W modrzewiowym labiryncie albo o „Mansfield Park” J. Austen

W modrzewiowym labiryncie albo o „Mansfield Park” J. Austen



Myślę, że najlepsze zajęcie dla nas to siedzieć tu wygodnie i nic nie robić. 
Pan Rushworth o tym, co przystoi w towarzystwie,
rozdział XIX „Masfield Park” Jane Austen

Ten labirynt w tytule to nie tylko ukłon w stronę Vladimira Nabokova i jego „Wykładów o literaturze” – argumentuje on, że czytelnik lepiej poczuje się przy i więcej skorzysta na takiej lekturze powieści, która pozwoli mu sobie wyobrazić ten modrzewiowy labirynt Mansfield – ale też i w stronę polskiej telenoweli z lat dziewięćdziesiątych. Nie wiem, czy pamiętacie, „W labiryncie” było pierwszą polską soap operą. I z „Mansfield Park” sprawa jest właśnie tak złożona: równocześnie jest to wycyzelowany obrazek, z drugiej, niewątpliwie, najbardziej może ze wszystkich powieści Jane Austen, prekursor nieskończonych wątków do opowieściach o miłości – takich wątków, które, zwłaszcza w pewnych literackich zakątkach, spotyka się wcale często.
Tyyyyle, czyli ile? Albo o tym, co to znaczy "dużo czytać"

Tyyyyle, czyli ile? Albo o tym, co to znaczy "dużo czytać"



Co to znaczy dużo czytać? Bo widzicie, to jest na pozór proste pytanie, ale spróbujcie na nie odpowiedzieć. Zazwyczaj komentujemy zdaniem „on/a dużo czyta” fakt – stwierdzamy naocznie, widząc dowody (sporą biblioteczkę, zapisy z karty bibliotecznej, rozumiejącą minę księgarza, kiedy z tą osobą kupujemy książki, czy po prostu sytuację, w której notorycznie spotykamy kogoś z nosem w książce). Ale co to właściwie znaczy? I czy „dużo czytać” zależne jest naprawdę od ilości przeczytanych książek? A co w sytuacji, kiedy – na przykład – mamy takiego czytelniczego Josepha Granda, który nic, tylko czyta o tej amazonce w Lasku Bulońskim?
Pikniki z Klasyką #16: Przypadki chodzą po ludziach albo o „Przygodach księdza Browna” G. K. Chestertona

Pikniki z Klasyką #16: Przypadki chodzą po ludziach albo o „Przygodach księdza Browna” G. K. Chestertona



Kiedy Tarnina zaproponowała, żebyśmy w czasie lipcowego pikniku – podobnie jak w roku ubiegłym – pochyliły się nad klasyką kryminału, przyklasnęłam temu pomysłowi z radością. Wszak co może być przyjemniejszego, niż klasyczny detektyw, w sutannie, często przedstawiany jako przeciwieństwo Sherlocka Holmesa i z dość entuzjastycznymi recenzjami, i pozycją w światowym kanonie? Wpis Tarniny na ten temat znajdziecie tutaj, a ja tymczasem zapraszam Was na swoje kilka groszy dorzucone w temacie.
Tylko jedna książka albo o pewnej zmienności

Tylko jedna książka albo o pewnej zmienności



Czy zastanawialiście się czasem, jaką książkę zabralibyście na bezludną wyspę? To jedno z takich pytań, które sobie krąży i wcześniej czy później pewnie je gdzieś przyuważyliście. Ale nie o tym chciałam pisać: na podstawie takiego pytania chciałabym się zastanowić, jaka jest moja „książka o wszystkim”. Bo wiecie: na bezludną wyspę zabralibyśmy może coś, co bardzo lubimy, może coś, co można czytać ciągle od nowa, może coś, co jest nam szczególnie bliskie. Albo właśnie: jest w pewien sposób „o wszystkim”.
5 moich ulubionych sztuk Szekspira albo Rok Barda w toku

5 moich ulubionych sztuk Szekspira albo Rok Barda w toku



Właściwie – z niewieloma, naprawdę, wyjątkami – trudno by mi było zrobić podobny zestaw w przypadku innego dramatopisarza. Ale jeśli chodzi o Szekspira, którego zna się, nawet jeśli myśli się, że się nie zna (taka kulturalna osmoza zachodzi tutaj czasem zupełnym przypadkiem, bo Szekspira się przerabiało i przerabia, czerpiąc z niego garściami inspiracje, wątki, sposoby rozwiązania fabuły i tak dalej), sprawa była tylko kwestią czasu.
Opętany przez duchy albo o „Pałacu” W. Myśliwskiego

Opętany przez duchy albo o „Pałacu” W. Myśliwskiego



Może więc tylko udajemy życie?
[cytuję za wydaniem Czytelnika z serii „Głowy wawelskie” z roku 1982, s. 383]

Oj, pałętałam się ja Wam po tym pałacu długo, mimo że książka rozmiarów mikrych i teoretycznie jak w sam raz dla mnie: i tematycznie, i koncepcyjnie. Ale długo czytałam, bo i nie najłatwiejsza to książka. Ba, Myśliwski bierze tu na warsztat rzecz arcyciekawą: przez jedną osobę przemawia chór głosów. W pustym budynku mamy jednego bohatera, w wielowątkowej, przewęźlonej przez samą siebie opowieści. Nie będę udawać, trudna to książka.
Przebudowa regału (albo Sceny z życia książek #10)

Przebudowa regału (albo Sceny z życia książek #10)


Teoretycznie zamierzeniem cyklu jest wyłapywanie ciekawostek z życia książek. Wiecie: a to się jakaś szczególnie ciekawie ustawi, a to przyłapię ją na nietypowym zachowaniu, a to zauważę, że na regale dzieje się coś podejrzanego. Ale dzisiaj zamiast tego będzie coś, co można by nazwać prezentacją półek, albo poniekąd shelfie. Takie nieco niewyraźne (bo wiadomo), ale uwieczniłam cały proces, więc pomyślałam: a czemu, w sumie, nie?
Prawie wszystkie powody, dla których nie powinniście czytać Hrabala albo wpis z inspiracji

Prawie wszystkie powody, dla których nie powinniście czytać Hrabala albo wpis z inspiracji



Otóż rozmawiałyśmy sobie kiedyś z Tanayah – ja ją namawiałam, żeby dała szansę Hrabalowi i coś jego autorstwa przeczytała, ona zaś odpowiadała, że im bardziej ktoś ją do czegoś nakłania, tym mniej ma ochotę to coś robić. Na pewno zresztą każdemu z nas znana jest taka przekora, która ujawnia się wtedy, gdy akurat nas się namawia na coś innego (znana powszechnie jako „tak bardzo muszę posegregować zimowe swetry, bo jest sesja!”). Postanowiłam więc, że napiszę wpis o tym, czemu dobrze jest czytać Hrabala – który będzie wpisem o tym, czemu absolutnie po jego twórczość nie sięgać.
Kilka słów o pisaniu albo... No cóż, kilka słów o pisaniu

Kilka słów o pisaniu albo... No cóż, kilka słów o pisaniu



Ponieważ, jak się już Wam nie raz przyznawałam, myślę najlepiej przy pisaniu (i kiedy muszę roztrząsać jakiś problem jestem bliska robienia list „za” i „przeciw” jak bohaterki „Gilmore Girls”), więc wpisy, które się tu pojawiają, wynikają często z tego, że sama się chcę nad jakimś problemem dotyczącym książek czy czytania w ogólności zastanowić. Po dłuższej – jak na mnie – przerwie od pisania bloga chciałabym się więc zastanowić, co takiego w blogowaniu lubię, a czego nie, czemu siadam i piszę. W końcu to niezły pomysł po prawie dziesięciu dniach bez pisania, nieprawdaż?