Czeskie wampiry albo o opowiadaniach Jana Nerudy


Nie wiem, czy słyszeliście kiedyś o Janie Nerudzie (nie mylić z Pablem Nerudą). To taki XIX-wieczny czeski pisarz (nie zasypiajcie jeszcze!), którego naprawdę warto poznać, tym bardziej, że można się z nim zapoznać za pośrednictwem przekładów. Traf chciał, że w dwóch jego opowiadaniach mamy do czynienia z motywem wampira, więc idealnie pasuje do listopadowej aury za oknem.


Neruda w ogóle znany jest ze swoich opowiadań – najsłynniejsze pochodzą ze zbioru „Opowiadania ze Starej Pragi” – które pisał także na kanwie swoich przeżyć i uwag (pracował również bardzo aktywnie jako dziennikarz). Dwa opowiadania, które chcę Wam dzisiaj przybliżyć, mają podobne pochodzenie. Pierwsze, zatytułowane – a jakże – „Wampir” to efekt podróży Nerudy po Europie i Turcji (znajdziecie je w zbiorze „Różni ludzie”, zdaje się, że akurat nietłumaczonym), drugie – „Pod Trzema Liliami”, we wspomnianych „Opowiadaniach ze Starej Pragi” (przekład jest i już go kiedyś polecałam). Gdzie jednak jest wampir pogrzebany, zapytacie, bo po to tu wszak jesteśmy: tropić krwiopijcę w czeskiej prozie.

Wampir” rozgrywa się w słoneczne popołudnie na pograniczu Europy i Azji. Kilkoro turystów: polska rodzina – matka, ojciec, córka i jej ukochany – wraz z naszym Czechem-narratorem popatrują sobie na to, co widać, kiedy stanie się na wyspie niedaleko cieśnin czarnomorskich. Pogoda jest piękna, krajobraz sielankowy, wszystkich przepełniają dobre i miłe uczucia (Neruda z właściwą sobie gryzącą ironią – w świetle tego, co dalej dzieje się w opowiadaniu – każe nawet Polakowi wygłosić zdanie, że w takich okolicznościach byłby w stanie przebaczyć temu, kto by mu uczynił najgorszą krzywdę). Na pograniczu znajdują się jednak nie tylko turyści, czy może inaczej: jedno z nich znajduje się nie tylko na granicy geograficznej, ale także życia i śmierci, bo młoda Polka jest ciężko chora i wyjazd ma podreperować jej zdrowie. Pewien niepokój bohaterów wzbudza mroczna postać malarza Greka, ciągnącego za nimi. Kiedy rozstawia sztalugi, myślą, że pewnie maluje pejzaż, a oni stanowią jakiś rodzaj elementu obrazu. Jakie będzie ich zdumienie i przerażenie, kiedy odkryją, co namalował mroczny malarz.

Wampir jest tutaj bardziej przenośnią niż faktycznym mrocznym bytem. Jest nim oczywiście malarz, który nie żywi się krwią, ale nieszczęściem. Ma dar do wyczuwania osób, które wkrótce umrą i, jak podkreśla karczmarz, którego pytają o to inni bohaterowie, nigdy się nie myli. Ma więc jakieś nadnaturalne zdolności, ale nie tyle pozbawia swoje ofiary życia, co żeruje na ich śmierci – ekonomicznie. Maluje bowiem ich podobizny jeszcze za życia, by szybko je opchnąć zrozpaczonym żałobnikom po śmierci modela. Malarz jest jednak wyposażony w wygląd zaiste odpowiedni: nosi się na czarno, ma odpychającą powierzchowność i przywodzi trochę na myśl mrocznego lorda Ruthvena z opowiadania Polidoriego (nie wspominając o tym, że grasuje na zbliżonym geograficznie terytorium).
 
 
A niedaleko stąd rozgrywa się akcja drugiego opowiadania, o którym chciałabym Wam napisać. Zdj. Šjů, źródło.
 

Kiedy czytałam to opowiadanie do głowy przyszło mi jeszcze inne, które znałam już wcześniej: właśnie „Pod Trzema Liliami”. Dobrze jest jednak wracać do niby znanych tekstów, bo można w nich odkryć coś nowego. Co prawda nie znalazłam żadnej interpretacji wampirycznej, ale sama taką wysnułam, bo ono aż się o to prosi. Posłuchajcie. Jest mroczna burzowa noc, niedaleko na Strahovie zaś trwa w najlepsze potańcówka. Drzwi do gospody muszą być otwarte, bo w środku aż kipi, więc widać, co znajduje się na zewnątrz – nasz pierwszoplanowy narrator odpoczywając pomiędzy tańcami wygląda więc w mrok na zewnątrz. A w nim świecą porzucone pod murem kości: akurat w ostatnich dniach przenoszono stąd cmentarz, wykopując śmiertelne resztki, poza tym dookoła pełno jest otwartych grobów, z których je wyrzucono. Zupełnie zapomniałam, że jest tam taki krajobraz, który aż się prosi o interpretowanie całości jako wampirycznej, no ale to jeszcze nie koniec. Uwagę narratora przykuwa postać młodej, pięknej dziewczyny, zapamiętale tańczącej w szale zabawy. W pewnym momencie zjawia się po nią inna dziewczyna, wychodzą w deszcz i burzę, w końcu obserwowana śliczna i eteryczna istota wraca – a narrator podsłuchuje jej rozmowę z koleżanką: gdzie wychodziła w taką psią pogodę? Ach, siostra właśnie po nią przyszła, bo dopiero co zmarła ich matka.

I tutaj pojawia się pytanie: czy piękne, ale nieczułe dziewczę jest rodzajem psychicznego wampira, bo oto w narratora jakby diabeł wstąpił i nie marzy o niczym, jak o kolejnym tańcu z dziewczyną – czy może nasz narrator ma skłonności wampiryczne, bo kończy opowiadanie słowami, że przycisnął dziewczynę mocniej do siebie, jakby chciał wypić z niej tę jej złą, nieczułą duszę. Podoba mi się ta niejasność i ten splot, który tu widać. Mroczny erotyzm – tak charakterystyczny dla historii o wampirach – łączy się tutaj z niejasnym statusem obu postaci. Powinny być potępione: ona za uczestnictwo w zabawie w czasie agonii matki, on za zafascynowanie taką na pierwszy rzut oka złą do szpiku kości dziewczyną (piszę „na pierwszy rzut oka”, bo nic nie wiemy o relacji matka—córka, Neruda nie daje nam żadnych szczegółów i nie wiemy, czy może nie cierpiały się serdecznie albo nie żyły w poczuciu krzywdy; to trochę nadinterpretacja, bo jednak narrator jasno daje nam znać o swoim zafascynowaniu dziewczyną przez wzgląd na jej złe zachowanie, zresztą o tym, jak XIX-wieczni czescy pisarze przedstawiali relacje matka—córka można by napisać nie tylko osobną notkę, ale pewnie i całą opasłą monografię).

Tak więc, jak widzicie, wampiry pojawiają się i w literaturze czeskiej (rodzajem wampira jest też, było nie było, upiorny narzeczony z „Wiązanki” Erbena), czasami mniej, czasami bardziej metaforycznie. A czy przychodzi Wam na myśl jakiś wyrazisty polski wampir, oczywiście oprócz tego u Reymonta? Może znalazłby się jakiś w opowiadaniach Stefana Grabińskiego? Na półce czeka na mnie „Wampir” Marii Janion i liczę, że tam znajdę jakiegoś polskiego wampira.

7 komentarzy:

  1. "Wampir" Marii Janion to przecudna książka! Niestety nie pamiętam w tej chwili, czy były w niej przywołane jakieś polskie wampiry. Ale może coś w epoce romantyzmu by się znalazło ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie będę ją kończyć (większość rzeczy z aneksu, jak się okazuje, przeczytałam w tak zwanym międzyczasie ;-)). Co do polskich wampirów okazuje się, że Mickiewicz się upierał, jakoby duchowi polskiemu obce było utrwalanie ich w sztuce, bo grasowały po kulturze ludowej ;-). Ale Konrada można od biedy podciągnąć.

      Usuń
  2. To w ogóle dość ciekawe, że u nas literatura grozy nie była wielce popularna. Znaczy wśród twórców. Życie było dość straszne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę polskich horrorów klasycznych by się znalazło (pisałam o nich w maju), ale faktycznie nie było ich bardzo dużo. Na szczęście ostał się tam choć Stefan Grabiński (i tu bym może też szukała jakiegoś wampira).

      Usuń
  3. Nawet jeżeli zbiór, z którego pochodzi "Wampir", nie był w całości tłumaczony na polski, to samo opowiadanie chyba tak. Czytałam je, a nie znam czeskiego. Chyba że czytałam je w tłumaczeniu na angielski, ale wątpię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz oczywiście rację (mnie też się wydawało dziwnie znajome, chociaż tego zbioru Nerudy wcześniej nie czytałam) i nawet wiem, gdzie: w ostatniej części antologii "Czas i śmierć". Można chyba śmiało zakładać, że jeśli coś z czeskiej grozy się pojawiło, to tam ;-).

      Usuń
    2. Zapewne. Chwilowo nie mam tej ksiażki pod ręką, więc nie sprawdzę (ciągle jeszcze usiłuję się pozbierać po remoncie).

      Usuń