Potworny robak albo o „Przemianie” F. Kafki (Nabokoviada #6)


Ach, cóż to za historia! Gregor Samsa budzi się i odkrywa, że zmienił się w ogromnego robaka. Nie przeszkadza mu to myśleć, jakby się tutaj jak najmniej spóźnić do pracy. W końcu zarabia na utrzymanie matki, ojca i siostry. Kafka w najlepszej formie: chirurgicznie precyzyjny, obrzydliwy i czuły, komiczny i tragiczny jednocześnie.


Aż trudno uwierzyć, że przyjaciele, którym czytał rękopis, zaśmiewając się przy tym do łez, nie kryli oburzenia. „To taka przykra historia!”, komentowali. I faktycznie, opowieść o tym, jak zmieniają się relacje w rodzinie Samsów jest niewątpliwie przykra, ale przez pierwsze partie tej opowieści drga w czytelniku jakiś utajony śmiech. Bo czemu Gregor bardziej niż swoją owadzią postacią martwi się spóźnieniem do pracy? Czemu przede wszystkim chce się wysłannikowi szefa zaprezentować jako osoba zdolna do pracy, choć może lekko niedysponowana? Gregor jest przeraźliwie smutną postacią, ale Kafka nie może się oprzeć, żeby z niego nie podrwić. Zresztą, zapewne wyżyłby się na nieszczęśniku bardziej, gdyby nie chciał skończyć „Przemiany” przed podróżą służbową – narzekał potem, że przez pośpiech zakończenie nie jest tak satysfakcjonujące, jakby sobie tego życzył.

Wykład Nabokova o „Przemianie” jest szalenie inspirujący. Przynosi to pewną pociechę po niespecjalnie udanych wykładach o „Doktorze Jekyllu ipanie Hyde” i „W stronę Swanna”. Zgadzam się z naszym przewodnikiem, że interpretując „Przemianę” jako wyraz kompleksów Kafki wobec ojca, strasznie spłycilibyśmy tę opowieść. Bo to nie ojciec jest dominującą figurą w rodzinie Samsów – kiedy go spotykamy, to człowiek pokonany, bankrut, ledwo ruszający się z fotela. Zmiana, jakiej ulega Gregor, popchnie go z powrotem do pracy, ale widzimy, że jest wystraszony, nie chce zdejmować munduru jakby bojąc się – co sugeruje Nabokov – że i on przeistoczy się w jakieś paskudne stworzenie (a może, dodałabym, wróci do swojego letargu). W „Przemianie” przerażająca jest siostra bohatera, Greta, i to, jakiej ona ulega zmianie. Dorasta, chce się uwolnić od brata, którego się boi i wstydzi, za wszelką cenę. Ona podjudzi rodziców, ona wreszcie nielitościwie skomentuje los Gregora. Ta jej przemiana zachodzi powoli, nie jest tak zauważalna jak ta Gregora – na pozór przecież to wciąż jest ta sama, rzępoląca na skrzypcach, Greta Samsa. Ale w środku zaczyna dziać się coraz gorzej. Bardzo podobało mi się to, jak ujął to Nabokov: „Gregor jest istotą ludzką o powierzchowności owada, jego rodzina to insekty o powierzchowności ludzi”.

Natomiast tam, gdzie Nabokov-wykładowca ulega Nabokovowi-entomologowi, wykład zaczyna nieco dryfować. Pamiętacie zapewne, że nie zgadzałam się specjalnie z wizją „dobrego czytelnika”, którą pisarz sprzedaje nam właściwie od pierwszego wykładu. A to, co robi tutaj Nabokov, jakoś sprzeniewierza się własnej jego wizji takiego czytelnika. Jakim robakiem właściwie staje się Gregor? To pytanie zdaje się Nabokova szalenie interesować, co wynika z – tak, tak! – jego emocjonalnego związku z tekstem jako badacza owadów. A tymczasem Kafka, przerażony, pisał do swojego wydawcy, że absolutnie nie należy sobie nawet wyobrażać tegoż robaka, a już na pewno nie należy go rysować (zgadnijcie, przed czym powstrzymać się nie mógł Nabokov…?). To nie jest tak, że sam Kafka albo jego bohater widzą tego żuka „mgliście”, jak pisze autor wykładu. To rozmycie jest zupełnie celowe. Zresztą zwróćcie uwagę, że choć Kafka bardzo wiernie odwzorowuje zachowanie owada, to równocześnie w opisach Gregora-żuka jest sporo z ludzkiej anatomii. Nabokov zauważa na przykład, że Gregor zamyka oczy, a tymczasem żuki nie mają powiek. Ale nie tylko o to chodzi: to, jak Kafka opisuje zmagania Gregora z unoszeniem głowy, skłania wręcz, żeby wyobrażać sobie Samsę-owada z ludzką głową.

Ta pewna nieciągłość kształtów i rozmiarów w świecie Kafki przywodzi mi na myśl obrazy Oskara Kokoschki. Źródło.

Rozmiary Gregora-żuka zmieniają się, czego Nabokov zdaje się nie zauważać. Nie jest on „wielkości psa” przez cały czas, jak chce nasz wykładowca, wszak matce w pewnym momencie żuk wydaje się być plamą na ścianie. Na początku sięga klamki, kiedy staje. Na koniec wydaje się być wyschnięty, mniejszy niż wcześniej (także na skutek wygłodzenia). Co ciekawe, jedyną osobą przejawiającą cieplejsze uczucia wobec niego jest ostatnia służąca Samsów. Zdroworozsądkowo traktuje przemianę Gregora jako coś, co każdemu może się przydarzyć – to ciekawie pokazuje ten absurdalny świat Kafki, świat, w którym faktycznie bohater może obudzić się pewnego ranka i zostać aresztowanym nie wiadomo za co albo, no właśnie, odkryć, że zmienił się w potwornego robaka. Można to traktować zresztą jako przenośnię, a tak potraktowana, „Przemiana” przeistacza się w traktat o tym, jak nagła choroba członka rodziny, zniekształcająca jego ciało i uniemożliwiająca pracę, wpływa na stosunek najbliższych do niego. Najbliższych całkowicie od niego, zdawałoby się, zależnych. Nabokov pokazuje, że rodzina wykorzystuje Gregora – nie zauważa jednak, że to relacja współzależna. Samsowie żyją tak, jak żyją, bo wytworzyli między sobą specyficzne zależności, w których jest im wygodnie. Dopiero przemiana Gregora zmusza wszystkich do zmiany nastawienia.

Jak pisze Nabokov, rodzina Samsów przypomina chór grecki – ja dodałabym, że w ogóle „Przemiana” ma bardzo teatralną konstrukcję. I mieszkanie Samsów, i to, jak po kolei pojawiają się w nim różne postacie, przechodząc przez drzwi, wydaje mi się bardzo ciekawym materiałem na sceniczną adaptację tego opowiadania (o postaciach sublokatorów nie wspominając). I może na koniec jeszcze jedna uwaga: siła pisarstwa Kafki leży w tym, że człowiek czyta sobie opowiadanie o bohaterze zamienionym w żuka (albo może: który się zmienił, nie ma tu wszak żadnych złych matek chrzestnych zmieniających mężczyzn w zwierzęta) i wciąga go ten świat, zaprojektowany tak, że to, co nienaturalne, wygląda w nim jak naturalna kolej rzeczy. A następnego dnia, ot, choćby przy myśleniu o poszczególnych kwestiach zawartych w opowiadaniu, uświadamia sobie, że to przecież historia o człowieku, który budzi się jako żuk. Zaśmiałby się, ale przecież wie, jak to wszystko się kończy.

***

„Przemianę” w ramach Nabokoviady czytałyśmy oczywiście razem z Naią. Przyłączyły się do nas Olga z bloga Wielki Buk, Niekoniecznie Papierowa Karo oraz Piotr z Literatura Sautee. Sprawdźcie, jak im się czytało i co sądzą o interpretacyjnych ścieżkach Nabokova! A jakie jest Wasze zdanie a propos „Przemiany”, Kafkowskich żuków i pomysłów Nabokova na czytanie tego utworu? 
W następnym odcinku Nabokoviady zmierzymy się z Jamesem Joycem i jego „Ulissesem”, na co dajemy sobie czas do 27 listopada. Mam plan choć z dziesięć stron dziennie uszczknąć, bo jednak uginam się nieco pod ciężarem, jaki podąża za tą literacką legendą. Niemniej ciekawa jestem tej historii bardzo. Jeśli zawsze baliście się „Ulissesa”, to może skusicie się na taką wspólną literacką przechadzkę po Dublinie? Zawsze to raźniej.

Weź dokładkę!

18 komentarze

  1. Ach odwazacie sie na Ulissesa! Powodzenia! Marilyn Monroe uwazala ze jest swietny. A znowu Stephen Fry mial najlepsza rade jak czytac. It's just a matter of diving in and swimming fast powiedzial ponoc. (Czyli: trzeba po prostu zanurkowac i plynac szybko). Gleboki wdech i trzymajcie sie :)

    Jesli o Kafke chodzi to mam uraz. Polonistka przerabiala Proces w duchu, ktory Kundera nazwal skafkologizowaniem Kafki i troche mnie mnie przygniotlo. Od tego czasu nie mam ochoty na wiecej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie sięgnęłam do portfela, żeby sprawić sobie własny egzemplarz (w mojej bibliotece jest tylko taki niezbyt przyjemny w czytaniu małodrukowy i miękkookładkowy), ale jak przyjdzie, to chyba zrobię od razu głęboki wdech na zaś ;-).

      Ojej, to faktycznie musiało być nieprzyjemne -- co mogę zrobić, będę polecać bardzo, może spróbuj sięgnąć do jego listów ("Listy do Mileny" tutaj zwłaszcza), żeby zobaczyć, czy ta twarz Kafki Cię nie wciągnie? Napisałam kiedyś wpis o tym, czemu lubię Kafkę, tam między innymi wspominam o mojej fascynacji jego listami, stąd przyszło mi to do głowy :-).

      Usuń
  2. Biedny Gregor - to jedna z najtragiczniejszych opowieści o jednostce zmiażdżonej, inności pobitej i samotności umierania z rozpaczy i wstydu. Odarty z indywidualizmu zapomniał nawet o możliwości posiadania skrzydełek. Tożsamość znokautowana i triumf ogłupiałej władzą masy. Idiotyzm za pozorami człowieczeństwa. I oczywiście człowiek poniżony do funkcji owada - rozmyty, bez konturów, żuczek, którego można zmieść, udając, że przecież nic się nie stało.

    To upodlenie człowieka tak mnie przeraża, że aż boli w środku.

    Kafka wiedział dokładnie, jak zadziałać na wyobraźnię, jak osaczyć i jak pozbawić nadziei.

    A "Ulissesa" już mam i czeka na mnie cudowny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale, co ciekawe, wydaje mi się, że w dużej mierze Gregor, jeśli umiera z rozpaczy, to nawet nie dlatego, że rodzina tak a nie inaczej go traktuje, ale dlatego, że nie czuje się już użyteczny. A on chciał taki być -- poświęcił się dla Samsów zupełnie (przy czym nadal obstaję, że ta ich toksyczna relacja jest dwutorowa).

      Kiedy planujesz się zabrać za lekturę? Ja rozważam różne strategie, ale ta "dziesięciostronicowa" na razie zwyciężyła -- zobaczymy, jak wyjdzie w praniu :-D.

      Usuń
    2. Biedny ten Gregor - taka jednostka pozbawiona tożsamości i nawet własnych pragnień... Ta jego potrzeba użyteczności też boli i tnie głęboko, tym bardziej kiedy wiemy, jak bardzo został wykorzystany.

      A "Ulissesa" pożrę na raz! Tak jak z Proustem, bo inaczej rozpełznie się, rozmemła i będę nad nim biadolić. :D

      Usuń
    3. Ja cały czas nie jestem pewna, czy on został wykorzystany, czy raczej w takiej dziwnej zależności pasożytniczej dawał się wykorzystać aż do końca, bo myślał, że tylko w takiej relacji rodzina go ceni.

      Już zacieram ręce, na razie godnie stoi na półce, ale niedługo się zabieram, tak po kawałeczku ;-).

      Usuń
  3. To fascynujące, jak każda z was (przeczytałam już teksty Anny i Olgi) na co innego zwraca uwagę i nieco inaczej odbiera tę opowieść. U Ciebie szczególnie podoba mi się to, że zwróciłaś uwagę na niebagatelną rolę siostry, i ten Kokoschka. Uwielbiam takie literacko-artystyczne analogie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Bardzo mi się to podoba w Nabokoviadzie, bo mam też wrażenie, że każdy co innego nie tylko z tekstu literackiego, ale i z wykładu, bierze dla siebie, i to się wszystko fajnie uzupełnia :-).

      Dziękuję! Jest też taki czeski filozof, Karel Kosík, który do tego stopnia uznał postać siostry za kluczową, że cały swój zbiór esejów o historii XX wieku nazwał "Stuleciem Gerty Samsy". Także coś jest w tej siostrze, że może się stać aż tak dużą metaforą ;-).

      Usuń
    2. Też uwielbiam to w Nabokoviadzie, że każda z nas ma inny pomysł i inne treści wyciąga z tekstu. :D I żałuję, że nie ogarnęłam się wcześniej, bo ile dobra mnie ominęło!

      Usuń
    3. Mamy z Naią pewien pomysł, by jeszcze chwilę z Nabokovem poczytać, pewnie zdradzimy niedługo ;-).

      Usuń
  4. *wzdycha* Wygląda na to, że trzeba dopisać kolejną pozycję do listy "Przeczytać Jak Najszybciej" *mruga*

    Powodzenia z "Ulissesem" ;) Z Joyce'a zdecydowanie wolę "The Dubliners", ale opus magnum też ma w sobie wiele uroku (nawet jeśli łamie kręgosłup). A i trzeba przyznać, że dzisiejszy Dublin i Dublin Joyce'a są do siebie bardzo podobne i literackie przechadzki po Dublinie są niesamowitym doświadczeniem <3 (Plus, kawiarnia na której ścianach namalowano cytaty z dzieł największych irlandzkich twórców...)
    A co do "Ulissesa" jeszcze to anegdotka: gdy rocznik mojego przyjaciela miał przerabiać tę książkę na literaturze irlandzkiej, wykładowca (Irlandczyk) zabrał ich do pubu, bo w stanie "normalnym" się tej książki nie przeanalizuje XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kolejna historia o związkach alkoholu z lekturą Joyce'a, aż się boję ;-). "Dublińczyków" czytałam -- pamiętam, jak po pierwszych stronach odpadłam wtedy od "Ulissesa" i polecono mi właśnie "Dublińczyków", którzy okazali się bardzo przyjemną lekturą. Także trochę się boję zmagań z Dziełem-Które-Przeraża (wiadomo, legenda), ale pamiętam, że Joyce'a czytało mi się, dzięki "Dublińczykom" dobrze ;-).

      Usuń
  5. Dla mnie z perspektywy lektury całego utworu ten początek, ten Gregor nawet mimo szokującego odkrycia myślący tylko o pracy i odjeżdżającym pociągu, to był dowód na to, jak bardzo rodzina wyprała mu mózg. Ale z drugiej strony, racja, że do takiego wyprania nie doszłoby, gdyby na nie nie pozwolił, no i w tym ujęciu może rzeczywiście jest trochę śmieszny (choć mnie akurat mimo wszystko do śmiechu nie było) :).

    Haha, nie wiedziałam, że Kafka tak wyraźnie zastrzegał, żeby nie wyobrażać sobie Samsy jako robaka ;). W takiej sytuacji chyba tracą sens wszystkie ekranizacje? Chyba żeby pokazywać robaka tylko migawkowo, mgliście jak w opowiadaniu. A skoro mowa o ekranizacjach, natrafiłam ostatnio przypadkiem na ten trailer: https://www.youtube.com/watch?v=_H57OfsihAw i jest tak fascynująco obrzydliwy, że aż mam ochotę obejrzeć ten film.


    To prawda, że Greta z całego towarzystwa przeraża najbardziej. Matka, jak pisałaś u Olgi, wydaje się jednak najbardziej ludzka, ojciec, choć jako jedyny fizycznie podnosi rękę na Gregora, faktycznie wydaje się przestraszony (a strach to jednak też coś ludzkiego), za to w przypadku Grety dokonuje się coś jakby druga przemiana w tym utworze – od egzaltowanej miłości do nienawiści. Brrr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest taki jego list z 1915 bodajże, po tym jak dostał pierwszą propozycję okładki do "Przemiany", żeby w żadnym wypadku nie rysować Gregora-żuka, bo to nie o to chodzi ;-). Tak mi się od razu przypomniało przy lekturze szczegółowej entomologicznej analizy Nabokova.

      Greta też chyba jest na początku najmniej ukształtowana, stąd jej przemianę widać najwyraźniej. U matki -- najsłabiej. U ojca -- najbardziej powierzchownie (bo zmienia się głównie jego aparycja). Przy czym ta przemiana Grety zachodzi niepostrzeżenie, Kafka świetnie to uchwycił: widzimy oczyma Gregora, że coraz mniej dba o to, jakie jedzenie mu przynosi, czy pokój jest czysty i tak dalej. Dopiero na koniec przychodzi kategoryczne stwierdzenie, na koniec dopiero Gerta mówi, co myśli.

      I nie chcę wyjść na osobę bez serca, los Gregora jest straszny i pod tym względem "Przemiana" jest przerażająca, ale równocześnie jest w niej ten Kafkowski humor -- bardzo czarny, bardzo tragikomiczny. Ale umiem sobie wyobrazić, jak czytał "Przemianę" przyjaciołom i śmiał się do łez ;-).

      Usuń
    2. Ja mam wrażenie w ogóle, że gdzieś ostatnio czytałam historię tej pierwszej okładki, ale nie mogę sobie przypomnieć, gdzie. Chętnie bym teraz sobie tamten tekst odświeżyła.

      Właśnie, co do tego, że przemiana Grety odbywa się niepostrzeżenie – jest taki moment, w którym absolutnie nie wiem, co o niej myśleć, moment usuwania mebli z pokoju. Ja jej jeszcze wtedy uwierzyłam, że faktycznie chce zrobić Gregorowi przyjemność i dać mu więcej przestrzeni do ruchu, za to Nabokov w wykładzie jednoznacznie stwierdza, że to już z jej strony ewidentnie perfidne zagranie. Więc racja, że tę przemianę Kafka przedstawił baaardzo subtelnie.

      Nie uważam, że jesteś bez serca! ;) Bo humor rzeczywiście jest, choć mnie chyba jednak bliżej do tych oburzonych przyjaciół :P.

      Usuń
    3. Hm, nie wiem, kto mógł o tym pisać (sama mam wrażenie, że w pewnym momencie czytałam tyle o Kafce, że teraz to już jest nieco na zasadzie "wiem, że tak było, ale nie mam pojęcia, skąd to wiem" ;-)).

      O, to prawda, ta przemiana jakby zachodziła właśnie w tej scenie -- wchodzi z dobrymi zamiarami, a w trakcie usuwania mebli zaczynają już w niej kiełkować zamiary jak najgorsze.

      Usuń
  6. Ciekawy hołd Kafce złożył Haruki Murakami. W jego "Mężczyznach" bez kobiet można znaleźć całkiem niezłe odwrócenie tej historii, w którym to Gregor Samsa budzi się w ciele człowieka, ale ze świadomością robaka. Sam zbiór mnie wielce nie zachwycił, ale to opowiadanie się wyróżniło.

    OdpowiedzUsuń