Niespodziewany koniec lata albo Summer Lovin' Book Tag


Jak wiele trzeba, bym w końcu przestała się ociągać i odpowiedziała na pytania tam, gdzie mnie do nich wywołano? Okazuje się, że dobrze działa, kiedy zostaje się nominowanym kilka razy. A tak na poważnie: wprawdzie wakacje w rozumieniu szkolnym się kończą, ale astronomiczne lato jeszcze trochę z nami zostanie, więc podjęłam wyzwanie od autorek blogów Rozkminy Hadyny i Book jeden wie i z końcem sierpnia przychodzę z moimi odpowiedziami (nie krzycząc, jak jeden z malowniczych bohaterów "Niespodziewanego końca lata" rozpaczliwie "Jezus, Maria, na pomoc!"). Pytania są jednak nie tylko letnie, ale i podsumowujące, więc tym samym rozgrzeszam się podwójnie, że dopiero teraz.


Początek lata, czyli książka, która przyciąga uwagę już od pierwszego zdania

Na pytanie, jakaż to książka ma najlepszy początek, moja odpowiedź jest od kilku lat niezmienna i brzmi: „Niecierpliwi” Zofii Nałkowskiej. Są bowiem pisarze, którzy nie mają aż takich wciągających pierwszych zdań, a piszą genialne książki – a są tacy, którzy piszą spokojną, dobrą prozę, a zaczynają od takiego fajerwerku. Nałkowska należy do tej drugiej grupy. Jeśli nie znacie, posłuchajcie:
Fabian Szpotawy wydawał się już wtedy starym człowiekiem, gdy w ciepłe, widne wieczory dawnego lata wracał piechotą od pracy i z wysokiej szosy scho­dził przez furtkę do niskiego ogródka. Cokolwiek dałoby się powiedzieć o jego życiu, to, jak umarł, pozostaje najważniejsze.

A jeśli ciekawi Was, jakie inne pierwsze zdania noszę w kieszeni, zajrzyjcie do tego wpisu.

Za gorąco żeby wychodzić, czyli książka idealna, by zaczytać się w czterech ścianach

To jest sprawa bardzo względna, bo jestem czytelnikiem raczej wychodzącym. Chyba, że przychodzi zima: wtedy najmilej wspominam czasy szkolne, kiedy na ferie wracało się do domu, przysuwało fotel do kaloryfera i zczytywało na tę okazję przygotowany stosik książek. Ale, ale, powiecie, miało być o lecie, a ty nam tu Pyzo serwujesz historie o kaloryferze? Na swoje usprawiedliwienie dodam, że to jednak jest jakoś powiązane: bo od tamtych czasów mam wrażenie, że w ten sposób bardzo dobrze czyta się różnego rodzaju fantasy. Samo przenosi nas do dalekich krajów, więc nie musimy wychodzić, żeby pozwiedzać. A co bym tak polecała? Może cykl o Zgubie Smoków Barbary Hambly, z ciekawą wizją, że bohaterstwo nie kończy się – a może nawet i nie zaczyna – tam, gdzie rusza się z mieczem na smoka? Albo cykl o przygodach dzielnego serowara i jego leciwego psa pióra Jamesa P. Blaylocka? O, tego ostatniego mogliby wznowić, bo to bardzo przyjemna seria.

Letnia wycieczka samochodowa, czyli książka idealna na podróż

Książki idealne do podróży zasadniczo powinny być niewielkie, mieścić się do bagażu podręcznego i być poręczne, by je z niego zawsze wyciągnąć (ergo: dzielnie walczyć, by nie zostać przygniecionymi przez kanapkę, butelkę soku i ubrania na zmianę). Co powiedziawszy wymienię tu książkę absolutnie nie odpowiadającą tym wytycznym, ale z którą w zeszłym – nieco bogatszym w urlopy – roku zawiozłam ze sobą za granicę i przeczytałam, czyli „Obłok Magellana” Stanisława Lema. Nadal będę się upierać, że to książka bardzo dobra (chociaż autor za nią nie przepadał – co zrozumiałe, jeśli się weźmie pod uwagę, że socrealizmu kosmicznego tam trochę jest; ale i o nim pisałam, że można go wziąć w nawias), a że i jej bohaterowie podróżują to nic, tylko spakować ją i ruszać w trasę.



Słonecznik ten ma zapewnić przerwę, jakże lubą w lekturze, a jest on tu, bo w ostatnich dniach łupię sobie słonecznik przy lekturze.


Mrożone herbaciane pyszności, czyli książka z zimną scenerią

Tutaj poleciłabym książki kanadyjskie, bo one mi się bardzo z taką zimną scenerią kojarzą i za każdym razem, jak je czytam, mam wrażenie, że wokoło trzaska mróz, mgła zaściela horyzont, a do tego trzeba by się jeszcze zaopatrzyć w drwa, bo kominek już ledwo przędzie. Z lektur, które tak zapadły mi w pamięć, poleciłabym „Kronika portowa” E. Annie Proulx, a z niedawnych odkryć „Dostatek” Michaela Crummeya.

Słoneczne poparzenie, czyli książka, która zawiodła Cię w tym roku

Na szczęście ten rok raczej w takie nieobfituje, ale gdybym miała podrzucać Wam moje żale i rozczarowania, to najmniej mnie w tym roku ujęły książki raczej chwalone: „Okularnik” Katarzyny Bondy oraz „Stryjeńska. Diabli nadali” Angeliki Kuźniak. Z różnych powodów były to lektury rozczarowujące, ale w obu przypadkach było mi smutno, więc niechaj wskoczą do odpowiedzi na to pytanie.

Upalne czytadła, czyli jedna z najlepszych Twoich książek tego roku

Trochę mi głupio wpisywać ją obok słowa „czytadło”, bo z czytadłem ona nic wspólnego nie ma (chyba, że przyjmiemy, że czytadło to coś, co czytamy, po prostu, chociaż może powinno być to coś, czym czytamy - skoro radłem radlimy?). I niech będzie, że wpiszę tutaj ledwo co przeczytany „Widnokrąg” Wiesława Myśliwskiego, jako zapowiedź wpisu o tej książce, jak się tylko moje wrażenia czytelnicze z niej uleżą.

Weź dokładkę!

6 komentarze

  1. Fajny tag ;) Żadnej z wspominanych przez Ciebie książek nie czytałam, przynajmniej jeszcze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę dodać -- polecane polecam :-)!

      Usuń
  2. Faktycznie, dobrym podsumowaniem lata jest ten tag :) Miło przeczytać Twoje odpowiedzi Pyzo! I chyba w końcu wezmę i zakupię (lub wypożyczę) Crummeya bo mi przypomniałaś jaką miałam na niego ochotę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Crummey jest cudowny w "Dostatku", z innymi powieściami nie miałam jeszcze do czynienia, ale ta jest udana bardzo :-). I klimat, i historia, i sposób jej opowiedzenia -- cudeńko :-).

      Usuń
  3. Słonecznik do książki <3

    "Widnokrąg" wciąż leży u mnie na półce, troche się kurzy... Trzeba go będzie wreszcie wyciągnąć, prawda? Będę czekać na Twój wpis o nim:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy odpowiednim ustawieniu sobie książki, słonecznika i czegoś na łupinki -- niezastąpiony to kompan o tej porze roku :-). A "Widnokrąg" bardzo, bardzo warto! Właśnie się zabieram, żeby rekomendować go w osobnej notce :-)!

      Usuń