Gospodyni z piekła rodem albo o „Pokręconej Janet” R. L. Stevensona



Nie ma to jak uciąć sobie akcję w akcji, ale stwierdziłam, że skoro zanurzać się w odmęty folk horrorowych opowiadań, to czemu by nie usystematyzować sobie tego? Dlatego w tym tygodniu zapraszam na codzienny wpis o opowiadaniu lub mini powieści, zaliczanych do tego gatunku (może znajdzie się też jedna powieść). Akcja mogłaby się też nazywać „Boję się, ale czytam”, o czym wymownie może zaświadczyć mój Domownik. Mam nadzieję, że Luka Rhei wybaczy mi tę akcjową incepcję!


Ale przejdźmy do konkretów. „Thrawn Janet”, bo tak nazywa się opowiadanie Stevensona, z którym postanowiłam się zmierzyć, ma zasadniczo jedną wadę – lub zaletę, w zależności od tego, jak na nie spojrzeć. Otóż napisane jest dialektem szkockim i narrator się z nami nie patyczkuje, tylko śmiga równo, a zrozumieć go można jedynie od czasu do czasu. Już miałam zacisnąć zęby, załamać ręce i zastanowić się nad czynnościami do wykonania przez resztę części mego ciała, kiedy natrafiłam na przekład na współczesną angielszczyznę. O, dobra duszo wspomagająca żądne wiedzy Pyzy, zakrzyknęłam i zabrałam się do lektury. Widzicie, to takie opowiadanie-mit, o którym się mówi, że jest najstraszniejszym i najbardziej, nomen omen, pokręconym dziełem Stevensona, więc bałam się okrutnie już na początku (obrazki nie pomagały), a jak tylko zasiadłam do lektury – na dworze zerwał się wicher, zabłysło i odezwał się grom. To się nazywa atmosfera, co nie? Ale że opowiadanie nie jest ostatecznie ani długie, ani specjalnie skomplikowane – przeczytałam.


Na tle antycznych mebli nasz autor zastanawia się, czym by też skutecznie nas postraszyć. Coś czuję, że w dorobku Stevensona znajdzie się jeszcze niejedno opowiadanie przy kolejnych hasłach "Klasyki Horroru 2"! Obraz pędzla Johna Singera Sargenta (1887). Źródło.

O czym jest, spytacie, po tym przydługim wstępie? Otóż narrator obiecuje nam wyjaśnić, co takiego stało się na początku posługi miejscowego proboszcza, że pozostał on do dziś dnia człowiekiem przerażającym, którego oczy wpatrzone są jakby zawsze w rozmiar pośmiertnych kaźni, a słowa wracają do istnienia złych duchów bardziej niż do głoszenia Ewangelii. Jak obiecuje, tak też i robi: kiedy w parafii zjawia się nasz proboszcz, wówczas człek młody, światły i uczony, chcący obalać przesądy wieśniaków (znamy to, prawda?), staje przed wyzwaniem. Kogóż by tu zatrudnić jako gospodynię? Miejscowy arystokrata (bo jak wiadomo arystokraci gardzą ludem i jego przesądami, a ponadto średnio ów lud znają) poleca mu Janet, starszą kobietę, która jakoś nie budzi we wsi sympatii. Czemu? Miała nieślubne dziecko – powód, jaki widzą arystokrata i proboszcz. Miała i ma konszachty z siłami ciemności – powód, jaki widzi reszta wsi. Ostatecznie kobiety z wioski chcą nawet przeprowadzić na własną rękę próbę wody nad Janet, ale proboszcz staje w jej obronie, publicznie każe jej wyrzec się czarta, co Janet czyni, i zatrudnia ją w parafii. Tylko że po tym publicznym wyznaniu (a może, podkopuje naszą pewność Stevenson, przeżyciach związanych z pławieniem?) z Janet dzieje się coś dziwnego. Jej głowa wykrzywia się do tyłu i opada na ramię, mowa staje się niewyraźna, chód kaczkowaty. Proboszcza przejmuje to grozą, ale i współczuciem: czy poraziła Janet apopleksja, udar, który jej nie zabił, ale okaleczył? Czy może rację mają ludzie, że czart ją wziął do piekła i żyje teraz w jej wykrzywionym własną straszliwą mocą ciele…? 

Thrawn Janet” właściwie niczego nam nie mówi na pewno. Stevenson podsuwa zawsze dwa tropy: jakiś rzeczywisty i jakiś nadnaturalny, oba dające przekonujące wyjaśnienia. Owszem, podkopuje naszą pewność, dodając a to, że na twarzy bohaterki wykwitł jakiś niesamowity grymas, a to, że proboszcz coś czy kogoś zobaczy, choć nie powinno tego czy go tam być, nie bez przyczyny też odmalowuje okolicę wokół parafii jako miejsce ponure, idealne do rozegrania się tego rodzaju dramatu. Czy zatem ksiądz wziął sobie faktycznie na gospodynię starą czarownicę? Czy tylko zaczął dopasowywać do siebie różne wierzenia swoich parafian i uległ przesądom i złudzeniu? Jeśli się przyjrzeć recepcji opowiadania, to sporo osób przychyla się do wniosku numer jeden, pokazując, jak do bohatera dociera cała prawda o jego nowej gospodyni i jak zdaje sobie sprawę, że żyje w wielkiej, bogatej plebanii z nie-człowiekiem, z pustym ciałem, w środku którego mieszka zło. Ale ja wcale nie jestem taka pewna, czy Stevenson pozwala tak jasno odpowiedzieć na to pytanie. Zręcznie nas myli i wprowadza w błąd, grając przede wszystkim kartą współczucia i zrozumienia dla tego, jak działają małe, zamknięte społeczności. Janet od początku ma pod górę – nie widać też, żeby ów ewentualny pakt z diabłem cokolwiek jej dał; jest ofiarą, właściwie od początku do końca, niezależnie od tego, jaką interpretację przyjmiemy. Jeśli w ogóle, jak podstępnie pyta nas autor, w ogóle była w tym opowiadaniu chociaż przez chwilę jakaś Janet. Bo może znikła już wcześniej…?

__________________

Jutro wyprawimy się na niesamowitą Słowiańszczyznę, pojawią się też, oczywiście, poganie. Będzie klasycznie i strasznie. 

Weź dokładkę!

12 komentarze

  1. Czyżby miał się pojawić "Lokis"? Prawie już skończyłam notkę o tym opowiadaniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Lokis" się pojawi, ale jeszcze nie jutro ;-).

      Usuń
  2. Ależ to opowiadanie jest bardzo realistyczne! Faktycznie w dawnych czasach we wszystkich takich dziwnych zdarzeniach, wyjątkowym pechu lub wyjątkowym szczęściu, absurdalnie spokojnym życiu w grzechu, upatrywano pomocy sił nieczystych. I najczęściej zupełny przypadek sprawiał, że ktoś został uznany za poplecznika diabła.

    A najczęściej osoby zachowujące się dziwacznie tak naprawdę cierpiały na rozmaite choroby neurologiczne, psychiatryczne lub inne, które dzisiaj są z powodzeniem diagnozowane i leczone.

    Dziękuję za link do współczesnej angielskiej wersji, bo z chęcią przeczytam. Myślę, że szkockiej pewnie bym nie podołała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ono nie do końca jest realistyczne (wszystkie te mroczne krzaki wokół plebanii to jest zdecydowanie niezwykła scenografia, a i przygody proboszcza szukającego odosobnienia do do końca realistycznych nie należą), ale faktycznie Stevenson cudownie wykorzystuje tutaj motyw "choroba czy siły piekielne" i nie do końca pozwala znaleźć odpowiedź na pytanie, kim była Janet.

      Polecam, szkockiej ja osobiście nie podołałam, ale czytana na głos jest zrozumialsza (mimo że tłumacz zachęca, żeby czytać obie wersje paralelnie). Dobrej lektury! W razie czego z chęcią wymienię się uwagami co do natury tytułowej bohaterki :-).

      Usuń
  3. Szkocka wersja wcale nie jest taka zła, tylko trzeba się przestawić. Czytanie na głos faktycznie pomaga. A klimat nieporównywalny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tłumaczeniu klimat też nie ginie, moim zdaniem, ale wiadomo, co szkockość to szkockość ;-).

      Usuń
  4. Uwielbiam historie grozy, w których nie do końca wiadomo czy mamy do czynienia z działaniem nadprzyrodzonych sił, czy jednak wszystko albo prawie wszystko można logicznie wyjaśnić. Z tego względu to opowiadanie bardzo mnie intryguje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie wypróbuj "Pokręconą Janet", może Ci się spodobać. Stevenson właściwie nie pokazuje nam bezpośrednio nic, czego nie dałoby się do końca wyjaśnić racjonalnie i tym ciekawsza jest zagadka tytułowej bohaterki. A do tego dreszczyk grozy -- jest!

      Usuń
  5. To brzmi świetnie! I zarazem nieco przerażająco, bo przecież tak do końca nie wiemy, co stało się z Janet... ale te niedopowiedzenia i pole do swobodnej interpretacji na pewno działają na korzyść tekstu.
    Pisz codziennie, chętnie poczytam, podyskutuję (o ile będę znała te teksty) i poszukam inspiracji!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie -- to, że sama Janet nam się w tekście nie wypowiada i że historię poznajemy "po latach", więc co się stało, trudno powiedzieć -- też sprzyja takim wieloznacznym odczytaniom :-).

      Super! Już się cieszę na dyskusje, a jak znajdę tekst inspirujący, to tym lepiej :-). Bo póki co to Ty znajdujesz książki wyzwaniowe, po które ja potem biegnę do biblioteki ;-) (vide "Pan Żniw" :-)).

      Usuń
  6. YouTube na ratunek! https://www.youtube.com/watch?v=Rylwyc21OZk I jaki cudny akcent. Przesłuchałem z tekstem przed oczami i jestem pod wrażeniem. Na myśl przyszedł mi Poe. Horror trawię jedynie w opowiadaniach właśnie i to opowiadanie w me gusta się wpasowało. Podobała mi się atmosfer, podobał się język i historyczno-społeczne drobiazgi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale cudnie, dzięki za podzielenie się linkiem :-). Brzmi wspaniale (ale ja na przykład muszę jednak patrzeć na tekst, bo akcent jest zniewalający :-)). Stevenson w ogóle umie nieźle postraszyć, czaję się jeszcze na kilka jego opowiadań w kolejnych odsłonach "Klasyki Horroru", bo taki "Porywacz ciał" brzmi co najmniej intrygująco. Mnie i powieść -- dobrze skonstruowana -- potrafi wystraszyć, ale jest coś w takim skondensowaniu atmosfery i wątków w opowiadaniach, co wywołuje gęsią skórkę, masz rację. Cieszę się, że "Pokręcona Janet" Ci się spodobała :-).

      Usuń