Wakacyjne zaczytanie albo o planach na lato z książką



Jak zapewne pamiętacie, spędzałam zeszłoroczne lato czytając powieści Stanisława Lema. Stało się to okazją do wielu bardzo przyjemnych lektur, odkryć całych systemów wewnątrz tych powieści i ostatecznym pożegnaniem się z traumą ze szkoły podstawowej, kiedy to lektura przygód pilota Pirxa sprawiła, że uznałam, że Lem jest autorem „nie dla mnie” (co zresztą nauczyło mnie, żeby się aż tak nie zarzekać). Nie zdziwicie się zatem, że i w tym roku umyśliłam sobie urządzić lato z twórczością pewnego pisarza.


Niestety nie mam dla niego jakiejś hipnotycznej nazwy, ale to też jakoś dobrze koresponduje z twórczością tego autora, taką na pozór bez fajerwerków (na pozór!). O kim mowa? O Wiesławie Myśliwskim. Muszę przyznać, że w czasie, kiedy wszyscy dookoła mnie czytali „Traktat o łuskaniu fasoli” jakoś mnie do niego jeszcze nie ciągnęło. I nie wiem, jak długo pozostałabym z myślą „na pewno kiedyś zajrzę, żeby zobaczyć, co to”, gdyby nie pewien moment w życiu, kiedy niespecjalnie miałam dostęp do polskich książek – czy może raczej miałam, ale dość ograniczony. Wtedy właśnie pożyczyłam od przyjaciela stosik polskiej literatury, którą miał na półce.

Nie wiem, czy macie podobnie, ale mnie często zdarza się wywozić od przyjaciół i znajomych książki (działa to też w drugą stronę: często je pożyczam, chyba że akurat są przyobiecane, potrzebne albo interweniuje Domownik, krzycząc, że przecież on to właśnie zaraz będzie czytał). Nie wzbudzam więc żadnego zdumienia, przeglądając ich księgozbiory – ach, jest coś cudownego w oglądaniu biblioteczek domowych i zapewne kiedyś o tym napiszę – i nie budzę też żadnego robiąc wielkie oczy i pytając, czy mogłabym to czy tamto pożyczyć. Tamtego lata – bo było to, tak się składa, latem – ów wzmiankowany przyjaciel też się specjalnie nie zdziwił, tylko kiwnął głową i powiedział „jasne, bierz”, a ja wywiozłam od niego „Ostatnie rozdanie” Myśliwskiego. I przeczytałam właściwie w dwa dni, zmożona letnim przeziębieniem. Wiecie, jest taki rodzaj przeziębienia, który dopada Was w te najbardziej gorące dni, zupełnie z niczego, kiedy zdawałoby się, że co jak co, ale kichanie, kaszlenie i stan podgorączkowy to coś, co zupełnie Wam nie grozi. To było dokładnie takie chorowanie, akuratne, żeby położyć się do łóżka na dwa dni, w czasie których nie trzeba było pracować, i czytać zalegające na półkach zbiory.

Przyznaję, że nie pamiętam, czego wtedy oczekiwałam. „Ostatnie rozdanie” było co prawda nominowane do Nike, ale jakoś zwykle z powieściami tam nominowanymi nie wiedzie mi się specjalnie (choć nie jest to regułą), więc nie nastawiałam się chyba specjalnie. Dość też – to pamiętam! – byłam zdziwiona, jak szybko mi się to czyta. Nie tylko dlatego, że miałam akurat wolną chwilę, jako że głównym mym zajęciem było picie gorącej herbaty i wycieranie nosa, ale przede wszystkim dlatego, że to taka powieść, w której „nic się nie dzieje”. Narrator wspomina, najróżniejsze rzeczy: młodość, przerwane studia, matkę, uczenie się – nie uczenie się zawodu, życie w małym miasteczku, wielką miłość, jakichś na wpół zapomnianych znajomych, ale wiecie: to tyle. Za taką osnowę dla wspomnień służy mu notes z adresami, telefonami, który chce uporządkować, zobaczyć, kogo wykreślić, kogo przepisać (i po co ten notes, jakby nie było innych sposobów na trzymanie takich informacji – narzeka), coś zrobić z takim adresownikiem (hm, czy jest takie słowo? brzmi prawdopodobnie!), który trzeba już obwiązywać, bo się rozpada.


 Dom, w którym urodził się pisarz, Dwikozy. Zdj. Henryk Kotowski.



To było fascynujące spotkanie, w tych meandrach pamięci, z tym pierwszoosobowym narratorem, który teoretycznie dywaguje z ogromną ilością dygresji, a w gruncie rzeczy – jeśli by na to spojrzeć z dystansu – twardo trzyma się obranego kursu. Udaje bezradnego, trochę zagubionego, ale przecież doskonale wie, co chce powiedzieć; może się trochę wstydzi, może ta wiwsekcja jest tylko pozorna, ale prze do przodu. Tu pokaże, tam niby odsłoni, ale ciągle jesteśmy na wierzchu, zanurzyć się możemy tylko tam, gdzie nam pozwoli. To było zdecydowanie odkrycie dla mnie: że takie to jest wciągające, że tak doskonale oddaje to, w jaki sposób pamiętamy – i zapominamy. I jak można o tym opowiedzieć. Wtedy mniej więcej postanowiłam, że muszę zapoznać się z resztą dorobku autora.

Wiesław Myśliwski napisał sześć powieści: „Nagi sad”, „Pałac”, „Kamień na kamieniu”, „Widnokrąg”, „Traktat o łuskaniu fasoli” i „Ostatnie rozdanie” oraz, jeśli się nie mylę, cztery dramaty. Zabrałam się więc ochoczo za czytanie – „Nagi sad” już za mną, spodziewajcie się więc tekstu inaugurującego lato z twórczością autora już niedługo. Zamierzam przeczytać pozostałe powieści, znając już ostatnią, ale jednak trzymając się chronologii, bo ciekawa jestem, jak się styl autora rozwijał. Będzie też, jeśli dramaty uda mi się znaleźć, okazja do zaprezentowania Bufetu Teatralnego, który coś ostatnio świeci pustkami. Jest więc dużo skromniej niż w zeszłym roku, ale też sporo sobie po twórczości Myśliwskiego obiecuję – jak będzie, zobaczymy. A ponieważ nie ma tego aż tak dużo, nawet listy sobie nie sprokurowałam, taka jestem. W każdym razie: tak wygląda plan letni. Nie zabraknie jednak ani inauguracji „Nabokoviady” (sprawdźcie tutaj) ani „Pikników z klasyką”. Tę pierwszą zaczynamy od „Mansfield Park” Jane Austen – te drugie zaś w lipcu będą spotkaniem z „Księdzem Brownem” G. K. Chestertona, a w sierpniu z „Opowieściami niesamowitymi” Elizabeth Gaskell.

Pozostaje życzyć sobie sympatycznego lata: dobrej pogody, zimnej lemoniady, żadnych przeziębień i dużo czasu na czytanie. Czego zresztą i Wam, i sobie życzę.


Weź dokładkę!

31 komentarze

  1. Muszę i ja się zabrać za Myśliwskiego. To taki pisarz, którego od wieków mam na liście "do przeczytania", ale jakoś nic z tego nie wynika. Znaczy - pisz, może mnie zmoblilizujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisać będę, a jak zmobilizuję, to i dodatkowa korzyść będzie ;). Właśnie u mnie on też był od dawna na liście "przeczytaj kiedyś" -- w końcu postanowiłam zrealizować zamiar, bo "Ostatnie rozdanie" wspominam bardzo dobrze.

      Usuń
  2. Byłam jedną z tych osób, które Myśliwskiego odkryły przy "Traktacie o łuskaniu fasoli" i zakochały się od pierwszej strony. Potem przeczytałam "Widnokrąg", który moim zdaniem jest jeszcze lepszy od "Traktatu...", ale przy "Ostatnim rozdaniu" odpadłam, bo wydawało mi się, że wiele mu brakuje do jego poprzednich książek. Ciekawa jestem jak sama będziesz oceniać tę powieść po lekturze wcześniejszych?
    W domu na półce mam jeszcze "Kamień na kamieniu", a w domu rodzinnym "Nagi sad" i chyba się zmobilizuję do odkurzenia chociaż jednej z tych książek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tak samo! Tyle, że druga książka to był "Nagi sad" i jakoś nie spodobał mi się.

      Usuń
    2. @Bezszmer, o, właśnie, bo przy okazji czytania o "Ostatnim rozdaniu" (na fali własnego zachwytu, lubię wtedy zobaczyć, co inni piszą o takiej książce) doczytałam się, że wiele osób uważa je za książkę dość wtórną, coś jak dowcip pisarza z całej jego wcześniejszej twórczości. Ponieważ nie miałam porównania, to strasznie jestem ciekawa,jak to odbiorę. Na pewno się wrażeniami podzielę :).

      O "Nagim sadzie" będzie jutro (rzekła Pyza, napisawszy notkę), mam nadzieję, że zachęcająco ;). Na "Kamień..." bardzo się cieszę, bo szalenie podoba mi się opis. Znalazłam nawet w antykwariacie egzemplarz, ale z okładką tak przerażającą, że stwierdziłam, że lepiej wypożyczę sobie biblioteczny ;).

      @Snafu, mnie, przyznam, "Nagi sad" oczarował, chociaż rozumiem, że może nie być do końca satysfakcjonujący w odbiorze (nie mogę go na razie porównać z "Traktatem..."), bo ma pewne swoje -- jakby to nazwać? -- zapętlenia? W razie czego zapraszam jutro na porównanie wrażeń :).

      Usuń
  3. Zakochałam się w "Traktacie" chociaż nie sięgnęłam jeszcze po kolejne powieści Myśliwskiego.

    Zaś z innej beczki: o moich planach wakacyjnych będzie jutro, bo są związane z Ojcem. Po cichu liczę też na Twoją radę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam właśnie na GR :). Bardzo jestem ciekawa "Traktatu...", stoi grzecznie przy moim łóżku od dłuższego czasu, wreszcie doczeka się lektury i zrobi miejsce kolejnym leżakującym powieściom :).

      O, to już jestem ciekawa, nawet bardzo :)! Jak będę coś umiała doradzić, doradzę :).

      Usuń
  4. Skusiłam się na przeczytanie książki Myśliwskiego, z tego względu, że jest to dość popularny autor. Akurat trafiło na „Ostatnie rozdanie”, ale po ostatniej stronie zastanawiałam się o czym ja w ogóle czytałam. Na tym swoją przygodę z tym pisarzem zakończyłam.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, zwłaszcza że ostatnia strona "Ostatniego rozdania" jest, hm... Specyficzna :). Może w pierwszym odruchu byłam nieco rozczarowana, ale przyjęłam je później z dobrodziejstwem inwentarza, a im dłużej o tej książce myślę, tym bardziej taka wolta mi się podoba: zważywszy na całość, na tę historię pisaną w oparciu o notes, pod koniec życia, to jest wszystko jednak bardzo intrygujące. Ale rozumiem -- chociaż przy okazji możesz mu dać jeszcze szansę, a nuż "zaskoczy" ;)?

      Usuń
  5. Ooo, Myśliwski jest świetny. Najbardziej lubię jego "Traktat o łuskaniu fasoli" oraz "Kamień na kamieniu". Przyjemnych czytelniczych wrażeń życzę :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Traktat..." dzięki Twojemu mottu bardzo mi się z Tobą kojarzy :). No i mam już odpowiednią do niego zakładkę :D.

      Usuń
    2. Świetnie się składa :D A cytaty, które opowiadają o książkach i czytaniu są jednymi z moich ulubionych typów ;)

      Usuń
    3. Och, to już widzę, że u Myśliwskiego jest ich naprawdę mnóstwo (sądząc po dwóch i pół książki, które za mną). Sama sobie je zaznaczam "na zaś", bo są świetnie opisane :).

      Usuń
  6. Pyzo, Pyzo, tylko przypomnij na Facebooku, że już się Nabokoviada zaczyna, bo boję się, że w ferworze kończenia licencjatu, mogę o tym zapomnieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dobrze, że mówisz -- przypomnę! Trzymam kciuki za licencjat, niech się dobrze pisze :)!

      Usuń
  7. No to poczytamy o i poczytamy Mysliwskiego. Na moich pólkach równiez stoi i o odrobine uwagi prosi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :). Wychodzi na to, że wiele/u z nas ma na półce jakiegoś Myśliwskiego, który ich od lat kusi -- to ciekawe zjawisko, muszę przyznać :).

      Usuń
  8. Dzięki za ten wpis, teraz mam ochotę poznać Myśliwskiego :)

    Na Nabokoviadę czekam niecierpliwie, za mną już większość utworów z "Wykładów" i bardzo się cieszę, że na te "Wykłady" trafiłam, bo Nabokov faktycznie umie jasno wyłożyć wiele kwestii i zauważa sporo ciekawych rzeczy. No to czekam na Twoje opinie : )

    Karmena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, cieszę się zawsze, jeśli kogoś zaciekawię książką/książkami/autorem :). A tutaj zdecydowanie warto, jest w tym pisarstwie coś unikatowego.

      Ha, to już jesteś dużo dalej niż ja :). Ale to fajnie, już się cieszę na rozmowy o tych książkach i z/o Nabokovie. Moje "Wykłady..." na razie stoją tuż obok "Mansfield Parku" i czekają, bardzo jestem już ciekawa, zwłaszcza, że tę prozę Austen chciałam przeczytać już od dłuższego czasu :).

      Usuń
  9. Aaaa Myśliwski. Już zapomniałam jak może smakować dobra polska książka, o ile może tak smakować. Okazało się, że może. Mogłabym rzec, że Myśliwski dokonał niemożliwego. "Traktat o łuskaniu fasoli" niesamowity, niepowtarzalny, wciągający. Z tego zaczytania o mało co nie zauważyłabym odjeżdżającego autobusu, jednakże udało się. Dojechałam do domu. Gdyby nie, to nie żałowałabym. Zastanawiam się tylko, czemu zakończyłam przygodę z jego twórczością... Dziękuję za przypomnienie. Gdyby nie fakt, że już obiecałam sobie czytanie klasyki w wakacyjnych planach to przyłączyłabym się do wspólnej wędrówki po powieściach Myśliwskiego. Niestety musi jeszcze trochę poczekać. W tym roku koniecznie "Nędznicy" bądź "Anna Karenina". Obiecuję sobie ich przeczytanie od 3 lat... A i bym zapomniała, czekam na wpis o "Nagim sadzie". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, czasami tak jest: autor nas ujmie jakąś powieścią, obiecujemy sobie, że poznamy się lepiej z jego twórczością, ale tego z różnych przyczyn nie robimy i czas mija -- dobra strona tego jest taka, że będziemy zawsze mieli przyjemną perspektywę powrotu do takiego postanowienia ;). W prozie polskiej, że tak jeszcze dorzucę, jest wielu świetnych pisarzy -- sama mam wrażenie, że znam jakiś wierzchołek góry lodowej, ale to fajnie, bo jest co poznawać :).

      O, klasyka na wakacje to bardzo fajna sprawa -- kiedyś też spędzałam tak wakacje, pamiętam szczególnie te, podczas których czytałam "Nanę" i "Germinal" Zoli i dziwiłam się, że aż tak się wciągnęłam. Do fanek Tołstoja nie należę, przyznaję -- ale mam nadzieję, że będzie Ci się dobrze czytało wybrane książki :)! W końcu lato z czytaniem jest super :)!

      Usuń
    2. Droga Pyzo to może ze specjalną dedykacją dla mnie post o polskich autorach, po których twórczość warto sięgnąć? Wraz z najlepszymi utworami bądź twoimi ulubionymi? :)

      Usuń
    3. Z tą dedykacją to oczywiście żart :P

      Usuń
    4. Masz jak w banku :). Z tym, że wybór będzie subiektywny do kwadratu -- nie podejmuję się wyrokować, co w panteonie literackim polskim powinno się znaleźć, ale swoich ulubieńców polecić mogę. Dopisuję do listy pomysłów na wpisy!

      Usuń
    5. Aaa! Dziękuję bardzo i czekam :))

      Usuń
  10. Piękny plan! Ja za wiele Myśliwskiego nie czytałam, tylko „Traktat” i „Nagi sad”, ale pamiętam to oczarowanie, które towarzyszyło lekturze tego pierwszego – to było moje pierwsze spotkanie z jego prozą. „Nagi sad” przeczytałam za to w ramach Klubu Czytelniczego Ani, może się natknęłaś na tę dyskusję, jeśli nie, to przesyłam linka: http://czytankianki.blogspot.com/2011/05/klub-czytelniczy-odc-5-nagi-sad.html (rany, to było już pięć lat temu, ale ten czas leci!). Ach, no i bardzo miło się też Myśliwskiego słucha – był na Conradzie w zeszłym roku i przez całe spotkanie uroczo się przekomarzał z prowadzącym, ale też zafundował słuchaczom kilka pięknych historii i wspomnień, takich bardzo w stylu jego książek.

    I jeszcze chciałam o Lemie – wiesz, ja jestem też coraz bliżej powrotu do niego. Moja historia jest chyba podobna do Twojej – też zostałam w szkole skrzywdzona „Pilotem Pirxem” i też długo myślałam, że to nie pisarz dla mnie, ale teraz zdecydowanie chcę mu dać drugą szansę. Czuję, że tym razem to będzie udane spotkanie :). I zajrzę przy tej okazji do Twoich zeszłorocznych notek!

    Cieszę się na Nabokoviadę :). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za link, przeczytałam i bardzo jestem zaintrygowana, bo wiele rzeczy przeczytałam w "Nagim sadzie" nieco inaczej -- a część tak samo albo podobnie, to bardzo fajna dyskusja :)! Mimo że jestem dość nieśmiała, jeśli chodzi o poznawanie autorów (zawsze się boję, że pójdę na takie spotkanie i mój ulubiony autor okaże się w rzeczywistości wcale nie taki magiczny, jak w swojej prozie), to z chęcią bym takiego Myśliwskiego, o jakim piszesz, posłuchała :).

      O, to cudownie! Daj, daj, koniecznie! W razie czego napisałam krótki poradnik, jak zabierać się do Lema, ale służę w ogóle radą -- no i z chęcią pogadam o tych książkach :). Będzie mi bardzo miło :).

      Ba, ja też się cieszę :D!

      Usuń
  11. Moje spotkanie z Myśliwskim zaczęłam od "Kamień na kamieniu" i niezwykle podobała mi się ta książka, chociaż zazwyczaj nie ciągnęło mnie do wiejskich klimatów w literaturze. Później przypuściłam zmasowany atak na bibliotekę i połknęłam (ba, pożarłam!) "Widnokrąg" oraz "Traktat o łuskaniu fasoli". I przepadłam.

    Mam takie wrażenie, że wszystkie powieści Myśliwskiego (a przynajmniej te po które sięgnęłam) są do siebie niezwykle podobne, ale to raczej złudne wrażenie, bo bohaterowie, chociaż z pewnością posiadają jakąś cząstkę duszy autora, to jednak są inni, są ludźmi z krwi i kości. Jak wspominam te trzy historie, które stały się nagle też moim udziałem, mam wręcz dreszcze. Zdecydowanie Myśliwski jest mistrzem metafizyki.

    Ach, aż nabrałam ochoty na kolejne spotkanie z Myśliwskim. Chociażby znowu przy łuskaniu fasoli ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, mnie z kolei to, co przy okazji Myśliwskiego często nazywa się "nurtem chłopskim" w literaturze bardzo fascynuje. Trochę z powodów rodzinnych, trochę dlatego, że mam wrażenie, że to taki zapomniany lekko u nas nurt -- a przecież wart uwagu.

      Ha, to złudne wrażenie -- to jest coś, pod czym się mogę podpisać. Napiszę o tym pewnie, jak się obczytam i to przemyślę, ale wydaje mi się, że właśnie tam jest wiele takich haczyków, na które łapie nas autor: pozorów, które mogą mylić. Nie powiem, ciekawa jestem bardzo, jak to w całości wygląda :).

      O, to super, cieszę się :D.

      Usuń
  12. Zacząłem swego czasu czytać "Kamień na kamieniu" - byłem u kogoś w odwiedzinach, zostałem sam na kilka godzin. Żałuję, że nie skończyłem. Dziękuję z przypomnienie o Myśliwskim, zoczę jego powieści w bibliotece następnym razem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypominanie o autorach to rzecz bardzo przyjemna, więc nie ma sprawy :). Historia o "Kamieniu..." -- no właśnie, w takich przypadkach najczęściej chodzę za gospodarzem i proszę, żeby pożyczył, jak we wspomnianej we wpisie historii z "Ostatnim rozdaniem" (choć ten gospodarz akurat nie kazał się długo prosić ;)).

      Usuń