Rok Leśmianowski #3 albo o „Nocy bezsennej” B. Leśmiana



Po zmianie czasu ten wiersz staje się wyjątkowo aktualny.

Świeci woda o północy, 
Księżyc okna przewiał wskroś.
Pełen mocy i niemocy
Księżyc okna przewiał wskroś.
Bezimienne i ponure
Idą ku mnie poprzez chmurę:
Mrok - po pierwsze, blask - po wtóre,
A po trzecie - jeszcze ktoś.

Gdy tak słucham przyczajony,
Ktoś zapukał raz i raz,
W moje wrota z tamtej strony
Ktoś zapukał raz i raz,
Kto tam puka w moje wrota?
To - my: Wicher i Tęsknota,
I ja - Ciemność spopod płota,
Otwórz prędzej, bo już czas!

Otworzyłem w imię Boga -
Wszystko troje wbiegło snadź!
Tętni pułap i podłoga:
Wszystko troje wbiegło snadź!
I zdobywszy łoże moje,
Co zna nocne niepokoje,
Wszystko troje, wszystko troje
Legło rzędem, aby spać.

Razem z tobą będziem spali
W jednym łożu za pan brat.
Niech się przyśni sznur korali
W jednym łożu za pan brat!
Wicher prze sen w bok się miota,
Jęczy Ciemność spopod płota
I przeciąga się Tęsknota,
Ziewająca w cały świat!




To jest, zwróćcie uwagę, wiersz bardzo rytmiczny, chociaż jest przecież o bezsenności w nocy, uczuciu bardzo przykrym: przewracaniu się z boku na bok (które dostaje swoją przyczynę i równocześnie staje się bardzo materialne), rzucaniu na łóżku, rozmyślaniu o wszystkim, co zrobiliśmy i wcale nie było takie fajne. Jest w tym rytm (przerzucanie się z boku na bok jest jakoś rytmiczne), ale z drugiej strony to przecież chaos, nieporządek, wszystko, czego nie lubimy, bo jest niekontrolowalne w większych dawkach. A jednak -- wiersz posiada swoje powtórzenia, regularnie, wracające jak refren.

Gdzie jesteśmy? W sypialni, ale w domu gdzieś nad wodą (ta woda, która się pojawia na samym początku, już przywołuje odpowiednią atmosferę, bo "świeci [...] o północy", czyli zapewne odbija się w niej księżyc), w okna zagląda ten sam księżyc. Noc, a jednak jest widno. I kogo widać? Ciemne siły, które też nie mogą spać, więc przychodzą prosto do podmiotu lirycznego, żeby -- wybaczcie kolokwialne sformułowanie, ale dobrze ono tutaj pasuje -- wtrynić mu się do łóżka. Ale nie idzie przecież tak prosto, o nie, do drzwi (materialnych? do drzwi duszy? czym są "moje wrota z tamtej strony"? a może chodzi jednak o okno?) pukają te wszystkie demony nocy, które przychodzą nie przyzywane, stęsknione, równie samotne co nasz bezsenny podmiot liryczny.

I teraz zaczyna się dopiero: wszystko aż dudni, z taką radością do sypialni wchodzą Wicher, Tęsknota i Ciemność. To przewracanie się na łóżku zyskuje swoją personifikację, zaczyna być w nim ciasno, Wicher rzuca się przez sen, jęczeniem obarcza się Ciemność (tą najpośledniejszego rodzaju, to nie jest żadna wzniosła, romantyczna ciemność, tylko ta najzwyklejsza, gdzieś zwykle pochłaniająca światło przy przydrożnym płotku), Tęsknota przeciąga się i ziewa rozpaczliwie. A równocześnie, przechery, będą życzyć, żeby podmiotowi lirycznemu przyśnił się -- sznur korali! Odpustowa błyskotka, która co prawda cieszy, ale wcale nie jest specjalnie cenna -- a może właśnie prawdziwe korale, bardzo cenione, takie, których jedną parę ma się tylko? Dlaczego akurat korale, bo cenne? Bo do tej pory nasza trójka sypiała w łóżku jakiegoś dziewczęcia i tak z rozpędu deklaruje? A może to po to, żeby komuś te korale wręczyć?

No cóż, raczej się i tak nie przyśnią, bo dość trudno się śpi w taką widną noc z takimi właśnie towarzyszami.

Weź dokładkę!

2 komentarze

  1. Z przyjemnością przeczytałam wiersz i początkowo dałam się ukołysać regularności fraz, ich łagodnej potoczystości po to, by za moment zastygnąć w zamyśleniu czy zgodzić się i wpuścić trzy zmory do alkierzyka? Czy to rozsądne? Lecz samotność jest tak jątrząca, tak domaga się uśmierzenia, a kto może mnie odwiedzić tu, w moim pokoiku na stryszku, gdzie o dach bębnie kwietniowy deszcz? :)

    Tak, na samym początku oddziałał na mnie rytm wiersza i pomyślałam, że tkwi w nim panaceum na insomnię - kiedy przed zaśnięciem w naszych głowach kołują skrawki myśli i wrażeń, dopiero później przeczytałam Pani interpretację, wskazującą na chaotyczność, bezsenne miotanie się w pościeli - jakże słusznie. Następnie zawitała niepewność co do gości - bo przecież podmiot pragnie ich wpuścić, sam uchyla im drzwi - tutaj także trafne spostrzeżenie odnoszące się co do tego, do jakiego wymiaru prowadzą.
    A stofa domykająca dla mnie samej jest nieco rozczulająca - bo rzeczywiście, przybysze składają życzenia barwnych snów - może jarmarcznych, kolorowych, ale wsączających właśnie barwę w noc.

    Przepiękny wiersz, znakomita interpretacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że interpretacja z ukołysaniem jak najbardziej da się obronić! Właśnie to lubię -- że da się w wierszu wyciągnąć bardzo dużo treści, pozostając równocześnie przy tekście. Tak, jest rozczulająca, bo i ci przybysze srodzy, a jednak złaknieni ciepła, z chęcią wpakują się do łóżka podmiotowi lirycznemu nie na złość, ale dlatego, że przyjemniej spać jednak w łóżku ;-).

      Usuń