Na progu albo o „Dziewczętach z Nowolipek” P. Gojawiczyńskiej (Pikniki z Klasyką #18)

Na progu albo o „Dziewczętach z Nowolipek” P. Gojawiczyńskiej (Pikniki z Klasyką #18)



„Dziewczęta z Nowolipek” są książką niewyważoną. Długo deliberowałam nad tym, jakiego przymiotnika użyć. Gojawiczyńska siedzi bowiem w tej odsłonie swojej twórczości w progu. Nie widać więc stąd ani całego pokoju, ani przedpokoju, a tylko to, co akurat da się uchwyć wzrokiem z tego taboretu, na którym siedliśmy razem z nią w tym wspomnianym progu. A równocześnie to książka bardzo trudna do opisania: bo temat podejmuje bardzo ważny, przeprowadza przez interesujące rozmyślania, a równocześnie gdzieś jednak szwankuje w formie. Co pozostawia ją pozycją szalenie ciekawą do analizy -- i bardzo trudną jednocześnie.
Typowy perry! Albo o "Samotni" Ch. Dickensa czytanej przez V. Nabokova

Typowy perry! Albo o "Samotni" Ch. Dickensa czytanej przez V. Nabokova



Literatura nie jest czymś; sama w sobie stanowi istotę rzeczy.
Vladimir Nabokov, Wykłady o literaturze, s. 171.

Być może pamiętacie, że prawie rok temu pisałam o „Samotni” Charlesa Dickensa, która gościła na naszych Piknikach z Klasyką. Powróciwszy do niej teraz, szykując się na drugi odcinek Nabokoviady, i zajrzawszy do wykładów Vladimira Nabokova odkryłam z niejakim zdumieniem, że zwróciłam uwagę na wiele kwestii, które są kluczowe w wywodzie rosyjsko-amerykańskiego pisarza. Dlatego pozwólcie, że zamiast się powtarzać z tryumfalnym okrzykiem „ha!”, poświęcę ten odcinek, by zastanowić się nad tym, co i jak pisze Nabokov.
Czytanie Myśliwskiego albo koniec lata, a właściwie początek jesieni

Czytanie Myśliwskiego albo koniec lata, a właściwie początek jesieni



No to przeczytałam – zadając sobie na przemian w trakcie tego minionego już lata pytania „ależ to dobre, czemu nie sięgnęłam po to wcześniej” oraz „dlaczego ja latem nie czytam książek nieco lżejszych, no dlaczego”. Bo to jest trochę tak, że wychodzi wtedy z człowieka czytelnicza przekora: podoba się, ciekawi, ma się wrażenie, że robi się coś, co się chciało – ale i ciągnie ku półkom, na których przechowuje się lektury lżejsze, na lato właśnie. Jak się czyta Myśliwskiego? Z perspektywy tych wszystkich książek można odpowiedzieć długo, ale można i krótko.
Po sezonie albo kto słucha narratora „Traktatu o łuskaniu fasoli” W. Myśliwskiego?

Po sezonie albo kto słucha narratora „Traktatu o łuskaniu fasoli” W. Myśliwskiego?



O samym „Traktacie...” napisano wiele, zdaje się, że to może być nawet najpopularniejsza książka Wiesława Myśliwskiego, więc postanowiłam napisać o niej trochę inaczej niż o pozostałych. Zrobiłam podczas lektury małe śledztwo, zastanawiając się nad tym, kim też może być „tajemniczy przybysz” (jak nam oznajmia ostatnia strona okładki), któremu narrator opowiada historię swojego życia? Bo opowiada – w końcu to Myśliwski – czasami nie szczędząc szczegółów, czasami omijając całe partie, jakby zbierał porozrzucane puzzle.
Dokąd widać wspomnienia albo o „Widokręgu” W. Myśliwskiego

Dokąd widać wspomnienia albo o „Widokręgu” W. Myśliwskiego



[…] czy nie zdaje ci się, że nasza pamięć drwi z nas?
[s. 535]

Pisanie o książkach, które bardzo się nam podobają jest przyjemne – bo można wszystkim opowiedzieć, jak bardzo się nam podobały. I trudne – bo jak zachować wiarygodność, popiewając, że takie to dobre, mlask, mlask, mniam? Ale tak mam z „Widnokręgiem”, który jest po prostu znakomity. Jakby to ująć krótko… Hm – petarda?