Co ja mam wpisać? Wpisać coś? Albo o dedykacjach



Jeśli zdarzało się Wam – a podejrzewam, że nie raz i nie dwa – dawać komuś książkę w prezencie, staliście zapewne przed powyższym dylematem. Ach, te telefony do znajomych, najlepszej przyjaciółki, dalekiej krewnej, która podobno posiadła trudną sztukę zgrabnego dedykowania, rozpytywanie sąsiadów... Nie, aż tak źle chyba nie jest, ale nie zmienia to faktu, że napisanie dedykacji wcale nie jest proste.


Bo przecież dedykacja w książce zostanie – i co, jeśli będzie nieudana? Uczynimy komuś dar, a wcale nie będzie to dar porządany? Wiadomo, z prezentów człowiek zawsze się cieszy, więc raczej nikt nie powie nam, że straszni z nas wypisywacze dedykacji, ale jednak sprawia to garść problemów.

Pisz ładnie! Pierwszy to charakter pisma. Nie wiem, czy też spotkaliście się z twierdzeniem, że taka dedykacja musi być starannie wypisana, ale przecież zdarza się, że można zostać zgromionym wzrokiem przez współobdarowywaczy, że tak nam jakoś koślawo wyszło. Kaligrafia niestety to rzecz trudna, więc właściwie nie ma się czym przejmować – wszak najważniejsza jest treść... Prawda?

Co pisać? Tu dochodzimy do kluczowego elementu dedykowania czegokolwiek komukolwiek. Odnosić się do okazji? Do osoby obdarowywanej? Do rodzaju naszej z nią znajomości? Do książki? A może po prostu się podpisać? Wpisywać miejsce i datę, czy nie wpisywać? Dać sobie spokój z pisaniem czegoś od siebie i strzelić ładny cytat? Pisać do autora z prośbą, żeby on tam coś wpisał? Na pewno ilu dedykujących, tyle szkół, niewątpliwie jednak – jeśli podobnie do mnie – macie problem ze składaniem życzeń, do których dedykacja, o ile czegoś konkretnego nie upamiętnia, jest zazwyczaj podoba, na pewno też myśl ta spędzała Wam kiedyś sen z powiek. Kurczę, wychodzę na bardzo znerwicowaną Pyzę, jeśli chodzi o dedykacje. Aż tak źle nie jest. Ale co szkodzi trochę pohiperbolizować?
 
 
 
 Lama też się zastanawia. Zdj. Tambako The Jaguar.



A może nie pisać? Jeśli taki jest problem z tym wypisywaniem, to może jednak nie wypisywać? Ładnie zapakujemy i będzie akurat. No, to oczywiście zależy, na ile chcemy personalizować prezent i jakie mamy zdanie w tej sprawie i w sprawie pisania po książkach. Bo taka dedykacja w książce zostanie (chyba że w napadzie złości obdarowany wydrze taką stronę, ale to chyba rzadko spotykany gest) i jeśli kiedyś wnuki obdarowanego oddadzą ją do antykwariatu, ktoś pozna nasze sekretne – mniej lub bardziej – życzenia. Jeśli taka długofalowa i niepewna perspektywa kogoś przeraża, wtedy można nie pisać. Plus, oczywiście, zawsze zostaje rozwiązanie pośrednie – kartka z dedykacją włożona do książki.

Ale gdzie pisać? No dobrze, jednak będziemy pisać. Tylko teraz: gdzie mamy się wpisać? Na tej pierwszej, czystej zwykle stronie, takiej stronie tuż po okładce? No, tam na pewno zostanie ta dedykacja zauważona, a nie że się wciśnie między autora a wydawnictwo. Ale może zostanie przeoczona? Co wtedy, może jednak koło tytułu, na kolejnej stronie? A co, jeśli już autor wpisał tam dedykację całej książki? Albo jest tam motto? Wciskać się na sam spód? Na kolejną stronę? Koło redakcji? Ach, ileż fascynujących możliwości!
 
 
 
I jeszcze jedna zdziwiona wszystkim lama. 
Chyba, że to alpaka. Zdj. Federico Candoni.
 
 

Jak widzicie, jeśli tak sobie pogdybać, to można by było osiwieć. Oczywiście wpis jest z przymrużeniem oka, ale: dedykujecie? Wpisujecie coś do książki, którą komuś dajecie? Macie swoje strategie w tym względzie?

Weź dokładkę!

8 komentarze

  1. A może wyjściem jest wkładanie osobnej dekoracyjnej kartki z dedykacją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspominam o tym -- i najczęściej tak właśnie robię ;).

      Usuń
  2. Ja staram się pisać dedykację, ponieważ sama je lubię :) Piszę najwyżej kilka słów, podpisuję się i wpisuję datę. Chociaż w sumie karteczka chyba jest lepszym rozwiązaniem ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, to też i serce całego problemu: czyń to, co i tobie miłe, chociaż problematyczne ;). Mam podobnie: doceniam dedykacje, stąd i moje starania, by je jednak wypisywać ;).

      Usuń
  3. ...pamiętam, jak mi obiekt w pracy (pracowałam na festiwalu filmowym będąc panią przedszkolanką dla artystów czyli pilnowałam, żeby trafili tak gdzie trzeba kiedy trzeba) oddał książkę, którą dostał na koniec, na pamiątkę (nie ode mnie, tylko od organizacji) z pretensją, że dedykacji nie wpisałam. I się trudzić musiałam, żeby kreatywnie i artystycznie było ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, bo jak daroodbiorca spodziewa się dedykacji, to już w ogóle siódme poty biją na człowieka, że trzeba coś wymyślić, żeby dorównać oczekiwaniom ;).

      Usuń
  4. Bardzo rzadko dedykuję, ale ogólnie lubię. Lubię też książki z dedykacją w środku. A co do tego czy w książce, czy na kartce, czy w karneciku -- zależy od obdarowywanego, do jednego pasuje taka forma do innego inna. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to na pewno :). Właściwe dostosowanie formy i treści do odbiorcy naszej dedykacji to klucz do sukcesu ;).

      Usuń