Nie dawać się poznać pod żadnym względem albo o „Prusie. Śledztwie biograficznym” M. Piątkowskiej


W jednej ze swoich prac Zygmunt Freud stwierdził, że cała twórczość literacka danej jednostki jest w gruncie rzeczy projekcją neuroz tejże jednostki i niezależnie od tego, o czym taki ktoś pisze, zawsze pisze o sobie. I chociaż psychoanaliza posunęła się w swoich rozważaniach do przodu, to taka pokusa przykładania rozumianego w podobny sposób „klucza biograficznego” do odczytywania utworów pisarzy nadal istnieje. Zwłaszcza w przypadku tych twórców, którzy niewiele pozostawili po sobie bezpośrednich wypowiedzi o własnym życiu.


„Prus. Śledztwo biograficzne” autorstwa Moniki Piątkowskiej zdaje się wychodzić właśnie z takich założeń. Lwią część pokaźnej objętościowo książki zajmują próby rekonstruowania poszczególnych etapów życia Prusa na podstawie jego twórczości. Droga ta wydaje mi się jednak, przyznaję otwarcie, zgubna. Nie tylko dlatego, że może prowadzić na manowce – trudno polemizować z informacją, kiedy i dokąd przeprowadził się Aleksander Głowacki, prościej z informacją, że być może wnętrze mieszkania przypominało to, jakie opisał w utworze takim to a takim. Literatura ma to do siebie, że może być interpretowana na wiele sposobów i trzymając się tekstu naprawdę wiele różnorakich interpretacji możemy z niej wyczarować: a to oznacza, że idąc takim tropem otrzymujemy nie tyle wynik śledztwa, ile pewną wariację na temat. Autorka posiłkuje się utworami Prusa opisując początki jego życia – dzieciństwo i młodość – gdy brakuje źródeł, później powraca do tej metody w trakcie prac Prusa nad powieściami, pisanymi w odcinkach, po kolei, argumentując, że korzystał on ze swoich doświadczeń właśnie na bieżąco, i tak przenikały one do kolejnych fragmentów książek. To drugie uzasadnienie wydaje mi się lepsze, to pierwsze zaś nieco, z powodów wyżej wymienionych, naciągane.

Autorka szuka bowiem odbić Prusa w postaciach, które tworzył. Okazuje się to pewną pułapką, co dobrze widać we fragmentach poświęconych recepcji „Lalki”, gdzie przytacza słowa zdenerwowanego pisarza, który wolał, by czytelników zajmowały literackie walory powieści, a nie to, czy wzorował daną postać na kimś rzeczywistym, czy też nie (s. 319). Niezależnie jednak od tego, czy zgrzytacie zębami na takie rozwiązanie, czy też nie, decydując się na lekturę „Prusa. Śledztwa biograficznego” musicie być przygotowani na to, że autorka będzie wiele informacji przytaczała na podstawie utworów pisarza. To się zmienia z czasem, kiedy życie Prusa obrasta w źródła: w korespondencję, w zapiski w notatnikach (ciekawie interpretowane przez Piątkowską i aż szkoda, że nie ma tego więcej, bo tutaj faktycznie mamy do czynienia ze śledztwem biograficznym, nie zaś literackim, jak nazwałabym pierwsze części książki), wreszcie też w testament.


Prus w otoczeniu postaci ze swoich powieści.


To czerpanie materiału z powieści Prusa bywa zresztą zgubne także przez drobne nieścisłości, wkradające się do książki. Bywa więc, że Wokulski, opisywany jako wdowiec, chwilę później zostaje nazwany kawalerem (s. 200), Solski staje się właścicielem miejscowej cukrowni (s. 340), choć jak pamiętamy z „Emancypantek” cukiernię dopiero budował, dowiemy się też we fragmencie poświęconym fascynacjom Prusa spirytyzmem, że kwestie te znalazły się w „Emancypantkach” (s. 346), ale nie dowiemy się już, że Prus je tam właściwie wyśmiał, nie zaś przedstawił jako obiekt fascynacji. Ale to związane jest już z czymś nieco innym, a mianowicie luźnym niekiedy podejściem do chronologii – niektóre wydarzenia autorka traktuje jako komentarz do innych, wcześniejszych, co sprawia, że można postawić pytanie, czy faktycznie na siebie wpływały i w jaki sposób można pokazać ich odbicie w dziełach. Tym trudniej na to odpowiedzieć, że Prus, tak jak pisze o nim Piątkowska, bywał w swoich sądach zmienny, a zafascynowany nową ideą zupełnie zmieniał nastawienie do niektórych zjawisk.

Ponieważ i sam pisarz aż tak wiele po sobie prywatnych zapisków nie zostawił, a i jego żona część osobistych notatek mogła ocenzurować, dotarcie do zakamarków duszy Prusa nie jest sprawą łatwą. Nic dziwnego, że autorka „Śledztwa biograficznego” musiała wybrać jakąś drogę uzupełniania informacji tam, gdzie ich brakowało. Najciekawiej wypadają wyniki śledztwa tam, gdzie o Prusie mogło powiedzieć coś jego otoczenie (na przykład wylewniejszy, jeśli chodzi o prywatne zapiski, Stefan Żeromski) albo i on sam, bezpośrednio zwracając się do kogoś w liście. Ale o niektórych sprawach pisarz właściwie konsekwentnie milczał i – choć powracał do nich w swojej twórczości, którą Piątkowska sugeruje traktować jako rodzaj autoterapii i przepracowywania licznych traum i nerwic – trudno powiedzieć „jak to właściwie było”. Szkoda trochę, że wątki takie sprawiają wówczas wrażenie porzuconych. Chociażby losy brata pisarza, Leona, który także na kartach „Śledztwa biograficznego” właściwie niepostrzeżenie umiera. O części rzeczy dowiadujemy się mimochodem (na przykład o pasji Prusa do kolekcjonowania pocztówek albo o zmiennych i nie do końca jasnych przemianach w relacji z Aleksandrem Świętochowskim). O innych autorka pisze, jakby były pewnikiem, choć nie ma pewności, że faktycznie coś tak wyglądało (dotyczy to zwłaszcza fragmentów inspirowanych twórczością pisarza).

Najciekawiej, moim zdaniem, wypada w książce próba pokazania rozbicia, jakie towarzyszyło Prusowi przez całe życie, wielopłaszczyznowości charakteru, która bywała niezrozumiała dla otoczenia. Autorka konsekwentnie pisze o swoim bohaterze per Aleksander, pokazując Prusa jako pewne odbicie pisarza, personę, stworzoną na użytek pracy literackiej. Wskazuje również na przemiany jego publicznego wizerunku, starając się pokazać, co mogło mieć na nie wpływ. Wybiera pewne punkty, na których rozsnuwa swoją historię – jak choćby relacja między Prusem i Sienkiewiczem. Jak rozumiem, taki a nie inny wybór podyktowany jest właśnie przez trudności ze źródłami. Jest więc „Śledztwo biograficzne” pewną opowieścią o życiu Aleksandra Głowackiego – Bolesława Prusa, faktycznie śledztwem prowadzonym według obranych reguł, a nie biografią jako taką. I punktem wyjścia do ułożenia sobie samemu jakiegoś wariantu tej opowieści z niewielką ilością tego, co „wiadomo”, a z całkiem sporą tego, czego „nie wiadomo” i czego być może dowiedzieć się już nie uda.
 
 ***
 
Książka przywędrowała do mnie od wydawnictwa Znak (dziękuję!). Przy okazji zaś przypominam, że wszyscy, którzy mają ochotę na pierwszą lub ponowną lekturę „Placówki” Bolesława Prusa mogą się z nią zmierzyć razem ze mną, Martą i Karo już jesienią.

Weź dokładkę!

12 komentarze

  1. Zastanawiam się, ile nowego wnosi ta książka nowego faktograficznie w porównaniu ze stareńkimi biografiami Pauszer-Klonowskiej.
    A im więcej czytam o tych sztukowaniu faktów literaturą, tym mniejszą mam ochotę na czytanie, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, trudno mi się odnieść merytorycznie, bo dla mnie to była pierwsza książka o samym Prusie. Ale fakt, autorka przywołuje często i prace Pauszer-Klonowskiej, i Tokarzówny i Fity (przypisy nie są wszędzie, więc trudno mi czasem było określić źródło, ale akurat do tych opracowań odwołań jest sporo). Do Pauszer-Klonowskiej zwłaszcza w ostatnich partiach, dotyczących Jana Bogusza (tu zresztą autorka robi ciekawą klamrę kompozycyjną, gdzie Jan Bogusz staje się trochę też odbiciem Głowackiego). Moim zdaniem odbiór książki bardzo zależy od tego, jak się czytelnik zapatruje na takie sztukowanie: ja osobiście wolę, kiedy czegoś takiego nie ma.

      Usuń
    2. Czyli nie sądzę, bym znalazł coś odkrywczego, a przynajmniej się nie zirytuję na metody pracy autorki.

      Usuń
  2. Przeczytałam w ostatnich "Książkach" artykuł autorki o powstawaniu tej książki. ;) Niestety, ale odkąd poznałam na studiach "Neurotyczną osobowość naszych czasów" Karen Horney reaguję alergicznie na interpretacje według neurotycznego czy psychoanalitycznego klucza. Nie chodzi o to, że są nieprawdziwe, tylko mam wrażenie, że jednak zbyt często prowadzą na manowce, i to na skróty.
    A czy przypadkiem nie rozjaśniła Ci ta lektura kwestii zachowań niektórych bohaterów Prusa? Na przykład: czy Madzia Brzeska nie była jednak neurotyczką? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, muszę przeczytać, bo jestem bardzo ciekawa -- może rozwieje to część moich wątpliwości :-). Zgadzam się, w moim odczuciu też takie interpretacje mogą zwieść na manowce, zwłaszcza że Prus często korzystał z tych samych motywów i z lubością je przetwarzał (weźmy chociaż motyw "nieudanego pojedynku", który mamy przecież w różnych wariantach i w "Lalce", i w "Emancypantkach").

      Hm, nie ;-). To znaczy akurat a propos Madzi nie, przy "Emancypantkach" autorka więcej miejsca poświęciła Solskiemu, traktując go jako alter ego Prusa, jeśli chodzi o trudne dzieciństwo i krętą ścieżkę edukacji.

      Usuń
    2. No cóż, chyba miałam nadzieję, że jednak coś takiego będzie w tej biografii nie-biografii. ;)

      A tak na marginesie, tak do końca to nie wiadomo czy Solski cukrownię wybudował?

      Usuń
    3. Wiesz, że się z Tobą zgadzam co do neuroz Madzi -- i gdyby szukać neurotycznych postaci u Prusa moim zdaniem spokojnie można się zwrócić ku Madzi. Natomiast czy są odbiciem neuroz autora, no, tutaj ja bym się wahała z przykładaniem miary.

      No właśnie nie: on przecież traci w pewnym momencie zainteresowanie tym projektem, a przez większą część czasu opisy sugerują, że wszystko jest w planach, budowie, ustaleniach. Czy Ty to widzisz inaczej?

      Usuń
    4. Na pewno byłoby to kontrowersyjne i potwornie naciągane jednocześnie. ;)

      Co do cukrowni zgadzam się. Z tekstu ciężko powiedzieć czy projekt wyszedł poza etap planowania i ustaleń.

      Usuń
  3. Interesowała mnie ta książka, bo czuję, że o Prusie wiem zbyt mało. Jednak wszystkie wspomniane przez ciebie błędy (może nie przesadzam, ale ciężko mi zaufać autorce, które nie pamięta, że Wokulski był wdowcem. Zwłaszcza, jeśli pisze o jego twórcy) i naciągnięcia mnie zniechęciły. Również nie przepadam za kluczem biograficzny. Autorzy niemal zawsze korzystają z otaczających ich wydarzeń, ale ciężko rozeznać, co było inspirowane nimi samymi, co otaczającymi ich ludźmi, a co stanowi kompilację różnych elementów. Tym bardziej stosowanie twórczości autora jako źródła wiedzy o jego doświadczenia wydaje mi się chybione.

    No cóż. Zaoszczędzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym Wokulskim to jest moim zdaniem niedopatrzenie redakcji, bo kilka stron wcześniej jest omówiony wątek małżeństwa i owdowienia bohatera, a potem ni stąd, Wokulski zostaje nazwany kawalerem. Autorka zauważa, że Prus inspirował się i często kompilował różne elementy w jedno, natomiast moim zdaniem zbyt często -- zwłaszcza w narracjach o jego dzieciństwie -- zakłada, że pewne rzeczy są po prostu odbiciem jego własnych przeżyć. A, moim zdaniem, tutaj trzeba by też zastanowić się nad duchem epoki (o nieszczęśliwym dzieciństwie pisano wówczas dużo, znamy przecież tę serię nowel). Natomiast analiza specyficznych zapisków Prusa w towarzyszących mu notatnikach jest bardzo ciekawa i tak jak piszę, szkoda, że nie ma tego więcej :-).

      Usuń
  4. Mam wrażenie ze "Luźne podejście do chronologii" to plaga obecnie pisanych biografii. Po tym, co przeczytałam u Ciebie, przestałam się spieszyć do opowieści o Prusie. Wygląda na to, że biograf po raz kolejny lekko schrzanił temat :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy, jak zapatrujesz się na wykorzystywanie twórczości jako materiału do odtwarzania przeżyć autora. Natomiast analiza samych notatników Prusa jest bardzo ciekawa. Trudno mi, jak pisałam, porównać to z innymi dostępnymi biografiami pisarza, niemniej to jest jakaś interpretacja jego losów, z którą można się zapoznać, zwłaszcza jak się lubi jego pisarstwo :-).

      Usuń