Wesoła kompania z Żelaznego&McVaya albo o „Kasacji”, „Zaginięciu” i „Rewizji” R. Mroza



Prawo prawem, przepisy przepisami, ale wszystko sprowadza się do subiektywnej oceny. 
Remigiusz Mróz, „Kasacja”

Kompletowanie trzech tomów o losach Kordiana Oryńskiego -- „Zordona” i Joanny Chyłki w moim przypadku wyglądało niemal jak zbieranie wyprawy ślubnej (wiecie: coś nowego, coś starego, coś pożyczonego...). Ale w sukurs przyszły mi zrządzenia losu i to, że ludzie są mili – pierwszy tom pożyczyła mi Ćma książkowa (dziękuję raz jeszcze!), drugi chycnęłam w bibliotece, unikając kolejki (wszyscy zasadzają się najpierw na tom pierwszy – sama stałam w tej kolejce; od lutego), a trzeci wygrałam u Tanayi (dzięki po raz kolejny!). Zabrałam się więc za czytanie, ale zrządzeniem losu zaczęłam od tomu trzeciego – przeczytałam więc tę póki co trylogię od tyłu i było to doświadczenie bardzo ciekawe. Ale o tym innym razem. Dzisiaj zaś chciałam się z Wami podzielić wrażeniami z lektury.


Pytacie, czy będą spojlery? Umiarkowane. Żadnego „kto zabił” nie zdradzam, a jeśli przed lekturą przeczytacie opis na ostatniej stronie okładki, to zaspojlerujecie sobie ciąg dalszy losów postaci mniej więcej jak ja je omawiam w tym wpisie. Niemniej: czujcie się ostrzeżeni.

O czym to jest? W „Kasacji” poznajemy świeżo upieczonego aplikanta adwokackiego, Kordiana Oryńskiego, który zgłasza się do pracy w dużej warszawskiej kancelarii. Od razu zostaje wciągnięty do sprawy, która stanowi nie lada orzech do zgryzienia dla jego patronki, Joanny Chyłki. Ma bronić mężczyzny, oskarżanego o bestialski mord na dwóch osobach. Bohaterów spotykamy ponownie w „Zaginięciu”, kiedy to Chyłka wyrwana w środku nocy telefonem od dawnej znajomej podejmuje się – ciągnąc ze sobą Kordiana – bronić jej i jej męża przed zarzutem pozbycia się trzyletniej córki. Dziewczynka zniknęła, a prawniczy duet krąży wokół Augustowa, próbując rozwikłać zagadkę. To, jak wszystko się kończy, ma wpływ na sposób, w jaki Chyłka będzie żyła w „Rewizji”, gdzie z kolei musi stanąć oko w oko na sali sądowej z Kordianem, już nie jej podwładnym, i bronić romskiego robotnika, oskarżonego o zamordowanie żony i córki.

Bohaterowie. Poznajcie Kordiana Oryńskiego, człowieka, który żywi się łososiem i zalewa zieloną herbatę wrzątkiem, aplikanta adwokackiego z dużymi obawami przed poruszaniem się po jakiejkolwiek dzielnicy Warszawy po zmroku. I Joannę Chyłkę, doświadczoną adwokatkę, która ma nieco problemów z utrzymaniem się w jednej linii charakterologicznej przez trzy tomy, ale mimo to widać, że jest postacią pisaną z planem. No dobrze, jestem odrobinę złośliwa, ale to dlatego, że z bohaterami trylogii jest pewien problem. Otóż: niewiele o nich wiemy. Jak wygląda Kordian prawie nie wiemy, szczerze mówiąc, chociaż podobno przydałoby się mu więcej ćwiczeń fizycznych. O Chyłce wiadomo, że ma grzywkę (którą raz odgarnia) i że jest około czterdziestki (wyobraźcie sobie moje zdumienie, kiedy przy „Kasacji” to odkryłam), no i że jest zgrabna. 
 
 
 
 Co pooglądamy, żeby oderwać wzrok od bloku tekstu?
Proponuję warszawskie sądy. Fot. Szczebrzeszynski. Źródło.



Chociaż czytając wrażenia innych po lekturze spodziewałam się, że Chyłka będzie mnie drażnić – to typ „silnej babki z niewyparzonym językiem” – to zupełnie na mnie ta postać tak nie podziałała. Dlaczego? Otóż bardzo przypominała mi Lorelai Gilmore. Czemu? Kojarzycie, jak Lorelai mówi coś szybko, rzucając odwołania do czegoś, czego rozmówca nie zna albo nie zdąży usłyszeć, więc ona tylko macha ręką i mówi, że to nieważne? Chyłka postępuje bardzo podobnie. Owszem, więcej klnie (dużo więcej) i zdarzają się sceny, w których można przecierać oczy ze zdumienia nad tym, jak postępuje (chociażby ta z jedzeniem pierogów z prokuratorem w „Zaginięciu”), ale szkielet konstrukcyjny postaci jest pi razy oko podobny. Ale dlaczego napisałam, że z postacią Chyłki jest problem? Bo widzicie, mam wrażenie, że „Kasacja” i to, co się w niej dzieje, nieco odstaje od dwóch pozostałych tomów. I to powoduje, że dalszy rozwój postaci Chyłki jest nieco przystopowany. Jakby to ująć... Trochę tak, jakby w pierwszym tomie postać ewoluowała, w drugim zatrzymała się na pewnym etapie, żeby nie zmieniać się tak szybko, a w trzecim uległa zawieszeniu (o takich kwestiach jak to, że w „Kasacji” Chyłka trzyma się pewnych zasad, jak chociażby to, że żartowanie z Holocaustu jest niedopuszczalne – co ma podkreślić, że owszem, bywa cięta i zbyt bezpośrednia, ale zasady ma – żeby w „Rewizji” samej rzucić niesmaczną aluzją do Holocaustu Romów; owszem, można argumentować, że to przez to, co dzieje się z nią w tym tomie, ale tak bez komentarza trochę wydaje mi się to naciągane). Podejrzewam, że w związku z tym, co nadejdzie w czwartym.

Chyłka to trochę też taka postać, która ma de-mizoginizować (hm, poważnie podejrzewam, że nie ma takiego słowa, ale wiecie, o co mi chodzi) świat prawniczy, chociaż sama dostaje zaledwie kilka miejsc, w których może zastanowić się nad losem kobiety-adwokata (a szkoda, że tylko kilka). Paradoksalnie największym mizoginem cyklu wydaje się jednak Kordian, który potrafi rzucić spostrzeżeniem w rodzaju W końcu to facet, w lodówce miał pewnie tylko parę piw. Ewentualnie jakąś chińską zupkę w szafce („Kasacja”). I robi to zupełnie, jak wynika z narracji, nieświadomie. To dość problematyczne, zwłaszcza gdy dostajemy w fabule postać kreowaną na silną kobiecą bohaterkę, a mimo to wszędzie fruwają „żarciki” – nie zawsze jasne, czy autorstwa bohaterów, czy narratora – w rodzaju „kobiety, cha, cha, wybierają samochód ze względu na kolor, nieprawdaż”. Nie zrozumcie mnie źle: oczywiście, że świat prawników z wielkich korporacji, jaki opisuje autor, ma być mizoginistyczny z założenia – problem w tym, że przez pisanie Chyłki jako bohaterki, która ma być „politycznie niepoprawna” (wiem, że to wyświechtane sformułowanie, stąd przytaczam je w cudzysłowie) ten problem znika, a druga główna postać cyklu pokazuje nam się od początku z dość nieciekawej pod tym względem strony.
 
 
 
Fot. David Berkowitz. Źródło.
 
 

Mam też problem z Wielkimi Traumami z Przeszłości. Widzicie, o ile to, że długo nie wiemy właściwie nic o Chyłce, a to, co wiemy, zaczyna układać się w całość na etapie „Rewizji”, o tyle Wielka Trauma Kordiana jest, mam wrażenie, raczej punktem do odhaczenia niż czymś, co faktycznie wpływa na rozwój tego bohatera. A jak już przy tym jesteśmy: wydaje się, że Kordiana motywują głównie wizje wysokich zarobków – przez czas dłuższy. Mimo to od pierwszego tomu przedstawiany jest nam jako ktoś wyjątkowy na tle kancelarii (ilość napomknień o tym, jak to wszyscy młodzi pracownicy siedzą tam od rana do nocy, myśląc tylko o pracy i pieniądzach, nie to co Kordian, który czasem myśli też „czy mój klient jest niewinny”, jest spora). Kulminuje to w trzecim tomie, w którym znaczna część przemyśleń Kordiana dotyczy warszawskiego zagłębia korporacji, tak zwanego Mordoru, i tego, jak jest tam strasznie. Trochę jakby bohater sam usiłował się przekonać, że jest inny – tylko że nie do końca to wychodzi, bardziej narrator usiłuje przekonać nas, a to strzał w stopę. Dlaczego? Choćby dlatego, że z całej kancelarii poznajemy właściwie tylko szefów, miejscowego Q, czyli Kormaka – specjalistę od zdobywania informacji, Chyłkę i kilku Jacków, robiących za tło. A gdyby choć tak jedna-dwie postaci w podobnej do Kordiana sytuacji? Byłoby z czym porównywać.

Miejsca. Wiecie, thriller czy kryminał ma swoją specyfikę, objawiającą się także przy kreowaniu miejsc. Szczególnie popularne wydaje się u nas ostatnio „mroczne Podlasie” (Hajnówka Bondy, Siedlce Jodełki, tu akurat Augustów z przyległościami w „Zaginięciu”). Ale można też przedobrzyć. Chociaż generalnie nie mam jakichś wielkich zastrzeżeń, to przyznam, że męczyło mnie, że co drugi budynek musi się łuszczyć i mieć fasadę rodem z horroru, widok z sądów na Woli jest paskudny, a bohaterowie na zmianę martwią się, że zostaną pobici i okradzeni (w pierwszym tomie Chyłka wygłasza takie uwagi na Żoliborzu, w trzecim Kordian na Pradze). Innymi słowy: po Warszawie u Mroza aż strach chodzić! I tak, rozumiem konwencję, jak wspomniałam, ale ciut tego za dużo. Czekałam, aż Kordian po przeprowadzce na ulicę Emilii Plater zacznie się obawiać, że porwie go czarna wołga poszukiwaczy organów z miejskiej legendy.

Język. Podobały mi się za to dialogi. A dialogów akurat jest mnóstwo i one często-gęsto popychają fabułę do przodu. Ale czytało mi się je dobrze, brzmiały naturalnie – nawet jeśli nie zostaniecie fanami Chyłki, to ma ona kilka bezbłędnych wejść w każdym tomie – i spełniają swoją rolę. Zresztą bardzo widać, jak z tomu na tom autor się rozkręcał. Taki przykład. Spróbujcie policzyć, ile razy w „Kasacji” ktoś coś „mieli w ustach” (w sensie: je), a ile w kolejnych tomach. Mielenie zostało okiełznane. Natomiast trochę mnie zdziwiło, że sędzia-kobieta na początku jest sędzią, a później w innych tomach zostaje sędziną (a sędzina to chyba, jeśli dobrze myślę, żona sędziego?).
 
 
 
Fot. Adrian Grycuk. Źródło.
 
 

Sposób pisania. Natomiast przyznaję, jestem rozczarowana tym, że Mróz często stosuje w kolejnych częściach odbicia wątków w części wcześniejszych. Postać miała wypadek w tomie pierwszym, inna postać będzie miała wypadek w tomie drugim. Oba będą groźne, w obu wszyscy będą się bali, czy nie zagrożą życiu bohaterów (inna sprawa, że po tych wypadkach ślady szybko giną – w pierwszym tomie niedługo po wyzdrowieniu postać skacze przez ogrodzenia, wypadek innej okazuje się w kolejnych częściach szybko przezwyciężoną traumą). Kariery ciągle wiszą na włoskach. Postaci wygłaszają mowy, w których budują wielkie opozycje w rodzaju „wszystko albo nic!”, „teraz albo nigdy!”, a okazuje się, że gdzie tam, lądujemy sobie pośrodku (może z jednym wyjątkiem). Rozumiem budowanie napięcia, ale można to robić nieco mniej dosłownie.

A jak już przy tym jesteśmy. Widzicie, bardzo podoba mi się cały pomysł: to znaczy, że mamy do czynienia nie z dzielnym detektywem albo prokuratorem chcącym dociec prawdy, ale z adwokatami, którzy będą bronić klienta bez względu na to, czy jest on winny, czy niewinny. Liczy się sposób takiego przedstawienia sprawy, żeby inni uwierzyli w naszą wersję. To jest ciekawe i mało idealistyczne, stanowiło więc dla mnie pewien powiew nowości (ale też wyjadaczką w prawniczych thrillerach nie jestem, przyznaję). Ale – bo oczywiście mam jakieś „ale” – autor zamiast zostawić to domyślności czytelników potrafi nam zaserwować, czy to ustami bohaterów, czy narratora, dłuższy passus, że tak jest. A ta dosłowność, wyłożenie kawy na ławę, mnie osobiście drażni i uważam, że przybija całą myśl.

Inna sprawa, że wszystkie trzy tomy mają nam przedstawiać sprawy sądowe i prawne batalie, więc autor podrzuca czytelnikom różne informacje na ten temat (zastrzegając w posłowiach, że czasami coś zmienia, żeby lepiej wyglądało – wszak mamy do czynienia z fikcją literacką). I to również mi się podobało, ale czasami wprowadzone jest to zręczniej, a czasami bardziej koślawo. Kordian w „Kasacji” obczytuje się o samym procesie kasacji, po czym okazuje się, że nie zna podstaw i Chyłka mu je wyjaśnia. W „Zaginięciu” dziwi się, że sędziowie w Wielkiej Brytanii noszą peruki (serio, Kordian?). Przemycane w dialogach anegdoty o Napoleonie na przykład też potrafią razić – właśnie przez to, że są zbyt dosłowne, bohaterowie je znają i sobie je przepowiadają, a to jednak wygląda sztucznie.
 
 
 
Fot. Szczebrzeszynski. Źródło.

Zapytacie pewnie, a co z samodzielnym rozwiązywaniem spraw, możemy domyślić się, „kto zabił”, przed bohaterami? I tak, i nie, to znaczy możemy mieć oczywiście swoje zdanie na temat „winny” – „niewinny” (bardziej kluczowa dla cyklu opozycja), natomiast im dalej w las, tym sposób pisania może nas odsuwać od sprawy. Dlaczego? Widzicie, w „Rewizji” pojawia się dość irytujący sposób kończenia rozdziałów: ktoś dzwoni do Chyłki/coś jej mówi, ona kiwa głową i „już wie”, podczas gdy czytelnik nie wie i jest zaskakiwany, że oto pojawił się jakiś istotny dowód, a myśmy go nie przegapili – myśmy go po prostu nie dostali/nie słyszeli/zostaliśmy wyłączeni z postępowania. Przyznaję, że cliffhangery w rodzaju „Spotkała się z nim i powiedział jej. Wszystko zaczynało wyglądać inaczej” do mnie nie przemawiają.

Mam też pewien problem z ofiarami. Otóż Mróz, na szczęście, właściwie nie epatuje zbrodniami, jakie popełniły bądź nie osoby, bronione przez Chyłkę i Kordiana. I to dobrze, przyznaję, że ten wyścig „kto napisze bardziej makabryczne morderstwo” mnie męczy, a nie zawsze wpływa na podniesienie poprzeczki, jeśli chodzi o jakość książki. No to jaki mam, zapytacie, problem? Otóż mam wrażenie, że ofiary w „Kasacji” i „Rewizji” („Zaginięcie” to osobna sprawa) są bardzo pretekstowe. W ogóle właściwie się o nie nie dba, niewiele się o nich dowiadujemy, bywają wcale nie-kluczowe dla sprawy. O ile jeszcze w „Kasacji” drażniło mnie to w stopniu niewielkim, o tyle w „Rewizji” wydawało mi się sporym problemem: zwłaszcza, że przez dużą część czasu na jej kartach spotykamy najbliższą osobę ofiar, która zdaje się coś zbyt szybko przepracować traumę. Innymi słowy: trauma jest za duża, żeby sposób jej przepracowania tak szybko przejść.

No dobrze, wpis rozrósł się znacznie, a zasadnicze wrażenia – opisałam. Czy czekam na tom czwarty? Pewnie, że czekam. Bo widzicie, mimo opisanych wyżej mankamentów, cykl czytało mi się przyjemnie. Może nie tak, że gryzę palce z niecierpliwości... A nie, czekajcie, jest jedna rzecz, na którą czekałam przez wszystkie trzy tomy. A mianowicie: czy ktoś kiedyś wręczy bohaterom ulotkę pod sądem na Alei Solidarności w Warszawie? Bohaterowie stają przed głównym wejściem i ani razu nikt im nie chce dać ulotki! A z chęcią zobaczyłabym, jak Chyłka odmawia jej przyjęcia w kulturalny, acz zbijający z pantałyku sposób. Tak więc: czekam.

Weź dokładkę!

28 komentarze

  1. Pewnie już o tym wspominałam, ale... no, nie spodziewałam się u Ciebie recenzji książek Mroza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś w tym roku czytam sporo kryminałów i nowości ;). A zdradzisz, czemu się nie spodziewałaś ;)?

      Usuń
    2. Bo jakoś tak mi się zawsze wydawało, że jesteś obok tego, co wszyscy, że wybierasz mniej współczesną literaturę i mniej popularną (przynajmniej aktualnie - kochany Lem!), a i że i ta mrozomania Cię jednak ominie :)

      Usuń
    3. Bo generalnie jestem faktycznie na bakier z nowościami, ale w tym roku jakoś same wpadają w ręce i zbiory antykwaryczne mi cierpią, popiskując "a my, a my, a nas czemu nie czytasz? ;). Mrozomania jako taka mnie chyba ominie, bo jak widać po zapoznaniu się z cyklem mam sporo uwag ;). Ale przyznam, lubię na własnej skórze wypróbować, jak mi się spodoba coś, o czym wszyscy mówią :).

      Usuń
    4. Tak, rozumiem :) Ja też często właśnie z podobnych względów próbuję nowości.

      Usuń
  2. Mróz u Pyzy! No nie mogłabym tego nie skomentować :D

    Bardzo lubię Twoje wnikliwe opinie. Jak być może zauważyłaś :D jestem wielką fanką Mroza, co nie znaczy, że przyjmuję bezkrytycznie wszystko, co napisał. Seria z Chyłką ma, rzecz jasna, swoje mankamenty, i dobrze je wypunktowałaś. Akurat cliffhangery mnie nie wkurzają, ale już zupełny niemal brak opisów wyglądu bohaterów (choć może lepiej niech Mróz już nic nie sugeruje, bo jak napisał, że Kordian wygląda jak Gosling...) czy w ogóle ich usytuowania w historii (no bo pojawiają się tak znikąd i dłuuugo nic o nich nie wiemy) już trochę tak. Niemniej pisarstwo Mroza ma w sobie coś takiego, co totalnie działa na emocje, drań tak zawsze przeczołga tych bohaterów, że i ja się czuję, jakby przejechał po mnie walec. Ciekawa jestem, jak Mróz dalej poprowadzi tę historię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! :) Masz wielkie zasługi w tym, że przeczytałam, bo tak zachęcająco piszesz, że musiałam w końcu sprawdzić na własnej skórze, co i jak z tym Mrozem ;).

      Dziękuję :)! Wiesz, cliffhanger cliffhangerowi nierówny -- o ile niedomówienia czy zawieszenia w dwóch pierwszych tomach i mi nie przeszkadzały, o tyle w tym trzecim, pisane na wspomnianej zasadzie, zaczęły mnie drażnić (bo suspens chyba wynikać miał z tego, jak to zostało napisane, a nie z tego, że nie zostało opisane ;)). Co do wyglądu -- wiesz, czytając od tyłu ;) dopiero przy "Kasacji" zorientowałam się, jak mało jest na ten temat (a ten Kordian jak młody Ryan Gosling, hm, nawet mi pasuje -- choć może ciut bardziej wymoczkowaty?). W ogóle Kordian wydaje mi się jednak faktycznie mało usytuowany w historii, Chyłka jest dużo lepiej zaplanowana (i podoba mi się to, jak wiele o niej z "Zaginięcia" wyjaśnia "Rewizja"). Może trauma Kordiana jednak jakoś wróci? Aż się prosi.

      No i ulotki, niech dostaną ulotki pod sądem! ;)

      Usuń
  3. Do Mroza jakoś nigdy mnie nie ciągnęło, no może poza "Chórem zapomnianych głosów", bo lubię, gdy autorzy flirtują z nieswoim gatunkiem. I chyba średnio ma to związek z faktem, że jak kryminały to tak z doskoku. Twoja recenzja, choć świetna, jakoś mnie nie zachęciła.
    Pozdrawiam,
    Między sklejonymi kartkami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój rok czytelniczy jest jakoś wyjątkowo bogaty w kryminały, więc tak dość naturalnie wyszło :). Właściwie, przyznaję, tekst ani nie odradza, ani nie poleca, faktycznie, raczej pozostawia do własnej decyzji czytelnika, czy czytać, czy nie czytać ;).

      Usuń
  4. Dobra, Pyzo, czyli przeczytać można? Bo ja ostatnio porzuciłam kryminały po wielkim rozczarowaniu pierwszymi dwustoma stronami "Okularnika". xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytać można. Mnie osobiście nie denerwowało tak, jak "Okularnik" (och, zdecydowanie nie!), jeśli masz ochotę na całkiem przyjemny kryminał, sięgnij -- chociaż nie wiem, czy jeśli zaczyna się od "Kasacji", to aż tak wciąga (powiedziała Pyza, która zaczęła od "Rewizji" :)). Jeśli sięgniesz koniecznie podziel się wrażeniami! :)

      Usuń
    2. Dobra, to ściągam na czytnik i jakoś to będzie. Ja na pewno muszę zacząć od początku, bo jak zacznę od środka, to na pewno to rzucę, nienawidzę zaczynać od środka serii. :D

      Usuń
    3. Oczywiście, w takim wypadku lepiej się samemu sobie nie narażać ;). Ale czyta się szybko, więc nawet jak pierwszy tom Ci nie podejdzie, to nic się nie stanie :). I serio uważam, że tom drugi jest lepszy niż pierwszy.

      Usuń
    4. Przeczytałam! :D Rzeczywiście szybko się czytało, ale nie mogłam wyjść ze zdumienia, że ledwo Oryński poznał Chyłkę, już zaczyna martwić się o jej życie i w efekcieprzyjmuje na siebie wszelkie niebezpieczeństwa. No i nie podobało mi się to, że bohaterowie oczywiście muszą czuć do siebie pociąg, skoro już mamy parę damsko-męską, a nie ma jednopłciową.
      Co do Warszawy - masz całkowitą rację! Nie wiem, jak na Żoliborzu można się czuć niepewnie, nie wspominając o tym, że żarty z "niebezpiecznej Pragi" też już są mało śmieszne. Ja nie mogłam także wyjść z podziwu, jak oni długo się po tym mieście przemieszczają! Kordian skarży się na przykłąd, że dojazd w obie strony z Mickiewicza do Skylight zjamuje mu prawie dwie godziny, a jakdojade.pl pokazuje, że to maksymalnie godzina. ;)

      Usuń
    5. Tak, dla mnie też relacja między nimi (a zwłaszcza podtekst seksualny) jest za bardzo "instant", za szybko się to dzieje, zwłaszcza, że sytuacja -- normalna praca aż do wypadku Kordiana -- tak średnio może być tutaj takim katalizatorem (jak często się dzieje, kiedy bohaterowie zostają poddani jakiejś niezwykłej wypadkowej okoliczności/specyficznej sytuacji). I nawet ten pociąg by mi nie przeszkadzał, gdybym w niego bardziej wierzyła ;).

      No właśnie, ta niebezpieczna Praga apogeum przeżywa w "Rewizji" (jeśli zdecydujesz się na lekturę, lojalnie ostrzegam: stężenie tego motywu jest tam porażające). I zgadzam się, bardzo podobne miałam odczucia co do poruszania się po Warszawie -- tylko że w kolejnych tomach już to się jakoś jednak wyrównuje, w "Kasacji" za to Kordian faktycznie dziwnie długo się przemieszcza (i to tramwajami przecież!). Dokładnie o tym samym pomyślałam w tej scenie :D.

      Usuń
    6. (I super, że podzieliłaś się wrażeniami po lekturze :)! Dziękuję!)

      Usuń
  5. trochę sceptycznie podchodzę do Mroza, obawiam się podobnego rozczarowania jak przy pani Bondzie ;)
    a czytałaś może "Cichą przystań" Marty Mizuro? zastanawiam się, czy tamta kobieca bohaterka by Ci się spodobała. mnie przypadła do gustu, a z tego co napisałaś powyżej wydaje się podobna do Chyłki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać bawiłam się dużo lepiej niż przy lekturze "Okularnika" (swoje zrobiło też czytanie cyklu od tyłu, bo miałam dodatkowe zagwozdki -- przy czym trochę rozczarowujące jest, kiedy nastawiasz się, że wreszcie zobaczysz te mityczne sceny, o których bohaterowie ciągle wspominają, a one są... no, w porządku, ale bez przesady, nie czułam takiego dreszczyku podekscytowania ;)).

      O, nie czytałam, dodaję sobie do listy i jak znajdę, przeczytam! Czuję się zaciekawiona :). Dziękuję!

      Usuń
    2. "Cicha przystań" jest ciekawie napisana i dobrze się czyta, ale decyzje bohaterki były dla mnie niezrozumiałe i nie do przełknięcia. Wolę Chyłkę :).

      Usuń
    3. Ciekawe, może po lekturze napisałabym coś w ogóle o bohaterkach kryminałów, bo to ciekawy temat (zwłaszcza jakie decyzje podejmują) :). Tak czy inaczej, dodane do listy ;)!

      Usuń
    4. @ Anna: to samo powiedziała moja siostra, ale ja nie przypominam sobie, żebym często kwestionowała wybory bohaterki.

      @ Pyza: o, to by był ciekawy wpis! bardzo dobry pomysł :)

      Usuń
  6. Przyznam, że nie miałam okazji poznać twórczości Mroza, ale chyba szybko to nadrobię! ;) pozdrawiam i zapraszam do Czytane a vista

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostawiam decyzję co do czytania do własnego uznania :). No i również pozdrawiam :).

      Usuń
    2. W sensie: co do czytania Mroza ;).

      Usuń
  7. Czy Kordian w kolejnych tomach nawiązuje jakieś relacje ze współpracownikami z kancelarii? Bo tego mi bardzo w pierwszym tomie brakowało.

    Podrzuciłam "Kasację" mojej mamie, odłożyła zaraz po początku, mówiąc że ona ma dość makabrycznych opisów zbrodni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie. W drugim tomie narzekania "jestem taki wyobcowany, wszyscy inni siedzą tu dla pieniędzy i nie mają życia!" jest mniej, w trzecim do Kordiana co nieco dociera, ale przerzuca się na narzekanie na warszawski Mordor. Zadzierzga za to silniejszą więź z Kormakiem :).

      O, widzisz, a mnie się wydaje, że jak na dzisiejsze standardy, to te morderstwa niemal w ogóle nie są opisane, raczej się o nich opowiada oględnie. Szkoda, że często są tylko pretekstowe -- ale rozumiem, że to ze względu na główną oś fabularną, jaką jest proces.

      Usuń
  8. A ja mam taki wielki problem z "Kasacją". Od razu po przeczytaniu było wielkie WOW, ale im dłużej o niej myślę tym mniej mi się ona podoba, aż w końcu doszłam do wniosku, że ta książka kompletnie nie przypadła mi do gustu. Muszę przyznać, że w przypadku Mroza poszłam za tłumem i poddałam się wszystkim pozytywnym recenzjom i chyba one trzymały mnie dosyć długo, nawet po przeczytaniu lektury. Co najgorsze nie jestem w stanie konkretnie określić co mnie w niej na ten moment odrzuca. Jak na razie nie zamierzam do niej wracać (mimo że stoi grzecznie na półce) ani sięgać po inne pozycje autorstwa Mroza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, gdybym miała wybierać, to "Kasacja" ze wszystkich trzech tomów podobała mi się najmniej. Mimo że jest taką podstawą "wątkową" do ciągu dalszego, gdzie pojawia się właśnie -- wspomniany w notce -- recycling przeróżnych wątków, obecnych już w pierwszym tomie.

      Usuń