U progu trzeciej dziesiątki albo o "Adulthood is a Myth" S. Andersen

Na pewno znacie Sarah. To jedna z młodych twórczyń komiksów internetowych, które pewnie przewinęły się Wam w Sieci, może ktoś wrzucił to na swój profil, może gdzieś został nimi zilustrowane jakiś artykuł. Sarah Andersen zdecydowała się wydać książkę, w której znalazło się trochę publikowanych, trochę niepublikowanych komiksów o dziewczynie lat około trzydzieści, mieszkającej z chłopakiem, królikiem zyskującym niekiedy znaczną świadomość, i, no cóż, żyjącą sobie i mniej czy bardziej wygrywającą z rzeczywistością.



Właściwie, muszę przyznać, choć stronę autorki staram się czytać w miarę regularnie (czyt. wypatruję komiksów jak dżdżu lub zupełnie o niej zapominam i czytam hurtem kilka odcinków), nie jestem pewna, czy wszystkie odcinki, jakie dostaliśmy w książce, były tam opublikowane, czy też nie. Stąd użyłam wytrychu „trochę publikowanych, trochę niepublikowanych”. Pytanie, po co wydawać książkę, jeśli byłyby w niej same publikowane? Wydaje mi się, że to jednak niezły sposób na przypomnienie o nich, powrót nieco mniej losowo i w innej kompozycji do tego, co znamy, o czym zapomnieliśmy, co nam umknęło. Książka nie zawiera tak naprawdę wiele więcej: każda strona, w nieco mniejszym i bardziej kwadratowym formacie niż zwykle, to jeden komiks. Czasami rozbity na dwie, czasami na trzy, cztery albo więcej ramek. Każdy to jedna historia.

Bohaterka prowadzi całkiem zwyczajne życie i o zwyczajnych, niezupełnie poważnych, ale i wcale nie zawsze takich błahych kwestiach tu mowa (czy może inaczej: one są błahe, póki się nie powtarzają dość natrętnie lub póki się nie okaże, że to część większej całości). Udaje się więc na zakupy, by kupić bluzkę, ale spod każdej mierzonej sztuki odzieży wygląda jej stanik – czy zatem producenci ubrań zapomnieli już, że nosi się pod nimi biustonosze? Idzie do pracy i przez cały czas myśli, że wolałaby siedzieć na kanapie w piżamie. Objada się na święta. Żeby nie odbierać niechcianego telefonu pisze esemesa, że absolutnie nie może odebrać z powodu ścisku wokół. Inne komiksy to z kolei próba pokazania absurdalności pewnych sytuacji: jak w tym, w którym bohaterka pokazuje, jak wyglądałyby social media w rzeczywistości („Zjadłam burgera!” krzyczy ze sceny, a tłum znajomych skanduje „Lubię to!”, „Ja też!”) albo tam, gdzie walczy ze stygmatyzacją owłosionych nóg (jeśli czytaliście komiksy Andersen na pewno zauważyliście, że to często powracający u niej temat). Bawi się formą („oślepłam” – krzyczy bohaterka komiksu, w którym jako ofiara zakochania dostaje zamiast oczu serduszka).
Skoro bohaterka mieszka z królikiem, to niech nam u z kadru wyjrzy nieco melancholijny przedstawiciel tego gatunku (mam nadzieję, że nie pomyliłam go z żadnym jego krewnym!).

Przy czym Sarah jest raczej nieśmiała, raczej chciałaby, żeby było jej wygodnie, ale też raczej przejmuje się światem, tym co się na nim dzieje i tym, co napotkani ludzie mogli by o niej pomyśleć. To wszystko razem skutkuje nie tylko próbami oswajania rzeczywistości (najczęściej w postaci antropomorfizowania otoczenia lub części ciała – macica bohaterki to osobna bohaterka wielu paneli), ale i obśmiewaniem jej, żeby chociaż trochę lżej znosić rzeczy, urastające niekiedy do rangi ogromnego problemu. „Adulthood is a myth”, bo tak nazywa się ten zbiór – rychło w czas piszę o tytule, nieprawdaż? – ma swój motyw przewodni właśnie w postaci tego zderzania się oczekiwania na „jak to będzie być dorosłym” z rzeczywistością „ależ ja teoretycznie jestem dorosła”. Bohaterka więc odpowiada na pytania, czemu nie chce mieć dzieci, czuje się jak wyrzucona z samolotu z przeciętnie działającym spadochronem („tak wygląda ukończenie studiów”) i lubi wyobrażać sobie siebie jako babuleńkę, która pokazuje wnuczkowi album pełen selfie albo skuloną na kanapie przy oglądaniu Netflixa od półwiecza. Nie ma w tym tomie komiksów niekiedy bardziej ponurych, ale kto wie, może znajdzie się w kolejnym?

„Dorosłość jest mitem” pokazuje, że to, jak wygląda rzeczywistość, jak ją widzimy i jak o niej myśleliśmy zanim przyszła, usiadła koło nas na kanapie i zaczęła natrętnie spoglądać nam w oczy, to kilka różnych, nie zawsze składających się w spójną całość kwestii. Dobra lektura!

Weź dokładkę!

12 komentarze

  1. Bardzo lubię komiksy Sarah i z chęcią zakupię książkowe wydanie jej pasków, gdy przetłumaczą je na język polski :) Nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale często, gdy oglądam jej komiksy, myślę sobie "właśnie tak mam!" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ciekawa jestem, bo na przykład czeskie tłumaczenie już jest. A myślę, że i u nas autorka ma wielu fanów :-). I też często przy lekturze mam dokładnie takie uczucie! ;-) Mam wrażenie, że albo Andersen łapie "typowość", albo na pewnym poziomie naprawdę jesteśmy wszyscy w pewien sposób podobni (w określonych warunkach, oczywiście).

      Usuń
    2. To oby i u nas się ukazało :) Ha, myślę, że na pewnym poziomie jesteśmy podobni (nie wiem, czy to kwestia pokolenia? Może tak) ;) Tak samo często utożsamiam się z obrazkami Odmęty absurdu - nie wiem, czy też je obserwujesz?

      Usuń
    3. Pokolenia, podobnych zjawisk, które nas otaczają, podobnej codzienności może? Pewnie po trochu wszystko :-). O, nie, Odmętów absurdu nie znam, muszę zobaczyć, co to takiego!

      Usuń
    4. To koniecznie :)! Chyba Ci się spodoba.

      Usuń
    5. Szukałam, szukałam, ale znalazłam tylko pojedyncze obrazki na FB -- czy oni mają stronę, na której można nieco bardziej systematycznie zapoznać się z ich twórczością, a którą mi google ukrywa... :-)?

      Usuń
    6. Jest strona autorska na facebooku - nazywa się Odmęty Absurdu :) Poza fejsem istnieją chyba tylko stronki sprzedające gadżety z tymi obrazkami ;)

      Usuń
    7. OK, czyli tam się trzeba zanurzyć! :-)

      Usuń
  2. Uwielbiam te komiksy, ale ponieważ nie ogarniam internetu, nie wiedziałam do tej pory, kto jest ich autorem ani jak się nazywają. Ot, takie fajne internetowe cudeńka. Chętnie bym kupiła taki zbiór zamiast ganiać za nimi w internecie, nawet po angielsku, chociaż myślę, ze moje tłumaczenia na marginesach trochę by szkodziły i lepiej poczekam, aż przetłumaczy to profesjonalista :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to w takim razie polecam całą stronę, żeby poczytać :-). Ciekawa jestem, kiedy będzie polskie tłumaczenie, bo trochę tych przekładów już się ukazało, więc sądzę, że to kwestia czasu.

      Usuń
  3. Komiksy Sarah Andersen są genialne;) Takie... prawdziwe i życiowe. Przynajmniej czasami;) Bardzo je lubię, chociaż przyznaję że raczej nie sięgnęłabym po wersję papierową, przynajmniej po polsku. Jakoś po angielsku brzmi mi to wszystko lepiej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że trzeba by było znaleźć dobry sposób tłumaczenia ich, tak żeby nie straciły uroku. Ale nie jest to pewnie niemożliwe. Chociaż kiedy zna się je w oryginale -- jak ze wszystkim -- zwykle coś zgrzyta. Ale kto wie ;-).

      Usuń