Poetyckie BHP albo czy czytać poezje (i jak)



Dzisiaj Światowy Dzień Poezji, więc postanowiłam wykorzystać okazję do wpisu tematycznego, o który Was ostatnio zagadnęłam. Czyli nieco bardziej poważny wpis o poezji. Chociaż "poważny" nie oznacza w tym wypadku "klękajcie narody i czcijcie wieszcza", ale: jak to jest z tym czytaniem poezji? Warto, nie warto? Jak czytać? Bać się tej poezji?

I teraz taka uwaga: to będzie raczej garść spostrzeżeń niż poradnik, bo jak sami wiecie poradniki traktuję zawsze z przymrużeniem oka. Także podrzucam kilka uwag i mam nadzieję, że znajdziecie wśród nich coś dla siebie.

Czytaj głośno, to pomaga poezji. Brzmienia są czasem nawet ciekawsze niż sensy. Nie wiem jak Wy, ale zdarza mi się kolekcjonować nie całe wiersze, ale ulubione wersy -- właśnie dlatego, że są tak cudownie skomponowane i brzmią pięknie. Nawet jeśli cały wiersz przemawia do mnie tak średnio.

Tekst, którego czyta się mało. Tutaj wszystko zależy od tego, co lubicie. Mnie zdarza się przeczytać tomik za jednym zamachem, żeby przy okazji zobaczyć, jak jest skomponowany: jaki wiersz go otwiera, jaki kończy, czy sensy się przenikają, czy nie (oczywiście w zależności od tego, czy kolejność jest odautorska, czy narzucona przez, na przykład, porządkujących jego spuściznę). Ale to też jest taki rodzaj tekstu, który można sobie czytać pomału, co jakiś czas, po jednym wierszu, czy (patrz wyżej!) po wersach. I nic się wielkiego nie dzieje.

Można go czytać kilka razy. To nie szkodzi, a pomaga. To, co lubię w poezji to fakt, że zmienia mi się odczytanie danego wiersza, kiedy do niego wracam. Oczywiście nie zawsze. Ale raz wydaje mi się, że to o burzy, innym razem, że o pasieniu owiec, a po trzech miesiącach dochodzę do wniosku, że jednak to było o strajkach robotniczych albo zakazanej miłości. Podoba mi się, że te sensy się zmieniają -- i nie zawsze w tekście, ale w nas.



Do poezji zachęcają też dzisiaj urocze wydry stąd.



Wyobrażaj sobie obrazy. Uruchamiaj wyobraźnię. To trochę jak z tymi brzmieniami: przeczytaj, zamknij oczy i nie wyobrażaj sobie sensu, ale obraz, jaki się maluje pod powiekami po tym, co przeczytałeś. Poezje można przecież widzieć, i to jest świetna zabawa, sprawdzić, jak to jest z tym dość banalnym "malowaniem słowami", bo czasami naprawdę działa. Gorzej, jak wiersz dotyczy czegoś dość przerażającego, wtedy każda metafora może nam się odbić czkawką. Jak wiadomo: zobaczone trudno odzobaczyć. Ale mimo wszystko warto poeksperymentować.

Zacząć od klasyków. Nie trzeba zaraz biec ku poezji konkretnej, można sobie poczytać bardziej obrazową poezję klasyczną -- nie w znaczeniu, że teraz już zachęcam Was, byście biegli po Safonę, można skusić się na naszego swojskiego Mickiewicza. Wiem, że można mieć uraz po edukacji szkolnej (wspominałam o tym szerzej tutaj), ale wtedy można wybrać kogoś, kto się nam ze szkołą nie kojarzy, a takich poetów nadal jest sporo. Dlaczego polecam na początek klasyków? Jeśli nadal tkwi w Was obawa, że czegoś nie zrozumiecie (niesłuszna, jak starałam się pokazać wyżej), to łatwiej przemóc ją przy okazji ich czytania.

Nie wszystko musi się podobać. Z poezją jest jak ze wszystkim innym, co czytamy: bywa różna. Różnie napisana, różnie pomyślana, odmienna w odbiorze. Nie wszyscy lubią science fiction, tak samo jak nie wszyscy będą przepadali za poezją spełnionej apokalipsy. Sami wiecie, że dużo zależy od naszego indywidualnego gustu. Dlatego jeśli skusicie się poczytać którąś poetkę/któregoś poetę i to "nie będzie to", nie zniechęcajcie się! Nie znaczy to, że nie lubicie poezji, ale że nie trafiliście akurat na taką, która do Was przemawia.



Ta już nawet sobie wyobraża, nie ociągając się. Źródło.

 

Interpretacja to nie instrukcja rozumienia. I na koniec może najważniejsza rzecz: nie bójcie się, że czegoś nie rozumiecie. Bo chodzi o to, jak to brzmi, jakie obrazy w Was wywołuje, wreszcie: jak Wam się wydaje, o czym to jest. Porzućcie przywiązanie do wizji jednej jedynej właściwej interpretacji i "tego, co autor miał na myśli". Bo, no właśnie: interpretacja to nie jeden jedyny sens wdrukowany w wiersz -- możecie interpretować ("myślę, że tu chodzi o to, bo napisane to jest tak i tak albo kojarzy mi się z tym i tym"), a możecie poprzestać na tym, że macie określone uczucia związane z wierszem (czy jego fragmentami). I wiecie, że nic się nie stanie? Serio.

Także dajcie poezji szansę, a nuż się Wam spodoba? Bo wiecie: nie musicie. Ale możecie. A to zawsze fajna alternatywa.

Z ogłoszeń parafialnych: ponieważ w niedzielę był wpis, to w tym tygodniu któregoś dnia wpisu nie będzie. Jeszcze nie wiem, którego, zobaczymy. Coby zachować równowagę w przyrodzie i higienę pisania. O.

Weź dokładkę!

12 komentarze

  1. To ja jeszcze dodam - smakuj, rozkoszuj się słowami i ich zestawieniem -- bo poezja niekoniecznie musi używać słów do opisywania rzeczywistości, ona raczej używa słów do mówienia o słowach i wywoływania w nas na nie reakcji. Przynajmniej tak to często działa gdy czytam poezję. Jeden z moich ulubionych wierszy ma aż dwa wersy. ;) Choć akurat należy do tych opisujących...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak właśnie. W tym znaczeniu, że niekoniecznie od razu musimy się zastanawiać o co chodzi -- czasami to jest zupełnie nieistotne dla nas w danej chwili, a czasami uderza po czasie (tak mam z niektórymi wierszami -- lubię je bardzo, podobają mi się, często tkwią w pamięci i nagle te obrazy się układają w znaczenia pod wpływem jakiegoś czynnika, na przykład wyglądania przez okno autobusu ;)).

      Usuń
  2. No nie, przykro mi - dziś wydry wygrały z poezją! Nie mogę oderwać oczu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydry są cudowne i doskonale potrafią kusić do czytania ;). No i teraz wiesz, to taki sprytny plan: zobaczysz gdzieś wydrę i poczujesz nagłą a nieodpartą chęć przeczytania wiersza ;)!

      Usuń
    2. Mówisz, że to działa podprogowo... To na poszukiwania wydry zabiorę na wszelki wypadek tomik Barańczaka ;)

      Usuń
  3. Ja parę dni temu dokonałam odkrycia, dlaczego w sumie poezji czytam malutko. Otóż czytanie dłuższych dzieł, powieści zajmuje umysł trochę na zasadzie serialu w telewizji - stale coś się dzieje, można sobie trochę przemyśleć, ale jest ciąg dalszy, do którego do czasu skończenia książki można wrócić. Wiersze nie dają tego komfortu - kończą się szybko i zostawiają czytelnika z przemyśleniami. A ja zwyczajnie nie mam na nie często siły, codzienne kłopoty potrafią mnie tak wykończyć psychicznie, że potrzebuję wejść w inny świat, który mnie pochłonie i nie będzie zmuszał do aż takiego wysiłku, a już szczególnie do emocjonalnych wzruszeń. Nie wiem czemu, ale od prozy jestem w stanie zdystansować się znacznie bardziej, może przez mnogość wątków; poezja wrzuca granat i ucieka, a ja z nim zostaję i muszę go rozbroić. W związku z czym czytuję głównie humorystyczne utwory Tuwima, Gałczyńskiego i Barańczaka. Szymborską bardzo lubię, ale jej wiersze nie dają mi potem spokoju przez długie miesiące, "Kota w pustym mieszkaniu" odchorowuję od lat.
    A czytać kilku wierszy jeden po drugim nie lubię, bo mam wrażenie, że coś mi ucieka, zanim przetrawię ten pierwszy, już jest kolejny, a one muszą mieć czas, żeby wybrzmieć. Więc cały tomik na raz to nie dla mnie, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym mówisz (bardzo to ładnie napisane!). Tak, dlatego tylko niekiedy kusi mnie cały tomik na raz, są takie, które ciągną się za mną przez czas dłuższy. No bo nie bardzo da się to wyrzucić z pamięci, jeśli jest odpowiednio sugestywnie napisane -- albo z jakiegoś pozatekstowego powodu bardziej do nas trafia.

      Za to ten pomysł z poezją humorystyczną: o tak! Bardzo przyjemnie jest czasem wrócić do Zielonej Gęsi; chociaż odkrywam, że zupełnie inaczej niektóre sceny rozumiałam dawniej, a inaczej teraz ;).

      Usuń
  4. A mnie jakoś nie ciągnie... I już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasna sprawa, nie ma przymusu :). Osobiście lubię czasem spróbować, jak mi się czyta te rzeczy, do których mnie nigdy nie ciągnęło -- można odkryć ciekawe rzeczy :).

      Usuń
  5. To prawda, że zmienia się "odczytywanie" wiersza wraz z tym, jak sami się zmieniamy. Najbardziej mnie pociąga w poezji to, że czytający ją współtworzy. To znaczy - poeta pozostawia taką przestrzeń, którą musimy sami wypełnić swoimi skojarzeniami i odczuciami, nawet emocjami. Wiersz trafia na odpowiedni nastrój i wtedy bęc! Zaczynamy rozumieć o co w tym wszystkim chodzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :). Przy czym proza też czasem zostawia taki margines -- nie zawsze chyba celowo, ale zdarza się, że i ona może w nas tak "rezonować". Bardzo to dobrze opisałaś!

      Usuń