Słusznie prawił Goethe albo o podświetleniu w czytniku



Otóż rodzina ma z pewnej bardzo miłej okazji sprawiła mi niedawno czytnik. Jak być może pamiętacie, w moim gospodarstwie domowym jak do tej pory dzieliliśmy jeden czytnik z Domownikiem, co summa summarum sprowadzało się do negocjowania, kto dzisiaj bierze go ze sobą i dość nikłym zainteresowaniem e-bookami jak na nasze możliwości. Sytuacja się zatem zmieniła. Nie sądziłam jednak, że aż tak bardzo.


Jak możecie się domyślić po tytule – nowy czytnik ma kilka bajerów, których nasz (wszelako bardzo dobry i nie dam na niego złego słowa powiedzieć) staruszek czytnik nie miał. Jedną z nich jest podświetlenie. Wiecie, wiedziałam, że istnieją podświetlane czytniki i nawet słuchałam czasem znajomych opowiadających o tym, jak czytają sobie spokojnie na takich urządzeniach, ale myślałam sobie, że to jedna z tych rzeczy, które niekoniecznie mnie aż tak kręcą. No i teraz, po dwóch tygodniach z nowym czytnikiem muszę się bić w piersi i upraszać o wybaczenie, bo to jednak niesamowicie zmienia nawyki i przyzwyczajenia, a do tego upraszcza (no, zależy jak na to spojrzeć...) życie.

Dla porządku jeszcze dodam, że tekst jest wypadkową moich wrażeń i nie jest ani reklamą, ani zachętą do kupna podświetlanego czytnika, po prostu chciałam się podzielić refleksjami.

Dumbledore ci nie straszny. Jak zapewne pamiętacie, dyrektor Hogwartu miał magiczną zapalniczkę, która pozwalała na wygaszanie latarni. No więc teraz nawet jeśli gdzieś natknęłabym się na Dumbledore’a nie miałabym do niego o użytkowanie takiej zapalniczki pretensji. Jeśli należycie do podobnego co ja gatunku czytelników wytrwałych, na pewno wiecie, jak denerwująca jest sytuacja, kiedy trochę światła jest i wyciągacie zadowoleni książkę/czytnik, ale okazuje się wtedy, że tego światła jest jednak ciut przymało. Jak na przykład przy wieczornym powrocie do domu autobusem miejskim (zdarzało mi się w ciągu drogi przesiadać trzy razy, żeby znaleźć miejsce lepiej oświetlone). Albo w poczekalni, gdzie jarzeniówki świecą dokładnie tak, żeby nie rzucać światła na tekst, który czytacie. Albo w pochmurne popołudnie, kiedy nie chcecie jeszcze zapalać lampki, bo to znaczy, że jest już wieczór, ciemno i zaraz dzień się skończy. No więc takie sytuacje podświetlany czytnik, jak się domyślacie, rozwiązuje.

Zimowe sobotnie poranki płynnie zmieniają się w zimowe sobotnie popołudnia. Ma to też pewne względne wady. Otóż budzicie się, jest ciemnawo, ale że czytnik podświetlany, to czytacie. I czytacie. I czytacie. I wstajecie z łóżka dopiero wtedy, kiedy wyciągają Was z niego siłą domownicy/żołądek burczy głośniej niż radio/kończy się Wam książka. Przetestowane.

Koniec sprzeczania się, czy ta lampa musi świecić prosto w oczy. Otóż jeśli zasypiacie w pokoju, w którym śpi ktoś jeszcze – partner/ka, współlokator/ka, rodzeństwo, nie przepadające za światłem zwierzęta domowe – na pewno znacie ten schemat. Układacie sobie poduszki, książka już czeka, lampka daje miłe światło… I okazuje się, że tej drugiej osobie akurat przeszkadza, świecąc prosto w oczy, zaburzając rytm dobowy, odganiając sny i tak dalej. Jak stoi inaczej, też. I tak też nie pasuje. Ani tak. No więc na takie sytuacje podświetlenie w czytniku jest również dobre. O ile nie świecicie nim w oczy tej osobie (prostsze do uniknięcia niż w przypadku lampki, ale zdarza się). Przy odpowiedniej wprawie przestaje się słyszeć zarzuty o powodowanie bezsenności, co podnosi komfort życia i snu.





Zapada zmrok. I w porządku. Nie wiem, czy zdarza się Wam, że ułożycie się do czytania i wszystko jest super, ale to akurat ta pora dnia, kiedy zaczyna się ściemniać, więc z wygodnego ułożenia nici, bo zaraz trzeba wstać i zapalić światło. A potem może jeszcze od razu załatwić to czy tamto, herbaty zrobić i tak dalej. A książka leży. No więc nie zdziwię Was, że podświetlany czytnik i tę sytuację rozwiązuje. Zapadnięcie się w kanapę bądź fotel z czytnikiem staje się dużo prostsze, bo co z tego, że się ściemnia, skoro włącza się podświetlenie i tekst nadal widać. Wstać trzeba dopiero w ramach zaspokajania potrzeb bardzo naturalnych lub ścierpnięcia.

Jednym słowem więc, posiadanie przenośnego źródła światła przy czytanej akurat książce rozwiązuje wiele dylematów, i to jeszcze takich z dzieciństwa (na przykład: jak czytać pod kołdrą, żeby było coś widać; co zrobić, żeby czytać, ale jednocześnie nie być tą ostatnią nieśpiącą osobą w pokoju, która musi wstać z ciepłego łóżka i wyłączyć światło; co zrobić, kiedy w pociągu wyłączają światło, a nie chce się jeszcze spać). Tak czy inaczej już wiecie teraz, czemu znacznie większą część domowych konwersacji kończę w tej chwili sformułowaniem „no to teraz wezmę mój czytnik...”.

Weź dokładkę!

14 komentarze

  1. Podświetlenie w czytniku w zamyśle producenta nie służy do tego, aby czytać w całkowitej ciemności, tylko raczej przy słabszych warunkach oświetleniowych (wtedy należy użyć tej najsłabszej opcji oświetlenia). Ja osobiście z podświetlenia nie korzystam w złych warunkach oświetleniowych (zdarzyło mi się to raz, gdy w przedziale pociągu wysiadło światło), bo oczy męczą mi się bardzo szybko.

    Częściej korzystam z podświetlenia w sytuacji, gdy jest nazbyt jasno :) Chociażby na plaży w godzinach południowych, czy w samolocie, gdy górna lampka tworzy mi błyski na e-papierze. Nastawiam wtedy światełko na wysoki poziom i cieszę się cudownym kontrastem.

    Ech, czytnik to w ogóle cudo świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzisz, mi jak dają coś, co się świeci, to traktuję jak latarkę ;-). No, ale po prawdzie to głównie przydaje się faktycznie, kiedy jest słabe światło, nie zaś w zupełnym mroku w pokoju, gdzie tylko świeci się sam czytnik. Zastanawiałam się właśnie, jak to jest, na przykład przed snem (skoro na przykład światło smartfona jest szkodliwe, to jak to z czytnika?).

      Muszę przyznać, że dla mnie ustawianie kontrastu jest skomplikowaną sprawą, bo w większości nie zauważam, że coś jest nie tak ;-).

      Usuń
  2. Tym czytaniem w pociągu to mnie zachęciłaś :D Często podróżuje pociągiem przez całą noc, więc w przedziale jest zgaszone światło, a lektury same się nie przeczytają... I potem mam wyrzuty sumienia, że marnowałam te bezcenne godziny. Jednak póki co nie planuję zakupu czytnika, ponieważ jest dla mnie zbyt skomplikowany technologicznie. Zainwestuje lepiej w tablet albo malutki laptop, bo to chociaż umiem obsługiwać, a czytnik pozostaje gdzieś w dalekiej sferze marzeń. Mam nadzieję że jak za te kilka lat będę go wybierać to przypomnę sobie ten wpis :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę tylko powiedzieć, że czytniki są w obsłudze bardzo proste (dla mnie na przykład tablet jest dużo bardziej skomplikowany ;-)), właściwie nie mają zbyt wielu funkcji, więc zgrywasz książki (przesyłania ich prosto ze sklepu jeszcze nie opanowałam, ale nie wydaje się być to skomplikowane) i czytasz :-). No i nie wiem, jak w przypadku innych, u mnie oczy nie męczą się tak przy czytniku, jak przy tablecie (tak jeszcze a propos tego rodzaju świecenia :-)).

      Usuń
  3. Niejednokrotnie tej zimy podświetlenie w czytniku uratowało mój wieczór podczas awarii w dostawie prądu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, wtedy też się przydaje (i to jeszcze powinnam była dodać a propos dylematów czytelniczych z wieku mego młodszego, kiedy znacznie częściej zdarzały się u nas przerwy w dostawie elektryczności ;-)).

      Usuń
  4. Uwielbiam mojego Kundelka z podświetleniem - mega wygodna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z tych niekindlowych, ale okazuje się, że w kwestiach podświetlenia można się zgodzić przy każdym rodzaju czytnika :-D!

      Usuń
  5. Właśnie po to kupiłem czytnik.
    Najpierw były książki.
    Potem popołudniowe powroty autobusem do domu, półtorej godziny dziennie.
    Potem przyszła jesień, a za nią zima, i skończyło się światło do czytania (nie, nie mogłem się przesiąść, nie był miejsc wcale).
    Wtedy pojawił się tablet i ebooki.
    Po przeczytaniu marnych w sumie 900 stron na tablecie podjąłem leczenie oczu i zdecydowałem, że muszę mieć CZYTNIK Z PODŚWIETLENIEM. Tak, kupiłem czytnik tylko po to, żeby nie stracić wzroku od czytania z tabletu.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko czytam z tabletu, bo mam właśnie takie poczucie, że oczy długo tego nie wytrzymują (nie wiem, czy to kwestia intensywności światła, czy mniejszego formatu urządzenia -- z czytaniem z komputera nie mam aż takich problemów), także w zupełności się zgadzam :-).

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Spojrzenia współpasażerów -- bezcenne :-D (no i zastanawiam się, czy jednak nie prościej jest dzisiaj znaleźć czytnik z podświetleniem niż czołówkę? ;-)).

      Usuń
  7. Oj tak, podświetlany czytnik ma wiele bezsprzecznych zalet! W ogóle kiedyś nie byłam zwolenniczką czytników, ale jak pojawiła się przede mną perspektywa całonocnej podróży, to jakoś od razu mi się poglądy odmieniły i kupiłam Kindle'a :D Jedna z lepszych decyzji, bardzo się przydał podczas tej i innych podróży, czy żeby mężowi w łóżku nie świecić lampą po oczach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja historia relacji z czytnikiem też jest zawiła, ale ostatecznie żeśmy się, jak widać, polubili :-). No a teraz rozpoczął się etap "polubiania się" z takim podświetlanym ;-).

      Usuń