunku lub zmiennych upodobań molo-czytelniczych ;).

      Usuń
  15. Właśnie przekonałam się, że mój podgatunek to "ściemnius podjadek". Wczoraj sobie pomyślałam - o nie, ja przy czytaniu nie jadam, gdzieżby tam, ależ skąd, zupełnie nie! A dzisiaj co? Sama się łapię na tym, że pożeram w trakcie lektury jabłko...;)

    OdpowiedzUsuń