Poznanie i wspomnienie – to jedno i to samo. Albo o „Golemie” G. Meyrinka



To jest dopiero książka, muszę przyznać, że lubię takie: na początku podchodzimy do siebie ostrożnie, powtarzam „oj, autorze, i na coś takiego chciałeś mnie złapać?”, a potem nagle słuchać „pstryk” i wpadam głową do przodu w fabułę, rozsmakowując się w niej z donośnym mlaskaniem.


Któż może powiedzieć, że wie coś o Golemie? […] Zaliczają go do dziedziny baśni, aż pewnego dnia zdarza się coś, co nagle znów powołuje go do życia. 
[cytat w tłumaczeniu Antoniego Langego w wydaniu Wolnych Lektur]

Na początek, dla porządku, o czym to właściwie jest. Otóż co trzydzieści trzy lata w dzielnicy żydowskiej w Pradze pojawia się Golem. Zwykle ktoś wówczas ginie. Kim jest Golem? Czy to ten sztuczny człowiek, którego stworzył niegdyś rabin Loew, a potem pozbawił życia, a szczątki ukrył w Staronowej Synagodze? Ale jeśli tak, to czemu chodzi w staromodnym garniturze? Gdzie znika? I co ma z tym wspólnego spokojny wycinacz kamei, Atanazy Pernath, który wydaje się człowiekiem zawsze idealnie znajdującym się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu? Kiedy Pernath przypadkiem (a może celowo) wplątuje się w aferę z Golemem, odkrywa, że w przedziwny sposób jego specyficzna kompania, lalkarz Zwak, artyści, z którymi popija piwo w hospodzie, uczony Hillel i jego piękna córka Miriam mieszkający w tej samej kamienicy, gruźliczy student medycyny Charousek z manią w oczach, paskudny tandeciarz Wassertrum z naprzeciwka, a nawet miejscowi żebracy i tajemnicza kochanka doktora, lokatora tejże kamienicy, są w jakiś sposób ze sobą związani. Chyba że to tylko wytwór gorączkowej fantazji Pernatha? A wszystko to w ogarniętej postępową gorączką Pradze końca dziewiętnastego stulecia.
 
 
Wpis ilustrują obrazy Václava Jansy, jednego z malarzy starej Pragi, jeszcze przed "oczyszczeniem" miasta. Tutaj podwórze domu "Pod złotym drzewem" na ulicy Dlouhej. Źródło.
 

Dwie twarze dwujęzycznego miasta


Trudno „Golema” streścić, żeby nie popaść w banał albo nie zacząć się wymądrzać („panie, ja te wszystkie tarotowe gierki Meyrinka od razu odgadłem!”), albo nie poprzestać na pokręceniu z niedowierzaniem głową i stwierdzeniu, że w sumie to jest skomplikowana książka. Bo, oczywiście, jest, każdemu, kto tak powie, przyznam rację. Meyrink skonstruował ją przemyślnie, bo udziela odpowiedzi między wierszami, po czym wychyla się zza winkla, żeby spytać „ja? udzieliłem? jesteś pewna?”. To się nie musi – ale, co zaświadcza mój przykład, może – podobać, zwłaszcza kiedy znajdzie się dla siebie jakiś klucz do „Golema”. I ja o tym kluczu właśnie chciałam napisać, bo wydaje mi się to ciekawe, więc chciałam się tym z Wami podzielić.

Z literaturą czeską, a zwłaszcza tą dotyczącą Pragi, jest zawsze problem: czy jeśli napisał ją ktoś, kto sam siebie za Czecha nie uważał, albo napisał ją po niemiecku, to co to właściwie jest za literatura? Czeska? Nieczeska? Podobnie ma się rzecz z „Golemem”, do jakiej on właściwie szuflady przynależy? Można by te pytania zbyć machnięciem ręki, nie są to wszak najistotniejsze pytania na świecie (ani nawet najistotniejsze dla odbioru dzieła), ale intrygujące można między tą powieścią a innymi praskimi imaginariami wychwycić podobieństwa. Kiedy zdamy sobie sprawę, że ta fantastyczna, uwikłana w miriady odniesień do niezwykłości historia przenika powieści Michala Ajvaza albo że kiedy zdumiony, zniesmaczony Pernath idzie zakuty w kajdany przez miasto, nie wiedząc, za co właściwie chcą go wsadzić do więzienia, to patrzymy na coś, co w kilka lat później odbije się w „Procesie” Franza Kafki. W bezradności w obliczu podejrzanego przez prawo Josefa K. jest coś z tego zdegustowania Atanazego Pernatha. Można odczytywać „Golema” jako taki nieustanny proces podsuwania przez Meyrinka rozmaitych luster – a jakże, pojawia się i gra z motywem sobowtóra, i przywidzenia, i odbicia postaci (jak choćby kochanka doktora i piękna Miriam albo uduchowiona Miriam i rudowłosa Rozyna, prostytutka). Ale i taka literacka gra, którą „Golem” już bez udziału autora prowadzi z literaturą o Pradze od swojego ukazania się.
 
 
Skrzyżowanie, które zniknęło. Źródło.
 


To, co (nie) daje się zniszczyć


To, co mnie osobiście najbardziej w tej powieści ujęło, to poruszenie i przetworzenie przez Meyrinka motywu „oczyszczenia” miasta. Nie wiem, czy słyszeliście kiedyś o wielkiej przebudowie Paryża? No to w Pradze również mieliśmy z czymś takim do czynienia, na dość dużą skalę, „asanacja” miasta (nie jestem pewna, jaki jest właściwy polski termin, w razie czego za podpowiedzi będę wdzięczna) miała objąć nie tylko dawne getto żydowskie, ale i części Starego Miasta, w tym Małą Stranę. Dość szybko zwolennicy takiego rozwiązania – twierdzący, że brak kanalizacji, złe warunki higieny i niszczejące budynki to siedliska potencjalnej epidemii – napotkali opór ze strony tych, którzy argumentowali, że wyburzanie historycznych budynków jak leci nie ma sensu i pozbawi miasto cennych elementów. I tak się ten spór toczył, część rzeczy ocalała, inne nie, a to, jak dzisiaj wygląda Josefov, dawna dzielnica żydowska, to właśnie efekt tejże „asanacji”. Meyrink bardzo zgrabnie wykorzystuje to, by pokazać, jak łatwo zmienia się nasz świat. Pernath zostaje zabrany do więzienia jeszcze ze starej dzielnicy, kiedy z niego wychodzi jest ona już poddawana „czyszczeniu”: zniknęły miejsca, które znał, ludzie, z którymi się przyjaźnił, zostali wykwaterowani i gdzieś musieli się podziać (swoją drogą tu kłania się nam mistrz Hrabal i jego zbrodniarz z Lidic, który po powrocie znajduje miasteczko zrównanie z ziemią).

Tutaj wchodzi inny motyw, który autor „Golema” pięknie ogrywa, a mianowicie ta druga, niezniszczalna twarz Pragi – Praga magiczna. Ona będzie trwała wiecznie, zdaje się twierdzić autor, niezależnie od tego, co stanie się z tym miastem materialnym. Dom z mgły na Złotej Uliczce pojawi się przed tymi, którzy wiedzą, gdzie szukać, czy przebudujemy całą Pragę na nowo, czy nie. Miasto wyznacza w ten sposób dwa tryby zamieszkujących je mieszkańców: ten zwykły, gdzie zawalenie się mostu na skutek powodzi jest tragedią handlowo-organizacyjną i ten nadzwyczajny, gdzie owo zawalenie to sygnał, wyznacznik roku, w którym ulicami dzielnicy żydowskiej znowu przejdzie Golem.
 
 
Jeden z wyburzonych w trakcie asanacji domów. Źródło.
 

I jeszcze na koniec dwa słowa o intrygującym tłumaczeniu Antoniego Langego. Jeśli nie kojarzycie samego Langego, polecam gorąco jego opowiadania, w których cudowność i fantastyczność są na porządku dziennym. Wuj Bolesława Leśmiana, bo nim Lange był również, przekładał nam na polski Poego i Baudelaire’a, przekładał też, jak widać, Meyrinka. Ta fraza jest w denerwujący sposób modernistyczna, prawda, ale równocześnie właśnie przez to jest jakoś autentyczna, dodaje ducha „Golemowi”. Czyta się ją nie zawsze jakoś specjalnie przyjemnie, czasami mam wrażenie, że gdzieś uwiązł jakiś idiom (o co chodzi na przykład w sformułowaniu: Suche, nieustające mamrotanie jakiegoś tygrysa gazet w moim sąsiedztwie? Macie jakieś pomysły?), ale mimo wszystko to jest duch epoki. Nieźle podkreśla więc klimat, także skarżyła się jakoś bardzo nie będę.


***

Czy daliście się już uwieść urokom „Golema”? Jeśli ja Was nie przekonałam, to polecam też bardzo dobrze zarysowującą klimat notkę Alttiego. A może wręcz przeciwnie, macie wrażenie, że jakie tam uroki? Z chęcią porozmawiam o wrażeniach z lektury, jak sami dobrze wiecie. 
 
 
A sięgnęłam po "Golema" wreszcie dzięki zachęcie ze strony Luki Rhei!

Weź dokładkę!

16 komentarze

  1. Aż mi tętno podskoczyło!:) Właśnie robię podsumowanie lutowej odsłony wyzwania K.H.2 i... szczerze mówiąc, nie spodziewałam się już żadnej recenzji. Jesteś niesamowita! Ja wszystko dokładnie czytam i co nieco opiszę u siebie, dlatego jeszcze konkretnie nie komentuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpasowało mi bardzo hasło lutego i dzięki temu przeczytałam kilka niesamowitych książek, z których lekturą się ociągałam, także jestem bardzo kontenta :-). O, to czekam na podsumowanie miesiąca, no i oczywiście nowe hasło na marzec!

      Usuń
  2. Wybacz, że w odpowiedzi zarzucę linkiem - https://tanayahczyta.wordpress.com/2015/11/15/golem-g-meyrink/ - ale inaczej musiałabym streścić w komentarzu własną notkę :D Ciekawie czytało się Twój tekst (jak zwykle zresztą), bo mam wrażenie, że zwróciłyśmy uwagę na zupełnie inne rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, podoba mi się, jak w Twoim tekście wydobywa się ta koincydencja: wymazanie jednej litery ze słowa ożywiającego Golema i prośba tajemniczego gościa, by Pernath naprawił inicjał w księdze :-). Mnie się na początku trudno było przekonać do "Golema", bo miałam wrażenie, że autor mnoży tajemnice dla samego mnożenia, ale nie, ta struktura jest bardzo przemyślna i nie ma się czego obawiać -- faktycznie, klamra kompozycyjna sporo tutaj daje :-).

      Usuń
    2. No właśnie :) Pamiętam, że też nie umiałam się tak od razu wgryźć, ale cudne obrazy Pragi mi to trochę ułatwiły. O, jak ja tęsknię za Pragą! Dobrze się tam przenieść chociaż w książce :)

      Usuń
    3. Ba, ta tęsknota za Pragą też jest w "Golema" wpisana, chociaż bohaterowie będą tęsknić jednak za nieco inną Pragą: tą starą, która zniknęła i za tą niesamowitą, która gdzieś ciągle trwa, choć nie wszyscy możemy ją zobaczyć ;-).

      Usuń
  3. O, a ja sobie „Golema” właśnie niedawno zakupiłam i miałam czytać w najbliższych tygodniach, ale po Twoim wpisie przyspieszam na liście. Nie wiedziałam, że asanacja (problem z tym słowem; Wikipedia twierdzi, że funkcjonuje w języku polskim: https://pl.wikipedia.org/wiki/Asanacja_praska ale nie wiem, na ile można jej ufać; kojarzę jeszcze z ostatnio czytanych książek określenia asenizacja i sanitacja, ale każde wydaje mi się trochę naciągane) gra tu tak istotną rolę, a po „Lordzie Mordzie” Urbana zainteresowałam się nią, ściągnęłam sobie „Bestia Triumphans” Mrštíka i przymierzam się właśnie do skrobnięcia jakiegoś większego tekstu na ten temat. Może gdzieś się to uda opublikować. Dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Sanitacja" wygląda całkiem po polsku, bo mi się jednak "asanacja" kojarzy z zaprzeczeniem, wiesz, że to jest coś a-sanitarnego, a nie w teorii "sanitarnego" właśnie. Ja z kolei nie znam ani tej książki Urbana, ani Mrštíka, będę musiała w takim razie to nadrobić :-). A "Golema" czytaj, naprawdę warto trochę się poprzechadzać po tej Pradze, w której "czeski" wcale nie równa się "czeskojęzycznemu" :-).

      Usuń
  4. Jestem na świeżo po lekturze "Mnicha" i na razi chwilę muszę odpocząć zanim zabiorę się za "Golema", ale jestem zaintrygowana tą książką i to bardzo. Wprawdzie obawiam się jej nieprzystępności, ale i tak przeczytam. Świetny tekst, bardzo chętnie wezmę Twoje tropy pod uwagę jak już poznam historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że trzeba na początku dać się wciągnąć w opowieść, chociaż bywa to trudne z racji właśnie na to mnożenie tropów, zagadek, a i język nie ułatwia tego wejścia -- ale nie wolno się zniechęcać, tylko szukać klucza dla siebie i wtedy właśnie się w tę fabułę tak "wpada" :-). W razie czego z chęcią przegadam wrażenia :-).

      Usuń
    2. Będę pamiętać :) Niestety na pewno nie zabiorę się za "Golema" w tym miesiącu.

      Usuń
    3. Nie ma pośpiechu, niech lektura trafi na dobry czas :-).

      Usuń
  5. I już wiem, że książka trafi na moją czytelniczą listę, mroczna klasyka powieści grozy. Wnioskuję, że nieco inna niż w przypadku Mnicha czy Przyszła na Sarnath zagłada, ale równie wciągająca i magiczna. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, klimat zupełnie inny niż w powieściach gotycki albo u Lovecrafta, trzeba też, jak pisałam, dać się wciągnąć, bo na początku może iść do opornie -- i przez język, i przez formę, utrzymaną między snem, jawą, z wprowadzanymi co i rusz nowymi postaciami, które wydają się być każda z innej bajki -- ale warto :-).

      Usuń
  6. Ja zaś znów ucieknę się do komentarza pobocznego. Jedną z ciekawszych napotkanych przeze mnie iteracji motywu golema w literaturze była powieść "Body of Glass/He, She and It" Marge Piercy. Ta nie wydana w Polsce powieść to cyberpunkowa mieszanka poruszająca takie tematy jak płeć, tożsamość, sztuczna inteligencja, środowisko, opowieści i jeszcze kilka innych. Według mnie wielka szkoda, że nikt jej na Polski nie przetłumaczył. Może ktoś zna chętnego wydawcę? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Golem to w ogóle chyba całkiem ciekawa postać dla wszystkich autorów, których kusi motyw sztucznego człowieka, nieludzkiej inteligencji i tym podobne -- osobiście bardzo mam rada golemy Pratchettowskie, właśnie dlatego, że są takie "nie-ludzkie".

      Natomiast co do "Body of Glass" to po tytule już widzę, że może być ciekawa też pod względem językowym (i trudna zapewne do przełożenia), może dlatego nikt się na nią nie skusił...?

      Usuń