Strzeż się pociągu! Albo o horrorach kolejowych Stefana Grabińskiego


Nie wiem, czy kojarzycie, ale na dworcach – czy to poważnych, dużych dworzyszczach, przez które dziennie przelatują setki pociągów, czy małych zapomnianych stacyjkach w środku niczego, czy na dworcach kolejek podmiejskich – można napotkać przy torach znak z napisem „Strzeż się pociągu!”. Zawsze wywoływał mój uśmiech, bo jak to, taka zbędna personifikacja pociągu? Ale opowiadania Stefana Grabińskiego zwróciły mi uwagę, że wcale nie taka zbędna.


Kiedyś przy okazji dyskutowania o Stephenie Kingu (którego śmiało mogę ostatnio nazwać pisarzem, którego nadal nie czytałam, a wciąż, zapewne właśnie dlatego, o nim rozprawiam – tak widać niekiedy bywa) Luka Rhei zwróciła uwagę na lubość tego pisarza, z jaką wyposaża on przedmioty zwyczaje w życie wewnętrzne i każe im z demonicznym rozpędem demolować życie swoich bohaterów i siać przestrach wśród czytelników, którzy potem ze zgrozą zbliżają się ostrożnie do własnej pralki. Stefan Grabiński, pisarz dużo od Kinga wcześniejszy, z podobną lubością sieje postrach wśród Bogu ducha winnych amatorów kolei: jego horrory pociągowe to spora dawka katastrof kolejowych, niewyjaśnionych zjawisk, metafizycznych rozważań nad duchem kolei i nawiedzonych pociągów. Bo pisarz bierze na warsztat już coś znanego (opowiadania o kolei pisze tuż po I wojnie światowej, a pociągi już wtedy jeżdżą od ponad stulecia, to wszak nie te czasy, o których można nakręcić sequel do „Pań z Cranford”, gdzie bohaterki z przerażeniem obserwują śmigający z nie-tak-zawrotną-prędkością krajobraz za oknami wagonu ciągnionego przez potwora-lokomotywę. A jednak kolei dał Grabiński metafizykę, z której wprost wypływa przerażenie tym, co nieznane, co tylko w części dające się kontrolować i zracjonalizować. Nie powiem, przywołało mi to kilka skojarzeń z tym, co robi Pratchett w „Parze w ruch”, ale u Grabińskiego – skondensowane w krótkiej formie, z plastycznymi opisami, z pomysłami, w których klisza miesza się z legendą, a ta z kolei z nowatorską ideą – to osiąga cudowną, intrygującą formę.

Oczywiście pewne rzeczy są powtarzalne i z tego względu niekiedy osłabiają wymowę poszczególnych opowiadań. Tak jak w zakończeniu „Sygnałów”, które sprawia wrażenie nieco dodanego na siłę, by ustrasznić czytelnikowi opowiadanie albo jak w „Ślepym torze”, gdzie duchom każe się odczytać urywki z gazet, by co nieco czytelnikowi wyjaśnić. Ale to są drobne konstrukcyjne – nie zawsze moim zdaniem szczęśliwe – kwestie. W całości opowiadania Grabińskiego robią ogromne wrażenie. Mogą wykorzystywać narzutkę legendy – jak w „Smoluchu”, gdzie konduktorowi pociągu tuż przed katastrofą zjawia się zawsze dziwny palacz-widmo, przypominający trochę ducha kopalni, tyle że bytującego w pociągach (to jedno z najstraszniejszych opowiadań Grabińskiego!), albo jak w „Głuchej przestrzeni”, wykorzystującej temat tęsknoty za przeszłością i przywoływania nawiedzin z innego świata. Mogą rozgrywać się głównie w głowie bohatera i to z jego psychiki czynić wytwór nie dający czytelnikowi spać po nocach (tu znowu przywołam „Smolucha”, bo to opowiadanie da się czytać również w ten sposób, ale taki jest też „Maszynista Grot”, nie do końca może udany pod tym względem, ale pod jakim udany – o tym za chwilę, z tym mamy też do czynienia w „Głuchej przestrzeni”, „Demonie ruchu” i przede wszystkim w „Fałszywym alarmie”, których końcówka dosłownie wbija w fotel, to jest takie wykończenie wątku, po którym znać rękę mistrza).
 
 
 

A przy tym jak Grabiński świetnie pisze o pociągach! To jest sztuka, żeby nie tylko wybrać sobie jakąś działkę, ale też opanować język do niej przylegający. Te pociągi czasem oblekają się w ciała stalowe, maszyny ziejące parą, czasami są tylko ciemnym tumanem z kwadratami świateł śmigającym po sąsiednim torze. I zaludnia je cała ta dziwna brać zwichrowanych przez życie konduktorów, palaczy, nawiedzonych maszynistów, uduchowionych budników, którzy nie tylko kierują pojazdem toczącym się po określonym torze, ale rozmyślają nad sensem życia w świecie i życia po śmierci. Opanowują ich psychozy wynikające z tempa życia i przewidywania w nim tego, co niezwykłe, podczas gdy zwykłość, racjonalność rzeczywistości wydaje się złudna (tutaj właśnie warto przeczytać „Maszynistę Grota”, „Ultima Thule”, „Ślepy tor”). To są ludzie pracujący, zdawałoby się, przy cudzie techniki, prącym do przodu jak postęp wyśniony w każdej rewolucji, a równocześnie marzący czy przeczuwający, że powinno za nim być coś więcej, że brakuje tu jakiegoś pierwiastka, bez którego łatwo rozpłynąć się w powietrzu (który to wątek notabene Grabiński rozwija w „Dziwnej stacji” – która przywiodła mi na myśl niektóre opowiadania Lema – i w „Błędnym pociągu”, opowiadaniu, na którym można uczyć się, jak stopniować napięcie).

A do tego dodajmy jeszcze całą fantazmatyczną geografię kolei żelaznej w tych utworach. Te miasteczka, w których czasem – jak w „Ultima Thule” – można rozpoznać realne pierwowzory, ale generalnie maskujące tylko rzeczywistość. Te nazwy brzmiące dziwnie znajomo, ale przecież realnie położone daleko od siebie, często w innych krajach. To są często jakieś małe stacje, gdzie zwraca się nam uwagę głównie na pracowników kolei, a gdzie z rzadka ktoś wysiada, chyba że popchnięty – jak w „Ślepym torze” – jakimś dziwnym, tajemniczym impulsem. Można sobie wyobrażać te budynki stacji przycupnięte przy torze, zwieszające się z okien pelargonie pani naczelnikowej stacji, a wśród tego krążące widma i strachy nie dające często zmrużyć oka, unaoczniające się w stukającej rączce telegrafu, dające się słyszeć w szczękaniu szyn i turkocie podkładów kolejowych.
 
 
Do sięgnięcia po opowiadania zmobilizowało mnie majowe hasło.
Czytajcie, bo naprawdę warto (a poza tym zacny zbiór jest dostępny dzięki Wolnym Lekturom)! A ja coś czuję, że czeka mnie dłuższa przygoda z twórczością Stefana Grabińskiego. Zdecydowanie wyruszam w quest w poszukiwaniu jego innych opowiadań, a powieści już bezpiecznie spoczywają na czytniku. Jeśli chcecie coś polecić, nie krępujcie się, z radością poczytam!

Weź dokładkę!

18 komentarze

  1. Miałam kiedyś niewielki zbiór opowiadań Grabińskiego i pamiętam, że oprócz "Ultima Thule" podobało mi się "Pożarowisko" i legenda kominiarska "Biały wyrak".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam! Będzie wpis o opowiadaniach strażacko-kominiarskich, a jakże, dziękuję za polecenie :-). "Biały wyrak" ma doskonały pomysł (kto by pomyślał, że z czegoś takiego może być opowiadanie!), ale "Pożarowisko" to jest dopiero dobre studium, niespieszne, rozwijające dobrze znane motywy w to, co nieuniknione.

      Usuń
    2. Niecierpliwie czekam na wpis :)

      Usuń
  2. Hmm, miałam nie czytać twoich recenzji ze względu na zbliżającą się sesję... Niestety, tytuł o pociągach okazał się zbyt pociągający. Te hasło ,,strzeż się pociągu" mijałam przez trzy lata dwa razy dziennie: wsiadając i wysiadając na mojej małej stacyjce. Codziennie patrzyłam jak koła pociągu przelatują tuż koło mojej twarzy. W sumie po tylu latach powinnam znienawidzić kolej, ale tylko coraz bardziej ją lubię i ubolewam, ze tak niewielu twórców podzielało moją fascynację. Co prawda obawiam się, że te opowiadania będą dla mnie po prostu za straszne, z drugiej strony, teraz nie jeżdżę pociągiem zbyt często, może nie będzie mnie to zbyt prześladować.... Dostępność na Wolnych Lekturach też jest dużym atutem, jak na rzecz internetową mają całkiem znośnie ułożone teksty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W razie czego straszył pociągami też L. T. C. Rolt, ale ponieważ wciąż poluję na zbiór jego opowiadań, to jeszcze nie mogę zarekomendować z czystym sumieniem :-). Ale na pewno jak uda mi się go zdobyć, to o nim napiszę. A tymczasem gorąco polecam Grabińskiego, do lektury w pociągu będzie jak znalazł, albo chociaż do lektury w miejscu, do którego dobiega dźwięk kolei ;-). Przy czym to są straszne opowiadania, ale raczej w rodzaju "wywołuję ciarki" niż "nie zmrużysz więcej oka!". Daj koniecznie znać, jak wrażenia :-)!

      Usuń
  3. Pociągi mają w sobie coś morderczego :D Agatha Christie też o tym wiedziała. Jak nie przepadam za opowiadaniami, tak te wydają mi się interesujące :)
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One się rozwijają w dość spójną opowieść, ba, nawet niekiedy w jednym opowiadaniu bohater spotyka bohatera z innego opowiadania, więc można je traktować jako całość :-). No tak, Agatha Christie faktycznie wiedziała co nieco o morderczych skłonnościach, jakie wyzwalają się w pociągu :-D.

      Usuń
  4. Pobralam. Będę czytać w pociągu do pracy i powrotnym do domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekstra, bardzo się cieszę! I ciekawa jestem wrażeń, mam nadzieję, że coś o nich napiszesz :-).

      Usuń
  5. Bardzo lubię jeździć pociągami a dzięki opowiadaniom Grabińskiego przypominam sobie o mrocznej stronie dworców, zapomnianych stacji i samych maszyn. Zgadzam się, że opowiadania "kolejowe" są bardzo udane, aż żałuję, że już je czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei bardzo się cieszę, że wcześniej nie sięgnęłam po Grabińskiego, mam teraz idealny materiał do nadrabiania w maju. Właśnie spędziłam poranek z opowiadaniami pożarniczymi, a jeszcze kilka zbiorów przede mną, że o powieściach nie wspomnę ;-).

      Usuń
  6. Jedyne, co mogę na razie napisać, to że jeszcze bardziej zachęciłaś mnie do lektury (choć zachęcona już i tak byłam!) :D Reszta przemyśleń po lekturze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jestem ciekawa, co powiesz, opowiadania kolejarskie polecam bez wyjątków właściwie (może "Maszynista Grot" jest nieco słabszy od reszty, ale ma swój urok, zwłaszcza scena przesłuchania).

      Usuń
  7. Grabińskiego czytałem lata temu, ale jego opowiadania zrobiły na mnie na tyle duże wrażenie, że jak na Book Rage'u pojawił się pakiet twórczości, zakupiłem. I tak spoczywa na czytniku od kilku lat. Dzięki za przypomnienie :)
    PS. Czytałem jeszcze chyba "Salamandrę", ale niczego nie pamiętam. Muszę zerknąć do notki, bo bodaj jakąś poczyniłem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autoreklama. Teksty wczesne, nie rzucać pomidorami :P
      TUTAJ i TUTAJ

      Usuń
    2. Jak zwykle i w tym przypadku przegapiłam pakiet BookRageowski, który byłby teraz jak znalazł, ale co poradzić, kiedy ja się na literackie fascynacje zawsze łapię po czasie, kiedy wszyscy już wszystko przeczytali ;-). Ale posiłkuję się właśnie tym tomem nowel, o którym pisałeś w swojej notce i faktycznie, opowiadania są sobie nierówne, natomiast można prześledzić, do jakich wątków autor wracał i jak je zestawiał na różne sposoby, co jest fajne. Język -- chociaż miejscami manieryczny, to prawda -- jest szalenie plastyczny, a poznanie takich wyrazów jak "śżerzoga" zawsze liczę na plus ;-).

      Natomiast trochę mnie zmartwiłeś z tą "Salamandrą" -- oczywiście przekonam się na własnej skórze, no bo jakże by nie, ale trochę mi smutno, bo to już któraś opinia w ostatnich dniach, że mistrzem powieści Grabiński nie był (a jak się odkrywa autora, z którym nam po drodze, to jednak życzymy sobie w duchu, żeby był świetny w każdej odmianie ;-)).

      Usuń
  8. Grabiński świetny jest i basta. A jeśli chodzi o pociągi, to Twój wpis przypomniał mi oglądany laaaaaata temu odcinek Twilight Zone albo innego podobnego programu, w którym to chłopiec, pasażer pociągu, w jakiś sposób uratował załogę pociągu-ducha, który podróżował na tej samej trasie. Ech, teraz będę toczył boje w wujkiem Google, żeby odkryć, jaki dokładnie program to był.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wychodzi na to, że nie będziemy się sprzeczać ;-). Chodzi mi po głowie jakiś wpis porządkujący wrażenia ze wszystkich jego opowiadań, ale najpierw muszę je przeczytać, a niekiedy wymaga to przeszukiwania zasobów różnych bibliotek, więc zobaczymy, jak to będzie! W razie czego będę wdzięczna za podrzucanie tropów, gdzie można znaleźć te mniej popularne utwory :-).

      Trzymam kciuki, żeby poszukiwania zostały uwieńczone sukcesem :-).

      Usuń