8 sposobów, jak na pewno stracić zakładkę albo o czytelnictwie i zapominalstwie



Jak być może pamiętacie, kiedyś pisałam, że większą uwagę do zakładek zaczęłam przywiązywać dopiero jakiś czas temu. Ale nie znaczy to wcale, że nie miałam swoich z zakładkami doświadczeń. Dlatego dzisiaj bardzo praktyczny poradnik, jak zakładkę utracić. Oczywiście z przymrużeniem oka, ale co do tego się już na pewno zorientowaliście.


Zostaw w książce z biblioteki.

I już! Proste, prawda? Co trzeba zrobić? Otóż jak zawsze zakładać zakładką (najlepiej swoją ulubioną i wypróbowaną) książkę, którą akurat czytamy, a która – tak się składa – pochodzi z biblioteki. Po przeczytaniu zapominamy jej wyjąć, książkę oddajemy i voila!, gotowe. Przy odrobinie szczęścia nasza zakładka wyląduje na makietce „co nasi czytelnicy zostawiają w książkach”, stanie się własnością kogoś innego, kto ucieszy się na jej widok, zostanie zakładką przechodnią w tej właśnie książce... Możliwości jest wiele. Ta, że zobaczymy ją ponownie – o ile nie czytaliśmy czegoś, co miało nieporozcinane strony – jest niewielka.

Zostaw we własnej książce i odstaw na półkę.

Wariant mniej ekstremalny i wiążący się ze sporym zagrożeniem, że jednak zakładki nie utracimy. Czytamy, zakładamy, odstawiamy na półkę i zapominamy – tak w skrócie można by streścić to podejście. Im rzadziej czytana książka i stojąca w mało oświetlonym, wyeksponowanym miejscu, tym lepiej. O ile celowo nie zostawiacie w książkach kojarzących się z nimi zakładek, oczywiście.
 
 
 
 Dla towarzystwa. Źródło.



Odłóż na wolne siedzenie w autobusie.

Jeśli uważasz, że zakładka wędrująca po książce bibliotecznej jest za słaba, to podczas czytania w publicznym środku transportu (może być miejski/gminny, jeśli jesteś domatorem, pociąg, jeśli masz ochotę na większy dreszczyk emocji, samolot, jeśli marzysz o utracie zakładki na rzecz zagranicy, statek, jeśli to, co samolot plus prawdopodobieństwo zatopienia zakładki/porwania przez albatrosa) po prostu przez roztargnienie odłóż ją na wolne siedzenie obok. Nawet jeśli nikt na niej nie siądzie, prawdopodobieństwo, że stracisz ją z oczu (i z pamięci) jest wysokie.

Pożycz.

Niekoniecznie samą zakładkę – możesz pożyczyć komuś książkę z zakładką w środku. A nuż ów ktoś zgubi ją za ciebie? Wersja dla czytelników-gubicieli leniwych.

Połóż w kuchni.

Zwykłe gubienie to nie to? Boisz się, że jednak odzyskasz zakładkę? No to może sposób bardziej ekstremalny: połóż ją w kuchni. Koło czajnika, z którego bucha para, niedaleko półmiska z olejem/innym tłuszczem, obok roślin, które regularnie podlewasz cieknącą konewką. Prognozowany czas przetrwania zakładki w takich warunkach drastycznie spada.
 
 
 
 
 

Zostaw w Miejscu, O Którym Na Pewno Będziesz Pamiętać.

Na pewno masz takie miejsce. To Miejsce, Które Wybierasz Zawsze Chcąc Pamiętać, Gdzie Coś Leży. Śmiało, trzeba się zastanowić, ale na pewno na nie wpadniesz: takie miejsce, które się z czymś kojarzy, jest na widoku i absolutnie nigdy nie zapomniała/eś, że coś tam odłożyła/eś. Czyli... Erm... Co to było?

Zrzuć na podłogę.

Męczy cię samodzielne gubienie zakładek? To co powiesz na zrzucenie jej na podłogę (oczywiście: zawsze przypadkiem!). Tam już kurz, dzieci i zwierzęta dokonają reszty. Ewentualnie dokona jej samobieżny, bardzo pojemny odkurzacz, który nie daje sobie w kaszę dmuchać.

Wsadź do kieszeni.

Śmiało, nie ma się co krępować! Istnieje spora szansa, że wypierzesz tę część garderoby, zanim sobie przypomnisz, że zakładka jest w środku!

I tym samym kończymy nasz Niezawodny Poradnik Jak Stracić Zakładkę (Także Ulubioną)!

A tak na poważnie: owszem, oddawałam zakładki do biblioteki, odkładałam je i chowałam w książkach, co do których byłam pewna, że będę o nich pamiętała, śliczną zakładkę z materiału udało mi się wrzucić do półmiska z sosem maślanym, a ulubioną zakładkę magnetyczną wyprać. A czy i Wy macie swoje traumatyczne zakładkowe historie?

Weź dokładkę!

32 komentarze

  1. Zakładka to raczej nie jest rzecz po której będę płakać, zwłaszcza że często w charakterze zakładki używa się czegokolwiek, biletu, starego paragonu, kartki pocztowej, etc. ;) Kiedyś zdarzyło mi się jednak zapodziać profesjonalną zakładkę zakupioną w Matrasie, tak z trójwymiarowym obrazkiem, a za jakiś czas znalazłam taką w tramwaju - tylko z inną grafiką - więc mogę powiedzieć, że do mnie wróciła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ale jak już się decyduję na używanie zakładki, prawdopodobieństwo, że spotka ją los powyższy, jest niestety przedziwnie spore ;). Ale sporządziłam sobie osobny pojemniczek na zakładki i staram się o nie jak najlepiej dbać! O, taką z trójwymiarowym obrazkiem z Matrasa też kiedyś miałam (i był to Układ Słoneczny), ale nie mam -- ha! -- pojęcia, co się z nią stało... :( Historia o znalezieniu: cudna :)!

      Usuń
    2. Ooooo a ja nigdy nie używam byle czego, bardzo lubię mieć zakładki dopasowane do książki :) Zrobiłam też kilka własnoręcznie. Także nie płakałabym, ale byłoby mi przykro.

      Usuń
    3. Ha, te, które sama zrobiłam dziwnym sposobem giną -- ale potem najczęściej okazuje się, że leżą ukryte w jakiejś książce i odnajduję je ku swojej własnej uciesze (zwłaszcza jeśli powstały x lat temu i świadczą o pewnym rozwoju zdolności manualnych ;)).

      Usuń
  2. Moje koty w dziecięctwie namiętnie obgryzały rogi zakładek (dobrze, że nie książek) wystających spomiędzy stron, wyciągając je przy okazji. A gdyby tak zafundować im zakładkę z tych ostatnio modnych, z metalu, z koralikami, to chyba oszalałyby ze szczęścia i czym prędzej zabrałyby się do gubienia jej z moich oczu. Tak więc - czasami w gubieniu wyręczają nas inni;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Kot ma już prawie dwa lata (to się już chyba nie liczy jako dziecięctwo?) i nadal obgryza: zakładki, karteczki indeksujące, świstki papieru wystające z książek -- niczym nie gardzi. Albo wyciera w nie policzki ;).

      Usuń
    2. Ja miałam kiedyś kota, który obgryzał mi KSIĄŻKI :D

      Usuń
    3. Mój obgryzł jedną jedyną (jak dotąd, tfu, tfu), ale miała w tytule kiełbasę, uznaję, że to czynnik ryzyka ;).

      Usuń
  3. Piesiopiesiotendrugipiesio! Jak możesz tak nikczemnie niszczyć moją niechęć do psów?

    U mnie jedną zakładkę zeżarło w ogródku. Po prostu się zdematerialisowała. A była metalowa, więc powinna się znaleźć... Szkoda mi jej, bo to był prezent :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bom podstępna! ;)

      Hm, może poczuła zew natury i postanowiła dołączyć do metali na świecie? Albo akurat przechodził Magneto-czytelnik ;)? Ale fakt, gubienie zakładek-prezentów jest zawsze przykre :/.

      Usuń
  4. Ja na szczęście zwykle zakładam rachunkiem, który znajdę w torbie, gdzie trzymam książkę "w drodze", więc jak coś mi się stanie z tym raczunkiem, to nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba że to rachunek do zapłacenia ;). Ach, kiedyś zakładałam książkę receptą i to był dopiero dreszczyk emocji, zdecydowanie nie na moje nerwy, za bardzo się bałam, że mi wsiąknie ;).

      Usuń
  5. Zostawiłam ostatnio zakładkę w książce, którą oddałam do biblioteki :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm. Ja akurat gubię zakładki bardzo rzadko, ale za to zużywam je w zastraszającym tempie. Sama nie wiem jak to się dzieje: wystająca z książki zakładka zagnie się kilka razy w torbie i już nie nadaje się do użytku... Na szczęście mam spory zapas, a o ulubione bardzo dbam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, one się faktycznie tak zużywają: czy może raczej tracą ten przyjemny dla oka, gładki wygląd, ale osobiście takich przygiętych i pozaginanych nie wyrzucam, ale używam dalej :).

      Usuń
  7. Ja mam inny problem - nie mam traumatycznych przeżyć z zakładkami, bo najczęściej o nich zapominam... to znaczy, że zapominam w ogóle użyć jedną z zestawu ulubionych (rękodzieło zaprzyjaźnionych blogerek i swoje własne).
    Leżą sobie te misterni wykonane drobiazgi nie używane, a ja łapię to co pod ręką: jakieś paragony, stare kartki z listą zakupów, kawałki zupełnie mi zbędnych ulotek reklamowych itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam, znam! Bardzo długi czas dokładnie tak postępowałam, aż w końcu wszystkie wpisy na blogach dotyczące zakładek mnie zainspirowały: że też mam zakładki i mogłabym ich, kurczę, używać. I teraz się staram (co nie znaczy, że na przykład obecnie czytanej książki nie zakładam widokówką ;)).

      Usuń
  8. Nagminnie zostawiam zakładki w książkach oddawanych do biblioteki i odkładanych na półkę. Z innych wariantów - moja mała chrześnica wykończyła mi kilka, które dorwała, bo akurat ma etap, gdy z lubością drze wszystko na strzępy. Ale może jej to przejdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczmy na to! Albo może wydała wojnę zakładkom i kiedyś się przyzna, że ich nie cierpi ;)?

      Usuń
  9. Ja pracuję w bibliotece, więc cierpię raczej na nadmiar zakładek. Gdzie nie spojrzę zakładki, niektóre takie ładne, że szkoda wyrzucić, ale niektóre to naprawdę nie wiem po co trzymam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, sentyment objawiać się może i w kolekcji zakładek -- sama mam kilka, których pewnie już nie użyję, ale szkoda mi się ich pozbyć ;).

      Usuń
  10. Poradnik niezwykle przydatny...lecz ani myślę korzystać!Bo do swoich jestem bardzo przywiązana.
    Kiedyś jedną utraciłam w drastycznych okolicznościach - wychodziłam z samochodu obładowana, po podróży, i wpadła w brudne czeluści kałuży.Z dwojga złego - dobrze,że nie książka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, to jest taka historia, której zawsze się boję: że może się stać coś takiego (a że to wcale nie takie trudne, to teraz drżę jeszcze bardziej! ;)).

      Usuń
  11. Jestem specjalistką we wsadzaniu wszystkiego tam, gdzie później będę o tym pamiętać. Niestety później nie pamiętam ani gdzie to było ani co to było! ;) Albo wsadzam zakładki do książki i odstawiam ją na półkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że to częsta przypadłość -- niezależna od wieku, płci, stanu portfela i regału ;).

      Usuń
  12. Zakładek do tej pory nie opanowałam. Zakładam czym popadnie, zazwyczaj starym paragonem, kopertą, ołówkiem, kotem... Z tego wszystkiego najgorzej sprawdza się kot. Z czasów studenckich zostały mi ciepłe wspomnienia po opakowaniach gorących kubków. Świetna zakładka i jaka radość jak człowiek pod koniec miesiąca znajdował taki kubek :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, kot potrafi sam sobą założyć i kazać się docenić, jako przemyślana zakładka ;)!

      Usuń
    2. Mnie też nigdy nie udało się zaprzyjaźnić z zakładkami; stary paragon albo kawałek liścia, to jest to

      Usuń
    3. Kawałka liścia bym się bała po przeprowadzonej w dzieciństwie próbie ususzenia liścia przez włożenie go bez żadnego zabezpieczenia w rodzaju starej gazety do encyklopedii. Jego części do dzisiaj sklejają kilka haseł ;).

      Usuń
  13. Omatko, co za smutny wpis! Przypomina mi, że zgubiłam bezpowrotnie (zapewnie w sposób omówiony w punkcie "Zostaw w książce z biblioteki") najpiękniejszą zakładkę świata, uczynioną trzyletnimi rączuchnami mego dziecięcia, po raz pierwszy w życiu, na Dzień Matki w przedszkolu. Nieodżałowana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam takich zasmucających intencji, ale to prawda, zgubienie ulubionej zakładki (a już takiej, którą dostaliśmy albo która kojarzy nam się z czymś/kimś szczególnie miłym) jest bolesne (chociaż przyznaję, ja się wtedy zwykle złoszczę na siebie, że taką zgubiłam).

      Usuń