Zalety i wady księgozbioru w różnych miejscach albo o książkach rozproszonych



Jak być może zauważyliście, wspominam czasem, że nie mam pod ręką książki, bo została w mym domu rodzinnym albo że nie jestem pewna, czy coś mam na półce, bo być może trzymamy to na regale w domu rodzinnym Domownika. Dzieje się tak, ponieważ jeśli by chcieć dopasować przymiotnik najlepiej opisujący nasze zbiory książkowe, niewątpliwie byłby nim „rozproszony”.


Postanowiłam więc dzisiaj zastanowić się, jakie są zalety (bo wbrew pozorom chyba jakieś są?) takiego rozwiązania. Bo co w końcu, kurczę blade.

Ciągnie nas do powrotów. Nie wiem, czy macie podobną sytuację, ale w związku z powyższym w moim przypadku powrót do domu rodzinnego i przypominanie sobie stojących tam książek jest również miłą podróżą sentymentalną w rodzaju „o, a to czytałam kiedy...” czy „naprawdę, powinnam sobie to powtórzyć, tak mi się to podobało!”. Oczywiście nie trzymam tam wyłącznie książek z dzieciństwa i wczesnej młodości, ale mimo wszystko książki widywane od czasu do czasu są... No, może nie jak nowe książki, ale przyjemnie jest je zobaczyć.

Ciągle okazuje się, że to, czego akurat potrzebujemy, jest gdzie indziej. No to czas na drugą stronę medalu. Oczywiście, że za co drugim razem, kiedy najdzie nas ochota na lekturę i pomyślimy „a nawet mam to na półce!”, okaże się, że owszem, tylko że nie w mieszkaniu, a w domu rodzinnym. Podejrzewam, że podobnie jest, jeśli księgozbiór mamy rozparcelowany po co trudniej dostępnych miejscach w domu i piwnicy.
 
 
 
 Biblioteczkowy zawrót głowy.  



Miejsca jest dość. Nie, to oczywiście jest półprawda, bo jak wiadomo książki rozmnażają się same i jak tylko nabędziecie nowy regał, ciesząc się, ileż jest tu miejsca!, to po dwóch dniach wszystkie półki ma on już szczelnie zajęte dwoma rzędami. Ale mimo wszystko można sobie myśleć, że to miło, że przynajmniej część książek można trzymać gdzie indziej (i udawać, że nie widzi się spojrzeń Rodziców, czekających, aż wykwaterujemy od nich nasze zbiory).

Trudno stwierdzić. Co trudno stwierdzić? Ano, ile tak właściwie ma się książek. Nie, żebym pilnie potrzebowała wiedzieć i zarzucać Was czy kogokolwiek taką informacją, ale czasem na pewno każdy myśli, ile też książek dotąd w taki czy inny sposób nazbierał. A przyznaję, że od lat zniechęcam się, ilekroć pomyślę, że owszem, mogę w napadzie natchnienia policzyć książki w domu, ale to i tak nie zmienia faktu, że jak ruszę do domu rodzinnego, być może natchnienie już uleci i nadal pozostanę z policzoną jedynie częścią. Ot, taki wgląd w Pyzowe rozważania na temat liczenia.
 
 
 
 I jeszcze raz! Trochę jak rollercoaster.
Źródło.
 
 

Porządek. Przynajmniej w teorii trzyma się zatem przy sobie książki a) potrzebne, b) takie, które czytamy, c) takie, które planujemy przeczytać w najbliższej przyszłości. Co sprawia, że dość łatwo je poukładać, jeśli ktoś lubi tematycznie, to już w ogóle, zdawałoby się, raj.

Względny porządek. Tylko że zachowanie takiego porządku wcale nie jest proste, zwłaszcza że dochodzą tu jeszcze książki a) znalezione, b) otrzymane, c) przyniesione z biblioteki, d) pożyczone, e) takie, które obiecujemy sobie przeczytać od matury, f) takie, co do których nie mamy żadnej pewności, skąd się wzięły. W rezultacie może się okazać, że jakiegoś zbioru tematycznego (na przykład, dajmy na to, poezji) wcale nie trzymamy w jednym miejscu, ba, że żadnego w ten sposób nie przechowujemy. Ale – powracając do początku – jaka potem radość z odnalezionych-odwiedzonych książek!

A czy Wy stykacie się z podobnymi kwestiami? Czy może należycie do szczęśliwców z biblioteczką całą w jednym mieszkaniu?

_________
Z ogłoszeń drobnych: istnieje prawdopodobieństwo, że nie zdążę napisać jutro notki, więc kolejna będzie być może dopiero w środę. Wybaczycie, prawda?

Weź dokładkę!

16 komentarze

  1. Plusy (względne) opisałaś chyba wyczerpująco, ale minus jest jeszcze jeden. W moim przypadku jest tak, że do mojego pokoju w domu rodziców wprowadziła się moja siostra i postanowiła zrobić porządek, bo nie umiała się w nich odnaleźć. Cóż, miło. Problem w tym, że teraz ja się nie potrafię odnaleźć, a na pytanie gdzie jest taka a taka książka, siostra odpowiada, że nie wie, bo nie paięta tej książki. Jakbym jej nie kochała, to bym udusiła. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja siostra (niestety) tak samo! :D

      Usuń
    2. Wygląda na to, że siostry to naturalny wróg księgozbiorów ;)

      Usuń
    3. @Karolina.ja, @Wanda, nie tylko siostry tak mają ;). Ale fakt, kiedy ktoś nam porządkuje księgozbiór najczęściej oznacza to, że przez dłuższy czas nie będziemy umieli niczego w nim znaleźć ;).

      Usuń
  2. Księgozbiór mój póki co mieszka sobie spokojnie na moim regale w moim osobistym pokoju...bo prawie żaden z moich domowników niestety książek nie kolekcjonuje...ale obawiam się właśnie rozproszenia moich najdroższych zbiorów, kiedy przyjdzie mi wyjechać na studia.Nigdy wcześniej jednak nie patrzałam na to z takiej strony, że być może będzie mnie on tym bardziej przyciągał do domu i zachęcał do powrotów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest coś miłego w takich powrotach, a potem nawet i w taszczeniu ze sobą książek "które koniecznie, ale to koniecznie, wiecie, muszę teraz zabrać ze sobą" ;). Chociaż ta unikalność doświadczenia, jakim są wszystkie książki w jednym miejscu, wtedy znika.

      Usuń
  3. Ja na razie posiadam wszystko pod jednym adresem, ale wolę nie myśleć, co się stanie, gdy pewnego pięknego dnia się wyprowadzę. Ani tym bardziej, co zrobię z księgozbiorem rodziców. Pewne kwestie są zbyt przerażające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta druga poruszona przez Ciebie kwestia jest z pewnością przerażająca i to jest coś, czego się -- jak mniemam -- nie roztrząsa "na zaś". Właściwie z takimi dylematami, jak rozproszenie książek, też raczej człowiek zwykle radzi sobie ad hoc, mam wrażenie. Chociaż nie wykluczam, że istnieją czytelnicy z całym zapasem planów ;).

      Usuń
  4. No nie, bo część została w Polsce, parę sztuk mam przy sobie i niestety nie mam miejsca, żeby to wszystko tu ściągnąć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, brak miejsca jest tutaj strasznie dotkliwym argumentem.

      Usuń
  5. Czy jestem szczęśliwcem, że posiadam cały mój księgozbiór przy sobie? Jestem tym typem czytelnika, który rzadko kiedy wraca do przeczytanych już książek. Mogę wręcz śmiało powiedzieć, że takich powrotów wręcz nie lubię. Jedynie potrafię smakować ciągle na nowo Harrego Pottera. Reszta mi kompletnie nie podchodzi. Robiłam kilka przymiarek, ale zwykle z marnym skutkiem. Każda próba kończyła się tak samo, dlatego staram odzwyczajać się od kupowania i przyzwyczajać do pożyczania, bo w moim przypadku jest to bardziej opłacalne :) Moja biblioteczka na dzień dzisiejszy jest strasznie nierówna, a moim celem jest, aby na półkach znajdowały się tylko te pozycje, które darzę szczególnym uczuciem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, szczytny cel :). Muszę przyznać, że moje cele się zmieniają, bo zasadniczo też nie kupuję powieści (raczej je wypożyczam, chyba że to książka, którą bardzo chcę przeczytać, a żadna biblioteka, do której jestem zapisana, jej nie ma, albo jest dobra okazja, żeby kupić sobie książkę ;)), ale nawet niekupowanie ich nie sprawia, że nie pojawiają się na moich półkach ;).

      Usuń
  6. Mam wszystkie swoje książki u siebie. Ledwo, ledwo się mieszczą, ale jednak mogę się nimi cieszyć. Gorzej jednak jak planuję je na nowo poukładać, by się jakoś pomieściły. Najczęściej jest tak, że biorę do ręki jakąś książkę i myślę "Ooo... i kiedy ja znajdę czas, by Cię przeczytać?" i podczytuję kilka stron. I tak kilkanaście, kilkadziesiąt razy z rzędu. Moje biblioteczkowe porządki trwają wieeeele godzin :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak, pisałam kiedyś o podejściu do sprzątania książek i tam wspominałam, że i mnie takie podejście jak to Twoje jest bardzo bliskie ;).

      Usuń
  7. Też "rozpraszam" swoje książki. Jest stosik biurkowy, tego, czym się aktualnie zajmuję. Jest stosik łóżkowy, do lektury przedsennej. Jest główny korpus biblioteczny na półkach i regałach, a prócz niego w "konserwach" kartonów tkwią książki, które na półkach się nie zmieściły i stare roczniki czasopism...
    To chyba taki naturalny układ.
    (Nie, nie ma części łazienkowej. Książki brzydzą się wilgoci - ze wstrętem i odrazą marszczą brzegi kartek, gdy tylko ją poczują)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozparcelowanie książek po mieszkaniu/domu to wiadomo, często konieczność (chociaż takie wielkie, profesorskie gabinety to kusząca opcja ;)). Gorzej właśnie, jak ten księgozbiór jest rozparcelowany po kilku domach/mieszkaniach :).

      Usuń