Gore! Albo o horrorach ogniowych Stefana Grabińskiego

 
Jak już zapewne zauważyliście, mam tendencję do pochłaniania twórczości autorów, którzy mi się spodobali, za jednym zamachem, więc idąc za ciosem postanowiłam poeksplorować inną, zasadniczo spójną, gałąź twórczości polskiego mistrza horroru, czyli opowiadania związane w jakiś sposób z ogniem.


Nie jest to tak spójna tematyka, jak w przypadku kolei i pociągów, więc i opowiadania nie należą do jednego zbioru (w przypadku kolei większość jednak możemy bez problemu znaleźć w „Demonie ruchu”). Podstawową „jednostką”, że się tak wyrażę, zbierającą te opowiadania „ogniowe” jest zbiór „Księga ognia”, ale nie znajdziemy tam wszystkich interesujących nas dzisiaj opowiadań. Zawiera on utwory: „Czerwona Magda”, „Biały Wyrak (legenda kominiarska)”, „Pożarowisko”, „Gebrowie”, „Muzeum dusz czyśćcowych” i „Płomienne gody”. Ale do tego nurtu w twórczości Grabińskiego spokojnie można też zaliczyć „Czad” i „Zemstę żywiołaków” – to pierwsze opowiadanie nie wyszło, zdaje się, w żadnym konkretnym zbiorze (ale jest dostępne via Wolne Lektury), to drugie znalazłam w drugim tomie „Polskiej noweli fantastycznej”. A więc, mając za sobą ten porządkujący wstęp, przejdźmy do tego, co najciekawsze, czyli jak prezentuje się pirofilna twórczość Grabińskiego?

Przede wszystkim fascynująca jest skala rozpiętości tych opowiadań, jeśli chodzi o sam motyw ognia. Bo będziemy tu mieli oczywiście żywy ogień i pożary („Czerwona Magda”, „Pożarowisko”, „Gebrowie”, „Płomienne gody”, „Zemsta żywiołaków”), ale też to, co czasami niewidoczne, a więc osadzające się wszędzie sadze („Biały Wyrak”) i trujące wyziewy („Czad”, „Zemsta żywiołaków”), a nawet ogień wieczny, nie zawsze metaforyczny („Muzeum dusz czyśćcowych”). Grabiński zaludni te opowiadania strażakami, kominiarzami, swoimi ulubionymi inżynierami, którym każe się konfrontować z tym, co niewyjaśnialne w sposób racjonalny i co łatwo nadweręża cienką strukturę opanowywalnej rozumem rzeczywistości (o czym boleśnie przekonają się i inżynier Rojecki z „Pożarowiska” i inżynier Ożarski z „Czadu”, obaj o znaczących „ognistych” nazwiskach, obaj raczej w typie bohaterów niesympatycznych). Znajdzie się też psycholog-okultysta i ksiądz kanonik, ręka w rękę tropiący niesamowitości pośmiertne („Muzeum...”), będą też lekarze-psychiatrzy o nie zawsze dobrych zamiarach („Gebrowie” i „Płomienne gody”, choć w tych ostatnich znajdziemy też, a jakże, inżyniera chemika). 
 
 
 

Powiedzmy sobie jasno, że nie wszystkie opowiadania ogniowe są na równym poziomie, nie składają się też w taką całość jak te kolejowe. Najsłabszym opowiadaniem są z pewnością „Gebrowie”, historia o narodzinach dziwnego kultu ognia w zakładzie dla psychicznie chorych. Słabość kompozycyjna tego opowiadania wskazuje na to, że pomysł nie był chyba do końca skrystalizowany, bo całość przypomina zbiór luźnych fascynacji w formie udramatyzowanej, a postaci głównie wygłaszają nomen omen płomienne mowy jak ze sceny, żeby zniknąć na zapleczu. Z kolei „Czerwona Magda”, choć mamy w niej wszystko, co ciarkogenne: dziwną klątwę, cygańską przepowiednię, rosnące wraz ze świadomością, z czym mamy do czynienia, przerażenie bohatera też pozostawia nieco do życzenia. Jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to opowiadanie powstało głównie dla detalicznego opisu pracy międzywojennych strażaków – a niesamowitość opowieści została dodana, bo, no cóż, spodziewamy się przecież, że w tej szafie śpi jakiś potwór. Podobnie jest w „Płomiennych godach”, gdzie Grabiński łączy motyw ognia i erotyki, z tym że cała niesamowitość ponownie jest dodana, głównie za pośrednictwem bohatera i jego rodzinnej klątwy. Z kolei w „Białym Wyraku” sam pomysł niebezpieczeństw czyhających na kominiarzy (doskonały!) znajduje trochę za łatwe rozwiązanie: natomiast atmosferę to opowiadanie ma pierwszorzędną. Opuszczony browar za miastem, wśród pól, dziwnie kopcący komin, znikający czeladnicy kominiarscy – szkoda tylko nieco szewczyko-dratewskiego rozwiązania intrygi, bo że Grabiński umie wykańczać opowiadania wysokim C, już się przekonałam przy „Fałszywym alarmie”.

A jak już przy nim jesteśmy – „Zemsta żywiołaków” to dobry przykład wzięcia na warsztat podobnego pomysłu (tak jak w „Fałszywym...” mamy tu bowiem do czynienia z fascynacją statystyką) i rozegrania go w innych okolicznościach przyrody. Grabiński konfrontuje tutaj to, co niesamowite (jakaś świadoma jaźń stojąca za pożarem) z tym, co niesamowite (komendant straży pożarnej wykazujący się niesamowitą ognioodpornością), aby ostatecznie jednak pokazać, że z ogniem nie warto igrać, bo jest kapryśny. Taką konfrontację da nam też w „Muzeum...”, gdzie seanse spirytystyczne mieszają się z rozważaniami teologicznymi (ach, aż by się prosiło, by to była dłuższa forma, bo sam zestaw: ksiądz owładnięty przekonaniem o istnieniu czyśćca, jego uzdolniona mediumicznie bratanica i wątpiący psycholog z inklinacjami do spirytyzmu brzmią jak wymarzona drużyna powieściowa, a wszystko dzieje się w jakiejś odległej, zapomnianej przez Boga i ludzi plebanii w zapadłym kącie kraju). Przede wszystkim jednak w – moim zdaniem najlepszym – opowiadaniu z tego zestawu, czyli w „Pożarowisku”. Grabiński weźmie tu na warsztat typowy horrorowy motyw: nowa rodzina w miasteczku, ignorując przestrogi starych mieszkańców, buduje dom w miejscu, które się im odradza. Już trzydzieści razy wybuchał tam pożar. Ale co może się stać, jeśli w domu nie będzie się gotowało, a oświetlenie będzie elektryczne? Grabiński wchodzi tutaj na swój ulubiony temat: tego, że w gruncie rzeczy prawdziwe zagrożenie czai się w człowieku i jako takiego nie da się go wyeliminować.
 
 
 

Zaliczyłam w poczet tych opowiadań również „Czad”, bo jest podobny nie tylko tematycznie, ale i pod względem motywów. Znękany przez śnieżycę Ożarski trafia do podejrzanej karczmy, gdzie wita go „jędrny” starzec (słowo „jędrny” jest w opowiadaniu odmieniane przez wszystkie przypadki), na oko zbyt przymilny, wymieniający się przy obsługiwaniu gościa z młodą karczmarką Makryną. I chociaż inżynier widzi, że coś tu jest nie tak, stara się zachowywać tak, jak zachowywałby się, jako on, w normalnej gospodzie. Bohater jest więc antypatyczny, trochę obawia się starca, molestuje karczmarkę, je, pije i zachowuje się cokolwiek wyniośle – Grabiński w ciekawy sposób nie tylko tutaj straszy, ale i wykorzystuje motyw podwójnej seksualności, dokładając do tego wykończenie wątku tak, byśmy do końca nie mieli jasności, czy rozwiązanie zagadki jest racjonalne, czy irracjonalne. Paskudny protagonista, ciekawe opowiadanie.

***

Zdaje się, że powoli zbliżam się do lektury „Salamandry”, ale w wypożyczonym tomie „Nowel” znajdzie się jeszcze kilka opowiadań i bardzo jestem ciekawa, co ze sobą przyniosą. Nie dobrałam się w końcu jeszcze choćby do osławionej „Kochanki Szamoty”, więc zdecydowanie jest na co czekać! Mieliście do czynienia z ogniowątkowymi opowiadaniami Grabińskiego?

Weź dokładkę!

3 komentarze

  1. Jeżeli ktoś poszukuje wymienionych przez Ciebie opowiadań ogniowych Grabińskiego, to wszystkie, łącznie z "Czadem" i "Zemstą żywiołaków" znajdują się w zbiorze "Demon ruchu i inne opowiadania" wydanym przez Zysk i S-ka w 2011. Wiem o tym doskonale, bo sama przez długi czas nie mogłam natrafić na książkowe wydanie tych tekstów, więc ucieszyłam się jak dziecko z publikacji i natychmiast pognałam do księgarni.
    Bardzo cenię twórczość Stefana Grabińskiego i uważam, że jest to pisarz zdecydowanie za mało znany i doceniony. Jego opowiadania mają to coś, ten klimat, niesamowitość - zdecydowanie wyróżniają się na tle dzieł innych twórców, a przecież o to własnie chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo tych ogniowych opowiadań i dobrze wiedzieć, że zostały stosunkowo niedawno wydane.:)

      Usuń
    2. W razie czego większość opowiadań, o których tu piszę, znajduje się w tomie "Nowele" (I tom dzieł wybranych Grabińskiego -- ja znalazłam w bibliotece), część na Wolnych Lekturach, a część w tomie "Polska nowela fantastyczna". Mam wrażenie, że co jakiś czas gdzieś wychodzi jakiś zbiór opowiadań Grabińskiego -- ja bym z radością przywitała jakiś kompletny: pytanie tylko, czy aby na pewno wszystkie opowiadania znamy i wiemy, gdzie były publikowane... :-(

      Usuń