Najstraszniejsze rzeczy, które mogą przydarzyć ci się w księgarni albo post mrożący krew w żyłach

Oczywiście już wiecie, że żartuję – ale ponieważ dawno nie było wpisu tego typu zakasałam rękawy i przywołałam najstraszniejsze wizje wizyt w księgarni (diaboliczny śmiech i błyskawice w tle). No dobrze, post będzie bardziej wyważony niż wstęp, obiecuję.


Każdy koniecznie będzie chciał ci doradzić (albo wręcz odwrotnie): nie wiem, do którego typu kupujących należycie – często zresztą wcale nie trzeba być typem, bo w zależności od sytuacji i nastroju można bardzo chcieć znaleźć sprzedawcę, żeby doradził nam, gdzie szukać danej książki albo wskazał coś w danym guście. Innym razem z kolei będziemy chcieli sobie swobodnie pobuszować między książkami, podczas gdy co dwa kroki kolejny pracownik przybytku, w którym się znajdujemy, będzie nas pytał, czy aby nie potrzebujemy pomocy. Zazwyczaj jest dokładnie odwrotnie, niż chcemy, ale tak chyba działa świat, więc nie ma się co dziwić (no i najwięcej zależy w tym punkcie od nas, a nie od samych pracowników księgarni -- zaznaczam, bo to nie ma na celu zrobienie przykrości żadnemu księgarzowi, wiecie sami).

Zniszczysz książkę: jest! Znalazłaś! Oto leży sobie jeden jedyny egzemplarz, który strasznie chcesz nabyć (albo przynajmniej obejrzeć). Usiłujesz więc ściągnąć go z półki, ale coś idzie nie tak i nadszarpnąłeś obwolutę albo przedarłaś kartki. Smutno ci, bo chociaż zgłosiłeś to obsłudze sklepu, to jednak nadal ci głupio albo smutno, no bo naprawdę chciałaś tę książkę.


 Dzisiejszy wpis ilustrowany jest cudownie sporządzonymi
okładkami: vintage okładki dostają nowe życie w przedziwnych
konfiguracjach. Większość dotyczy bibliotek (sprawdźcie koniecznie!),
ale część da się i tu dopasować. Odkryte jakiś czas temu dzięki Beacie z Miros de Carti, a źródło o tutaj.



Coś jest nie tak z ostatnim egzemplarzem: zjeździło się pół miasta, żeby znaleźć książkę, na którą polowało się od tygodni. I o to jest, Ten Ostatni Egzemplarz (Dostawa Będzie Za Miesiąc – W Sklepach Internetowych Wyprzedano). Zadowolony ściągasz książkę z półki tylko po to, żeby okazało się, że albo książkę spotkała sytuacja opisana wyżej albo jest to egzemplarz z perwersyjnym błędem drukarskim w stylu „brakuje 16 stron ze środka”.

Ktoś ci wykupi sprzed nosa: ale załóżmy, że z tym egzemplarzem jest jednak wszystko okej. Ściągnęłaś go z półki i nieopatrznie odłożyłaś na bok, żeby zajrzeć do jakiejś książki, która przy okazji rzuciła ci się w oczy. I trach, odwracasz się i widzisz, jak przemiła staruszka/uroczy pan z psem/twoja wychowawczyni z podstawówki zmierza raźno z tym właśnie egzemplarzem do kasy. Za późno by ją/jego powstrzymać!


 


Cena jest dużo wyższa niż się spodziewałeś: w końcu zrobiłeś research i wiesz, za ile książka mniej więcej „chodzi”, ewentualnie stwierdziłeś, że musi kosztować mniej więcej tyle, co inna, wydana podobnie. Jakoś tak zakupy robiłeś szybko, więc dopiero przy kasie dowiadujesz się, że przez resztę miesiąca będziesz jadł wyłącznie makaron.

Ktoś zdradzi ci zakończenie: ach, księgarnie, te wspaniałe miejsca pełne moli książkowych. Tak wspaniałe i tak pełne, że nietrudno o innego fana danego pisarza, który widząc, jak ściągasz z półki ostatnią powieść autora X poklepie cię po plecach i z uśmiechem porozumienia powie, że książka jest doskonała, a to, że kamerdyner morduje na samym końcu tu najlepszy plot twist, jaki zdarzył się pisarzowi X od lat.




Podzielicie się swoimi pomysłami na straszne straszności księgarskie? (diaboliczny śmiech, błyskawice... No dobrze, już przestaję)

Weź dokładkę!

28 komentarze

  1. "Coś jest nie tak z twoim egzemplarzem" - cóż, kiedyś skusiłam się na kieszonkowe wydania (z tych dostępnych w kioskach) Miłoszewskiego. "Gniew" przeczytałam, spodobał mi się, fajnie że takie obserwacje społeczne, główny bohater bywa mocno irytujący, ale ogólnie ok. No to trzeba kupić "Ziarno prawdy". Kupiłam, poleżało jakiś czas, aż będę miała okazję przeczytać. I co? Brakuje właśnie coś około tych 16 stron, tak pod koniec. Tych, na których wyjaśnia się cała intryga. Cóż, jako nieogar nie skarżyłam się pani z kiosku, wydawcy i wszechświatowi. Zwłaszcza, że po fakcie to na nic, bo musiałam skończyć czytanie teraz, już. No to domyśliłam się z pozostałych stron, praktycznie już prawie epilogu, co się wydarzyło na tych brakujących. No cóż, jak by nie patrzeć, rozwiązałam zagadkę na podstawie poszlak. Sama :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to, powiedziałabym, świetnie, bo mnie właśnie w trylogii o Szackim raziło to, że autor z bohaterem nam dawali całe wyjaśnienie, a nie było zbyt wielu miejsc dających czytelnikowi pole do popisu ;). Chociaż, oczywiście, zawsze taki brak jest denerwujący (albo sytuacja, w której wydaje nam się, że powinno być więcej stron, a nie ma, i teraz pytanie: celowy zabieg, czy jednak coś się gdzieś zgubiło? ;)).

      Usuń
  2. Moim największym koszmarem (swojego czasu, bo teraz rzadko chodzę do księgarni) był właśnie punkt pierwszy z Twojej listy. "W czym mogę pomóc?" było najgorszym pytaniem, z jakim te miłe i pomocne panie mogły do mnie podejść. Z automatu wychodziłam z pomocnej księgarni i szłam do takiej, gdzie sprzedawca miał mnie w nosie. W taki sposób na długie, długie lata wypowiedziałam wojnę Matrasowi, która skończyła się zakopaniem topora wojennego, gdy zaczęłam zamawiać książki na ich stronie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym mówisz. Też miewam takie dni, kiedy pytanie "w czym mogę pomóc?" mnie paraliżuje i najchętniej bym wtedy zwiała (bo przecież przyszłam sobie niepozornie pochodzić między książkami), a kiedy indziej wręcz cała wyglądam na kogoś, komu jak najbardziej potrzebna jest pomoc, bo nie umie się zorientować, gdzie co stoi i wtedy księgarnia wygląda na bezludną i opuszczoną ;). Taki mój pech ;).

      Usuń
    2. Chciałabym Wam tylko dziewczyny powiedzieć, że osoba pracująca w księgarni, a w sieciówkach już na 100% ma taki obowiązek, żeby spytać klienta, czy mu w czymś nie pomóc. Tak samo jak przy kasie MUSI zadać pytanie o punkty payback, czy zaproponować produkty z przykasowej promocji. Jeśli tego nie zrobi dostanie ochrzan od kierownika. A jeśliby trafiła na tak zwanego Tajemniczego Klienta i nie zadała mu tego pytania to może pożegnać się z premią. Na długi czas.

      Dlatego moje kochane Dziubaski nie bójcie się tych pytań i jeśli któryś z pracowników zada to straszne pytanie "czy mogę w czymś pomóc" to po prostu odpowiedzcie "nie, dziękuję" i wierzcie mi, że rozpłynie się wręcz w powietrzu, a na pewno nie będzie drążył dalej ;)

      Usuń
    3. To jest bardzo ważna rzecz, o której mówisz, a której wyraźnie nie zaznaczyłam. No właśnie, bo mam świadomość, że te pytania należą do obowiązków sprzedawców, tylko że od czasu do czasu -- a podejrzewam, że każdy ma czasami taki czas -- chce się jako ten duch przemknąć między regałami i wtedy to pytanie może wybijać z rytmu. To oczywiście nie jest winą żadnej ze stron (i to starałam się podkreślić), no i oczywiście nikt nie chodzi za klientem po księgarni przez cały czas dopytując, czy ten na pewno wie, co robi ;).

      Usuń
    4. Ale Pyzo moja kochana, ja nie napisałam, że sugerowałaś, że to wina sprzedawcy. Absolutnie nie! Tylko przekazałam informacje, z których może nie każdy zdaje sobie sprawę, a że znam tę sytuację z drugiej strony to mogłam się nią podzielić :)

      Buziaki!!! :)

      Usuń
    5. Nie, nie, bardzo dobrze, że o tym napisałaś, to jednak ważne, żeby podkreślać, że takie rzeczy nie dzieją się z czyjejś złej woli, ale że to jest tak urządzone -- nie zawsze komfortowo dla obu stron :).

      Usuń
  3. Strasznym jest, gdy przed mitycznym pierwszym widzisz w księgarni szańce zbudowane z egzemplarzy książki, którą chcesz kupić. A po wypłacie dowiadujesz się, że "wczoraj ostatni egzemplarz wyszedł". Tak, wyszedł. Umrzeć w deszczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do czego czasami dołącza poczucie "ach, nowość, jasne, kupię, ale po co teraz, za jakiś czas (na przykład: po pierwszym ;)) też tu przecież będzie, tyle tego!", po czym okazuje się, że daliśmy się zwieść, bo nie tylko w tej księgarni już nie ma, ale cały nakład rozszedł się błyskawicznie i trzeba czekać na bibliotekę albo nękać co zapobiegliwszych znajomych ;).

      Usuń
  4. -Są! Zajmują cała półkę. Wszystkie danego autora/z serii/tematu... poza tą, której szukasz.
    Niniejszym pozdrawiam ekipę Empiku, która musiała mieć nielichy ubaw obserwując osobnika płci żeńskiej demolującego półkę z fantastyką. System się zawiesił, więc ręcznie musiałam przekonać się, że ze Star Wars jest wszystko co wyszło w PL, oprócz "Tarkina", a z Honor Harrington brakuje "Placówki Basilisk"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to westchnienie ulgi na początku, i ten rosnący stres w trakcie przekopywania się przez kolejne książki na półce, i ten smutek, kiedy okazuje się, że nie ma -- oj, znam. Przy czym to ma też analogiczne zjawisko (no, analogiczne -- powiązane): nagle zupełnie niespodziewanie znajduje się gdzieś, gdzie nie powinno jej być, książkę z serii, której nie zamierzało się na razie kompletować, ale w sumie wygląda obiecująco. To 5 tom, pozostałych 4 nie dość, że się nie ma, to się nawet nie czytało, no ale ;).

      Usuń
  5. Moment w którym krążę z obłędem w oczach, bo przyszłam wykorzystać kartę prezentową z solennym postanowieniem niedopłacenia więcej niż 5 zł i jak tu selekcję przeprowadzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak! Karty prezentowe są z jednej strony cudownym prezentem (no bo można sobie kupić, co się chce i jest okazja do wizyty w księgarni), a z drugiej strony czysta zgroza, bo jak wybrać z tej mnogości -- tylko siwych włosów przybywa ;).

      Usuń
  6. Nie dalej jak w sobotę zaszłam do empiku z bratem, który kupował bilet na koncert, a ja w tym czasie poszłam pooglądać książki w dziale ze sztuką. Biorę sobie do ręki "Historię krain i miejsc legendarnych" Umberto Eco, zaglądam do środka i zdębiałam. Upewniłam się jeszcze raz, że tytuł na okładce jest w mym języku ojczystym, ponieważ zawartość książki zdecydowanie w takim języku nie była - tak na oko mógł to być hiszpański.
    Nie sądziłam, że to powiem, ale dzięki Bogu książka kosztuje 139 zł i raczej nikt nie zbiera w pędzie egzemplarza z półki i nie biegnie do kasy, bo mógłby się w domu srodze zawieść :)
    Był jeszcze jeden egzemplarz, ale zafoliowany - ciekawe czy też zawiera taką niespodziankę wewnątrz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę! I teraz nie wiadomo, co lepsze: czy jak stron brakuje, czy jak jest komplet, ale po hiszpańsku :D (bądź w dowolnym języku, którym się nie włada, oczywiście :)).

      Usuń
  7. Dramat jest tez wtedy jak chcesz ksiazke, ale nie masz kasy, wpadasz do domu, zeby znalezc tansza wersje gdzies w necie i zonk, nie pamietasz tytulu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, w dodatku oczywiście było się przekonanym, że "jak to, takiego tytułu nie zapamiętam?". Ewentualnie zapisało się go szybko i wielce bazgralnie na świstku papieru, i teraz nie da rady go odczytać ;).

      Usuń
  8. Ach, ksiazki Schroedingera! Sa i ich nie ma rownoczesnie :) Obsluga empiku ma ze mna problem bo notorycznie chce ksiazek, ktore sa w systemie ale nie ma ich na polce albo odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że zaliczamy się do podobnej grupy klientek ;). Chociaż mnie się to zdarza w najróżniejszych księgarniach -- ale fakt, książki Schroedingera są jakoś niepomiernie popularnym bytem ;).

      Usuń
  9. pytań w stylu 'w czym mogę pomóc?' się nie boję, bo sama kiedyś byłam księgarzem i musiałam je zadawać, stałam więc po drugiej stronie barykady i wiem jak sobie z nimi radzić ;)
    a moim nawiększym koszmarem jest 'coś jest nie tak z ostatnim egzemplarzem' - w warszawskim Wrzeniu Świata jest ostatni egzemplarz książki Radosława Romaniuka 'One', niestety ze zniszczoną okładką. już kilka razy sprawdzałam, nikt tej książki nie kupił, a ja też nie mogę się przemóc, pomimo tego że jej naprawdę nigdzie indziej nie mogę znaleźć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, też sobie zawsze myślę, że osobie, która to pytanie musi zadawać, jest nawet trudniej :).

      Och tak, takie wymęczone, biedne ostatnie egzemplarze potrafią tak stać bardzo długo (nie, żeby to stanowiło jakieś miłe pocieszenie ;)). A człowiek chodzi wokół nich i zastanawia się, kiedy wreszcie znikną albo kiedy pojawi się im towarzystwo w lepszym stanie.

      Usuń
  10. Najgorszy jak dla mnie (bo tylko z nim się spotkałam) jest pierwszy punkt, bo nienawidzę, kiedy krok w krok chodzi za mną sprzedawca pytając, czy aby na pewno mi nie pomóc, bo jeśli chciałabym pomocy- zapytałabym. :)


    www.zksiazkadolozka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to nie zawsze jest takie jednoznaczne (bo zazwyczaj jednak po jednym pytaniu nie następują kolejne ;)), a przy tym może być trudne dla obu stron :).

      Usuń
  11. drżę ze strachu na myśl o tych koszmarach!
    ja jestem okropnym książkowym pedantem,moje książki muszą być w stanie idealnym! dlatego strachem napawa mnie sytuacja,w której bardzo chcę jakąś pozycję,ale żadna nie spełnia moich estetycznych oczekiwań i ma jakiś defekt.zawsze też boję się i stresuję czekając na zamówione książki,bo nie wiem jak będą wyglądały i w jakim stanie je zastanę.zwariować można!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mrożące krew w żyłach życie czytelnika ;). A tak na serio: muszę przyznać, że obkupywanie się w antykwariatach jest pod tym względem dużo przyjemniejsze -- zawsze trzeba się liczyć z możliwym defektem książki, ale też jest ona zwykle tańsza i jej ponadszarpywana okładka stanowi jakąś część uroku ;).

      Usuń
  12. Trzecia i ostatnia zdecydowanie najgorsza sprawa!

    OdpowiedzUsuń