Kilka książek na powrót na uczelnię albo dawno niewidziany wpis okolicznościowy


Pomyślałam sobie, że dawno – oj, dawno – nie było żadnego wpisu tematycznego. Dalej, pomyślałam: jest październik, a jak październik, to zaczyna się praca uczelni, a jak praca uczelni, to może powieści z uniwersytetem w tle? Wybór jest jak zwykle subiektywny i ograniczony – siłą rzeczy – do tego, co czytałam i co prezentuje różnorodne wątki z uczelniami związane. Jeśli szukacie czegoś na początek semestru, możliwe że znajdziecie poniżej jakąś podpowiedź.

Trudne życie studenta, który wyjeżdża na studia

Paweł Huelle, Castorp

Castorp to dla mnie taka właśnie wczesnojesienna lektura. Oto student, który dostaje się na wymarzony właściwie kierunek w mieście, które jest daleko, ale na pewno jest ciekawe – na miejscu okazuje się jednak, że rzeczywistość odbiega od wyobrażeń, ale przecież trzeba sobie z nią jakoś radzić. Castorp poznaje więc Gdańsk – czy próbuje poznawać, byłoby stwierdzeniem bardziej precyzyjnym – stara się zaaklimatyzować w pokoju, który podnajmuje od ambarasownej gospodyni, dziwi się światu i temu, że kraj niby ten sam, a obyczaje i okoliczności zupełnie inne. No i chodzi na uczelnię, i dojeżdża, jeśli zdąży na tramwaj. I spaceruje po Wrzeszczu, i rozmyśla. Jeśli akurat zaczęliście studia w innym mieście – sięgnijcie, kawałek nieco melancholijnej, ale i intrygującej w takim kontekście prozy.

Trudne życie studenta wynajmującego mieszkanie

Lucy Maud Montgomery, Ania na uniwersytecie

Może powiecie, że poszłam na łatwiznę, ale to po lekturze tej części Ani utkwił mi w głowie obraz dziewcząt wprowadzających się do wynajętego domu i właścicieli, którzy stanowczo zabraniają im wbijać w ściany jakiekolwiek gwoździe, żeby coś na nich zawiesić. Zresztą temat „wyjeżdżam się uczyć i mieszkam poza domem” pojawił się już w Ani z Zielonego Wzgórza (pamiętacie poduszki? -- dopisek: jak słusznie zwróciła uwagę w komentarzach Pigwa, poduszki były również w części uniwersyteckiej, ale widzicie, jak sugestywnie duch tych poduszek przeniknął moją pamięć o Ani?), ale skoro miało być o uczelniach – to przywołuję część o uniwersytecie. Co ciekawe, mam wrażenie, że część o szukaniu i wynajmowaniu mieszkań niewiele straciła na aktualności.

 Z powodów widocznych (oraz już niedługo nowych odcinków!) przy tym wpisie
towarzyszyła nam będzie Rory Gilmore.


Trudne życie studenta w czasie egzaminów

Wiesław Myśliwski, Ostatnie rozdanie

To nie musi być najlepsze skojarzenie – bo jest właściwie o tym, czego lepiej nie robić w czasie egzaminu – ale wśród wielu tematów, jakie są w Ostatnim rozdaniu obecne wyjazd na studia i podchodzenie do egzaminów są jedynymi z najsilniejszych. Bohater studiuje na uczelni artystycznej, przeżywa kryzysy, denerwuje się i co prawda to wszystko nie kończy się jakoś specjalnie optymistycznie, ale jest interesującym spojrzeniem, bo pokazuje to, co jest dalej. A przecież czasem wydaje się, że tylko egzamin i koniec, kropka.

Trudne życie studenta, który musi dorabiać

Hanna Januszewska, O Bartku doktorze

A skoro już o niekonwencjonalnych wyborach mowa: sięgnijcie po U złotego źródła, a tam właśnie po wersję znanej historii w wykonaniu Hanny Januszewskiej. Jej Bartek jest faktycznie bohaterem opowiadania, a nie wyłącznie kolejnym wcieleniem dobrze nam znanej postaci – i wyrusza na studia. Jest drogo, musi dorabiać, stara się jakoś powiązać koniec z końcem, nauczyć wymarzonego fachu, no i pracować w miarę blisko niego już w czasie nauki. A że mamy w tle quasi-średniowiecze, to wszystko jest podlane cudownie absurdalnymi miejscami pomysłami na to, jak też przekonać klienta, że dostał to, po co przyszedł.


Trudne życie kadry

Terry Pratchett, Niewidoczni Akademicy

Pratchett jest jednak mistrzem ironizującego spojrzenia na rzeczywistość i pozostaję w nieustannym zdumieniu, jak przetworzył początkowo zupełnie farsową rzeczywistość magicznej uczelni Niewidocznego Uniwersytetu w celną obserwację tego, co bywa bolączką uczelnianą właściwie chyba wszędzie. Magiczni profesorowie, którzy suną zwykle gdzieś ponad głowami studentów, z pewną świadomością, że ci studenci gdzieś tam jednak są; wiecznie doktoryzujący się Myślak Stibbons, który by bardzo jednak chciał wreszcie osiąść na uczelni, bo i tak jako jedyny wie, jak to wszystko właściwie działa; nowy nadrektor, który w sumie to nawet i reformuje uczelnię, ale nie jest to ani proste, ani nie idzie – spójrzmy prawdzie w oczy – według jakiegokolwiek planu (ach, rzeczywistość uczelni niejednego może zaskoczyć, nawet i rektora). Ale nie jest tak, że dostajemy tylko kąśliwe uwagi o tym, co (nie)działa, bo jednak uniwersytet jest wspólnotą i potrafi razem coś zrobić – chociaż potrzeba mu ku temu bodźców z zewnątrz (a może: przede wszystkim). I stąd wybrałam do zestawienia akurat Niewidocznych Akademików.


Trudne życie kadry na wymianie międzynarodowej

David Lodge, Zamiana. Opowieść o dwóch uniwersytetach

Nie mogło zabraknąć mistrza powieści uniwersyteckiej, czyli Davida Lodge’a. Wybrałam Zamianę, bo nie dość, że dzieje się w tak zwanych ciekawych czasach, to jeszcze bardzo ładnie pokazuje i zmaganie się z pewną wpojoną i wypracowaną latami trudnych doświadczeń pracowniczych wizję uniwersytetu skonfrontowaną z czymś zupełnie odmiennym. Dwóch profesorów zamienia się miejscami i stara zobaczyć, jak też się żyje temu drugiemu. Jest komicznie, jest tragicznie, jest dokładnie tak, że doskonale się to czyta. 

***

A czy Wy macie swoje ulubione powieści dziejące się na uniwersyteckich kampusach, w salach wykładowych i akademikach?



Weź dokładkę!

23 komentarze

  1. Tak, mam ulubioną powieść uniwersytecką. To „Bestie” Carol Oates. Akcja toczy się w akademikach, bohaterką jest studentka zakochana w jednym z profesorów. Ciekawa książka. To dzięki niej polubiłam Oates. Mam wrażenie, że w literaturze temat życia uniwersyteckiego poruszany jest dosyć rzadko. O wiele łatwiej natrafić na powieść o licealistach. :)
    PS
    Widzę, że niewiele osób głosowało na „Pochwałę macochy”. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, "Bestie" rzuciły mi się już kiedyś w oczy, ale nie pokojarzyłam wtedy, że to książka uniwersytecka -- muszę sprawdzić. Co mi z kolei przypomina, o temacie "Konającego zwierzęcia" Rotha -- powieści o przemianach uniwersytetów amerykańskich po rewolucji roku 1968 i właśnie romansie profesora i studentki.

      Jest cała gałąź takiej "literatury kampusowej", jednak uczelnie to też środowiska interesujące dla pisarzy :-).

      Jeszcze zostało kilka dni, więc nigdy nie wiadomo :-). Ale nie chcemy, żeby te książki przepadały, na pewno jeszcze zapytamy w jednej z następnych ankiet o chęć czytania "Pochwały..."!

      Usuń
  2. A poduszki nie były przypadkiem też w "Ani na uniwersytecie"? Chodzi o te, co to "odpoczęły", gdy Ania wzgardziła potomkiem rodu Sloane'ów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dałabym się pokroić, że poduszki były w pensjonacie w "Ani z Zielonego Wzgórza" -- sięgnęłam, by wyszukać tę scenę, za którą to dałabym się pokroić, i jej tam nie ma :-). Tak, poduszki rozeszły mi się widać na obie te części -- dzięki za uwagę :-)!

      Usuń
  3. "Ania na uniwersytecie"! Tak, to jedna z moich ulubionych w tej kwestii.
    Z opowieści okołouczelnianych lubię też "Absolwentów" Ericha Segala, który może i pisze w kółko to samo, ale robi to nieźle.
    David Lodge brzmi bardzo obiecująco - muszę sobie zapamiętać, dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, Lodge napisał kilka powieści kampusowych, to taki jego znak szczególny (z mniej uniwersyteckich jego powieści polecam też "Gdzie leży granica").

      Przyznam, że po Segala nie sięgnęłam jak dotąd, kojarzył mi się zawsze z melodramatami -- nie wiem, czy słusznie.

      Usuń
  4. Fabuła "Tajemnej historii" Donny Tartt, także rozgrywa się na uniwersytecie.
    Lodge pisze doskonale!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam o "Tajemnej historii" i myślę, że kiedyś pewnie po nią sięgnę, chociażby właśnie ze względu na uniwersyteckie tło :-).

      Usuń
  5. "Tajemniczy opiekun" Jean Webster! Znienacka mi o niej przypomniałaś i chyba właśnie idę wyciągnąć z biblioteczki i schować się pod koc w ten deszczowy dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało się :-)? U mnie "Tajemniczy opiekun" czeka na powtórną lekturę (ba, stoi na dobrze widocznej półce w jej najlepiej widocznym miejscu"), bo bardzo jestem ciekawa, jak się to będzie teraz czytało.

      Usuń
    2. Udało się :) I zastanawiam się teraz, czy nie wyrzucić z biblioteczki, kwestia romansu/wychowywania sobie żony zostawiła mi nieprzyjemny posmak (uhm, literacki? nawet przy poprawce na epokę...

      Usuń
    3. Mam wrażenie, że to jest pewien stały motyw, im dłużej czytam literaturę epoki (i wcześniejszą!), tym bardziej mi się to nasuwa. Bo i u Dickensa, i u Eliot są podobne rzeczy -- w "Tajemniczym..." jednak jest to tak jakby... bardzo bezpośrednio ujęte? No i mąż piękny i młody, nie zaś staruszek, jak w wymienionych wyżej przykładach. Dlatego chcę sobie odświeżyć, by poddać analizie na świeżo właśnie, a nie z pamięci ;-).

      Usuń
  6. Hm, już dawno nie sięgałam po powieści o podobnej tematyce... Trochę szkoda. Do całego cyklu o Ani chciałabym wrócić, tylko ciągle brakuje mi czasu:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że może zdążę latem sobie odświeżyć całość, ale ponieważ się nie udało, to kto wie, może zimą? Każda pora dobra, byleby właśnie wygospodarować sobie troszkę czasu :-).

      Usuń
  7. Segal i jego"Love story" oraz wspomniani wyżej "Absolwenci".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, z Segalem mam problem, bo mam uczulenie na literackie melodramaty i nie mogę na nie nic poradzić, więc przed jego książkami raczej się chowam ;-).

      Usuń
  8. Nie stricte uniwersytecka, ale z wykładowcą w rolki głównej. Seria o Wilcie. Ciekawe czy wciąż mnie śmieszy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zastanawiałam się nad serią o Wilcie i podobnie jak Ty, czy jeszcze mnie by śmieszył. Sprawdzać-nie sprawdzać? Oto jest pytanie ;)

      Usuń
    2. Chodzi o powieści Toma Sharpe'a? Wyglądają interesująco, coś jest na rzeczy z tymi angielskimi akademikami opisującymi życie uczelniane ;-).

      Usuń
    3. Dokładnie. Część czytelników zarzuca mu wulgarność i koszarowy humor, ale mnie akcja z sex lalką zapadła głęboką w pamięć i jak tylko sobie ją przypomnę, to mam zaciesz. Jak już ustalę z ZwL kwestię zwrotu Sharpa, to nie omieszkam sprawdzić czy z resztą też :)

      Usuń
    4. To ja poczekam najpierw na wrażenia z re-lektury :-)! Chociaż nie omieszkuję zapamiętać Sharpe'a -- przy wizycie w bibliotece rozejrzę się, czy mają.

      Usuń
  9. Jak dobrze tu wrócić... :)
    A nawiązując do postu: jeśli miałabym wybierać książkę ze Świata Dysku, to prędzej wybrałabym "Ostatni kontynent", bardzo mocno koncentruje się na magach, czyli specyficznym ciele akademickim właśnie. To, co wiemy o Niewidocznym Uniwersytecie jest zwykle rozsiane po innych książkach z serii, tutaj jest przypominane od nowa. "Niewidoczni akademicy" mimo wszystko wg mnie skupiają się na postaciach nieakademickich z uniwersytetem związanych. A ten, kto zna trochę historię piłki nożnej i tego, jak się kształtowała, na pewno znajdzie tu znajome wątki - dla mnie z tego powodu jest to perełka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, zawsze miło Cię tu widzieć :-).
      Myślałam o "Ostatnim kontynencie", on jest też mocno osadzony w takiej kąśliwej satyrze nie tylko na środowisko akademickie, ale i na pewien określony sposób uprawiania nauki, czy myślenia o nauce i ewentualnych wymiernych korzyściach z niej płynącej, więc jak najbardziej się zgadzam, że tutaj pasuje!

      Usuń