Pyza zasłuchana albo o przygodach z audiobookami



Jeśli jesteście tu już jakiś czas (jeśli dopiero co trafiliście: czujcie się powitani!) na pewno załapaliście się na którąś z moich wypowiedzi w rodzaju „wiecie, nie bardzo lubię słuchać audiobooków”. No więc nie powiem, żebym została wielką fanką, ale podejmuję, wspierana (pozdrowienia dla Myszy i Prowincjonalnej Nauczycielki!), systematyczne wysiłki w celu przekonania się, czy to aby na pewno nie dla mnie. Także dzisiaj będzie trochę podsumowania, żeby wiedzieć, jak się cały proces ma.


Słuchanie słuchaniu nierówne: ano właśnie, zupełnie inaczej słucha się wtedy, kiedy całość podawana jest przez jednego aktora, zupełnie inaczej kiedy mam do czynienia raczej ze słuchowiskiem, gdzie mamy narratora, a poszczególne postaci odgrywają inni aktorzy. Zupełnie inaczej wygląda też sprawa wtedy, kiedy narrator po prostu czyta, jeszcze inaczej, kiedy interpretuje i zmienia głos. W każdym razie – choć wiem, że to straszny truizm – ale audiobook jednego rodzaju to coś zupełnie innego niż audiobook drugiego rodzaju. Problem ze słuchaniem, polegający w dużej mierze na rozpraszaniu się, jest podobny, ale komfort słuchania odmienny. Przy czym doskonale rozumiem, że jedni wolą klasycznego narratora, a inni słuchowisko. Sama chyba nie mam tu jeszcze zdania, bo – uwaga, znowu truizm – wszystko zależy od wykonania.
 
 
 
 Te audiobookowe problemy zupełnie nie są moje, ale rozumiem, 
że mieć je można.



Rób i słuchaj: do wypróbowania audiobooków skusiły mnie kolorowanki, bo bardzo przyjemnie jednak mieć coś do roboty przy zapełnianiu kolejnych wzorów. Okazało się też, że to jest taka czynność, która pozwala mi się skupić na słuchanym tekście, bo już jechanie dokądś, sprzątanie, gotowanie, bawienie się z kotem, cokolwiek innego – zdecydowanie nie. Może mam niski próg rozproszenia się, nie wiem, niemniej kolorowanki stale towarzyszą mi przy kolejnych próbach odsłuchiwania książek. I to się sprawdza. Nie mogę co prawda zbyt długo się w ten sposób relaksować, ale do godziny jest w sam raz. Co daje czasami nawet kilka rozdziałów, więc nie powiem, zadowolonam.

Język obcy: Największym moim zaskoczeniem jest zdecydowanie to, że najbardziej podoba mi się słuchanie w językach obcych. Całkiem nieźle pod tym względem jest z audiobookami po angielsku (zajrzyjcie tutaj – oczywiście klasyki z wolnej domeny, ale jest przyjemnie; polecam Jane Austen, sama słuchałam częściowo "Emmy" i interpretatorka jest cudowna) i po czesku (da się znaleźć radiowe słuchowiska, które można ściągnąć legalnie ze stron rozmaitych stacji radiowych. Jeśli nie przepadacie za klasyką, to oczywiście pewien problem, ale a nuż się przekonacie albo chociaż dacie szansę. Jeśli o samo słuchanie w języku obcym chodzi, to zdecydowanie najlepiej mi się tego słucha, bo mniej się rozpraszam (żeby nie zgubić sensu) i tempo jest akuratne – ani za wolno (co jest najczęstszą przyczyną zdenerwowania przy audiobookach po polsku), ani za szybko.
 
 
 
 
 

Częstotliwość: to, co sprawdza się w moim przypadku, to – paradoksalnie – nie a częste sięganie po audiobook. A jeszcze lepiej, kiedy dopomagam sobie książką papierową. Zapewne dla osób w słuchanie wciągniętych to straszliwa herezja, ale przyznaję: jeśli słucham z przerwami, a do tego już mniej więcej wiem, o co chodzi w fabule (bo przeczytałam kilka pierwszych rozdziałów) mój odbiór więcej zyskuje. Podejrzewam, że to ze wszystkich wspomnianych wyżej powodów, jak i tego, że orientuję się wtedy, kto kim jest w fabule – a jeśli nie ma podziału na role, to ze słuchu czasami jednak się gubię.

Sprzęt: właściwie wiem, że idea audiobooka jest taka, żeby słuchać go na przenośnym urządzeniu i dzięki temu nosić ze sobą na przykład na spacery, ale niestety pod tym względem jestem nieco zacofana, bo jedynym takim urządzeniem jest mój czytnik. Niestety dość słabo słychać cokolwiek, kiedy otoczenie jest lekko głośne niż zazwyczaj. Dlatego najczęściej jednak słucham audiobooków z laptopa, ale ponieważ jestem słuchaczem początkującym, to póki co nie narzekam, zwłaszcza, że jeszcze się jakoś specjalnie nie wciągnęłam, raczej eksperymentuję.
 
 
 
 


I to chyba wszystkie moje myśli na temat słuchania książek naraz. Audiobooki podobają mi się jako pewne uzupełnienie do czytania, ale póki co z mojej strony to głównie tyle. Ale, jak widzicie, eksperyment w toku.

Weź dokładkę!

26 komentarze

  1. To ja tak: audiobook audiobookowi nierówny, to pewne, choć ja na razie sprawdzam tę tezę tylko z głosami pojedynczych lektorów (do słuchowisk jeszcze nie dotarłam). Za to chyba nie mogłabym słuchać audiobooków w... domu, czyli podczas jako takiego relaksu. Jedyny raz, gdy słuchałam w domu, to podczas sprzątania ;) Czyli kolorowanki odpadają - chyba trochę Ci zazdroszczę cierpliwości. Za to uwielbiam słuchać w środkach transportu, a jeszcze bardziej wędrując. Był czas, gdy cały dzień w pracy spędziłam na czekaniu, aż wyjdę i włączę sobie audiobook w drodze do domu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuchowisko też słuchowisku nierówne -- czy może inaczej: zdarza mi się przy nich też mieć problemy z koncentracją, chociaż łatwiej mi się wtedy połapać kto co mówi, mimo wszystko, bo ma (zazwyczaj) inny głos, a w tle jakaś muzyka, tętent koni, te sprawy ;). To widzisz, ze skupieniem na słuchaniu przy wykonywaniu określonych czynności mamy zupełnie inaczej! Chociaż jak sobie wreszcie sprawię coś nieco mniejszego niż czytnik, a odtwarzającego dźwięk, wypróbuję słuchanie na spacerach, zobaczymy, jak pójdzie ;).

      Usuń
  2. Ja słuchałam namiętnie w pracy. Ostatnio mam jakieś problemy z koncentracją więc nie słucham. A w pracy swego czasu słuchaliśmy też grupowo Narrenturm Sapkowskiego - genialne słuchowisko. Potem próbowaliśmy Lesia, ale nie da się kwiczeć ze śmiechu na podłodze i pracować jednocześnie :)
    Ogólnie to lubię słuchać, jak jadę autem, w domu przy komputerze, dłubiąc w robótkach ręcznych. W komunikacji miejskiej też bym słuchała, gdybym z niej korzystała. Ale zdecydowanie nie traktuję ich jako zamiennik książki, prędzej radia :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, słuchałam fragmentów "Narrenturmu", bardzo mi się podobał zwłaszcza Reynevan -- Lesław Żurek jest po prostu idealnym Reinmarem, co jest zupełnie fascynujące, bo nigdy jakoś specjalnie nie admirowałam jego talentu, a ta rola jest jak dla niego stworzona :). O, przy robótkach też bym może mogła słuchać, ale jestem raczej mało uzdolniona pod tym względem (choć od czasu do czasu w akcie desperacji sięgam po szydełko, ale jakichś wybitnych osiągnięć nie mam ;)).

      Usuń
  3. ja się 'uczę' słuchać w pracy, która czasami bywa monotonna, i wydawało mi się, że doskonała do audiobooków. wcześniej słuchałam podcastów, więc myślałam, że z łatwością przerzucę sie na audiobooki, te jednak wymagają nieco więcej uwagi. ale wciągam się powoli. a w domu lubię sobie posłuchać w wannie, bo papierowych książek mi szkoda (zawsze zamoczę, ale to zawsze!), więc tu audiobooki spisują sie idealnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bałabym się czytać w wannie (jak wspominałam, słucham z czytnika), ale na szczęście nie przemakam za bardzo książek ;). A przy pracy... Brzmi dobrze, ale chyba zupełnie nie umiałabym się skupić -- czasem wystarczy, że dużo osób naokoło nagle zaczyna rozmawiać i już mam problem, a co dopiero, gdybym jeszcze miała w uszach audiobook ;). No, ale zgadzam się: audiobooki jednak, przez ciągłość fabuły, wymagają na pewno większego skupienia.

      Usuń
    2. ja słucham na tablecie i ustawiam go w strategicznym miejscu, gdzie ani woda go nie dosięgnie, ani ja na niego nie nadepnę ;)
      część mojej pracy jest naprawdę nudna, bo do moich obowiązków należy praca przy archiwum cyfrowym publikacji naukowych, co jest dosyć automatyczne, więc audiobooki się sprawdzają (jak na razie) ;)

      Usuń
    3. Muszę wypróbować, choć obawiam się, że prawdopodobieństwo zaśnięcia w ciepłej wodzie przy audiobooku jest w moim przypadku duże ;).

      Och, mogę tylko powiedzieć, że bardzo lubię cyfrowe archiwa, które pozwalają na dostęp do wielu dóbr bez ruszania się z fotela, więc duży szacunek :)!

      Usuń
  4. Jeśli ktoś może sobie pozwolić na audiobook - na pewno to świetna sprawa. Ja nie mam czasu. A czasem żałuję, szczególnie gdy przechodzę koło jednej księgarni w moim mieście studiów i słyszę aksamitny głos lektora na całej ulicy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ciekawa promocja audiobooków :). Jak widać, są różne sposoby na znajdowanie czasu na słuchanie -- może właśnie jesteś jedną z tych osób, które mogłyby słuchać, chodząc. Zawsze warto spróbować :).

      Usuń
    2. To zupełnie odwrotnie niż ja - nie mam czasu na czytanie papierowych książek, więc słucham audiobooków. Głównie w samochodzie. Idealnie się sprawdzają w korkach i owszem, zdarzyło mi się zapomnieć, dokąd jadę :)

      Usuń
    3. Tak czułam, że te problemy audiobookowe są prawdziwe :).

      Usuń
  5. Próbuję nieśmiało przekonać się do audiobooków. Przeczytałam nawet kilkakrotnie porady Ekrudy. ;) Niestety, parę razy zdarzyło mi się przy audiobooku zasnąć i potem nie mogłam odnaleźć fragmentu, na którym skończyłam świadome słuchanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że podejmujemy podobne próby i chodzimy po nich podobnymi ścieżkami :D. Znam problem z zasypianiem -- ale mnie się zdarzało zasypiać nawet na jedynym ulubionym słuchowisku ("Cabin Pressure"), więc chyba nie powinnam tutaj nikomu niczego radzić ;).

      Usuń
  6. Ja mam problem z audiobookami po polsku, zazwyczaj są za wolne. Wiem, że samodzielnie przeczytałabym szybciej. Na szczęście po angielsku nie mam już tego problemu.
    Zajrzyj na storytel.pl kiedyś :). Mają całe mnóstwo audiobooków, po polsku i po angielsku. Tworzą też własne słuchowiska, ale do tych jeszcze nie dotarłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, mam tak samo :)! To ciekawe, do tej pory myślałam, że może mam jakieś dziwne przyzwyczajenia z tym "ależ ten lektor powoli czyta!", ale dobrze wiedzieć, że nie jestem sama :). Przy czym dużo tutaj zależy, kto czyta. Odkryłam, że na przykład tempo czytania Krzysztofa Gosztyły jest dla mnie całkiem okej i wcale nie mam takiego poczucia, że się ślamazarzę.

      Zajrzę na pewno, jak się nieco bardziej rozhulam przy słuchaniu :).

      Usuń
    2. O, to bardzo zależy od lektora. Jacek Rozenek może mi czytać wszystko i w dowolnym tempie, zawsze mi bardzo odpowiada.

      Jakby co, na Storytelu mają pierwszy sezon "The confessions of Dorian Gray" z The Big Finish :). Bardzo polecam!

      Usuń
    3. Właśnie skończyłam pierwszy sezon i co ja mam teraz robić ze swoim życiem? ;)

      Usuń
    4. Pisać maile do storytela, żeby wrzucili kolejne ;)?

      Usuń
    5. @Anna, będę miała na uwadze, bo wiele dobrego u Ciebie wyczytuję o tym Dorianie (choć przyznaję, że gdyby była książka do samodzielnej lektury, pewnie sięgnęłabym na pewno i szybko ;)).

      Usuń
  7. Pierwszy obrazek, który wrzuciłaś, przypomniał mi o tym, że dzisiaj tak się zaczytałam na peronie metra, że wsiadłam w pociąg w złym kierunku. Przejechałam kilka stacji, zanim uniosłam głowę znad czytnika i stwierdziłam, że stacja na której właśnie stanęliśmy wygląda dosyć obco. ;)

    Ale w sumie nie ma powodu do narzekania, bo dzięki przejażdżce w złą stronę, przynajmniej sobie poczytałam. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, mnie się zupełnie świadomie zdarza pojechać w złym kierunku (to znaczy nie, że sobie postanowię, że "a teraz wsiądę w zły autobus i wyląduję w miejscu, o którym nie wiedziałam, że istnieje", tylko taka czasami ze mnie gapa). Ale fakt, ma się wtedy chwilę więcej na czytanie -- zwłaszcza, że trzeba jeszcze zawrócić :D.

      Usuń
  8. KIedyś nie wyobrażałam sobie, że zostanę fanką audiobooków, ale teraz nie wyobrażam sobie właśnie kolorowania oraz... prasowania :D bez słuchawek na uszach. PRzy czym również traktuję je jako uzupełnienie czytania, a nie miłość samą w sobie.
    PS. Dzięki Ci Pyzo za link do tej strony, coś czuję, że będę tam buszować:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, kolorowanki bez słuchania czasem maluję, ale ze słuchaniem dużo przyjemniej mija ten czas :).

      Usuń
  9. Dobry lektor to podstawa, żeby mieć frajdę ze słuchania. Wiem, co mówię, przesłuchałam już ponad 70 audiobooków. :)
    U mnie audioksiążka sprawdza się w samochodzie, w domu już gorzej. Audiobook w łóżku = zasypianie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W samochodzie, przyznaję się, często niedosłyszę, co też ten lektor właśnie czyta, ale to pewnie kwestia nagłośnienia ;). No i tak, zgadzam się, słuchanie audiobooka w łóżku kołysze i mnie do snu ;).

      Usuń