Rok Leśmianowski #1 albo o „[Jam – nie Osjan!] B. Leśmiana



Jaki by tu wiersz wybrać na początek, bo choć wypadałoby zacząć od „Roku nieistnienia” przynajmniej – to jednak jakoś trudno, bo widzicie, jest sporo rzeczy w poezjach Leśmiana, które mnie zastanawiają, i chociaż bardzo sobie je cenię warsztatowo, sensy, które pod nimi leżą, niekiedy przerażają mnie ze wszystkich złych powodów. Ale w końcu mnie olśniło, że jest „[Jam – nie Osjan!]” i to będzie doskonały wiersz na początek.



Jam - nie Osjan! W zmyślonej postaci ukryciu
Bezpiecznie śpiewam moją ze światem niezgodę!
Tarczą złudy obronny - zyskałem swobodę,
Którą on by zapragnął, gdyby tkwił w tym życiu.

Za niego dźwigam brzemię należnej mi sławy
I za niego o przyszłość mych pieśni się trwożę -
Żyję tak, jakbym tego życia był ciekawy -
Ginę, jak on by ginął, choć zginąć nie może!

Ten go uczci, co będzie na moim pogrzebie,
Gdy moja mgła się z niego spokrewni tumanem.
Nikt się nigdy nie dowie, czym byłem dla siebie -
Dla innych chciałbym zawsze być tylko Osjanem.

Tak rzekł śpiewak, lecz własnym smutkom nie podołał,
I nagle: Boże, Boże! - do Boga zawołał.

Jam - nie Bóg! Twarzy mojej spragniony zatraty,
Maskę Boga przywdziałem - zdradziecko pokrewną,
I za Niego stworzyłem bezrozumne światy,
Tak, jak On by je stworzył... Na pewno! Na pewno!

Za niego w mrok się wdarłem, by trwać w obłąkaniu,
Tak jak On by to czynił, gdyby chciał się wdzierać!
Za Niego mrę na krzyżu, w bolesnym przebraniu
Tak właśnie, jak On marłby, gdyby mógł umierać!

Za Niego, jakby rozpacz gnała Go po niebie,
Płacząc - w próżnię uchodzę, by marnieć - odłogiem!
Nikt się nigdy nie dowie, czym byłem dla siebie!
Dla was, co się modlicie, jestem tylko - Bogiem.





Zobaczcie, zaczyna się od bardzo mocnej deklaracji. Osjan – którego zapewne kojarzycie jako fikcyjnego barda celtyckiego, bohatera jednej z największych mistyfikacji zachodniej literatury (bo okazać się miało, ku zgrozie wielu, którzy już w odkrycie pieśni owego barda uwierzyi, że to James Macpherson napisał – co nie przeszkodziło „Pieśnom Osjana” być bardzo inspirującym dziełem przez wiele lat, mistyfikacja czy nie) - staje się tutaj znakiem „nie bycia”, „nie aspirowania do”, „nie podawania się za”. Czego, do czego, kogo? Czy nie aby narodowego barda, opiewającego wielką przeszłość i chwalebne czyny? A może Osjan tutaj to po prostu odwołanie do Macphersona, i stąd dalej dowiadujemy się, że podmiot liryczny przyznaje, że nie pretenduje do prawdziwości, a świat nie za bardzo mu się podoba?

Zresztą ta fikcyjność Osjana, który w ogóle staje się symbolem jakiejś walki czy sporu o „prawdziwość” poezji, podmiotów lirycznych i tym podobne, o funkcje literatury, która ma „czemuś” służyć, jest tutaj zaletą, nie zaś wadą. Podmiot liryczny wychyla się zza niego i chowa. Czy nie chodzi o to, by przyznać się, że wcale nie potrzebuje się artystycznego alter ego? A może odwrotnie jednak? Podoba mi się ten toczący się wewnątrz wiersza spór między poetą-człowiekiem a poetą-piszącym, którego często zza jego poezji wcale trudno dostrzec. Trochę zresztą ta obawa wychodzi z podmiotu lirycznego, z licznymi strachami, które towarzyszą jego życiu.




No i nagle opada z niego ta budowana misternie konstrukcja i wtedy naprawdę łapie go strach. I co się dzieje? Gdy próbuje zwrócić się do tego, co uważa za stałe, objawia mu się Bóg, który również chowa się za złudzeniem prawdziwości. Kto teraz do nas mówi? Czy to jednak dalej nie jest dialog poety samego ze sobą? Dwóch poetów, wznoszących nowe światy w wizji czegoś, co uznają za moc wartą objawienia, za historię godną opowiedzenia? Podmiot liryczny z drugiej części wiersza bierze pewność pierwszego i jeszcze bardziej ją podkręca, i podnosi do góry. Fikcyjność postaci, za którymi starają się obaj ukryć, jest rozbrajająca, bo też i obaj (bądź, zależy, jak przyjmiemy -- ten sam, choć podwójny), choć mówią o zmyśleniu, płaczą za prawdą. I nikogo, jak się na końcu okazuje, nie obchodzi faktyczna historia, ale porządnie wykute w słowach zmyślenie.

To dość ponury wiersz, bo sporo w nim rozpaczy i rozedrgania, rozglądania się za oparciem, które trudno znaleźć. Jest w nim sporo z tych charakterystycznych Leśmianowskich światów, z ich płynną formułą i brakiem zupełnych happy endów, chociaż może jeśli chodzi o środki literackie, to z tego, co się najczęściej z poetą kojarzy, znajdziemy chyba tylko „spokrewnienie”. A mimo wszystko, trochę na przekór temu, o czym wiersz jest, stosunkowo łatwo powiedzieć „toż to Leśmian”. Co czyni tę poezję może jeszcze nawet ciekawszą.

Weź dokładkę!

11 komentarze

  1. Bardzo ciekawy wiersz, który można interpretować na wiele sposobów. Nie znałam go wcześniej. Nie jest tez utworem, który skojarzyłby mi się tak łatwo z Leśmianem.
    Czekam na kolejne wpisy z jego poezją (zatęskniłam trochę do analizowania wierszy w liceum!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno pojawią się też bardziej znane wiersze Leśmiana, ale szukanie czegoś na początek pozwoliło mi pogrzebać w tych tomikach, do których sama sięgam rzadziej :-). W razie czego zachęcam -- jakbyś miała ochotę podzielić się wyczytanymi znaczeniami :-)!

      Usuń
  2. Osjan... Zabawne, że rzeczywiście czytając pieśni Osjana (a raczej . pieśniach Osjana) myślę o nim - no Osjan to Osjan. Gdzieś tam mignęła informacja, że to tylko zmyślenie, ale jak to! Przecież on tyle narobił, w tylu moich ukochanych i ważnych książkach czytają Osjana, więc jak on mógł nie istnieć? Zabawne, a raczej smutne też, że dla polskiego czytelnika funkcjonuje on jako ,,książka, którą czytają bohaterowie innych książek" a nikt nie czytał samych pieśni. Czyli to książka zmyślonego autora którą czytają zmyśleni bohaterowie innych książek. To dopiero piękne zapętlenie!
    Masz rację, już po paru wersach wiem, że to Leśmian. Czytając mam wrażenie, że ten wiersz układa się tak miękko, jak tylko wiersze Leśmiana i czasami, czasami ,,Księgi ubogich" Kasprowicza. Bardzo podoba mi się zwłaszcza drugi fragment wiersza, chociaż wydaje mi się taki pesymistyczny. Te bezrozumne światy, to odejście w cień... Nie interpretuję dogłębnie, może kiedyś to zrobię, ale po prostu czuję tu smutek i jakieś wielkie, wielkie oszukanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba ten utwór. Też przemawia do mnie jego smutek wynikający, być może, z odkrycia w drugiej połowie wiersza istnienia pustki.

      Usuń
    2. @Bukowina, podoba mi się to spiętrzenie zmyśleń :-). Zresztą muszę przyznać, że dla mnie Osjan jest takim synonimem doskonałej -- bo wpływowej -- mistyfikacji. Nie znaczy to, że jakość tych pieśni jest niższa, tylko że klucz do ich odczytania tkwi gdzie indziej ;-).

      @Galene, @Bukowina, tak, jest tutaj smutek (a może nawet i rozpacz, która jest nieco przez ten smutek wyciszana?), myślę też, że i w pierwszej połowie jest pustka, choć może innego rodzaju. Nie taka przepaścista, bardziej osobista, ale to oszukanie przechodzi z poziomu "ja" oczko wyżej.

      Usuń
  3. Leśmian kojarzy mi się z zupełnie inną poezją. I przyznam szczerze, że jakoś nie przepadam ani za jednym, ani za drugim jego obliczem. Chociaż z chęcią będę się przypatrywać tym mniej mi znanym utworom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, dlaczego -- mam nadzieję, że będzie okazja o tym porozmawiać w tym roku :-)! Chociaż i te bardziej znane wiersze też się na pewno pojawią, bo nie mogę się oprzeć, przyznaję od razu ;-).

      Usuń
  4. Fikcyjność za fikcyjnością za fikcyjnością. Przeważnie lubię motyw zmyślenia, ale akurat w tym wierszu zbyt wielkie jest jego natężenie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybór wiersza otwierającego cykl z pewnością nie mógł należeć do decyzji najłatwiejszych i trawiła mnie ciekawość, który z utworów Leśmiana pojawi się jako pierwszy. Przywołanego wiersza nie znałam, lecz cieszę się, że to się zmieniło. Ładunek emocjonalny w nim zawarty jest olbrzymi, a finał rozdzierający samoświadomością podmiotu. Moc kreatorska wypacza się w źródło rozpaczy, skrywanej w głębi samego budowniczego światów łudzących pięknem, lecz pustych, stanowiących jedynie urokliwe malowane słowem skorupy... Cierpienie, jakiego przysparza niezrozumienie i trwanie poza wznoszonymi fasadami prowadzi do unicestwienia, nie będącym wcale wyzwoleniem, ale być może przedzierzgnięciem się w bezkształt. Najtrudniejsze wydaje mi się tu właśnie zawieszenie w posępnej wiedzy o sztuczności, tkanej gęstej sieci mistyfikacji...

    Dziękuję za podzielenie się tym wierszem i jego mądrą interpretacją. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? To, co okazuje się na końcu, stawia też pod znakiem zapytania początek, taka kolista struktura tego wiersza sprawia, że można go czytać kilka razy na kilka różnych sposobów. No właśnie, bo najpierw podmiot nas łudzi, później jest łudzony sam, te złudzenia się tutaj przenikają i piętrzą.

      Usuń