I jeszcze jedna! Albo gawra in progress

 
Zdarza się Wam wpadać w bardzo czytelnicze dni? To coś w rodzaju odwrotności czytelniczego kryzysu. Nagle książki niemalże czytają się same, mimo wszystko udaje się Wam bezproblemowo wygospodarować czas na czytanie – jedynym słowem: rzeczywistość sama sprawia, że po prostu dobrze Wam się czyta. A to z kolei objawia się w przestrzeni.


Po takich właśnie kilku dniach zaobserwowałam coś, co nie jest mi stanem nieznanym, ale jednak za każdym razem mnie zadziwia. Czyli: w jaki sposób po naszym mieszkaniu widać, że co najmniej jedna osoba wpadła w taki tryb stałego czytelnika. Jest kilka oznak (o niektóre łatwo się potknąć) i ciekawa jestem, czy i Wam coś takiego się zdarza? Najczęściej występujące i najprostsze do zaobserwowania w mym przybytku domowym (kolejność dowolna).

Stosy książek wszędzie. W tym takich, które przeczytaliście już dawno, ale nie było jakoś okazji odstawić je na miejsce lub oddać do biblioteki. Zaczynają się piętrzyć, ale zauważacie to dopiero, kiedy wstając z ukochanego fotela/kanapy/krzesła/pufy (zależnie gdzie czytacie i gdzie uwiliście sobie czytelnicze gniazdko) musicie wysoko podnosić nogi, żeby przejść albo kiedy ten stosik, na który odkładaliście herbatę/telefon/słuchawki zaczyna się chwiać na tyle niebezpiecznie, że odkładanie na niego czegokolwiek jest wielce ryzykowne. Poza tym, co odnotowujecie z pewnym zdumieniem, to wcale nie są książki czekające „w kolejce”, ale takie, których fabułę dobrze już poznaliście, ba, zdążyliście o nich wszystkim opowiedzieć. Także co one tu robią? Poza, oczywiście, blokowaniem drogi do łazienki?
 
 
 

Dramatyczne okrzyki. „Czy jestem leniwą bułą, że tak tu siedzę trzeci dzień, miast robić coś pożytecznego dla świata?!”. „Zapomniałam wstawić pranie, ale znajdą się jeszcze czyste skarpetki, prawda?!”. „Naprawdę byliśmy dzisiaj umówieni, zupełnie zapomniałam sobie to zapisać…! (didaskalia: nerwowe zerknięcie w kalendarz i zduszona dalsza część okrzyku)”. „Została jeszcze ta pizza z wczoraj… Przedwczoraj… No, w każdym razie ta, która jeszcze dobrze smakuje?!”. …oraz inne mniej lub bardziej wyolbrzymione żale i lamenty, jak również konstatacje na temat natury, świata i przemijania (czystych części garderoby, obiadów, spotkań z krewnymi i znajomymi et caetera).

Kuuuubki roooosną wooookół nas. Tak, w pewnym momencie wszędzie jest pełno szklanek, kubków i filiżanek, aż do momentu, kiedy jedynym rozsądnym wyjściem jest wreszcie pozmywać albo przestawić się na przygotowywanie herbaty w misce.

Tylko jedna właściwa trasa. Zapominacie o istnieniu innych pokojów w mieszkaniu. Łazienka, kuchnia, owszem. Te są potrzebne. Pozostałe pokoje widujecie specyficznie i wygląda na to, że mieszkacie w mentalnej kawalerce (niezależnie od tego, czy pozostałe pokoje są Wasze, współlokatorów czy zabarykadowane przez rzeczy właściciela mieszkania, co czasami może być równoznaczne z Wami, ale nie musi). W przełamaniu tego pomaga zdecydowanie, kiedy ktoś z domowników przebywa w innym pokoju, co sprawia, że Wasze zafiksowanie na tym jednym, w którym akurat macie najlepsze warunki do czytania, jest niższe.
 
 
 

Koce, koce. Można się też w roztargnieniu przykryć kapą. Ale generalnie dookoła spoczywa kilka koców, w mniejszym lub w większym stanie pogniecenia i malowniczego rozpostarcia. Należy uważać, bo nie wykluczone, że pod którymś z nich przysypia właśnie dziecko albo zwierzę, nieco rozczarowane Waszą obojętnością na sprawy tego świata i brakiem wyraźnego odzewu z Waszej strony (nie działa w przypadku wszystkich dzieci i czworonożnych pupili domu, ale zdarza się, stąd lepiej uważać).

Rozdroże. W pewnym momencie zaczynacie czytać kilka książek równocześnie – dla mnie to oznaka, że powoli wychodzę z takiego intensywnego cyklu czytelniczego, a w każdym razie sygnał pewnej w nim przerwy. Już nie siaduję z jedną książką, ale z kilkoma, zastanawiając się, co teraz: tutaj kończyć, tam zaczynać, to sobie powtórzyć? I tak, stosiki rosną, herbata stygnie, zapada zmrok, ale widać już światełko w tunelu.

Przy czym takie czytelnicze stany wcale nie są czymś negatywnym – bo pozwalają odpocząć, jeśli odpoczywacie przy czytaniu i pomyśleć o tych wszystkich rzeczach, których nie robiliście od kilku dni, a czekają w rzeczywistości. I zabrać się do nich z nową energią.


Weź dokładkę!

8 komentarze

  1. Uwielbiam takie czytelnicze stany. Właściwie tak spędzałam większość wakacji. Ostatnio zdarzyło mi się tak zaczytać kiedy skończyłam sesję - na dworze smog, że strach otworzyć okno, więc tylko jeździłam do biblioteki i zakopywałam się w pościeli z kolejnymi lekturami. Książki spadały mi z półki, gromadziły się na parapecie i biurku, do kubka wlewałam już chyba trzeci rodzaj naparu (bo mam tylko jeden kubek), naczynia piętrzyły się gdzieś w kącie a moja współlokatorka nie była pewna, czy nie wzywać pomocy... Niestety, musiałam odwiedzić rodziców, więc wyrwałam się an chwilę i teraz w domu rodzinnym robię sobie mini powtórkę :D
    Tylko potem strasznie trudno wrócić do normalnego świata i mam strasznego kaca książkowego. Z kilku(nastu) książek na raz, co jeszcze pogarsza sytuację. Za to można zapomnieć o całym świecie, więc często wpadam w takie stany książkowe wtedy, kiedy normalni ludzie wpadają w alkoholizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobnie, tylko że w zimowe ferie (widocznie jakoś zimą nabieram czytelniczego rozpędu, bo choć ferii już nie mam, to nasilone zainteresowanie czytaniem w tym mniej więcej okresie mi pozostało ;-)). Ale jeden kubek to faktycznie jakieś rozwiązanie problemu tych piętrzących się ;-).

      Wydaje mi się -- tak z własnego doświadczenia -- że można sobie bardziej spokojnie wyjść z takiego wiru czytelniczego, sięgając po taką trochę spokojniejszą, mniej wciągającą książkę, która płynnie pozwala wrócić do rzeczywistości ;-).

      Usuń
  2. Z bólem przyznaję, że nie znam takiego stanu. Przynajmniej ostatnio wyjątkowo o to u mnie ciężko. Za dużo pracy i innych obowiązków...i to straszne poczucie, że ciągle na coś brakuje czasu. I przysypianie nad książką albo ukradkowe czytanie w pracy, żeby tylko poznać kilka kolejnych stron. Przepraszam, narzekam. Dobrze, że inni nie mają takich problemów;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, zdarzają się takie okresy i trudno coś na nie poradzić -- trzeba przetrwać. Trzymam kciuki w takim razie :-)!

      Usuń
  3. Ja nie umiem czytać więcej niż jednej książki jednocześnie. Zdarza mi się czasem przerwać jedną, ale co najwyżej po to, żeby w całości przeczytać inną. Nigdy nie czytam na przemian.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już wiem, że jak zaczynam czytać kilka, to znaczy, że wydobywam się z takiego stanu nałogowego czytelnictwa: bo też nie umiem ich czytać na raz, rozpraszam się i wybijam z rytmu ;-). I mam podobnie: sięgam po jakąś, którą czytam w całości w tym interludium do tej, którą porzuciłam na chwilę ;-). Ale najczęściej jednak albo kończę najpierw tę jedną, ale porzucam na dobre.

      Usuń
  4. Zdarzało mi się. Czytam zazwyczaj kilka naraz. Ostatnio tak na czytanie wzięło mnie na urlopie i... um... nie doceniłem się. ;) Książki leżą na parapecie i wszędzie, bo po przeprowadzce nie mam biblioteczki, ale um... nawet jakbym ją miał i tak by to wiele nie zmieniło. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, a potem w którymś momencie jednak się je odstawia i potrafią tak sobie poleżakować ;-).

      Usuń